Od czytelników
Listy od czytelników nr 28/2026
To wielka umiejętność – skłócić się ze wszystkimi
Uważam, że na linii Polska-Białoruś stroną bardziej konfliktową jest Polska. Nadmiernie wtrącamy się w białoruskie sprawy, a ,,baćka” jest pamiętliwy i stoi za nim Rosja. Władze RP muszą sobie uświadomić, że Brześć, Grodno to już nie jest terytorium Polski. Trudno też mieć pretensje do Aleksandra Łukaszenki, że wypomina Polsce mordy na Białorusinach popełnione przez tzw. żołnierzy wyklętych. To było bandyctwo i trzeba umieć przeprosić, a nie domagać się jedynie przeprosin ze strony innych narodów. Co do zachodniej Białorusi, która w dwudziestoleciu międzywojennym należała do Polski, należy powiedzieć, że tamtejsza białoruska większość nie była traktowana na równi z Polakami, którzy byli tam mniejszością narodową (naganna polityka sanacji względem narodowych mniejszości jest dobrze znana i wiemy, że nakręcała awersję do Polski i Polaków).
Damian Paweł Strączyk
Premier na najtrudniejsze czasy
Lubię tygodnik „Przegląd”, ale tym razem nie zgadzam się z autorem. Za dużo mamy pomników, z których nic nie wynika. Ponadto premier Mazowiecki odpowiada za fatalną decyzję, jaką było wprowadzenie religii do szkół ministerialną instrukcją, bez zmiany ustawy, powołanie słynnej Komisji Majątkowej, której działalność obfitowała w skandale i ogólnie za utorowanie klerowi katolickiemu drogi do zajęcia uprzywilejowanej pozycji w państwie. Odbija się to czkawką do dziś.
Włodzimierz Mytnik
Lepiej późno niż wcale. Premier Tadeusz Mazowiecki był Politykiem z wielkiej litery, jakich dzisiaj brak.
Barbara Targosz
Z UPA na piedestale
Gdyby nie ZSRR, to Ukraina miała szansę być niepodległa przede wszystkim ze względu na swoją zachodnią część. A tu niespodzianka – ta sama część była poddana polskiej kolonizacji i gdyby nie Stalin, to Polacy z Ukraińcami mieliby spór podobny do tego w Irlandii. Nacjonalizm ukraiński rodził się w tych czasach, kiedy Polacy byli dla Ukraińców kolonizatorami. (…) Nacjonalizm jest straszną chorobą ale sami jej ulegamy, nawet w tym, jak nie rozumiemy innych nacjonalizmów, tylko własny wynosimy na pomniki.
Łukaszko Walczuk
Listy od czytelników nr 27/2026
Prymas Polski Ludowej
Dawno temu Aleksander Merker, który był wtedy zastępcą kierownika Urzędu ds. Wyznań, powiedział mi, że istotnym czynnikiem wpływającym na propaństwowe stanowisko prymasa Wyszyńskiego były relacje polskich misjonarzy, których wielu działało w krajach Afryki i Ameryki Południowej. Gdy któryś z nich przyjeżdżał do Polski, Wyszyński prosił go o informacje. Wnioskował z nich, że są miejsca znacznie gorsze niż Polska z ustrojem socjalistycznym i pod rządami komunistów.
Roman Broszkiewicz
Stulecie niespełnione
W felietonie Andrzej Romanowski pisze: „Zatem przy zachowaniu wszelkich proporcji: w roku 2023 nie mogliśmy być obojętni, jaka Polska wyłoni się z wyborów”. Panie Profesorze, czy ja jestem obojętny? Na wybory chodzę, lecz głosuję świadomie nieważnie! A głosuję świadomie nieważnie (z jednym wyjątkiem – wyborów prezydenta miasta), bo uważam, że jestem ubezwłasnowolniony przez partyjniactwo, które demokratyczne wybory do władz – w moim rozumieniu – podmieniło na plebiscyt partyjny. Do Sejmu, Senatu, rady miasta, nawet na prezydenta RP nie wybieramy swoich przedstawicieli, tylko uczestniczymy w plebiscytach, zaznaczając na listach partyjnych, której mafii politycznej udzielamy zgody, stawiając krzyżyk przy jakimś nazwisku, z niewerbalnym błogosławieństwem: „Róbta, co chceta”. Pytam więc wszystkich czytelników: czy chodzenie na wybory i oddawanie głosu świadomie nieważnego, nie godząc się z ubezwłasnowolnieniem obywatelskim, należy potępić? Jeśli tak, to dlaczego?
Józef Brzozowski
Wielki amunicyjny szwindel
Nie tylko nie będzie polskich pocisków. Nie będzie żadnego polskiego sprzętu. Dlatego, że w latach 90. zaoraliśmy wszelki przemysł czy to zbrojeniowy, czy okołozbrojeniowy. Teraz trzeba go odbudować, zaczynając od podstaw, czyli kompanii wydobywczych, które zapewnią urobek, np. miedź, złoto, metale ziem rzadkich, wolfram i koltan (…). KGHM nie da rady pokryć takiego zapotrzebowania. (…) Potrzebujemy hut, stalowni, walcowni, skrawarko-obrabiarek na skalę przemysłową, które już mieliśmy. Jeszcze 30 lat temu. Dojdzie to tego przemysł tekstylny (…). Mając te wszystkie podstawy, możemy zacząć budować montownie i zakłady elektroniczne i elektryczne. Mamy oczywiście Bumar. W stanie agonalnym. A co z amunicją i zakładami produkującymi broń? Mamy Mesko, Fam Pionki, manufaktury zajmujące się elaboracją amunicji – pokrywa to ledwie zapotrzebowanie na amunicję myśliwską i sportową. Broń? Mamy FB Radom, która nie jest w stanie wyprodukować działającego karabinka szturmowego, a flagowy pistolet VIS 100 bazuje na konstrukcji pistoletu MAG 95. (…). Skończy się to jak zwykle – zakupami na łapu-capu, byle jak najszybciej kupić cokolwiek od kogokolwiek, kto sprzeda. (…)
Michał Czarnowski
Listy od czytelników nr 26/2026
PiS robi zamieszanie z orderem, którego nadanie popierało
Naprawdę nie rozumiem, dlaczego PiS robi teraz w Polsce ten cały harmider związany z orderem nadanym Zełenskiemu przez prezydenta Dudę. Przecież prezydent Duda był z PiS. To, że zaraz po wyborze na prezydenta RP wypisał się z partii, niczego nie zmieniło. Przecież gdyby wypisał się na serio, PiS nie zostawiłoby na nim suchej nitki, że o poparciu na drugą kadencję nie wspomnę. Zamiast więc teraz się kłócić, czy prezydentowi Ukrainy – który musi współpracować z rodakami momentami zniekształcającymi historię UPA – odbierać order czy nie, powinniśmy się zastanowić, jak to się stało, że on ten order w ogóle od nas dostał.
Należy przyjrzeć się z uwagą decyzji byłego prezydenta Andrzeja Dudy, który odznaczył Zełenskiego Orderem Orła Białego 5 kwietnia 2023 r.
„Nie ma wątpliwości, że jest Pan, Panie Prezydencie, jesteś Wołodymirze, człowiekiem absolutnie wyjątkowym – mówił w trakcie uroczystości nadania orderu prezydent Duda. – Obserwując twoją służbę dla ojczyzny, trudno ukryć łzy wzruszenia”. To tekst, który znalazłem na oficjalnej stronie Kancelarii Prezydenta RP. Czy prezydent Duda, wypowiadając te słowa, ukrył łzy wzruszenia czy nie, nie napisano. „Nie porzuciłeś ani Ukrainy, ani swoich rodaków, obrońców ojczyzny w najtrudniejszej sytuacji”, dodawał polski prezydent.
Czytając słowa Andrzeja Dudy o Zełenskim, pomyślałem, że należałoby go zapytać, jakich to niezwykłych czynów dokonał prezydent Ukrainy na rzecz naszej ojczyzny. Przypomnę, że Order Orła Białego powinien być przyznawany za naprawdę wyróżniającą się na tle innych działalność na rzecz Polski. To, że
Listy od czytelników nr 25/2026
Krótka pamięć apologetów NSZ
Twierdzenie, że Wierzchowiny były największą zbrodnią w Europie tuż po zakończeniu II wojny światowej, to rażący błąd i fałsz, który całkowicie ignoruje przerażającą skalę powojennych czystek etnicznych i politycznych na kontynencie. Wystarczy wspomnieć dokonaną przez komunistyczną partyzantkę Tity w maju i czerwcu 1945 r. masakrę w Bleiburgu oraz powiązane z nią marsze śmierci, gdzie bez sądu zamordowano od kilkudziesięciu do ponad 100 tys. wziętych do niewoli żołnierzy i uciekających z nimi cywilów. W tym samym czasie w trakcie brutalnych wysiedleń Niemców Sudeckich doszło do takich potworności jak masakra w Postoloprtach, gdzie czechosłowackie wojsko rozstrzelało ponad 2 tys. osób, czy marsz śmierci z Brna, który kosztował życie tysiące cywilów. Śmierć każdego niewinnego człowieka w Wierzchowinach to potworny dramat,
Listy od czytelników nr 24/2026
3% dla nauki
Jako były nauczyciel akademicki (i badacz) zdecydowanie popieram protest środowisk naukowych. Pragnę jednak zwrócić uwagę na fakt, że podobnego niezadowolenia, a wręcz oburzenia, nie kryją nauczyciele liceów i techników. Wymagania nam stawiane są europejskie, a pensje – za przeproszeniem – sudańskie. Warto pamiętać, że dobrze zmotywowani nauczyciele szkół ponadpodstawowych to zdecydowanie lepiej przygotowani studenci szkół wyższych, a dobrze przygotowani uczniowie szkół podstawowych to lepsi licealiści. Poprawa sytuacji materialnej musi więc obejmować pracowników całego systemu edukacji – od przedszkoli po uczelnie.
Damian Paweł Strączyk
Nauka przegrywa ze strachem,
Listy od czytelników nr 19/2026
Po co nam Wojskowa Akademia Medyczna?
Klasycznie w różnych krajach uczelnie wojskowe rozwiązywały dwa problemy. Pierwszy to dostarczenie wojsku wykształconej kadry. Drugi to danie szansy rozwojowej zdolnym ludziom z gorzej uposażonych rodzin, które nie mogły im zapewnić edukacji, albo ze środowisk, z których trzeba było się wyrwać, aby móc się rozwinąć. Podobnie dawna Wojskowa Akademia Medyczna w Łodzi (a przed II wojną Centrum Wyszkolenia Sanitarnego w Warszawie) rozwiązywała te problemy w odniesieniu do zapewnienia wojsku kadry medycznej. A dzięki temu, że dawała „wikt i opierunek”, kształciła wielu utalentowanych młodych ludzi, którzy inaczej nie mieliby możliwości zdobyć tego wykształcenia.
Można wprawdzie sobie wyobrazić zatrudnienie w wojsku lekarzy cywilnych, ale trzeba zauważyć, że obok funkcjonowania w wojsku struktur niemal nieodróżnialnych od cywilnych, takich jak szpitale i przychodnie, istnieją tu takie struktury jak dywizje, brygady i pułki, które w życiu cywilnym nie funkcjonują i które lekarz wojskowy musi umieć obsługiwać. Co więcej, są to struktury dynamiczne, które w razie działań bojowych muszą się często przemieszczać, zmieniać skład osobowy i organizację. Lekarz obsługujący ten świat musi go znać i
Listy od czytelników nr 18/2026
Jak przekonać ludzi do korzystania z systemu kaucyjnego?
Przecież system kaucyjny nie jest nowością. Przez wiele lat odstawialiśmy w kącie butelki po wypitej wodzie, sokach i innych napojach, żeby odnieść je do sklepu. Nie dość, że szklane butelki były ciężkie, to jeszcze zdarzało się, że sklep nie chciał ich przyjąć, ponieważ nie mieliśmy paragonu za zakupione napoje. Teraz opakowania przynajmniej są lekkie. Wychodząc na zakupy w sobotę, widzę coraz więcej młodych ludzi podążających z wypełnionymi dużymi torbami w kierunku sklepu, w którym przyjmowane są butelki i puszki. Zapewne mama robi porządki, a młody człowiek otrzymał polecenie odniesienia tych opakowań do automatu. Przypuszczam, że w wielu przypadkach kaucja zwrotna wędruje do kieszeni córki czy syna. Dzięki temu system funkcjonuje coraz lepiej. Nie wiem, jak jest z odbiorem tych opakowań poza dużymi miastami. Czy są automaty? Czy odbiór prowadzą sklepy? Ja w każdym razie zauważyłam, że w moim osiedlu kontener z napisem „Plastik” zapełnia się dużo wolniej niż do tej pory. Dajmy sobie czas na przywyknięcie do nowości.
Katarzyna Malec
Siewcy polexitu
Nie jest prawdą, że najgroźniejsze jest banalizowanie absurdów UE. Najgroźniejsze jest wytwarzanie absurdów przez UE. Unia, Bruksela, Komisja Europejska, ale i różne instytucje krajowe wytwarzają lawinę absurdów. To niszczy Unię. I zapewne zniszczy. UE przeszła do absurdów w trybie turbo,
Listy od czytelników nr 17/2026
Łgarstwa religii smoleńskiej
Do tragicznych zdarzeń w komunikacji dochodzi w wyniku błędów człowieka powstałych w trakcie produkcji lub użytkowania maszyny. Katastrofa Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. stała się od pierwszych chwil sprawą polityczną, czyli uwagę zwracano na kwestie dalszego planu, aż doszło do absurdu. Podważono raport komisji Millera i zaczęto szukać dziwnych teorii, mających uzasadnić inne przyczyny katastrofy, niż wskazała komisja.
Winę za powstanie „religii smoleńskiej” ponosi państwo, od organizacji pogrzebu prezydenta po brak prostych autorskich wyjaśnień przyczyn katastrofy niezależnie od wielu błędów w organizacji lotu, od opóźnionego wylotu do próby wylądowania w ciemno. Czym wyjaśnić fakt, że samolot schodzi poniżej poziomu drzew mimo ostrzeżeń systemu GPWS i wbrew wszelkim przepisom kontynuuje schodzenie poniżej wysokości 50-100 m bez widoczności ziemi? Świadczyć to może o dezorientacji przestrzennej załogi lub działaniu w silnym stresie. Jedyny artykuł analityczny o katastrofie ukazał się w czasopiśmie naukowym „Aeronautica Integra” wydawanym przez Politechnikę Rzeszowską. Jako główną przyczynę autor wskazuje „błędy w pilotażu oraz zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania w ekstremalnie trudnych warunkach pogodowych”. Dziwne, bo artykuł nie został zauważony w sferze publicznej, a czasopismo zginęło z bibliotek.
Trudno składać całą odpowiedzialność za katastrofę na nieżyjących członków załogi, bo wykonywali zadanie/rozkaz w warunkach przekraczających ich kompetencje. Przy okazji należy wspomnieć zdarzenia, których przyczyny zaakceptowaliśmy jako państwo i społeczeństwo. Są to: katastrofa gibraltarska z premierem Sikorskim, gdy „wyłączyły się jednocześnie” cztery silniki samolotu, a uratował się tylko kapitan (jedna osoba wyparowała), oraz wypadek śmigłowca z premierem Millerem, gdy „wyłączyły się jednocześnie” dwa silniki. Tu też można prowadzić analizy w kierunku zamachu, a jednak rezygnujemy z tego prawdopodobnie też z przyczyn politycznych. Hipotezy trudne do uzasadnienia i motywowane politycznie stawiane przez komisję Macierewicza są łakomym tematem dla ekspertów (technicznych, artystycznych, medialnych) i okazją do przekręcania dużych sum pieniędzy, mają też długi żywot. 15 lat trwania „religii smoleńskiej” świadczy o słabości intelektualnej państwa.
Zbigniew Milewski
Dużą winę ponosi Tusk, który brał na klatę bezsensowne oskarżenia, nie reagował, a wręcz przeciwnie. Rozdawał odszkodowania do piątego pokolenia, pozwolił PiS na rządzenie umysłami Polaków z silnym deficytem intelektualnym i szerzenie teorii spiskowych przez pisowskich szajbusów.
Barbara Szala
Bogu dzięki za Obywateli RP i za Lotną Brygadę, bardzo dzielnie przeciwstawiali się obchodom Kaczyńskiego na Placu Piłsudskiego. Powinni dostać odznaczenia państwowe!
Anna Zawadzka
Listy od czytelników nr 16/2026
Między cieśniną Ormuz a Lwowem
Szanuję prof. Widackiego. W felietonach przekazuje wiele cennych spostrzeżeń, które chłonę. Ale zdarzają się i takie, które wywołują u mnie reakcje prawdopodobnie niezamierzone przez autora. W świątecznym wydaniu, pisząc w felietonie o wojnie między prezydentem RP a rządem Donalda Tuska, najwyraźniej stoi po stronie rządu. W moim odczuciu emerytowanego górnika obie strony Konstytucję RP traktują nie jako prawo najwyższe, ale jako narzędzie do sprawowania władzy. Prof. Widacki uważa, że prezydent powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. A ja uważam, że powinien również stanąć rząd Donalda Tuska. W Konstytucji RP w art. 4 zapisano, że „władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu”. Jak można – mając mandat do sprawowania władzy na cztery lata, zaciągać zobowiązanie na lat 45? Zwłaszcza gdy społeczeństwo jest w tej kwestii podzielone i gdy pieniędzy jest za mało na edukację, służbę zdrowia, kulturę i bezpieczeństwo wewnętrzne. O tak ogromnym zadłużeniu, i na tak długi czas, powinien decydować naród w referendum.
Józef Brzozowski
Siewcy polexitu
Mamy jakieś dyskusje: brzydkie, ładne, jakbyśmy byli arystokratami w Wersalu i porównywali peruczki. Pokutuje traktowanie zwykłych obywateli jak debili i indoktrynowanie ich. Później jedna strona debaty oburza się, że druga lepiej kłamie, niż kłamała poprzednia, więc pozostajemy w sporach estetycznych czy moralnych. Unia powinna być rozpatrywana jako wspólne pole do uprawiania polityki i póki da się tam dogadywać w różnych sprawach, jest potrzebna. Ale nikt nie mówił, że to nadal będzie polityka. Mieliśmy się stać Zachodem i sprawa załatwiona. Tak samo z NATO, a okazuje się, że sojusz również podlega polityce.
Łukaszko Walczuk
Weźmy takie pozornie niezauważalne drobiazgi jak długa i ciągła praktyka w sprawach techniki. Kiedy już zostaniemy oderwani od wspólnego dostępu do know-how. Można krzyczeć, że coś jest proste jak konstrukcja cepa, jednak wyprodukowanie tego cepa może się okazać zadaniem ponad siły. Możemy się napawać widokiem broni wysoce nowoczesnej, plującej ogniem w zawrotnym tempie. A tu widać, jakie tempo jest wymagane do produkowania odpowiedniej ilości amunicji. A co z bardziej zaawansowaną technologią? Elektryczne auto, choćby Izerę, zrobić łatwo – karoseria, silnik i baterie. Ejże, łatwo? To gdzie ta Izera? Również z tego powodu nie możemy wycofać się z Unii Europejskiej. Nagle może się okazać, że papier toaletowy ponownie będzie rarytasem. Wcześniej to była jeszcze RWPG – braterstwo w biedzie. A dzisiaj?
Tadeusz Żyła
Neurochirurgia to gra zespołowa
Klika lat temu w „Przeglądzie” (32/2022) ukazał się wywiad Beaty Dżon-Ozimek z dr. n. med. Dariuszem Łątką z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu. Dr Łątka z synem Kajetanem, również doktorem nauk medycznych, wdrażali wtedy unikatową, endoskopową metodę leczenia kręgosłupa, w której pacjent prawie natychmiast po operacji wracał do normalnego życia. Metoda ta jest stale udoskonalana. Dzięki temu Oddział i Klinikę Neurologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Opolu opuszcza coraz więcej zdrowych pacjentów, którzy nie mieli już szans na normalne życie. A dzięki publikacji „Przeglądu” również moja żona trafiła do dr. Łątki. W odróżnieniu od wielu innych lekarzy dr Kajetan Łątka nie odmówił naprawy kręgosłupa, który był w tragicznym stanie, z groźbą postępującego paraliżu. Po kilku wizytach i analizie przypadku żony dr Kajetan Łąka zdecydował się na zabieg. Operacja udała się, żona wróciła do pełni sił i odzyskała radość życia. Lekarze z Opola okazali się prawdziwymi specjalistami od beznadziejnych przypadków.
Włodzimierz Syzdek, Warszawa
O sztuce myślenia do góry nogami
Bez rozliczenia przeszłości nie uregulujemy m.in. relacji polsko-ukraińskich. Na Ukrainie fani zbrodniczych dokonań UPA muszą być tego w pełni świadomi. Świadome muszą też być władze RP, które lansują pojednanie między naszymi narodami na potrzeby polityczne. Pojednania nie ma. Misja posła Kowala jest skazana na klęskę. Trudno nie zauważyć, że ukraińscy koledzy tego pana nadal czczą pamięć o tych, którzy odpowiadają za zbrodnie na obywatelach II RP (nie tylko na etnicznych Polakach).
Damian Paweł Strączyk
Listy od czytelników nr 15/2026
Ekoabsurdy
Nasza przygoda z segregacją śmieci rozpoczęła się dziewięć lat temu – w lipcu 2017 r. Obok kosza na śmieci wygospodarowało się w mieszkaniu miejsce na dodatkowe pojemniki na papier, plastik i metal oraz szkło. Na balkonie stanęło wiaderko na bioodpady. W zsypie w bloku pojawiły się kolorowe kontenery, a nawet pojemnik na świetlówki. Przeterminowane lekarstwa odnosiliśmy do apteki, zużyte baterie – do supermarketu. Było z tym trochę zachodu, ale czuliśmy nawet dumę: dołączyliśmy do „zielonego”, cywilizowanego świata. Segregowaliśmy śmieci lepiej lub gorzej, aż dwa lata temu okazało się, że zakrętek nie będziemy już wrzucać do pojemników stawianych przez fundacje charytatywne. Zamiast tego będą one trwale przymocowane do butelek i kartonów na napoje, ale i do tego się przywykło.
Ledwie pół roku później – od stycznia 2025 r. – zakazano wyrzucania tekstyliów (ubrań, butów itp.) do odpadów zmieszanych. I tu zaczęły się schody. W okolicy nie pojawiły się żadne nowe punkty zbiórki. Z przetartą skarpetą trzeba jechać do PSZOK, czyli punktu selektywnej zbiórki odpadów komunalnych. Samochodem zajmuje to około godziny, ale jest mało ekologiczne. Komunikacją miejską – niemal dwie. Owszem, w dzielnicy pojawia się mobilny PSZOK – w poniedziałki od 13.00 do 14.30, w środy od 9.00 do 10.30 i w soboty od 11.00 do 12.30. Trudno w tygodniu zwalniać się z pracy, żeby oddać śmieci. Zostaje sobota – a weekend chciałoby się jednak spędzić z rodziną.
W październiku ruszył system kaucyjny na plastikowe butelki i metalowe puszki, a wraz z nim butelkomaty, które przyjmują wyłącznie opakowania w niemal idealnym stanie – bez zgnieceń i z czytelną etykietą. Trzeba więc w domu znaleźć kolejne miejsce na przechowywanie pustych opakowań i uzbroić się w cierpliwość, by odstać swoje w kolejce do automatu, który co chwilę się zacina.
A na koniec – „nagroda” za rosnącą liczbę obowiązków: podwyżka opłat za wywóz śmieci. Powód? Firmy zajmujące się ich przetwarzaniem straciły po wprowadzeniu systemu kaucyjnego najcenniejszy surowiec – butelki PET – i zażądały wyższych stawek.
Piszę o tym nie dlatego, że jestem przeciwniczką ekologii. Skądże! Zastanawia mnie jednak, czy wśród decydentów naprawdę nie ma nikogo, kto rozumie, że jeśli chce się skłonić obywateli do proekologicznych zachowań, trzeba im to ułatwić. Zorganizować system, w którym oddawanie odpadów nie wymaga nadmiernego czasu ani wysiłku. Nałożyć obowiązki także na instytucje państwowe i samorządowe, a nie tylko na obywateli.
Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska, najwyraźniej nie ma do tego głowy, zajęta walką o swoją pozycję w politycznym grajdołku. Działania władz sprawiają wrażenie chaotycznych i niespójnych. A to niestety jest wodą na młyn zwolenników polexitu. „Zobaczcie, jak ta Unia nam utrudnia życie, wprowadzając głupie przepisy”, mówią i zyskują poklask. Czas więc najwyższy, żeby ktoś w koalicji „się ogarnął” i zaproponował rozwiązania, które będą nie tylko słuszne w teorii, ale i wykonalne w codziennym życiu. Jeśli nie, to po utracie władzy nie znajdziecie sobie synekur w europarlamencie, bo Polski w Unii już nie będzie.
Joanna Kamińska, Warszawa-Ursynów
Pamiętniki covidowe
Trudno dziś ocenić zasadność wielu decyzji władz w tamtym czasie. Zdarza mi się, wspominając tamten okres, mówić: „stan wojenny”, choć w życiu codziennym ograniczenia lockdownu były o wiele bardziej uciążliwe niż ograniczenia stanu wojennego. Zamknięte parki, cmentarze zamknięte w dzień Wszystkich Świętych, ograniczenia dla właścicieli psów przy wyprowadzaniu czworonogów, ograniczenia dla uprawiających jogging. W domach – biura i szkoły. Wiele zwyczajów utrwalonych w tamtym czasie pozostało z nami. Znam osoby, które odzwyczaiły się od chodzenia do kina, kupują pakiety streamingowe i oglądają filmy na ekranie własnego telewizora. Albo zakupy – nie chodzą do sklepów czy galerii handlowych, lecz kupują w internecie. Rozluźniły się bardzo więzi międzyludzkie od czasu, gdy zakazane było nawet spotkanie z sąsiadem koło śmietnika. Nawet w dni popularnych imienin nie słychać odgłosów dorocznego spotkania u sąsiadów. Jest cicho, ale czy o to chodziło?
Marta Niewczas
Nie wolno się bać, trzeba mówić nie
Nie wolno się bać i należy krytykować obecne relacje międzynarodowe. Wyraźnie widzimy, jak wyglądają np. relacje z Ukrainą. Niebywałą bezczelnością jest gloryfikowanie przez naszych wschodnich sąsiadów postaci pokroju Szuchewycza i Klaczkiwskiego. Ukraina wyciąga ręce po polską pomoc (wojskową i inną), a w zamian buduje pomniki tym, którzy mają polską krew na rękach. Obłąkane relacje międzynarodowe. Pozostaje tylko pytanie, dlaczego władze RP tolerują taki stan rzeczy?
Damian Paweł Strączyk
SAFE 0% – na to liczą Amerykanie
Tak Polska staje się klientem na rynkach zbrojeniowych. Tylko nikt nie pyta, jakim kosztem. Budownictwo socjalne leży, cała mieszkaniówka to patodeweloperka. Ochrona zdrowia zdycha, brakuje lekarzy i pieniędzy na leczenie pacjentów. Szkolnictwo podstawowe i wyższe leży. Ciągle istnieją śmieciówki i wykorzystywanie pracowników w januszeksach. I tak można by wymieniać patologie tego kartonowego państwa. Za to mamy nowe czołgi, samoloty i inne militarne zabawki. Będzie można umilić sobie czekanie w kilkuletniej kolejce do lekarza i popatrzeć na sprzęt podczas jakiejś parady. Szkoda, że nie informuje się społeczeństwa, że w razie pełnoskalowego konfliktu NATO i Rosji cały ten sprzęt, wydatki i zadłużanie się nie będą mieć żadnego sensu podczas wojny nuklearnej. A Polska od czasów zimnej wojny jest celem dla głowic obu stron: po prostu ma być nuklearną pustynią mającą zatrzymać pochód wojsk czy to zachodnich, czy to ze wschodu. Polska powinna się skupić na polityce zagranicznej, dyplomacji, robieniu wszystkiego, co się da, żeby uniknąć konfliktu, a nie ogłupiać propagandą, jakim to niby silnym krajem jest, bo się zadłuża kosztem kilku pokoleń obywateli. (…)
Michał Czarnowski








