Blog

Powrót na stronę główną
Kraj

Apel ,,Przeglądu” cd.

APEL

Nastroje społeczne w Polsce ewoluują w niebezpiecznym kierunku. Jeszcze niedawno nasze poparcie dla Unii Europejskiej było jednym z najwyższych na kontynencie. Dziś, choć zdecydowana większość społeczeństwa chce pozostać w Unii, przybywa zwolenników jej opuszczenia, skupionych w PiS i Konfederacjach. Podobne opinie płyną z ośrodka prezydenckiego. Wyjście Polski z Unii Europejskiej jest łatwe do przeprowadzenia. Wystarczy zwykła większość parlamentarna, a następnie podpis prezydenta.

Akcesja do Unii Europejskiej dokonała się na mocy ogólnonarodowego referendum. Przeczyłoby więc zdrowemu rozsądkowi, gdyby decyzja całego narodu mogła być unieważniona przez tymczasową większość w parlamencie.

Członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest podstawową sprawą naszego bytu narodowego. Nie wolno oddawać go politycznym awanturnikom ani powierzać przypadkowym partyjnym układom.

W tej sytuacji APELUJEMY do wszystkich posłów i senatorów o wsparcie ustawy o referendum.
Zespół „Przeglądu”

 

Pomysł z referendum przy obecnie obowiązujących przepisach umożliwiających wyjście z Unii zwykłą większością głosów w Sejmie nie jest zły, ale trochę ryzykowny. Anglicy też mieli podobno głosować przeciwko wyjściu z Unii, a stało się, jak się stało. Przy tak ogromnej propagandzie antyunijnej, jaka się leje ze wszystkich stron, w co intensywnie są zaangażowani Rosja i Trump, wynik referendum może nie być korzystny. O wiele lepsze byłoby ustawowe ustanowienie większości kwalifikowanej i przy odpowiednim kworum do przegłosowania ewentualnego wyjścia. Uważam też, że w takiej sprawie sama Unia również powinna wydać rozporządzenie (wiążące kraje członkowskie), w którym określiłaby bardziej restrykcyjne warunki wyjścia ze Wspólnoty,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Polska w ogniu paliwowym

Trzy tygodnie szoku cenowego na stacjach benzynowych

W ubiegłym tygodniu Stanisław Barna, rolnik z woj. zachodniopomorskiego, nagrał w trakcie pracy w polu film z apelem do rządu. „Dzisiaj robię zabieg na robaczka w rzepaku i podaję mikroelementy. Ale nie o tym chciałem mówić. Otóż czekamy na reakcję ministerstwa. Na naszym terenie nie ma nawozów azotowych. A jeśli już są, to w bardzo wysokich cenach. Mamy paliwo już po 9 zł. Panie ministrze Stefanie Krajewski, nie gadajcie, tylko reagujcie”, apelował rolnik.

Vox populi, vox Dei

Dziś prawdziwy barometr nastrojów społecznych to nie sondaże IBRiS ani komentarze niezależnych ekspertów w studiu TVN 24. To media społecznościowe – platforma X, Facebook, fora internetowe – gdzie Polacy niezwiązani z żadną partią i nieopłacani przez żadną redakcję wyrażają opinie bez skrępowania i cenzury. A opinie w marcu 2026 r. są druzgocące. „Na dwóch prawie codziennie mijanych przeze mnie stacjach przy ul. Puławskiej w Warszawie benzyna 95 już po 6,98 i 6,94 zł. Przypominam, że prawie połowa ceny litra benzyny to podatki. Rząd ma w ręku narzędzia, żeby cenę obniżyć, ale tego nie robi, bo dzięki podwyżkom kroi nas na VAT”, napisał użytkownik serwisu X. Jego wpis polubiło ponad 1,1 tys. osób, udostępniło 141.

Historyczny moment uwiecznił internauta z Sandomierza: „Rekord!! Rekord!! Mamy rekord!! Brawo, panie premierze Donald Tusk. Najwyższa cena paliwa w historii Polski. Na stacji w Sandomierzu dziś, w niedzielę 22 marca 2026 r., musimy zapłacić już ponad 9 zł. Uśmiechamy się”.

Wpis został opatrzony hashtagami: #paliwo #tusk #polska i dokumentował moment przełamania psychologicznej bariery 9 zł za litr oleju napędowego. Bariery, o której jeszcze miesiąc temu mówiono wyłącznie w najczarniejszych scenariuszach.

Na serwisie X pojawiały się też głosy pełne czarnego humoru: „Typowy komunizm. Jak benzyna droga, to rząd uczy oszczędnej jazdy. Jak tramwaje od Niemca popsute, to Dzień Pieszego Pasażera. Jak jedzenie w sklepach drożeje, eksperci radzą, jak się odchudzać”. To gorzka diagnoza systemu,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Arabowie wolą uniknąć destabilizacji

Dla monarchii naftowych Półwyspu Arabskiego Izrael wcale nie jest alternatywą wobec Iranu

Choć konflikt między Iranem a Stanami Zjednoczonymi i Izraelem daje się we znaki monarchiom naftowym Zatoki, wciąż nie zdecydowały się włączyć bezpośrednio do walki ze swoim regionalnym rywalem. Prezydent Donald Trump zdawał się liczyć na to, że wojna rozpoczęta przez niego i Beniamina Netanjahu wymusi na Europie i partnerach z Bliskiego Wschodu zaangażowanie w otwartą walkę z Iranem. Ale mimo że irańskie rakiety i drony trafiają w cele w Bahrajnie, Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej, nie udało się skłonić arabskich partnerów do udziału w konflikcie.

Gdy pod koniec lutego rozpoczęła się wojna, Iran zareagował tak, jak można było się spodziewać – wziął na cel amerykańskie zasoby w regionie. To o tyle istotne, że w bezpośrednim sąsiedztwie Iranu znajduje się amerykańska infrastruktura wojskowa. Bahrajn gości kwaterę główną amerykańskiej Piątej Floty, a Katar największą amerykańską bazę na Bliskim Wschodzie, w której skoszarowano ok. 10 tys. żołnierzy.

To nie koniec listy, bo w Kuwejcie także znajduje się kilka wojskowych obiektów amerykańskich. Największy to obóz Arifjan, wysunięty przyczółek logistyczny obsługiwany przez 9 tys. żołnierzy. Siły powietrzne Zjednoczonych Emiratów Arabskich dzielą swój port lotniczy Al-Dhafra z amerykańskimi lotnikami, a w porcie morskim Jebel Ali w Dubaju często cumują amerykańskie okręty. Amerykańskich mundurowych można znaleźć również w bazach w Iraku, Arabii Saudyjskiej i Jordanii.

Ogon macha psem

W założeniu miała to być gwarancja bezpieczeństwa przed zewnętrzną agresją. W ostatnich tygodniach, a nawet latach okazuje się jednak, że bezpieczeństwo zapewniane przez amerykańskich wojskowych jest raczej iluzoryczne. Izraelczycy wiedzieli o tym już wcześniej – amerykańska obecność nie uchroniła katarskiej stolicy przed ich atakiem 9 września 2025 r. Zginęło w nim kilku członków palestyńskiego Hamasu mających wziąć udział w negocjacjach rozejmowych. Ucierpieli też przedstawiciele służb bezpieczeństwa Kataru.

Cała izraelska operacja okazała się klęską, gdyż obrani za cel liderzy Hamasu, w tym Chalid Maszal, wyszli z niej bez szwanku. Premier Muhammad ibn Abd ar-Rahman as-Sani nazwał izraelski atak tchórzliwym pogwałceniem prawa międzynarodowego, a prezydent Donald Trump przyłączył się do jego potępienia, zapewniając, że został powiadomiony zbyt późno, by go powstrzymać.

Brak amerykańskich działań i niezbyt zaangażowana krytyka pokazały jednak, że to Tel Awiw pociąga za sznurki, do tego partnerzy w regionie wyraźnie są podzieleni na priorytetowych i mniej ważnych.

Obecność amerykańskich instalacji wojskowych spowodowała ataki Iranu na państwa Zatoki – wymierzone również w infrastrukturę krytyczną, np. w katarski terminal Ras Laffan. Według doniesień z Dohy ma to wpłynąć na katarskie zdolności eksportu gazu do takich krajów jak Belgia, Włochy, Chiny i Korea – nawet w okresie pięciu lat. Teheran liczy na to, że

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

(Nie)prędka droga elektroniczna

Cyfryzacja w Polsce rozwija się tak dynamicznie, że obywatele nie nadążają. Samotna matka poszukująca alimenciarza w areszcie nie mogła go namierzyć, aby ściągnąć alimenty. Powód? Wniosek do służby więziennej o informację składa się drogą elektroniczną. No, prawie, bo trzeba wysłać odręcznie wypełniony skan pisma pobranego ze strony. Kobieta najpierw wysłała plik w złym formacie (chociaż system go przyjął). W odmowie pouczono ją, że ma wysłać PDF. Tak też zrobiła. Znowu odmowa. PDF był w porządku, ale skan nie może być z telefonu. Urzędnikom nie podoba się, że widać blat biurka… Alimentów tymczasem brak. Zadowalanie urzędników zajęło tyle czasu, że alimenciarz sam zdążył się znaleźć.

Właśnie zadzwonił, że wyszedł z aresztu.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Stoch to nie Noriaki Kasai

Zima się skończyła. A wraz z nią najdłuższe i najsmutniejsze pożegnanie sportowca. Smutne, bo Kamil Stoch od trzech lat startuje bez sukcesów. Tylko raz zajął 10. miejsce. A mowa tu o sportowcu, który ma ogromne osiągnięcia. Cztery medale olimpijskie. Trzy triumfy w Turnieju Czterech Skoczni. Co z tego zostało? Wiecznie skwaszona i ponura mina Stocha. Jak różna od uśmiechu równie zasłużonego Adama Małysza. Stoch chciał Małysza wysadzić
ze stołka w 2022 r., gdy buntował kadrę w obronie trenera Doležala. Mylił się wtedy. Teraz też. Chciał osobistego trenera. Właśnie Doležala.

Bez efektu. Kamil Stoch to jednak nie 53-letni Noriaki Kasai.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kultura

Turner & Constable

Widoki niewidocznego świata

W Londynie aktualnie toczy się szczególny mecz. Tym razem nie na stadionie, lecz w słynnej galerii malarstwa Tate Britain. Wystawione zostały tam prace dwóch najsłynniejszych brytyjskich malarzy z przełomu XVIII i XIX w. – Johna Constable’a i Williama Turnera. Pretekstem była 250. rocznica urodzin jednego i drugiego. Powszedniego marcowego dnia, wiele tygodni po otwarciu ekspozycji, wszystkie bilety były wyprzedane. Wśród zwiedzających dominowali Anglicy.

Nie tak dawno w tej samej galerii oglądałem stałą wystawę dzieł Turnera, na której nazwisko Constable’a pojawiało się tylko w tle, raczej jako punkt odniesienia dla uznanego mistrza. Turner bowiem przedstawiany jest jako geniusz, który przeobraził angielskie i światowe malarstwo, wybiegając nawet setki lat do przodu.

Rywale i wizjonerzy

W jego cieniu pozornie tradycyjne malarstwo Constable’a, kojarzone z sielskimi obrazkami, wydawać się może wytworem starej epoki – tym, od czego odbijał się i uciekał Turner. Lecąc do Londynu, byłem przekonany, że właśnie temu służy zestawianie na jednej wystawie obydwu twórców. Nurtowało mnie jednak pytanie, dlaczego obaj ukazywani są w takiej samej glorii, jako „Rivals and Originals”, rywale i wizjonerzy.

Obaj startowali w malarstwie w tym samym czasie. Z pierwszej części wystawy wynika, że próbowali malować podobnie, podróżowali nawet w te same miejsca, starając się uchwycić piękno natury. Nie było to oczywiste – przed nimi malarze nie zajmowali się specjalnie pejzażami. Nie zasługiwały na to. Występowały w ich pracach raczej jako swoista dokumentacja majątków ziemskich lub jako tło przy portretowaniu ich właścicieli. Uczynienie z przyrody głównego bohatera stawało się zatem specyficzną i śmiałą nowością. Nie tylko dlatego, że malowanie w plenerze okazywało się technicznie niezmiernie trudne – z powodu czy to nagłych powiewów wiatru, czy to osiadających na farbie pyłków lub owadów. Malarz musiał nanosić farbę ze sprawnością żonglera – szybko i zdecydowanie, inaczej niż w zacisznym atelier. Było to jednak śmiałe również ze względu na odwagę obrazowania zwykłego świata w kategoriach niezwykłości.

