MSZ od środka. Ciąg dalszy…

MSZ od środka. Ciąg dalszy…

Izydorczyk wygrywa z Papierzem

Stało się. Jacek Izydorczyk, były ambasador RP w Japonii, został uniewinniony od zarzutu naruszenia dyscypliny finansów publicznych. Tak oto padł główny pretekst odwołania go z placówki.

Pretekstem tym był fakt, że ambasador jeździł w podróże służbowe, na spotkania oficjalne poza Tokio, na które był zaproszony razem z żoną. I że na koszt ambasady kupował żonie bilety kolejowe i lotnicze. Chodziło o sześć podróży do Kobe, Hiroszimy, Takaoki i Fukuoki. W sumie koszt tych biletów to równowartość… niecałych 5,5 tys. zł. Tę „nieprawidłowość” wykryły dwie trzyosobowe komisje, które w tej sprawie przylatywały do Tokio z Warszawy. Ile kosztowały ich loty, w jakiej klasie się odbywały, ile kosztowały hotele osób z komisji MSZ, to oczywiście już nikogo nie wzrusza. Warto tylko zauważyć, że koszt lotu na trasie Warszawa-Tokio może sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych.

W każdym razie po kontroli rachunków i dokumentów ambasady przeciw Izydorczykowi został skierowany wniosek do Międzyresortowej Komisji Orzekającej przy Ministerstwie Finansów o naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

Sprawa ta posłużyła też jako uzasadnienie jego odwołania. Odpowiednio „oprawiona” została puszczona w świat – nagle pojawiły się plotki o rzekomych nadużyciach finansowych ambasadora. Trafiały one i do polityków, i do dziennikarzy. A w radiowych audycjach pytani o Izydorczyka wiceministrowie spraw zagranicznych Marcin Przydacz i Paweł Jabłoński dawali do zrozumienia, że za jego odwołaniem kryje się jakaś straszna afera.

Cóż, teraz możemy poznać jej wagę. 19 lutego Międzyresortowa Komisja Orzekająca w sprawach o naruszenie dyscypliny finansów publicznych wydała orzeczenie, w którym uniewinniła Izydorczyka. Oczywiście MSZ od orzeczenia może się odwołać, ale już samo upublicznienie zarzutów czyni całą sprawę śmieszną.

Kilka tygodni temu na łamach PRZEGLĄDU inny odwołany ambasador, Jarosław Suchoples, stawiał tezę, że wszystkie zarzuty finansowe wobec niego i Jacka Izydorczyka miały jedynie zapewnić dyrektorowi generalnemu MSZ Andrzejowi Papierzowi kwit, że słusznie odwołano ambasadora. W całym tym działaniu chodzi zaś wyłącznie o to, aby obsadzić ambasadorskie funkcje „swoimi”.

A że jest to robione brutalnie? Jacek Izydorczyk na YouTubie udostępnił nagranie rozmowy ze swoim zastępcą, który – gdy Izydorczyka odwołano i urlopowano – mianowany został kierownikiem placówki. Z tej rozmowy dowiadujemy się, że dyrektor generalny odciął Izydorczyka od poczty elektronicznej, nie tylko służbowej, ale i prywatnej. I że zabrania mu składania wizyt pożegnalnych szefowi protokołu dyplomatycznego w japońskim MSZ, prezesowi Sądu Najwyższego i w Pałacu Cesarskim. „Wykastrowali pana i wyrzucili pana jaja na mrowisko”, „ja panu współczuję”, mówi chargé d’affaires ad interim, dodając: „Mnie się z panem dobrze pracowało”. Ale to nie miało znaczenia.

Co dalej? Zbliża się termin sprawy, którą Andrzej Papierz wytoczył Jackowi Izydorczykowi. Chodzi o opowieść byłego ambasadora, że Papierz w szintoistycznej świątyni w Kamakurze popisywał się obscenicznymi gestami. Dyrektor generalny na poparcie pozwu zamieścił oświadczenie towarzyszących mu urzędników MSZ, że Jacka Izydorczyka w tym czasie z nimi nie było, bo był przy posągu Buddy, więc jego opowieści, siłą rzeczy, muszą być zmyślone.

Izydorczyk kontratakuje. Po pierwsze, mówi, w świątyniach szintoistycznych nie ma posągów Buddy, bo to dwie różne religie. Po drugie, świątynia buddyjska leży kilka kilometrów od szintoistycznej, nie sposób zatem zwiedzać ich równocześnie ani tak, że na chwilę odchodzi się od grupy. Po trzecie, Izydorczyk ma zdjęcia z tej wycieczki, na których widać, że grupa wciąż jest razem. I przy jednej, i przy drugiej świątyni. Oskarża więc urzędników MSZ, że aby chronić Papierza, poświadczają nieprawdę, zresztą w nieudolny sposób.

Sprawa zatem wcale nie usycha, przeciwnie – rozwija się. O ile jednak kilka miesięcy temu Izydorczyk był w kiepskiej sytuacji jako osoba co najmniej niepoważna, na której ciążą zarzuty machlojek finansowych, a Papierz mógł grać rolę niesłusznie atakowanego dyplomaty, o tyle teraz role się odwróciły. Izydorczyk jest wolny od zarzutów o nadużycia finansowe, a oświadczenie obrońców Papierza w sprawie tzw. incydentu w Kamakurze rozłazi się w szwach. Ciąg dalszy nastąpi.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 10/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy