Blog
Poseł Wójcik i 40 mln zł
Michał Wójcik, ten ze zbójnickiej ekipy Ziobry, co się odezwie, to kłamie. Szybko zapomniał o rozwaleniu sądownictwa i złodziejstwie jego partii na kosmiczną skalę. Teraz bezczelnie kłamie w sprawie czegoś, co PiS nazwało Panteonem Górnośląskim.
I dało na to 40 mln zł! Trudno podejrzewać Wójcika, że wie coś o panteonie. Bo na pewno nie jest panteonem wystawka w podziemiach katowickiej archikatedry. Pisowcy zapowiadali historię Śląska. A zrobili karykaturę z nadekspozycją księży bez zasług dla regionu. Gdy po pięciu latach Ministerstwo Kultury przestało dawać kasę na tę pisowsko-kościelną propagandę, Wójcik zaatakował rząd. Niby w obronie śląskiej tożsamości. Tenże sam poseł Wójcik głosował tymczasem przeciwko uznaniu śląskiego za język regionalny.
Nie wolno się bać. Trzeba mówić NIE
Wywiad z Danielem Olbrychskim
Widzę dokumenty, książki… Ten dokument na górze to chyba List Ośmiu, który podpisał pan w proteście wobec stanu wojennego.
– To jest cała historia, list bardzo ostry przeciwko stanowi wojennemu, no i przeciwko gen. Jaruzelskiemu.
Chciało się panu wtedy nadstawiać głowy?
– Wtedy tak… Miałem już podpisany kontrakt z filmem francuskim, ale wybuchł stan wojenny, Polska zamknięta. Więc powiedzieliśmy sobie z ówczesną żoną, która już nie żyje, że i tak wszystko przepadło, no to przynajmniej trzeba przyzwoicie się zachowywać.
List napisał Józef Rybicki, były szef warszawskiego Kedywu, współzałożyciel WiN, członek założyciel KOR.
– Pan Rybicki zaprosił mnie do siebie. Mówił, że, po pierwsze, stan wojenny został fantastycznie przeprowadzony. Wszystko sparaliżowane. I jest cisza. Dlatego też, powiedział, chodzi o to, żeby świat i Polska przez Wolną Europę wiedziały, że Polacy nie poddali się. Że nie wszyscy są zastraszeni. Stąd ten list. Powiedział mi też: „Pan jest najbardziej wyrazistą postacią. Są pana filmy, pamiętają pana z apelu poległych…”.
Ten apel wygłosił pan pod Stocznią Gdańską 16 grudnia 1980 r.
– Wałęsa mnie zaprosił do tego. A zanim podpisałem list, Rybicki mi mówił: „Jak pan podpisze, to musi się pan liczyć z jakimiś konsekwencjami”. I tak się stało, jakoś o piątej nad ranem wzięli mnie na Rakowiecką. Chcieli mnie zmusić, bym ten list odszczekał. Nie udało im się. Po dobie mnie puścili. Dostałem paszport, wyjechałem do Francji, interweniował prezydent François Mitterrand, żeby mnie wyrwać, bo Joseph Losey powiedział, że nie zacznie filmu, jeśli ja nie przyjadę. Ale nic o tym nie wiedziałem, bo telefony nie działały. Za to uczestniczyłem w różnych procesach ludzi Solidarności, które odbywały się w sądzie na Lesznie. Jako widownia.
Tłumy przychodziły.
– Pamiętam proces kierownictwa Solidarności Huty Warszawa. Siedziałem z Popiełuszką, krzesełko w krzesełko, w pierwszym rzędzie. W tym procesie sędzią był Andrzej Lewandowski, mój kolega z liceum Batorego. Oskarżycielem była pani prokurator, też z Batorego. Obrońcą był mecenas Mirosław Brych. I za każdą dobrą odpowiedź mecenasa czy tych oskarżonych sala biła brawo, więc sędzia się wściekał. A ja siedziałem tak, że pani prokurator była prawie na wyciągnięcie ręki. Pamiętam, że ją w liceum podszczypywałem. I teraz też się wpatrywałem w jej pokaźny biust. A jej się z tego myliły kartki oskarżenia. Widział to Popiełuszko i mówił do mnie: „Bardzo dobrze, już masz moje rozgrzeszenie”. W pewnym momencie sędzia Lewandowski zrobił przerwę…
Więc wyszliście na korytarz.
