Będzie szczęście z in vitro

Będzie szczęście z in vitro

Prof. Marian Szamatowicz: – To wasz sukces! „Przegląd” był motorem walki o refundację leczenia niepłodności

Wywalczyliśmy refundację leczenia niepłodności. Rząd zaakceptował tzw. koszyk negatywny, listę zabiegów, które nie będą finansowane w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Po raz pierwszy nie ma na niej in vitro.
Wojnę o prawo do leczenia niepłodności zaczęliśmy pół roku temu. „Szczęście z in vitro” – taki tytuł nosił artykuł („Przegląd” nr 5/2004), w którym domagaliśmy się refundacji zabiegów in vitro, czyli kosztownego zapłodnienia pozaustrojowego, jednej z metod leczenia niepłodności. Podjęliśmy apel prof. Mariana Szamatowicza, to on jako pierwszy w białostockiej klinice (w 1987 r.) zastosował z powodzeniem tę metodę, a do dziś wraz ze znakomitym zespołem pomógł setkom rodzin. Koszt – około 5 tys. zł, w prywatnych klinikach kobiety płaciły nawet 12 tys. Kwotę tę trzeba kilka razy pomnożyć, bo rzadko się zdarza, by pierwszy zabieg zaowocował ciążą.
„Miliony Polaków rozpaczliwie marzą o dziecku w rodzinie. Z powodu niepłodności cierpi ok. 1,5 mln kobiet, dla wielu jedyną szansą na macierzyństwo jest in vitro. Domagamy się refundacji tej metody na poziomie innych państw europejskich” – to fragment naszego listu otwartego do parlamentu, który podpisały znakomite przedstawicielki polityki i kultury. Wsparła nas również wicepremier Izabela Jaruga-Nowacka. Zapis o refundacji znalazł się także w projekcie ustawy złożonej przez Parlamentarną Grupę Kobiet. Ale nie byłoby sukcesu, gdyby nie setki listów z poparciem od naszych Czytelników. Pisali do nas, do parlamentu, do Ministerstwa Zdrowia. Pomogło.
– Projekt ustawy trafił do Sejmu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, pierwsze czytanie odbędzie się już na najbliższym posiedzeniu – mówi wiceminister zdrowia, Ewa Kralkowska.
Prof. Marian Szamatowicz cieszy się z sukcesu, ale nie kryje też niepokoju. – Co zrobi ten rozdygotany Sejm? – pyta. – Mam nadzieję, że pomyśli o cierpieniu wielu małżeństw.
Profesor niepokoi się również o koszty leków stosowanych przy in vitro. Około połowy ceny wynoszą właśnie opłaty za niezbędne leki. Czy i na zwrot tej sumy mogą liczyć pacjenci? Wiceminister Kralkowska uspokaja, że stosowne preparaty powinny się znaleźć na przygotowywanej właśnie liście leków refundowanych. Dobrą wiadomością jest również fakt, że liczba bezpłatnych zabiegów in vitro nie zostanie określona. – To lekarz znający stan zdrowia kobiety zadecyduje, ile prób jest potrzebnych – tłumaczy wiceminister Kralkowska.
I jeszcze jedno – refundacja ureguluje dziki rynek tego typu usług. NFZ nie podpisze umowy z nierzetelnymi klinikami. A te wreszcie wypadną z rynku.

 

Wydanie: 25/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy