Milczący koniec pontyfikatu

Milczący koniec pontyfikatu

Od czwartkowego wieczoru z Watykanu nadchodziły złe wiadomości: Papież ma duży spadek ciśnienia, wysoką gorączkę, nerki źle pracują, oddycha z trudem, otrzymał sakrament chorych, zwany dawniej ostatnim namaszczeniem. – Przeszedł wstrząs naczyniowo-sercowy, ciśnienie jest niestabilne – sprecyzował nazajutrz rano rzecznik Watykanu, Joaquin Navarro-Valls, dodając, że chory jest przytomny. – Stan jest bardzo ciężki, ale stabilny. Papież jest spokojny – mówił, nie kryjąc wzruszenia, w południe. Kilka godzin później oficjalny komunikat zatrwożył miliony ludzi na całym świecie: „Stan Jana Pawła II jeszcze bardziej się pogorszył. Stwierdzono dalszy spadek ciśnienia oraz spłycenie oddechu (…). Ponadto wystąpiła niewydolność serca, krążenia i nerek”. Arcybiskup Angelo Comastri, papieski wikariusz generalny dla Państwa Watykańskiego, nie krył przed wiernymi: – Tego wieczoru lub tej nocy Chrystus otworzy drzwi Papieżowi. Jakby na potwierdzenie jego słów włoskie media podały około godz. 21, że Papież umarł. Potem jednak źródła watykańskie stanowczo temu zaprzeczyły. Na placu św. Piotra, pod oknami papieskich apartamentów, gromadziły się dziesiątki tysięcy wiernych, w kościołach całego świata, w świątyniach różnych wyznań trwały modlitwy za zmagającego się z chorobą Ojca Świętego. Oddajemy ten numer do druku w sobotę nad ranem. Nie wiemy, co może się wydarzyć w najbliższych godzinach, w najbliższych dniach wydarzyć. Rokowania lekarskie nie pozostawiają wiele nadziei. Wszystko wskazuje na to, że 27-letni pontyfikat Jana Pawła II, rozpoczęty 16 października 1978 r., dobiega końca. Pontyfikat pierwszego od czterech i pół wieku papieża nie-Włocha. Człowieka, który dzięki swej postawie i działaniu stał się największym autorytetem moralnym współczesnego świata. Papież zmian Nazwano go Papieżem przełomu tysiącleci i nie jest to proste stwierdzenie faktu wynikającego z kalendarza. Za Jego pontyfikatu i z Jego udziałem – znacznie większym, niż sam mógł się tego spodziewać – Polska, Europa, świat, Kościół i jego wierni zmieniali się szybciej niż chyba kiedykolwiek w historii. Jesień ludów, zburzenie muru berlińskiego, koniec porządku jałtańskiego, kres zimnej wojny, III Rzeczpospolita, jednoczenie Europy. Świat na linii wstępującej. Ale i dramatyczny początek nowych podziałów, których Papież Karol Wojtyła tak się obawiał i którym starał się ze wszystkich sił zapobiec: coraz wyższy mur między bogatą Północą a biednym Południem, zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 r., wojna z terroryzmem i spirala terroru. Wszystko to niebezpiecznie przechylające się w stronę konfliktu kultur i religii. Jego świadectwo w kwestii przemocy i terroru brzmiało szczególnie wiarygodnie. Sam był jego ofiarą w dniu 13 maja 1981 r. i cudem udało się Go uratować. Wiele rzeczy się zmieniło za pontyfikatu Karola Wojtyły w samym Kościele. Zaczął zmiany przeprowadzane w duchu Soboru Watykańskiego II od porzucenia wielu schematów i szablonów w sprawowaniu urzędu papieskiego. Nikt przedtem nie mógł wyobrazić sobie papieża, który podejmuje skrajnie wyczerpujące podróże, aby dotrzeć do wiernych na całym świecie, zobaczyć na własne oczy i samemu nieść świadectwo wiary. – Ten Papież – mówi katolicki pisarz i publicysta Luigi Accattoli – może zabierać głos w sprawach moralności i etyki politycznej, pokoju i wojny bez narażania się na podejrzenie o stronniczość. Jego sojusznikiem w obronie godności ludzkiej może zostać każdy, wierzący lub nie, pod warunkiem że odznacza się etyczną wrażliwością. Papież Polak Nie wiem, czy jest w Polsce jakieś miasto, w którym nie byłoby ulicy Jana Pawła II. Pomniki Papieża powstawały u nas za Jego życia jak grzyby po deszczu. Ale Polacy – mówiono o nas za granicą – bardzo kochają swego Papieża, lecz Go nie słuchają. Nauczanie społeczne Jana Pawła II pozostawało przez prawie 27 lat Jego pontyfikatu praktycznie nieznane, a media w zależności od opcji politycznej, jaką reprezentowały, zazwyczaj wybierały z papieskiego nauczania to, co im najbardziej w danym momencie odpowiadało. Papież powracał do Ojczyzny, ilekroć mógł. Za każdym razem, gdy uznał, że w bolesnym procesie uczenia się demokracji rodacy wymagają jego duchowego wsparcia, ojcowskiej rady, upomnienia. Swe słynne encykliki społeczne, a zwłaszcza ostatnią, z 1991 r., „Centesimus Annus”, pisał w ogromnej mierze z myślą o polskiej transformacji. Nie wzbudziła ona entuzjazmu

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 14/2005, 2005

Kategorie: Świat