Wpisy od Tomasz Otocki
Honorowy obywatel – wstydliwy problem
Spór o upamiętnienie kard. Gulbinowicza w rejonie wileńskim
Korespondencja z Litwy
Lata temu region zasłynął z intronizowania Chrystusa Króla w obliczu politycznych niebezpieczeństw. Długo rządzony przez polską partię narodowo-katolicką, dziś współadministrowany także przez litewską socjaldemokrację, której przedstawicielem jest młody mer Robert Duchniewicz, wciąż ma problemy polityczne. W ostatnich miesiącach dyskutuje się tu o tym, czy odebrać honorowe obywatelstwo skazanemu przez Watykan m.in. za pedofilię kard. Henrykowi Gulbinowiczowi. W grę wchodzą także trzy ulice jego imienia. Rada rejonowa podzieliła się, większość członków umyła ręce. Gulbinowicz więc pozostaje na Wileńszczyźnie kontrowersyjnym patronem i honorowym obywatelem.
Odebrać te honory
– Moim zdaniem sprawa upamiętnienia kard. Gulbinowicza już dawno przestała być wyłącznie kwestią historyczną. Dziś to w dużej mierze spór o postawy i odpowiedzialność w życiu publicznym, który ma również wymiar polityczny – zaczyna rozmowę ze mną Daniel Ilkiewicz. Radny wileńskich liberałów urodził się w 1998 r., Gulbinowicza (od 11 lat honorowego obywatela rejonu) nie może dobrze pamiętać. Zresztą, jak informuje mnie lokalna dziennikarka katolicka Rūta Tumėnaitė, urodzony na przedwojennej Wileńszczyźnie kardynał nie jest osobą znaną wśród ogółu litewskich katolików. – To raczej bohater dla lokalnych Polaków – podkreśla dziennikarka katolickiej sekcji państwowej rozgłośni LRT.
Ilkiewicz, absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Wileńskim, były asystent litewskiej minister sprawiedliwości Eweliny Dobrowolskiej, od 2023 r. radny podstołecznego samorządu, mówi wprost: – Na całą sprawę patrzę przede wszystkim przez pryzmat ofiar. Wierzę, że prawda i odpowiedzialne podejście do polityki pamięci są po właściwej stronie i dlatego będę konsekwentnie poszukiwał kolejnych kroków prowadzących do godnego rozwiązania tej sprawy.
Słowa Ilkiewicza należy czytać wprost: Gulbinowiczowi trzeba odebrać honorowe obywatelstwo oraz patronat nad ulicami. Młody polityk Partii Wolności ma już nawet pomysł na nowe nazwy, dosyć na czasie: Obrońców Ukrainy oraz Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Rejonowa awantura trwa od kilku miesięcy, ale zaczęło się jeszcze w 2015 r. Wtedy rządząca niepodzielnie rejonem od 20 lat polska partia o profilu narodowo-katolickim, czyli Akcja Wyborcza Polaków na Litwie (AWPL), postanowiła uczcić urodzonego w 1923 r. w Wilnie kard. Gulbinowicza tytułem honorowego obywatela rejonu wileńskiego. „Za” głosowali prawie wszyscy radni, tylko jeden się wstrzymał. Tytuł honorowego obywatela ówczesna mer rejonu Maria Rekść wręczyła osobiście kardynałowi w 2017 r., podczas partyjno-samorządowej pielgrzymki do stolicy Dolnego Śląska. Specjalnie dla Gulbinowicza wystąpił wtedy Zespół Pieśni i Tańca Ludowego „Zgoda” z podwileńskiego Rudomina. Sam kardynał przypomniał, że przez rok pracował w tej miejscowości jako kleryk.
Biogram Gulbinowicza na stronie rejonu składa się zaledwie z kilku zdań. Przeczytać możemy, że wrocławski kapłan „urodził się w 1923 r. w rejonie wileńskim, gdzie spędził dzieciństwo i młodość, po wojnie był zmuszony do opuszczenia swej ojczyzny”. Strona internetowa samorządu informuje też, że Gulbinowicz „swoje życie ofiarował Bogu i ludziom. W czasach sowieckich walczył o przetrwanie Kościoła Katolickiego (pisownia oryginalna). Wspierał parafie Wileńszczyzny, przyczynił się do remontów kościołów, organizował wycieczki uczniów z Wileńszczyzny do Polski”.
