Brat Waluś nie wróci

Brat Waluś nie wróci

Overview

Janusz Waluś, sprawca szokującego morderstwa politycznego w RPA, stał się ikoną polskiej prawicy

10 kwietnia to bez wątpienia jedna z najbardziej symbolicznych dat w kalendarzu polskiej prawicy. Od siedmiu lat kojarzy się z katastrofą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, jednak politycznego znaczenia nabrała dużo wcześniej, 17 lat przed rozbiciem się tupolewa wiozącego polską delegację na obchody rocznicy mordu katyńskiego. Janusz Waluś, nieznany w kraju przedsiębiorca, który ponad dekadę wcześniej wyemigrował do Afryki Południowej, ze zmiennym szczęściem próbując tam sił w najrozmaitszych biznesach, oddał tego dnia cztery strzały w kierunku Chrisa Haniego, lidera Partii Komunistycznej RPA i jednej z najwyrazistszych postaci tamtejszej lewicy. Jak sam opowiadał później, w czasie procesu, już po drugim strzale oddanym w głowę polityka wiedział, że Hani nie żyje, jednak dla pewności strzelił jeszcze dwa razy w klatkę piersiową. Podczas gdy Hani osuwał się na ziemię obok zaparkowanego przed własnym domem samochodu, Waluś z piskiem opon odjechał z miejsca zbrodni. Zamachowiec działający na zlecenie Clive’a Derby’ego-Lewisa, lidera tamtejszej Partii Konserwatywnej i zagorzałego przeciwnika zniesienia apartheidu, nie uniknął jednak kary. Szybko zidentyfikowany, m.in. przez obawiających się wpadki współkonspiratorów i agentów cywilnego wywiadu działających incognito wewnątrz prawicowych struktur, został razem z odpowiedzialnym za jego radykalizację i dostarczenie mu broni Derbym-Lewisem skazany przez władze w Pretorii na karę śmierci.

Na skutek jej późniejszego wykreślenia z tamtejszego Kodeksu karnego wyrok Walusia został wprawdzie zamieniony na dożywocie, jednak polski imigrant morderca na wiele lat stał się w RPA symbolem politycznie inspirowanej przemocy i bolesnym wspomnieniem pierwszych lat po zniesieniu autorytarnego reżimu segregacji rasowej.

Pretoria pozostała nieugięta

Dla wielu środowisk pochodzący z Zakopanego Waluś, mający za sobą m.in. nieudaną próbę rozkręcenia huty szkła i założenia własnego przedsiębiorstwa wydobywającego złoto i diamenty, stał się tymczasem postacią mityczną. Wcześniej nieznany w Polsce, po zamordowaniu Haniego zyskał niemal status popkulturowej gwiazdy w środowiskach krajowej radykalnej prawicy. Od chwili skazania go na dożywocie polscy rasiści regularnie podejmują starania o poprawienie sytuacji Walusia. Najpierw interweniowali w rodzimych resortach sprawiedliwości i spraw zagranicznych, prosząc o ekstradycję rodaka do kraju, by mógł odsiadywać wyrok w polskim więzieniu. Gdy polskie władze pozostawały głuche na te prośby, tutejsi poplecznicy mordercy zaczęli się zwracać bezpośrednio do rządu w Pretorii, apelując najpierw o ułaskawienie, a potem o skrócenie wyroku Walusia. Bez powodzenia – dokonany przez Polaka mord jest wciąż zdecydowanie potępiany przez niemal całe społeczeństwo i klasę polityczną RPA. Nawet macierzyste ugrupowanie Walusia, Partia Konserwatywna, nie stanęło jednoznacznie w jego obronie, odcinając się od co bardziej radykalnych deklaracji politycznych Polaka wygłaszanych w czasie procesu.

Waluś miał – i ma nadal – przeciwko sobie całą RPA. Zamordowanie Haniego było szokiem dla kruchej, rodzącej się dopiero demokracji. Przeciwko Walusiowi natychmiast wystąpili obaj pochodzący z RPA nobliści – abp Desmond Tutu i ówczesny prezydent Nelson Mandela, który zresztą był celem numer jeden na liście sporządzonej przez Polaka i Derby’ego-Lewisa (Hani zajmował na niej miejsce trzecie). Niemal natychmiast stało się jasne, że Waluś nie ma najmniejszych szans na wcześniejsze wyjście z więzienia, a kary śmierci uniknął tylko dzięki sprzyjającym prądom społecznym i zmianom realiów politycznych w RPA.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 48/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: