Tag "MSZ"

Powrót na stronę główną
Historia

Przesiedleńcy czy wypędzeni?

Nieznana relacja z rozmów Mariana Orzechowskiego z Hansem-Dietrichem Genscherem

W całej powojennej historii relacje między Polską a RFN miały niezwykłą wagę. Nawet w III RP co jakiś czas wyciąga się „niemiecką kartę”. Ostatnio robi to PiS, co powoduje, że i premier Donald Tusk musi się odnosić do podnoszonych przez Jarosława Kaczyńskiego żądań reparacji. Punktów spornych między Polską a RFN byłoby więcej, gdyby ich części nie udało się uregulować przez ekipy gen. Wojciecha Jaruzelskiego i Tadeusza Mazowieckiego.

Poniżej drukujemy nigdzie do tej pory nieupubliczniane obszerne wspomnienia prof. Mariana Orzechowskiego, ministra spraw zagranicznych w latach 1985-1988. Tekst jest skrótem części „Niemieckie obrachunki”, napisanym przez byłego ministra w 1991 r. Z tych wspomnień publikujemy opis dwóch wizyt – Mariana Orzechowskiego w RFN w 1986 r. i Hansa-Dietricha Genschera, wieloletniego lidera FDP, wicekanclerza i ministra spraw zagranicznych (1974-1992, z krótką przerwą w 1982 r.) w Polsce w 1988 r.

Opis obu wizyt pokazuje, jak wiele spraw trzeba załatwić, przezwyciężając wzajemne uprzedzenia i fundamenty dotychczasowej polityki. Bez tych działań coś, co nazywamy polityką pojednania i współpracy, byłoby tylko w sferze marzeń.

 

12 listopada 1985 r. Sejm powołał mnie na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Nominację poprzedziła długa rozmowa z Jaruzelskim. Istotną jej częścią były stosunki polsko-niemieckie, a zwłaszcza stosunki z RFN. Jednym z moich podstawowych zadań miała być ich poprawa, „oczyszczenie przedpola” dla ich normalizacji.

Dalekie od „normalności” były nie tylko stosunki z RFN, ale i z NRD. Za fasadą oficjalnej przyjaźni skrywało się wiele wzajemnych urazów, nieporozumień, nierozwiązanych problemów spornych. (…).

Stosunki z Republiką Federalną Niemiec były wówczas bardzo chłodne. Hans-Dietrich Genscher w ostatniej dosłownie chwili odwołał przewidzianą na jesień 1985 r. wizytę w Polsce. Powód był banalny, ale wystarczający. MSZ za wiedzą i zgodą Jaruzelskiego odmówiło wizy dziennikarzowi z „Die Welt”, który miał towarzyszyć Genscherowi. Uznano go za rewizjonistę, źle nastawionego do Polski. (…)

Bardzo szybko po mojej nominacji wróciliśmy do sprawy wizyty Genschera w Polsce. Zasugerował on jednak, abym ja pierwszy przyjechał do Bonn. Sugestie przyjęliśmy. W rozmowach z Jaruzelskim ustaliliśmy główne założenia wizyty. Miałem w Bonn przedstawić nie tylko naszą gotowość porozumienia, ale i konkretną koncepcję „oczyszczenia przedpola”, umożliwiającą porozumienie, a w przyszłości i pojednanie polsko-niemieckie. „Oczyszczenie przedpola” oznaczało usunięcie przeszkód wynikających głównie z tzw. niemieckich pozycji prawnych,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Polityka duża i mała

Polityka zagraniczna dzieli się na tę większą i małą.

Na początek o większej. Otóż w ubiegłym tygodniu z oficjalną wizytą w Pekinie przebywał premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. Była to pierwsza wizyta szefa brytyjskiego rządu w Chinach od ośmiu lat. Na pokład samolotu do Pekinu Starmer zabrał ponad 50 menedżerów brytyjskich firm, a głównym tematem wizyty były sprawy handlowe. Starmer to czwarty przywódca Zachodu – czy też sojuszników USA – który w styczniu odwiedził Pekin.

Na początku stycznia prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung i przewodniczący Chin Xi Jinping ogłosili w Pekinie pełne wznowienie strategicznych relacji między swoimi krajami. I podpisali 15 porozumień dotyczących współpracy gospodarczej.

W styczniu z przewodniczącym Xi rozmawiali w Pekinie premier Finlandii Petteri Orpo oraz kanadyjski premier Mark Carney, który podpisał z Chinami porozumienie gospodarcze, mające znieść bariery handlowe.

Jeszcze wcześniej,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Wojna, którą odpalił Duda

Od ponad dwóch lat nie ma nominacji ambasadorskich

Wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Kolejne spotkanie Karola Nawrockiego i Radosława Sikorskiego pozwala przypuszczać, że są oni na dobrej drodze, by zawrzeć umowę w sprawie ambasadorów. Mamy bowiem nienormalną sytuację: od ponad dwóch lat prezydent RP – najpierw Andrzej Duda, teraz Karol Nawrocki – nie podpisuje nominacji. A jeżeli już, to w drodze wyjątku. W efekcie w najważniejszych państwach ambasadorami kierują chargé d’affaires, co zdecydowanie osłabia pozycję Polski.

Ta blokada jest niezrozumiała, tracą na niej i prezydent, i szef MSZ. Pora więc się porozumieć. Czyli de facto zburzyć wszystko to, co zbudowało w naszej dyplomacji PiS.

Co zbudowało PiS

PiS przejęło MSZ po wygranych wyborach w 2015 r. z głębokim przekonaniem, że oto wkracza do jaskini lwa, na wrogie terytorium, opanowane przez byłych agentów SB, ludzi Geremka i przeciwników PiS. To przekonanie pozostało w PiS do końca.

W efekcie trwający przez lata spór między prezydentem RP a rządem w sprawie ambasadorów, w istocie przepychanka, przekształcony został niemal w bój o znaczeniu ustrojowym. Kancelaria Andrzeja Dudy stale wchodziła w konflikt z MSZ w kwestii nominacji ambasadorów. Wnioski o podpis czekały miesiącami. Ówczesny szef MSZ Witold Waszczykowski głośno mówił, że nie rozumie tej blokady.

„Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ”, wołał Waszczykowski w Radiu RMF FM. Zarazem przypominał, że są to kandydaci zaakceptowani przez MSZ, premiera oraz sejmową Komisję Spraw Zagranicznych. I że ich kandydatury czekają na podpis od miesięcy.

Jeżeli więc dziś dowiadujemy się, że kilkadziesiąt placówek jest kierowanych przez chargé d’affaires, warto pamiętać, że w czasach PiS nie było dużo lepiej. Takie placówki jak Paryż czy Rzym pozostawały nieobsadzone i przez rok. Upór Dudy czasami był zabójczy. Przez wszystkie etapy na drodze do stanowiska ambasadora w Norwegii przebrnął Jarosław Łasiński, ale prezydent nie podpisał mu nominacji i pół roku później MSZ przedstawiało inną kandydaturę (Iwony Woickiej-Żuławskiej).

W ten sposób Andrzej Duda wywalczył przyczółki swojej władzy: Stany Zjednoczone, ONZ, Izrael, Chiny, Watykan – tam pojechali ambasadorzy z jego rekomendacji. Polityka zagraniczna została podzielona: sprawy europejskie to premier, transatlantyckie – prezydent, obronne – trochę prezydent, trochę szef MON, reszta – MSZ.

Ustawa, której nikt nie pamięta

A partia? PiS? Partia też się wpychała i ostatecznie się wepchnęła, gdy szefem MSZ został Zbigniew Rau. To on dokończył czystkę w MSZ i doprowadził do legalizacji upartyjnienia, wprowadzając na początku 2021 r. nową ustawę o służbie zagranicznej.

Ustawa zmieniła pozycję ambasadorów. Oddzieliła ich od korpusu MSZ, postawiła ich w roli nominatów politycznych. Nie wymagano już od nich choćby znajomości języków obcych, przestali być odpowiedzialni za bieżące kierowanie ambasadą,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Po co nam Szwajcaria?

Marek Prawda został wyznaczony na ambasadora RP w Szwajcarii. Piszemy „wyznaczony”, gdyż szanse na to, że prezydent Nawrocki mianuje go ambasadorem, są niewielkie. Byłoby wyjątkowym wyczynem, gdyby udało się to załatwić…

Nawrocki ma przynajmniej dwa powody, by Markowi Prawdzie misję zagraniczną utrudnić. Po pierwsze, bywał on w karierze w miejscach, które Nawrocki wskazywał jako wrogie. Bo Marek Prawda to nabór Geremka. Do MSZ przyszedł w roku 1992, z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Wyjechał zresztą natychmiast do ambasady RP w Niemczech (fuj!). Potem był ambasadorem w Szwecji, w Niemczech (no proszę…), w Unii Europejskiej (jeszcze gorzej), a później, w latach 2016-2021 (i to już zdrada największa!), dyrektorem Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Służył tej Unii – tak rozumuje prawica – która była przeciwko Polsce Kaczyńskiego. Więc wróg, czyż nie?

Po drugie, był też członkiem Konferencji Ambasadorów, jednoczącej byłych dyplomatów, krytykujących politykę PiS. A to przecież i dla Dudy, i dla Nawrockiego akt wrogości.

Nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o Konferencję Ambasadorów,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Zakręty historii

Jan Emeryk Rościszewski – pisaliśmy o tym tydzień temu – zakończył z hukiem swoją przygodę z dyplomacją i huk ten postawił na porządku dziennym pytanie, jak to się stało, że do tej pory ambasadą RP w Paryżu kierował człowiek związany od początku lat 90. z partią Jarosława Kaczyńskiego. Ministrowi Sikorskiemu to nie przeszkadzało? Ufał mu?

Oczywiście dyplomaci pracujący w MSZ wiedzą, że rządy się zmieniają, a Rzeczpospolita trwa. W związku z tym pracują dla każdego ministra, bo taka zasada obowiązuje w administracji państwowej. Można długo wyliczać dyplomatów, którzy przeszli przez kolejne zawirowania, wyróżniając się fachowością, a ukrywając swoje sympatie. O, np. wiceminister Henryka Mościcka-Dendys – ważna postać w dzisiejszym MSZ, za czasów PiS ambasador w Danii, a później dyrektor departamentu.

Rzecz w tym, że Rościszewski do tej grupy nie należy. Gdy w roku 2021 obejmował po Zbigniewie Jagielle fotel prezesa PKO BP, komentowano to tak: „Jan ma tę zaletę, której nie ma Jagiełło, czyli że był kiedyś w Porozumieniu Centrum. Jednym słowem,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Cud Emeryka

Jan Emeryk Rościszewski nie jest już ambasadorem RP we Francji. Same okoliczności jego zwolnienia budzą ciekawość, choć są raczej domeną prokuratora. Ciekawi też coś innego – jak to się stało, że Rościszewski do grudnia 2025 r. na stanowisku ambasadora pozostawał.

Zacznijmy od owych intrygujących okoliczności. Otóż Rościszewski został zatrzymany przed Wigilią, na lotnisku, gdy przyleciał z Francji, przez funkcjonariuszy CBA, w związku z aferą Collegium Humanum. Po przesłuchaniu wydał oświadczenie, w którym czytamy: „Nigdy nie studiowałem i nie jestem absolwentem Collegium Humanum. Ukończyłem liczne studia i kursy podyplomowe, w tym na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, prestiżowej paryskiej SciencesPo oraz Wyższej Szkole Menedżerskiej. W trakcie mojej kariery zawodowej zasiadałem w licznych radach nadzorczych, w tym spółek z grupy PKO, przed uzyskaniem dyplomu wydanego przez WSM w Warszawie. Nie pobierałem żadnego wynagrodzenia z tytułu zasiadania w radach nadzorczych spółek zależnych od PKO BP. Po złożeniu obszernych wyjaśnień zostałem zwolniony. Deklaruję pełną współpracę z prokuraturą i liczę na jak najszybsze wyjaśnienie sprawy”.

Piękne oświadczenie, choć, zdaje się, trochę obok istoty rzeczy. Bo nikt nie zarzuca Rościszewskiemu kontaktów z Collegium Humanum, chodzi o wcześniejszy okres, gdy Paweł C., były rektor Collegium Humanum, kierował Wyższą Szkołą Menedżerską, i o dyplom stamtąd.

Ale odłóżmy ten wątek na bok. Bo zadziwiające jest,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Dwa pałace, jedna Polska

Czy Trump włączy Nawrockiego do swoich interesów?

Nie dajmy się zwieść różnym atrakcyjnym hasłom typu „wojna dwóch pałaców” albo „afera notatkowa”. Sprawa jest poważna, znacznie wykraczająca poza zwykły spór polityczny. Bo uczestniczy w niej podmiot zewnętrzny.

Wiemy, że Polska jest w stanie politycznej wojny między prezydentem a premierem. Karol Nawrocki nazywa Donalda Tuska najgorszym premierem w historii III RP i robi wszystko, by utrudnić mu rządzenie. Wetuje ustawy – zawetował ich już 20 – blokuje nominacje ambasadorskie, sędziowskie i na stopnie oficerskie. Ma prosty cel – chce wywrócić ten rząd, tak by po wyborach (najlepiej przyśpieszonych) stać się patronem nowej, prawicowej koalicji. Wzywa więc rząd na dywanik i strofuje. Chce pokazać swoją siłę.

Kohabitacja jest zatem brutalna. Kolejną tego odsłonę oglądaliśmy kilka dni temu, w niedzielę 28 grudnia, po spotkaniu Trump-Zełenski w Mar-a-Lago na Florydzie. Podczas spotkania Trump i Zełenski odbyli telekonferencję z europejskimi przywódcami. Była ich spora grupa: premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Włoch Giorgia Meloni, prezydent Finlandii Alexander Stubb, premier Norwegii Jonas Gahr Støre, sekretarz generalny NATO Mark Rutte, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz prezydent RP Karol Nawrocki.

Okazało się, że Nawrocki do tego grona dokooptowany został w ostatniej chwili. Na wyraźne życzenie Amerykanów. Mówił o tym wiceszef MSZ Marcin Bosacki: „Do soboty wieczór to Donald Tusk brał udział we wszystkich przygotowaniach do tego szczytu na Florydzie, to on rozmawiał z Zełenskim i z kilkoma innymi przywódcami europejskimi, a w ostatniej chwili Amerykanie zadzwonili do prezydenta, a nie do premiera”.

Potem mieliśmy chaos, bo Kancelaria Premiera i MSZ domagały się od Nawrockiego notatki z rozmów. Ostatecznie notatka do rządu dotarła po dwóch dniach, we wtorek. Z komentarzem szefa Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta, Marcina Przydacza, że prezydent oczekuje od premiera notatek z jego spotkań z liderami europejskimi.

Zdaje się, że Tusk tej argumentacji uległ, bo przed posiedzeniem Rady Ministrów mówił: „Otrzymałem od pana prezydenta szczegółową informację na temat jego udziału w rozmowie z prezydentem Trumpem i innymi liderami po spotkaniu w Mar-a-Lago. Oczywiście też podzielimy się precyzyjnie informacjami z naszego dzisiejszego spotkania i

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Ten, który wygrywa z układem

Kto w naszej dyplomacji powinien mieć najlepszy humor na zakończenie roku? Odpowiedź jest nieoczywista. Otóż tryska humorem Jacek Izydorczyk, były ambasador w Japonii. Wygrał bowiem sprawę karną z Andrzejem Papierzem, byłym dyrektorem generalnym MSZ.

Papierz oskarżał Izydorczyka o to, że kłamał, mówiąc mediom o jego nieobyczajnym zachowaniu się w czasie wizyty w świątyni w Kamakurze (w marcu 2019 r.!). Historia ta miała Papierza poniżyć w oczach opinii publicznej.

Sprawa karna to nie przelewki – Izydorczykowi groził wyrok. Do tego Papierz założył mu sprawę cywilną. Scenariusz był więc oczywisty – przegrywa sprawę karną, potem cywilną i go licytują. I koniec.

Rzecz jest zresztą bardziej skomplikowana. Bo jeszcze zanim Papierz założył Izydorczykowi sprawę karną, zawiadomienie do prokuratury złożyło MSZ. W sprawie Kamakury właśnie. Były ambasador ma na ten temat własną teorię. Uważa, że to zawiadomienie do prokuratury miało własną logikę – chodziło o sprawdzenie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

W rzymskim lustrze

Prezydent może osłabiać rząd nie tylko w ten sposób, że wetuje ustawy. Ma również inne narzędzia, m.in. szeroko opisywaną możliwość niepowołania na stanowisko ambasadora RP osoby wskazanej przez MSZ. Tak działał Andrzej Duda (kto o nim dziś pamięta?) i tak działa Karol Nawrocki.

Na pewno odmowa podpisania nominacji ambasadorskich jest dla szefa MSZ mało komfortowa, nie ułatwia także pracy szefom placówek. Ale czy ambasady paraliżuje, bo szarżyk to nie ambasador? Różnie z tym bywa.

Rzecz polega bowiem na tym, że już w czasach rządów PiS, gdy partia ta miała wszystkie ośrodki władzy w swoich rękach, dochodziło do przedziwnych sytuacji związanych z ambasadorami i ambasadami. I często przez wiele miesięcy placówkami kierowali chargé d’affaires a.i. I – uwaga – Polska dobrze na tym wychodziła.

Przykładem niech będą Włochy. Obecnie ambasadą w Rzymie kieruje Ryszard Schnepf, chargé d’affaires a.i., postać szczególnie atakowana przez polską prawicę. Duda wołał, że nigdy mu nominacji nie podpisze, Nawrocki to potwierdza. I teraz samo się nasuwa pytanie: czy w związku z tym polska ambasada zupełnie podupadnie i stosunki polsko-włoskie całkowicie uschną?

Warto przypomnieć, że Ryszard Schnepf był w karierze ambasadorem w Urugwaju,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Kandydat, który się podoba

Wypomniał nam jeden z czytelników, że piszemy o prof. Janie Stanisławie Ciechanowskim, który jest spoza MSZ i jedzie na stanowisko ambasadora, a pomijamy zawodowych dyplomatów.

OK, napiszmy więc o zawodowcach. Na tej samej komisji, na której prezentowana była osoba prof. Ciechanowskiego, przedstawiany był Marcin Kubiak, kandydat na ambasadora w Kenii. To rzeczywiście zawodowy dyplomata, choć wykształcenie ma nietypowe jak na MSZ, jest bowiem lekarzem, skończył Akademię Medyczną w Warszawie i przez rok pracował w szpitalu. To było dawno, jeszcze w pierwszej połowie lat 90. Potem rozpoczął studia w KSAP, no i jako ksaper trafił do dyplomacji. Tu znalazł sobie miejsce – jako specjalista od Afryki. I zapewniło mu to ciekawą karierę.

Zaczynał w ambasadzie w Nairobi. Potem wrócił do centrali, następnie został wysłany jako ambasador do Zimbabwe, później był ambasadorem w RPA. Wrócił do kraju, był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. A w lipcu 2015 r. uzyskał nominację na ambasadora w Malezji.

I to jest rzecz interesująca – ponieważ PiS pamiętało mu ministrowanie w rządzie Ewy Kopacz, Witold Waszczykowski z Kuala Lumpur go odwołał, zdecydowanie przed terminem. Ewidentnie chodziło o to, by mu pokazać, że jest w niełasce, po jego powrocie do Warszawy bowiem placówka w Malezji przez wiele miesięcy pozostawała nieobsadzona. I wreszcie wysłano na nią ściągniętego z emerytury 68-letniego Krzysztofa Dębnickiego, byłego ambasadora w Mongolii i Pakistanie, a przede wszystkim orientalistę i dziennikarza.

Co ciekawe w tej sytuacji,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.