O jednej z takich wycieczek opowie publicznie na Facebooku, a później w litewskich mediach, przewodniczka wileńska Alina Obolewicz, ofiara Gulbinowicza.
Wchodzę jeszcze raz na stronę internetową rejonu wileńskiego, przeglądam listę honorowych obywateli samorządu. Oprócz księży znajdują się na niej politycy związani z lokalną partią AWPL-ZChR, w tym europoseł Waldemar Tomaszewski. „Tym tytułem oceniono jego zasługi, wkład w dobrobyt i rozkwit rejonu wileńskiego”, widnieje w notce o nim. Tomaszewski był w przeszłości wicemerem rejonu, obecnie jest m.in. prezesem ogólnorepublikańskiej, ale także rejonowej organizacji Związku Polaków na Litwie. Przede wszystkim jednak kręci jako prezes z wieloletnim stażem AWPL-ZChR (człon ZChR, Związek Chrześcijańskich Rodzin, ugrupowanie dodało do nazwy w 2016 r.) partią narodowo-katolicką, choć przeciwnicy Tomaszewskiego powiedzieliby, że „narodowo-sowiecką”, ale zostawmy te uszczypliwości.
Watykan jedno, Wileńszczyzna drugie
Gulbinowicz stał się również patronem trzech ulic w rejonie wileńskim. Żaden inny samorząd, w tym stołeczny, choć kardynał formalnie urodził się w Wilnie, a nie w samym rejonie, nie poszedł tą drogą. No ale w stolicy Litwy większości nigdy nie miała AWPL-ZChR, jedynie od czasu do czasu współrządziła tym samorządem.
W 2020 r. Watykan nałożył na
Coraz mniej Moskwy
Łotwa wyłącza nadawanie w języku rosyjskim
Korespondencja z Rygi
Po rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 r. Łotwa coraz gorliwiej pozbywa się śladów rosyjskości, interpretowanych jako relikty sowieckiej okupacji lub XIX-wiecznego rosyjskiego imperializmu. Nie ma już w Rydze pomnika radzieckich „wyzwolicieli” miasta, jakiś czas temu z mapy zniknęło Moskiewskie Przedmieście, a z Parku Kronwalda – pomnik Puszkina. Po łotewskiej reformie edukacji, która zlikwidowała szkolnictwo w językach mniejszości narodowych, Rosjanie mieszkający nad Dźwiną obawiają się kolejnego problemu: zamknięcia mediów nadających w języku rosyjskim.
W nowy rok Ryga weszła trochę nerwowo. Ostatniego dnia starego roku wicemer miasta z partii narodowców Edvards Ratnieks nawoływał, by zgłaszać służbom nazwiska sąsiadów, którzy wystrzeliwali fajerwerki według czasu moskiewskiego. 31 grudnia 2025 r. mieszkańcy Łotwy po raz ostatni usłyszeli także rosyjskie słowo w łotewskim radiu publicznym. Do historii przeszedł bowiem rosyjskojęzyczny 4 kanał radia, nadający również audycje w językach innych mniejszości narodowych.
Czy to już koniec, czy zaledwie początek totalnej derusyfikacji Łotwy?
Łatgalskie Przedmieście – i bardzo dobrze
Choć po odzyskaniu przez Łotwę niepodległości w 1990 r. uchwalano różne prawa wymierzone w mniejszość rosyjskojęzyczną, postrzegane przez nią jako dyskryminacja, a przez Łotyszy bardzo często odczuwane jako konieczna samoobrona przed społecznością, która w czasach radzieckich rozrosła się ponad miarę – to sytuacja w zasadzie była stabilna. Coraz więcej Rosjan w ramach procesu naturalizacji otrzymywało obywatelstwo, młodzi uczyli się w szkołach języka łotewskiego i korzystali z szans, które otworzyło wejście kraju do Unii Europejskiej w 2004 r.
Wydawało się nawet, że Rosjanie są w stanie wywalczyć „swoje” także na poziomie politycznym. Na przykład wtedy, gdy w 2009 r. pierwszy raz w historii Ryżanie wybrali na mera etnicznego Rosjanina Niła Uszakowa. Co prawda jego partia Zgoda nigdy nie została dopuszczona do władzy na szczeblu centralnym, otaczał ją „kordon sanitarny”, ale Rosjanie coraz bardziej czuli się częścią niepodległej Łotwy. Świętowali łotewskie rocznice 4 maja albo 18 listopada, zaciągali się do Zemessardze (Gwardii Narodowej) czy do wojska łotewskiego. Przyswajali język łotewski,
Lewica się reorganizuje
Nowa socjaldemokratyczna premierka Litwy w ogniu krytyki
Jeszcze jesienią zeszłego roku Litewska Partia Socjaldemokratyczna (LSDP) triumfowała, zdobywając w wyborach do Sejmu jedną piątą głosów oraz 52 ze 141 mandatów w parlamencie. Po rezygnacji przewodniczącej Viliji Blinkevičiūtė z przyjęcia funkcji premierki, co eurodeputowana tłumaczyła swoim wiekiem i stanem zdrowia, udało się dość sprawnie utworzyć nową koalicję. Na jej czele stanął były wicemer Wilna, 46-letni Gintautas Paluckas, przedstawiciel młodszego, bardziej ideowego pokolenia partyjnego.
Koalicja wokół Paluckasa
W skład rządu weszły trzy partie: oprócz socjaldemokratów także Związek Demokratów „W imię Litwy” Sauliusa Skvernelisa, premiera w latach 2016-2020, który w nowym rozdaniu został przewodniczącym Sejmu, a także antysystemowy Świt Niemna, założony przez Remigijusa Žemaitaitisa, młodego polityka, który w 2023 r. zasłynął wypowiedziami wymierzonymi w Izrael. Zwłaszcza wejście do koalicji rządzącej tej ostatniej partii, porównywanej z niemiecką AfD, budziło kontrowersje. Socjaldemokraci tłumaczyli jednak wyborcom, że „nie mieli wyjścia”.
Litwa nie zna bowiem, inaczej niż Niemcy czy Holandia, tradycji „wielkich koalicji” między lewicą a prawicą. Zresztą wejściu w sojusz z socjaldemokratami sprzeciwiał się ówczesny lider konserwatywnego Związku Ojczyzny, partii rządzącej w latach 2020-2024, Gabrielius Landsbergis.
Rząd Paluckasa przetrwał kilka miesięcy bez większych kontrowersji, pomijając sprawę koalicji z Žemaitaitisem. Tymczasem już w lipcu premier był zmuszony podać się do dymisji. Co się stało?
Pierwsze kontrowersje, ujawnione przez Laisvės TV Andriusa Tapinasa oraz Centrum Dziennikarstwa Śledczego Siena, pojawiły się pod koniec czerwca tego roku. Chodziło m.in. o niejasne związki Paluckasa z biznesmenem Darijusem Vilčinskasem, w tym sprzedaż mieszkania w Wilnie za 230 tys. euro oraz przejęcie zniszczonego pałacu w stolicy Litwy, którego wartość szacowano na 6 mln euro.
Później głównym zarzutem wobec lidera socjaldemokratów stała się sprawa preferencyjnej pożyczki udzielonej przez Narodowy Bank Rozwoju ILTE spółce Garnis, której Paluckas był udziałowcem. Podczas śledztwa wykazano również, że były szef rządu otrzymał w 2024 r. pożyczkę w wysokości 200 tys. euro od własnej firmy Emus. Jak podkreśla analityczka ds. krajów bałtyckich Kinga Dudzińska w analizie dla Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych: „Funkcjonariusze Litewskiej Służby Dochodzeń Finansowych (FNTT) przeprowadzili też przeszukania w należącej do bratowej premiera firmie Dankora, która za pieniądze unijne zamierzała kupić od Garnis akumulatorowe systemy magazynowania energii”.
Firma Dankora zapewniła publicznie, że przetarg był przeprowadzony zgodnie z prawem, a szef socjaldemokratów nie uczestniczył w jej działalności, jednak była zmuszona oddać otrzymane środki europejskie. Jak pod koniec lipca podawał do wiadomości portal zw.lt, sprawą Paluckasa zajęły się służby śledcze, poddając prześwietleniu wcześniejszą działalność i transakcje premiera.
Jeszcze w drugiej połowie lipca władze LSDP wyraziły zaufanie wobec swojego szefa, koncentrując się na jesiennej sesji Sejmu oraz pracach nad budżetem na kolejny rok. Później nastroje w partii stały się minorowe, prezydent zaś dał premierowi dwa tygodnie na wyjaśnienie zarzutów. „Jeśli to nie poskutkuje, powinien podać się dymisji”, powiedział Gitanas Nausėda. Ostatecznie stało się to 31 lipca, premier ustąpił także z funkcji prezesa partii.
Kandydatury na szefa rządu
Po dymisji Paluckasa socjaldemokraci przedstawili cztery kandydatury na stanowisko nowego premiera. Wśród nich znaleźli się pełniący obowiązki nowego przewodniczącego LSDP Mindaugas Sinkevičius, mer rejonu janowskiego, Juozas Olekas, wiceprzewodniczący Sejmu i były minister obrony Inga Ruginienė, minister pracy i opieki społecznej oraz Robert Duchniewicz – Polak z Wileńszczyzny, wiceprzewodniczący LSDP, mer rejonu wileńskiego.
Zainteresowanie wzbudziło nazwisko tego ostatniego. Duchniewicz, podobnie jak Sinkevičius i Ruginienė, a inaczej niż Olekas, jest bowiem „młodą nadzieją lewicy”, zwłaszcza od czasu, gdy w 2023 r. wygrał wybory na mera rejonu wileńskiego, pozbawiając tego stanowiska Akcję Wyborczą Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR), rządzącą rejonem od połowy lat 90. Jest także – podobnie jak była minister sprawiedliwości w rządzie centroprawicy Ewelina Dobrowolska czy obecny minister spraw wewnętrznych
Konserwatyści rządzą tylko raz
W Europie Środkowo-Wschodniej lewica przechodzi kryzys, tymczasem na Litwie po raz piąty w historii wygrała wybory do Sejmu
W większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej lewica przechodzi kryzys. Na Litwie jednak po raz piąty w historii wygrała wybory sejmowe. W ich wyniku partii kierowanej przez Viliję Blinkevičiūtė przypadną 52 mandaty (na 141 posłów, których liczy Sejm), konserwatystom 28, a mniejsze partie muszą się zadowolić liczbą od 3 do 20 mandatów. Choć nowa koalicja wydaje się jasna, nie wiadomo, kto zostanie premierem. Największe szanse na to ma Gintautas Paluckas, polityk młodego pokolenia. Ciekawe jest także, jaka będzie rola populistów w nowym Sejmie.
Konserwatywne czterolecie
Jeszcze jesienią 2020 r. na Litwie triumfowali konserwatyści (zdobyli wówczas 50 mandatów), którzy stworzyli rząd z dwiema partiami liberalnymi: Ruchem Liberałów (13 mandatów) oraz Partią Wolności (11 mandatów). Teraz to drugie ugrupowanie, będące w awangardzie „praw jednostki”, najsilniej upominające się o sprawy osób LGBT, w ogóle nie weszło do Sejmu, Ruch Liberałów zaś będzie miał natomiast w nowej kadencji 12 posłów. Za mało, by kontynuować konserwatywno-liberalną koalicję pod kierownictwem premier Ingridy Šimonytė.
Powiedzenie, że konserwatyści „rządzą tylko raz”, znowu się sprawdziło. – Rządy koalicji konserwatystów i liberałów przypadły na czasy kryzysów. Pandemia, kryzys migracyjny, wojna na Ukrainie, inflacja źródeł energii, wszelkiego rodzaju skandale finansowe, pedofilskie. Litwa wyszła z nich obronną ręką, ale władze, szczególnie konserwatyści, nie próbowały nawet dyskutować ze społeczeństwem na temat działań antykryzysowych – tłumaczy Aleksander Radczenko, doradca liberalnej przewodniczącej Sejmu Viktorii Čmilytė-Nielsen, który precyzuje, że w rozmowie z „Przeglądem” reprezentuje własne stanowisko, a nie swojej szefowej.
Jak podkreśla Radczenko, społeczeństwo, a nawet mniejsi partnerzy koalicyjni byli często stawiani przed faktami dokonanymi. Premierka Ingrida Šimonytė zasłynęła wypowiedzią: „Jeśli wam się nie podoba nasza władza, to za kilka lat będą wybory i będziecie mogli wybrać sobie inną”.
– Właśnie ta arogancja konserwatystów, a nie sytuacja gospodarcza, która jest w sumie dobra, zmobilizowała większość wyborców do głosowania przeciwko, na kogokolwiek, byle nie na konserwatystę – dodaje Radczenko.