– Ja nie, Lewandowski mnie złapał: „Danek, chodź do mnie na kawę”. Weszliśmy do pokoju, on zdjął togę i mówi: „Tutaj pracować nie można. Jakieś demonstracje robicie, jak tak można?”. Więc mu odpowiedziałem: „Andrzejku, ja tu przychodzę ze względów zawodowych. Spodziewam się, że kiedyś będziemy robili filmy na ten temat. I przychodzę popatrzeć, a nuż przyjdzie mi zagrać ciebie? Tylko pamiętaj, ja nigdy chuja nie grałem”.
Nie wiem, czy pod wpływem moich słów, czy pod wpływem własnego sumienia, sędzia ogłosił uniewinnienie oskarżonych. Potem przestał być sędzią, bo chyba go z tego stanowiska zdjęli.
Został adwokatem.
– Ale co chcę powiedzieć – parę lat później, już w III RP, gen. Jaruzelski wydawał swoją książkę „Stan wojenny. Dlaczego…”. Byłem na promocji tej książki i generał zrobił mi taki wpis: „Panu Danielowi Olbrychskiemu z podziwem i wielką sympatią”. I powiedział: „Ja pana podziwiam nie tylko za pana role,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Kongres Polonii Amerykańskiej
Organizacja, która w USA nic nie znaczy
5 marca TVP Polonia w programie „Polonia 24. Tygodnik” wyemitowała wywiad z prezesami Kongresu Polonii Amerykańskiej Hubertem Cioromskim i Łukaszem Dudką. Dudka jest dyrektorem „Dziennika Związkowego” w Chicago, najpopularniejszej gazety polskojęzycznej wydawanej w USA (nakład wydania weekendowego – ok. 30 tys., w pozostałe dni tygodnia – połowa tego).
Przed kamerami panowie mówili o tym, o czym zwykle mówią Polonusi z organizacji polonijnych, czyli o potędze ich nic nieznaczących w USA stowarzyszeń. Cioromski, który z trudem używa języka polskiego, rzucił powielane przez Polonusów hasło o 10 mln Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy za nim stoją. Słysząc te opowieści, trudno mi było się nie uśmiechnąć – po prawie 20 latach spędzonych w USA wiem, że obaj opowiadają bajki z mchu i paproci.
Czas na fakty. Kongres Polonii Amerykańskiej (Polish American Congress, PAC) jest fundacją zarejestrowaną w stanie Illinois, która ma roczny budżet poniżej 100 tys. dol. Ostatni raport finansowy tej organizacji, który znalazłem, pochodzi z 2024 r. i podaje wpływy do budżetu w wysokości 74,5 tys. dol., a majątek fundacji wycenia zaś na 109 tys. dol. Za 75 tys. dol. to można w USA kolegów z zarządu takiej organizacji zaprosić kilkanaście razy na kolację, a nie mieć wpływ na jakąkolwiek politykę stanową, bo o wpływie na politykę federalną można kompletnie zapomnieć.
Kongres Polonii Amerykańskiej założył też Polish American Congress Charitable Foundation (PACCF), ramię charytatywne, które miało w 2024 r. wpływy do budżetu wynoszące 872 tys. dol. Co ważne, tylko ok. 220 tys. dol. pochodziło z datków od osób i firm, a ok. 600 tys. z zainwestowanego majątku fundacji, wycenianego na ok. 25 mln dol.
Pomyślałem, że skoro mają tak dużo majątku, to pewnie bunkrują kasę, zamiast ją wydawać na zbożne polonijne cele. Za 872 tys. dol. nie można sfinansować kampanii wyborczej nawet jednego kongresmena w Waszyngtonie – średnio taka kampania kosztuje 2,1 mln dol. Z tak małymi budżetami organizacje polonijne w USA kompletnie nic nie znaczą i nie mają najmniejszego nawet wpływu na politykę.
Ameryka, co każdy Polak wie,
Najlepsze materace dla seniorów – ranking modeli poprawiających komfort snu
Artykuł sponsorowany Wraz z wiekiem rośnie znaczenie komfortowego i zdrowego snu. Seniorzy często zmagają się z bólem pleców, sztywnością stawów czy problemami z regeneracją organizmu. Odpowiednio dobrany materac może znacząco poprawić jakość wypoczynku i samopoczucie. Przyjrzyjmy
Gotówka bez wychodzenia z domu – jak działają nowoczesne pożyczki online i czy to bezpieczne rozwiązanie?
Artykuł sponsorowany Awaria samochodu, większy, niespodziewany rachunek albo planowany remont domu – w każdej z tych sytuacji liczy się szybki dostęp do dodatkowych środków. Coraz więcej osób wybiera dziś pożyczkę przez internet, która pozwala uzyskać finansowanie
Wiosenne niedzielne przedpołudnie
Choć od kalendarzowej wiosny dzielił nas jeszcze tydzień, pogoda w Krakowie była piękna i ciepła. Pojechałem za miasto, do Tyńca, by z bliska zobaczyć, jak przyroda budzi się po zimie do życia. Sceneria piękna. Siedzę na tarasie kawiarni, piję kawę. Dołem, u stóp skały, na której stoi opactwo, płynie spokojnie Wisła. Przede mną kościół i klasztor najstarszego w Polsce opactwa.
Benedyktynów do Polski sprowadzono w XI w. z Włoch. Wtedy nie było jeszcze ONR, PiS ani Konfederacji i nikt nie twierdził, że Polska jest tylko dla Polaków, nikt więc ich nie wyganiał. Osiedliwszy się zatem na polskiej ziemi, benedyktyni – a w ślad za nimi ich młodsi bracia cystersi – sprowadzali nad Wisłę Europę, a więc sztukę pisania, uniwersalną wówczas łacinę, sztukę uprawy roślin, nowoczesne jak na tamte czasy zielarstwo. Zakładali młyny, winnice, apteki. Benedyktyni przepisywali księgi… Oczywiście poseł Kownacki zapewne uważa, że było zgoła odwrotnie. Włoscy benedyktyni, a tym bardziej niemieccy cystersi dopiero tu, nad Wisłą, od miejscowych kmieci uczyli się łaciny, a potem zaczęli przepisywać znalezione pod ich strzechami księgi. Nie spierajmy się z nim, bo jeszcze nie daj Boże Suskiego powoła na arbitra i dopiero będzie!
Siedzę więc na słoneczku, popijam kawę, zerkam to na Wisłę, to na opactwo. Jest miło, czas jakby też płynął wolniej niż w pobliskim Krakowie. I nagle coś mnie podkusiło. Tak, podkusiło. Zajrzałem do Facebooka. A tam dyskusja o prezydenckim wecie do ustawy o SAFE. Czytam i oczom nie wierzę! Jakaś paniusia stwierdza krótko, że „prezydent dobrze zrobił, wetując, bo jest patriotą i dba o bezpieczeństwo Polski”. Jak paniusia sobie wyobraża to bezpieczeństwo przy niedozbrojonej armii, już nie pisze. Ktoś tam nieśmiało z paniusią próbuje dyskutować, ale bez skutku. Paniusia już wszystko, co wiedziała, napisała. A na odsiecz paniusi rusza cały legion mędrków.
Jeden z nich, jakiś jegomość dumny zapewne ze swojej mądrości i przenikliwości, wali w oponentkę paniusi jak husarskim obuchem. Ha, pożyczka miała być nie w złotówkach, ale w obcej walucie! A jak się wychodzi na kredytach w obcych walutach i co one są warte, to już się przekonali ci, którzy wzięli kredyty frankowe. Jegomość najwyraźniej jest przekonany, że za amerykańskie i koreańskie samoloty, czołgi, rakiety i haubice pisowski rząd Morawieckiego płacił gotówką i żadnych kredytów do spłacania nie mamy, a jak już brał kredyty, to zapewne w Banku Spółdzielczym w Limanowej, no i oczywiście w złotówkach. A może wierzy, że premier Morawiecki, kierując się typowym dla pisowców patriotyzmem, dorzucił coś ze swojego majątku, który, jak wiadomo,
Pecunia Germanica non olet
Telewizja Republika buduje swoją popularność na antyniemieckiej histerii. Na paskach u Tomasza Sakiewicza są takie hasła jak: „Tusk szykuje uchwałę für Deutschland” czy „Der SAFE für Deutschland kaputt”.
Za to w przerwach na reklamę emitowane są spoty m.in. sklepów Aldi. Założycielami firmy byli pochodzący z Essen bracia Karl i Theo Albrechtowie – jedni z najbogatszych ludzi w historii Niemiec. Przejąwszy w 1945 r. sklep matki, przekształcili go w globalną sieć, którą w 1961 r. podzielili na niezależne struktury: Aldi Süd (Karl) i Aldi Nord (Theo), która kontroluje „aldiki” działające w Polsce, a także w północnych Niemczech, we Francji i w innych krajach.
Który Sakiewicz jest prawdziwy? Ten ujadający na Niemców? Czy ten, który bierze od nich kasę?
Jan Holoubek z Nagrodą Treugutta
Na Jana Holoubka spada ostatnio prawdziwy deszcz nagród, zwłaszcza po podziwianym serialu „Heweliusz”. Tym razem jednak reżyser odebrał nagrodę za oryginalny spektakl telewizyjny, „Biedermann i podpalacze” Maxa Frischa.
To był jego reżyserski debiut w Teatrze Telewizji i od razu tak wysoko oceniony przez kapitułę Nagrody im. Stefana Treugutta, przyznawanej już od 25 lat. Uroczyste wręczenie odbyło się w gościnnych progach Galerii van Golik na warszawskiej Saskiej Kępie (14 marca 2026 r.) – gospodarz przygotował z tej okazji autorskie wersje plakatów seriali Jana Holoubka, a także wyróżnionego spektaklu.
Wnikliwą laudację na część Laureata wygłosił Grzegorz Mrówczyński, a prezes Klubu Krytyki Teatralnej SDRP Tomasz Miłkowski wręczył nagrodzonemu pudełko zapałek ozdobione plakatem spektaklu „Biedermann i podpalacze”, wyprodukowane unikatowo przez Janusza Golika. Laureat zapewnił, że niczego nie będzie podpalał.
Na ostrym zakręcie
Weto prezydenta jak czerwone sukno rzucone na rogi byka. Tysiące pełnych emocji komentarzy. Nie ma umiarkowanych, wszystkie pełne gniewu, nawet furii. Obie strony zarzucają sobie zdradę. I są tej zdrady przeciwników pewne. Nienawidzimy siebie już naprawdę serdecznie. Powody weta? Strach Nawrockiego przed prezesem. Wola Trumpa. Fobie wobec Unii. I nienawiść do Tuska i rządu, bo SAFE to wielki sukces premiera. Weto Nawrockiego nie zablokuje funduszy na polską armię, prezydent musiał to wiedzieć, a jak nie wiedział, to ktoś mu powiedział. Zatem to tylko gra polityczna, taniec na pobojowisku, jakim jest nasza scena polityczna. Jedno pewne – będziemy teraz jeszcze bardziej się nie znosić.
Zimna wojna domowa marzy o ogniu. Telewizja Republika rzyga chamskimi hasłami. Biorę oddech, zatykam nos i na kilkanaście sekund zanurzam się w szambie tej stacji. Paski krzyczą: „Szajka zdrajców i folksdojczów próbuje zadłużyć Polaków u Niemców na miliony euro”, „Prezydent zatrzyma przemarsz Niemców przez Polskę”. W jednym okienku mówi Sikorski (musieli to dać, bo transmitują obrady Sejmu), więc „na odtrutkę” w okienku obok maszerują oddziały Bundeswehry z pochodniami (Goebbels serdecznie się uśmiecha). Inne paski wołają: „Folksdojcz atakuje prezydenta Polski”, „Chrońmy prezydenta przed przemysłem pogardy”. Tak, to jest właśnie ta pokraczna gęba, która się kryje za maską PiS. Jeśli chcecie wiedzieć, czym naprawdę jest PiS, oglądajcie Republikę, ale ostrożnie, bo to jak wchodzić do zatrutego fekaliami strumienia.
Inna refleksja: bardzo jednak boli, że wydajemy i będziemy wydawać takie pieniądze na mnożenie narzędzi zabijania, zamiast przeznaczać je na zdrowie, na edukację, na piękne budowle. Cały ten kosmiczny sprzęt pewnie nigdy nie będzie użyty. Czy jest jednak inne wyjście? Nie ma – i to boli. I trudno nie mieć obaw, że cały nasz świat zmierza do samozagłady.
Przywódcy Iranu obiecują, że zamordują Netanjahu. Nawet nie wiedzą, jaką przysługę oddaliby Izraelowi i narodowi żydowskiemu. Ten człowiek bardziej zaszkodził Izraelowi niż wszyscy jego śmiertelni wrogowie. Stanowią z Trumpem niezwykły duet. Ale tu też jest paradoks,
Pamiętniki covidowe
Każdy ma swoją historię.Napiszcie, jak to pamiętacie
Spięcie w ciele i potworny lęk. Nawet nie strach, bo ten jest fizyczny. Co to będzie, czy przeżyjemy, kiedy złapiemy COVID-19? Ta odmiana była szczególnie zjadliwa. Czy będziemy mieli za co żyć? I jak w ogóle żyć, gdy nie można wyjść na powietrze?
Puste ulice. Wszyscy siedzieliśmy w domach. Co kilka minut pod oknem przejeżdżał samochód szczekaczka. Echem odbijało się: „Zostańcie w domu” z głośnika. Jednocześnie widzieliśmy podpuchnięte oczy ówczesnego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego i słyszeliśmy propagandowe zapewnienia rządu. „Jesteśmy przygotowani na koronawirusa niezależnie od skali zachorowań”, mówił 25 lutego 2020 r. szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Powtórzył to 3 marca premier Mateusz Morawiecki, dodając: „Na tym etapie choroby Polska stosuje najlepsze praktyki”. Dzień przed wykryciem pierwszego przypadku SARS-CoV-2 w Polsce.
Pierwszy pacjent, pierwsze zgony
4 marca 2020 r. Ministerstwo Zdrowia podało wiadomość o pacjencie zero w Polsce. 66-letni wówczas Mieczysław Opałka trafił do zakaźnego Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. O kolejnych pacjentach zaczęto informować jako o „podejrzanych o koronawirusa”. To piętnowało niczym popełnienie przestępstwa. Mieczysława Opałkę leczył Jacek Smykał, kierownik oddziału zakaźnego. Dobrze pamięta, jak umierały całe rodziny – jedna osoba się zarażała, a potem już szło. Część pacjentów umierała pod respiratorem. Lekarze działali po omacku. Nikt nie wiedział, czy leki antywirusowe będą skuteczne. Leczyli więc objawowo, z różnym skutkiem.
Lockdown postępował: 10 marca odwołano wszystkie imprezy masowe; 12 marca zamknięto szkoły i uczelnie; 15 marca wprowadzono kordon sanitarny na granicach; 20 marca zamknięto puby, restauracje i obiekty sportowe, a 25 marca wprowadzono ograniczenia w kontaktach między ludźmi. Zorganizowano 10 tys. łóżek respiratorowych, z czego w szpitalach zakaźnych 1,4 tys. Czekały na pacjentów. Niestety, niemal natychmiast pojawiły się fałszywe zbiórki pieniędzy na medyków czy wyłudzenia danych na sanepid. Nastąpił zalew cyberprzestępstw.
Chyba nie bardzo wiedziano, co robić, więc w wyniku takich nieprzemyślanych decyzji zamknięto parki i lasy. Gdy jeden z parków otworzono, wylała się fala nienawiści. Co najmniej jedna trzecia społeczeństwa marzyła wówczas o karaniu za najdrobniejszą niesubordynację wobec kolejnych rozporządzeń i obostrzeń. Z cyklu tęsknota za policją: „Zwiększyć liczebność policji”. Z cyklu wysokie mandaty: „Po kilka tysi za brak maski”. Z cyklu wujek dobra rada: „Nie chce chodzić w masce, to niech siedzi przed TVP!” i „Zabronić 13+ łazić po dworze”. Głosy ironiczne: „Dobrze wytresowane społeczeństwo. Aport. Siad. Oddychać. Nie oddychać”, „To dobrze, że policja nie bije i nie aresztuje już Polaków za jazdę na rowerze, tankowanie benzyny czy wymianę opon”. Wkurzone: „To są kpiny,






