Tag "MSZ"

Powrót na stronę główną
Aktualne Notes dyplomatyczny

Ten, który wygrywa z układem

Kto w naszej dyplomacji powinien mieć najlepszy humor na zakończenie roku? Odpowiedź jest nieoczywista. Otóż tryska humorem Jacek Izydorczyk, były ambasador w Japonii. Wygrał bowiem sprawę karną z Andrzejem Papierzem, byłym dyrektorem generalnym MSZ.

Papierz oskarżał Izydorczyka o to, że kłamał, mówiąc mediom o jego nieobyczajnym zachowaniu się w czasie wizyty w świątyni w Kamakurze (w marcu 2019 r.!). Historia ta miała Papierza poniżyć w oczach opinii publicznej.

Sprawa karna to nie przelewki – Izydorczykowi groził wyrok. Do tego Papierz założył mu sprawę cywilną. Scenariusz był więc oczywisty – przegrywa sprawę karną, potem cywilną i go licytują. I koniec.

Rzecz jest zresztą bardziej skomplikowana. Bo jeszcze zanim Papierz założył Izydorczykowi sprawę karną, zawiadomienie do prokuratury złożyło MSZ. W sprawie Kamakury właśnie. Były ambasador ma na ten temat własną teorię. Uważa, że to zawiadomienie do prokuratury miało własną logikę – chodziło o sprawdzenie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

W rzymskim lustrze

Prezydent może osłabiać rząd nie tylko w ten sposób, że wetuje ustawy. Ma również inne narzędzia, m.in. szeroko opisywaną możliwość niepowołania na stanowisko ambasadora RP osoby wskazanej przez MSZ. Tak działał Andrzej Duda (kto o nim dziś pamięta?) i tak działa Karol Nawrocki.

Na pewno odmowa podpisania nominacji ambasadorskich jest dla szefa MSZ mało komfortowa, nie ułatwia także pracy szefom placówek. Ale czy ambasady paraliżuje, bo szarżyk to nie ambasador? Różnie z tym bywa.

Rzecz polega bowiem na tym, że już w czasach rządów PiS, gdy partia ta miała wszystkie ośrodki władzy w swoich rękach, dochodziło do przedziwnych sytuacji związanych z ambasadorami i ambasadami. I często przez wiele miesięcy placówkami kierowali chargé d’affaires a.i. I – uwaga – Polska dobrze na tym wychodziła.

Przykładem niech będą Włochy. Obecnie ambasadą w Rzymie kieruje Ryszard Schnepf, chargé d’affaires a.i., postać szczególnie atakowana przez polską prawicę. Duda wołał, że nigdy mu nominacji nie podpisze, Nawrocki to potwierdza. I teraz samo się nasuwa pytanie: czy w związku z tym polska ambasada zupełnie podupadnie i stosunki polsko-włoskie całkowicie uschną?

Warto przypomnieć, że Ryszard Schnepf był w karierze ambasadorem w Urugwaju,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Kandydat, który się podoba

Wypomniał nam jeden z czytelników, że piszemy o prof. Janie Stanisławie Ciechanowskim, który jest spoza MSZ i jedzie na stanowisko ambasadora, a pomijamy zawodowych dyplomatów.

OK, napiszmy więc o zawodowcach. Na tej samej komisji, na której prezentowana była osoba prof. Ciechanowskiego, przedstawiany był Marcin Kubiak, kandydat na ambasadora w Kenii. To rzeczywiście zawodowy dyplomata, choć wykształcenie ma nietypowe jak na MSZ, jest bowiem lekarzem, skończył Akademię Medyczną w Warszawie i przez rok pracował w szpitalu. To było dawno, jeszcze w pierwszej połowie lat 90. Potem rozpoczął studia w KSAP, no i jako ksaper trafił do dyplomacji. Tu znalazł sobie miejsce – jako specjalista od Afryki. I zapewniło mu to ciekawą karierę.

Zaczynał w ambasadzie w Nairobi. Potem wrócił do centrali, następnie został wysłany jako ambasador do Zimbabwe, później był ambasadorem w RPA. Wrócił do kraju, był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. A w lipcu 2015 r. uzyskał nominację na ambasadora w Malezji.

I to jest rzecz interesująca – ponieważ PiS pamiętało mu ministrowanie w rządzie Ewy Kopacz, Witold Waszczykowski z Kuala Lumpur go odwołał, zdecydowanie przed terminem. Ewidentnie chodziło o to, by mu pokazać, że jest w niełasce, po jego powrocie do Warszawy bowiem placówka w Malezji przez wiele miesięcy pozostawała nieobsadzona. I wreszcie wysłano na nią ściągniętego z emerytury 68-letniego Krzysztofa Dębnickiego, byłego ambasadora w Mongolii i Pakistanie, a przede wszystkim orientalistę i dziennikarza.

Co ciekawe w tej sytuacji,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Boskie Buenos Aires

Jest spore grono ludzi z pogranicza PO i prawicy, które dobrze dziś funkcjonuje. Radosław Sikorski był przecież ministrem obrony w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. W tym samym rządzie wiceministrem spraw zagranicznych był Paweł Kowal, obecny przewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Powołanie Jana Stanisława Ciechanowskiego na stanowisko ambasadora RP w Argentynie jest więc w tym gronie oczywiste. Mówił to zresztą Kowal: że zna Ciechanowskiego od wielu lat, szanuje go, nie spodziewał się, że wybierze on karierę dyplomatyczną, ale jest z tego zadowolony.

A skąd go zna? Ciechanowski całe życie funkcjonował na pograniczu nauki i polityki. Jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, ale nie dlatego Kowal i inni decydenci go znają.

Kowal może go pamiętać z czasów, gdy Ciechanowski zaczynał karierę, jeszcze w kancelarii premiera Jerzego Buzka. Albo gdy był zastępcą dyrektora sekretariatu pierwszego prezesa IPN Leona Kieresa. Ale pewnie pamięta go z okresu trochę późniejszego. Otóż gdy Kowal był sekretarzem stanu w MSZ, Ciechanowski był doradcą kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Potem awansował na wiceszefa tej instytucji, później, po śmierci w katastrofie smoleńskiej Janusza Krupskiego, został p.o. kierownikiem, by wreszcie, w roku 2013, zostać pełnym szefem urzędu. Do stycznia 2016 r.

W czasach PiS Ciechanowski został odsunięty od stanowisk państwowych, mógł więc napisać habilitację i wykorzystywać granty w zakresie badań nad historią stosunków polsko-hiszpańskich. A teraz wraca
do pracy rządowej.

Co ciekawe, jego kandydatura

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Kronika Dobrej Zmiany

Mózgi MSZ

Otaczanie się kolegami nie jest dobrym pomysłem. Przynajmniej w przypadku ministra Zbigniewa Raua. Rau był wojewodą łódzkim, jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Łódzkiego, pracował na tamtejszym wydziale prawa. I ma słabość do swojej Alma Mater. Na przykład dyrektorem jednej z najważniejszych komórek w MSZ, Departamentu Strategii Polityki Zagranicznej, zrobił dr. hab. Jacka Reginię-Zacharskiego, profesora z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych UŁ. Pomińmy już drobny fakt, że naukowy dorobek pana Regini-Zacharskiego mało komu w MSZ może

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Ostrożnie, Ukraina!

Co wynika z napaści Putina dla Rosji, Europy i świata – polemika z Anne Applebaum Sobotnio-niedzielny magazyn „Gazety Wyborczej” z 25-26 lutego w całości poświęcony został Ukrainie, w tym oczywiście toczącej się tam od roku wojnie. Otwiera go krótki, oryginalny esej Anne Applebaum. Jego oryginalność polega na tym, że nie tylko opisuje i analizuje określony stan rzeczy, ale przede wszystkim zawiera próbę odtworzenia stanu niedoszłego, alternatywnego, wydarzeń, jakie miałyby nastąpić, gdyby Ukraina szybko i całkowicie przegrała wojnę.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Nazywają go Wazonem

Zastanawiają się ludzie w MSZ, jak długo jeszcze Zbigniew Rau będzie kierował ministerstwem. I wszyscy dochodzą do podobnego wniosku – że niedługo. Skąd ten wniosek? Po pierwsze, w październiku będą wybory. PiS może stracić w nich władzę. A to już oznacza wymianę w MSZ. Po drugie, za odejściem Raua przemawia tzw. PESEL. Minister ma 68 lat i nie jest okazem zdrowia. Można więc zakładać, że nie będzie aspirował do kierowania resortem. Że będzie miał dość ciągłego podróżowania po świecie –

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Kronika Dobrej Zmiany

Wyrzucą, nie wyrzucą…

Jeśli chodzi o MSZ, to nikt nie ma wątpliwości – ambasador RP we Francji Jan Emeryk Rościszewski powinien czym prędzej zakończyć swoją misję. Nie trwała ona długo, niespełna rok, ale być może i tak za długo. Powód odwołania jest prosty – Rościszewski opowiadał we francuskiej telewizji, że Polska włączy się do wojny z Rosją, gdy Ukraina zacznie przegrywać. Ewidentnie więc przekroczył granicę tego, co ambasador może mówić. Pytanie, czy w ogóle rozumiał to, co mówi, i swoją rolę – bo to jego pierwsza praca

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Kronika Dobrej Zmiany

Nasz tropiciel Rau

Minister Rau ostatecznie pozbył się z MSZ resztek absolwentów MGIMO. Część poszła do sądu, co ewidentnie wystraszyło ministra, który czym prędzej pobiegł do zaprzyjaźnionej prasy. I dawał odpór. Tłumaczył tam powody swojej walki z MGIMO-wcami. Że w ten sposób dekomunizował MSZ. Kłopot w tym, że nie ma definicji „dekomunizowania”, „komunisty” itd. To najwyżej figura propagandowa, co sędzia Piotrowicz pewnie by potwierdził. Jakie więc rzeczywiste zarzuty miał Rau wobec absolwentów MGIMO? Może byli słabymi dyplomatami? No, nie byli.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Kronika Dobrej Zmiany

Jednego chce, drugiego musi

Będzie więc, jak zapowiadaliśmy – Zbigniew Rau wystawia Andrzeja Papierza w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych jako kandydata na ambasadora w Czarnogórze. Każdy będzie mógł go posłuchać i obejrzeć w środę, 8 marca, w Sejmie. To zresztą będzie bardzo ciekawe posiedzenie sejmowej komisji – bo Rau wystawia tego dnia dwóch kandydatów na ambasadorów. Tego, którego chce, i tego, którego musi. Zacznijmy od tego, którego chce – to Maciej Chmieliński, kandydat na ambasadora w Australii. Chmieliński nie ma nic wspólnego z dyplomacją ani

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.