Wystawę w galerii Tate otwiera głęboki pejzaż Turnera, przedstawiający popularną w Anglii górską dolinę Coniston w Kumbrii (historycznie część hrabstwa Cumberland i Lancashire) jako scenerię współczesnego raju. Chwalono go potem bardzo za szczegółowość obrazu, nie uświadamiając sobie pewnie tego, że sedno objawienia tkwi w czymś innym. Dziś powielibyśmy, że polegało ono na inicjowaniu zmiany podejścia do otaczającego świata, na dostrzeganiu boskości w tym, co dotąd było zwyczajnością.

Geniusz i przebojowość Turnera pozwoliły mu biec do sławy na skróty. Na londyńskiej wystawie, już w pierwszej sali, tej z najwcześniejszymi pracami, zobaczyć można jego słynny obraz olejny „Rybacy na morzu” („Fishermen at Sea”), namalowany w 1796 r.,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Siewcy polexitu. Antyunijne fejki są skuteczne

Straszenie Unią pozwala zbijać kapitał polityczny

Unia Europejska nie jest dziś w Polsce krytykowana – jest systematycznie w debacie politycznej obrzydzana. Nie przez poważną rozmowę o reformach, ale przez kpinę, kłamstwo i cyniczne straszenie, które mają jedno zadanie: produkować polityczne zasięgi oparte na emocjach. To nie jest już margines internetu. To zorganizowany strumień przekazów, w którym Unia rzekomo zakazuje gotowania obiadu i odbiera suwerenność, przytwierdzając nakrętkę do butelki. Absurd goni absurd, ale każdy z nich celnie trafia w poczucie zagrożenia.

Dziś polska prawica, w tym duża część PiS, dmie w tę antyunijną trąbę, aby zbijać kapitał polityczny przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. Politycy, którzy zapewniają, że „nie chcą polexitu”, jednocześnie robią wszystko, by oswoić społeczeństwo z myślą, że Unia jest wrogiem. Grają na granicy odpowiedzialności, licząc, że nad ogniem da się zapanować. Brytyjczycy już się poparzyli. Polska może wypaść z Unii nie dlatego, że tego chce, lecz dlatego, że zbyt długo rozum przegrywa z cynizmem, a fakty z algorytmami.

Dziś do wyjścia z Unii, o czym pisał na łamach „Przeglądu” Robert Walenciak, wystarczy zwykła większość parlamentarna.

Rozum uśpiony

– Antyunijną narrację w kontekście dezinformacji można podzielić na kilka kategorii. Pierwsza z nich to reakcja na bieżące decyzje urzędników lub Unii jako całości. W ten sposób narodził się np. fałszywy przekaz o tym, że UE będzie zmuszać obywateli do jedzenia robaków. Wszystko zaczęło się od rozporządzenia wykonawczego Komisji Europejskiej zezwalającego na wprowadzenie na rynek częściowo odtłuszczonego proszku ze świerszcza domowego. Wywołało to dyskusję, że już niedługo będziemy zmuszeni jeść owady, nie wiedząc o tym, co oczywiście było nieprawdą. Unijny dokument wymagał, aby informacja o tego typu dodatkach do żywności znalazła się na etykiecie – mówi „Przeglądowi” Mateusz Cholewa, zastępca redaktora naczelnego portalu Demagog.

Unia pozbawiła już twarzy połowę polskiej prawicy. Można tak wywnioskować, kiedy przejrzy się internetowe wpisy polityków i zwolenników prawicy, którzy wywołali legendarną już burzę po wprowadzeniu dyrektywy Single-Use Plastics, w konsekwencji której, m.in. nie da się oderwać zakrętki od plastikowej butelki. Problem jak z popularnego żartu: „Panie doktorze, mam problem z okiem”. „Jaki?” „Jak piję herbatę to mnie oko boli”. „Proszę przed piciem wyciągać łyżeczkę z kubka”. Butelkę tymczasem wystarczy obrócić.

Można się śmiać, ale to jeden z elementów strategii obrzydzania Unii, który trafia do milionów Polaków jako realny argument. Jednocześnie wielu osobom umyka fakt, że siewcy tych antyunijnych treści są dziś często europosłami.

Można śmiać się z argumentów, ale nawet ta głupkowata w przekazie strategia działa. W miediach społecznościowych poprzez algorytmy, które karmią się polaryzacją społeczną, część baniek informacyjnych, w których są zamknięci prawicowi odbiorcy,

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Poseł Wójcik i 40 mln zł 

Michał Wójcik, ten ze zbójnickiej ekipy Ziobry, co się odezwie, to kłamie. Szybko zapomniał o rozwaleniu sądownictwa i złodziejstwie jego partii na kosmiczną skalę. Teraz bezczelnie kłamie w sprawie czegoś, co PiS nazwało Panteonem Górnośląskim.

I dało na to 40 mln zł! Trudno podejrzewać Wójcika, że wie coś o panteonie. Bo na pewno nie jest panteonem wystawka w podziemiach katowickiej archikatedry. Pisowcy zapowiadali historię Śląska. A zrobili karykaturę z nadekspozycją księży bez zasług dla regionu. Gdy po pięciu latach Ministerstwo Kultury przestało dawać kasę na tę pisowsko-kościelną propagandę, Wójcik zaatakował rząd. Niby w obronie śląskiej tożsamości. Tenże sam poseł Wójcik głosował tymczasem przeciwko uznaniu śląskiego za język regionalny. 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj Wywiady

Nie wolno się bać. Trzeba mówić NIE

Wywiad z Danielem Olbrychskim

Widzę dokumenty, książki… Ten dokument na górze to chyba List Ośmiu, który podpisał pan w proteście wobec stanu wojennego.
– To jest cała historia, list bardzo ostry przeciwko stanowi wojennemu, no i przeciwko gen. Jaruzelskiemu.

Chciało się panu wtedy nadstawiać głowy?
– Wtedy tak… Miałem już podpisany kontrakt z filmem francuskim, ale wybuchł stan wojenny, Polska zamknięta. Więc powiedzieliśmy sobie z ówczesną żoną, która już nie żyje, że i tak wszystko przepadło, no to przynajmniej trzeba przyzwoicie się zachowywać.

List napisał Józef Rybicki, były szef warszawskiego Kedywu, współzałożyciel WiN, członek założyciel KOR.
– Pan Rybicki zaprosił mnie do siebie. Mówił, że, po pierwsze, stan wojenny został fantastycznie przeprowadzony. Wszystko sparaliżowane. I jest cisza. Dlatego też, powiedział, chodzi o to, żeby świat i Polska przez Wolną Europę wiedziały, że Polacy nie poddali się. Że nie wszyscy są zastraszeni. Stąd ten list. Powiedział mi też: „Pan jest najbardziej wyrazistą postacią. Są pana filmy, pamiętają pana z apelu poległych…”.

Ten apel wygłosił pan pod Stocznią Gdańską 16 grudnia 1980 r.
– Wałęsa mnie zaprosił do tego. A zanim podpisałem list, Rybicki mi mówił: „Jak pan podpisze, to musi się pan liczyć z jakimiś konsekwencjami”. I tak się stało, jakoś o piątej nad ranem wzięli mnie na Rakowiecką. Chcieli mnie zmusić, bym ten list odszczekał. Nie udało im się. Po dobie mnie puścili. Dostałem paszport, wyjechałem do Francji, interweniował prezydent François Mitterrand, żeby mnie wyrwać, bo Joseph Losey powiedział, że nie zacznie filmu, jeśli ja nie przyjadę. Ale nic o tym nie wiedziałem, bo telefony nie działały. Za to uczestniczyłem w różnych procesach ludzi Solidarności, które odbywały się w sądzie na Lesznie. Jako widownia.

Tłumy przychodziły.
– Pamiętam proces kierownictwa Solidarności Huty Warszawa. Siedziałem z Popiełuszką, krzesełko w krzesełko, w pierwszym rzędzie. W tym procesie sędzią był Andrzej Lewandowski, mój kolega z liceum Batorego. Oskarżycielem była pani prokurator, też z Batorego. Obrońcą był mecenas Mirosław Brych. I za każdą dobrą odpowiedź mecenasa czy tych oskarżonych sala biła brawo, więc sędzia się wściekał. A ja siedziałem tak, że pani prokurator była prawie na wyciągnięcie ręki. Pamiętam, że ją w liceum podszczypywałem. I teraz też się wpatrywałem w jej pokaźny biust. A jej się z tego myliły kartki oskarżenia. Widział to Popiełuszko i mówił do mnie: „Bardzo dobrze, już masz moje rozgrzeszenie”. W pewnym momencie sędzia Lewandowski zrobił przerwę…

Więc wyszliście na korytarz.
– Ja nie, Lewandowski mnie złapał: „Danek, chodź do mnie na kawę”. Weszliśmy do pokoju, on zdjął togę i mówi: „Tutaj pracować nie można. Jakieś demonstracje robicie, jak tak można?”. Więc mu odpowiedziałem: „Andrzejku, ja tu przychodzę ze względów zawodowych. Spodziewam się, że kiedyś będziemy robili filmy na ten temat. I przychodzę popatrzeć, a nuż przyjdzie mi zagrać ciebie? Tylko pamiętaj, ja nigdy chuja nie grałem”.

Nie wiem, czy pod wpływem moich słów, czy pod wpływem własnego sumienia, sędzia ogłosił uniewinnienie oskarżonych. Potem przestał być sędzią, bo chyba go z tego stanowiska zdjęli.

Został adwokatem.
– Ale co chcę powiedzieć – parę lat później, już w III RP, gen. Jaruzelski wydawał swoją książkę „Stan wojenny. Dlaczego…”. Byłem na promocji tej książki i generał zrobił mi taki wpis: „Panu Danielowi Olbrychskiemu z podziwem i wielką sympatią”. I powiedział: „Ja pana podziwiam nie tylko za pana role,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Kongres Polonii Amerykańskiej

Organizacja, która w USA nic nie znaczy

5 marca TVP Polonia w programie „Polonia 24. Tygodnik” wyemitowała wywiad z prezesami Kongresu Polonii Amerykańskiej Hubertem Cioromskim i Łukaszem Dudką. Dudka jest dyrektorem „Dziennika Związkowego” w Chicago, najpopularniejszej gazety polskojęzycznej wydawanej w USA (nakład wydania weekendowego – ok. 30 tys., w pozostałe dni tygodnia – połowa tego).

Przed kamerami panowie mówili o tym, o czym zwykle mówią Polonusi z organizacji polonijnych, czyli o potędze ich nic nieznaczących w USA stowarzyszeń. Cioromski, który z trudem używa języka polskiego, rzucił powielane przez Polonusów hasło o 10 mln Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy za nim stoją. Słysząc te opowieści, trudno mi było się nie uśmiechnąć – po prawie 20 latach spędzonych w USA wiem, że obaj opowiadają bajki z mchu i paproci.

Czas na fakty. Kongres Polonii Amerykańskiej (Polish American Congress, PAC) jest fundacją zarejestrowaną w stanie Illinois, która ma roczny budżet poniżej 100 tys. dol. Ostatni raport finansowy tej organizacji, który znalazłem, pochodzi z 2024 r. i podaje wpływy do budżetu w wysokości 74,5 tys. dol., a majątek fundacji wycenia zaś na 109 tys. dol. Za 75 tys. dol. to można w USA kolegów z zarządu takiej organizacji zaprosić kilkanaście razy na kolację, a nie mieć wpływ na jakąkolwiek politykę stanową, bo o wpływie na politykę federalną można kompletnie zapomnieć.

Kongres Polonii Amerykańskiej założył też Polish American Congress Charitable Foundation (PACCF), ramię charytatywne, które miało w 2024 r. wpływy do budżetu wynoszące 872 tys. dol. Co ważne, tylko ok. 220 tys. dol. pochodziło z datków od osób i firm, a ok. 600 tys. z zainwestowanego majątku fundacji, wycenianego na ok. 25 mln dol.

Pomyślałem, że skoro mają tak dużo majątku, to pewnie bunkrują kasę, zamiast ją wydawać na zbożne polonijne cele. Za 872 tys. dol. nie można sfinansować kampanii wyborczej nawet jednego kongresmena w Waszyngtonie – średnio taka kampania kosztuje 2,1 mln dol. Z tak małymi budżetami organizacje polonijne w USA kompletnie nic nie znaczą i nie mają najmniejszego nawet wpływu na politykę.

Ameryka, co każdy Polak wie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.