Swoje zrobiła także ordynacja większościowa – w drugiej turze dała przewagę wszystkim tym kandydatom, bardzo szerokiego spektrum centrolewicy, którzy nie byli związani z konserwatystami. Do rangi symbolu urósł fakt, że w centrum Kowna Gabrielius Landsbergis, autor „jastrzębiej polityki” wobec Rosji i Chin, przegrał wybory z obecnym ministrem kultury z Ruchu Liberałów Simonasem Kairysem. Z jednym zastrzeżeniem – ukarano go nie za politykę zagraniczną, ale za przewodniczenie partii konserwatywnej. Landsbergis, lider ugrupowania, które przechodzi teraz do opozycji, podał się właśnie do dymisji z funkcji przewodniczącego. Być może w przyszłości zastąpi go odchodząca premier Šimonytė.
Lewica triumfowała 12 lat temu
Decyzji o powstaniu nowej koalicji jeszcze nie podjęto, Litwą zapewne rządzić będzie jednak centrolewicowy triumwirat, podobnie jak w 2012 r., gdy ostatni raz w historii lewica przejmowała władzę. Byłych partnerów koalicyjnych Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej (LSDP) Algirdasa Butkevičiusa: Partię Pracy oraz Porządek i Sprawiedliwość, o których istnieniu nikt już na Litwie nie pamięta, zastąpią najprawdopodobniej Związek Demokratyczny „W imię Litwy” byłego premiera Sauliusa Skvernelisa (sprawował władzę w latach 2016-2020, stojąc na czele centrolewicowej koalicji) oraz Związek Chłopów i Zielonych, którym kieruje litewski oligarcha, właściciel ziemski Ramūnas Karbauskis (do 2022 r. był patronem politycznym Skvernelisa).
Antonowicz przez w
Litwa legalizuje polskie nazwiska Choć obiektywnie dotyczy niewielkiej liczby osób, sprawa ta przez lata zatruwała stosunki między Warszawą a Wilnem. Ostatnia wizyta Lecha Kaczyńskiego na Litwie, dwa dni przed katastrofą smoleńską, została zepsuta głosowaniem Seimasu, który nie zgodził się na oryginalną pisownię nazwisk przedstawicieli mniejszości narodowych. 18 stycznia br. parlament Litwy, tym razem również zdominowany przez centroprawicę, przyjął prawo zezwalające na użycie trzech liter: w, x oraz q w pisowni nazwisk litewskich obywateli. Choć
Związek Polaków w rękach Tomaszewskiego
Największa organizacja społeczna Polaków na Litwie może się stać przybudówką katolicko-narodowej partii AWPL-ZChR Pod koniec czerwca na szefa Związku Polaków na Litwie (ZPL), najstarszej organizacji polonijnej na Wileńszczyźnie, wybrany został lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin Waldemar Tomaszewski. Zastąpił on Michała Mackiewicza, kierującego ZPL od 2002 r. i co najmniej od kilku lat wzbudzającego kontrowersje. Choć nowego prezesa udało się wybrać już w pierwszej turze, prawie połowa delegatów na zjazd nie udzieliła mu poparcia.
60-latka nadzieją młodych
Czy była minister pracy Vilija Blinkevičiūtė poprowadzi litewską lewicę do zwycięstwa? Kilka tygodni temu rozpoczął się nowy rozdział w historii litewskiej socjaldemokracji. Po paru latach eksperymentów z przywództwem polityka młodego pokolenia, 41-letniego Gintautasa Paluckasa, po raz pierwszy kierowanie partią powierzono kobiecie. Jest nią Vilija Blinkevičiūtė. Nowa liderka daje szansę na wzrost poparcia i lepszy wynik w wyborach w 2024 r. Pod warunkiem jednak, że partia weźmie się w garść i zacznie prezentować wyborcom klarowny przekaz.
Zmiana warty na Litwie
Prawica przejmuje władzę, lewica w defensywie Po raz kolejny w ostatnich latach w Wilnie dojdzie do zmiany warty. Tym razem eklektyczna, konserwatywna i socjalna koalicja skupiona wokół Związku Chłopów i Zielonych (z udziałem polskiej partii) przekaże władzę bardziej spójnej grupie konserwatystów i liberałów. Po drugiej turze wyborów do Sejmu, która odbyła się 25 października, będziemy mieli powtórkę z 2008 r., gdy tworzono prawicowy rząd Andriusa Kubiliusa. On także przejmował władzę w sytuacji kryzysu. Wtedy gospodarczego, światowego, dziś






