Pytanie Tygodnia

Powrót na stronę główną
Aktualne Pytanie Tygodnia

W czym Polacy są dobrzy?

Daniel Odija,
pisarz dwukrotnie nominowany do Nike, animator kultury

Wychodzi nam siatkówka, co jest udokumentowane zdobywanymi medalami. Mamy również dowody na to, że wychodzi nam literatura. W ostatnim czasie Nobel Olgi Tokarczuk, wcześniej Wisławy Szymborskiej, a jeszcze dawniej Miłosz, Reymont i Sienkiewicz. Szkoda, że mimo najwyższego poziomu pisarze są wykluczani społecznie przez państwo. Z Polaków są też dobrzy podróżnicy. Można powiedzieć, że jesteśmy narodem mobilnym. Wbrew stereotypom jesteśmy także świetnymi pracownikami. Widać to po szacunku do polskich pracowników na całym świecie. Polacy są również w czołówce, jeśli chodzi o dostarczanie wirtualnych usług. Wreszcie wychodzą nam schabowe i pierogi. Niestety, wychodzi nam też zawiść. Po prostu lubimy zazdrościć tym, którym się udaje. A najgorsze jest to, że czujemy zawiść wobec swoich.

Marcin Goździeniak,
dziennikarz muzyczny, podcast Synestezja

Polakom doskonale wychodzi muzyka. Nasi artyści, od wykonawców klasycznych, przez jazzmanów, po grających elektronikę i metal, są szanowani na całym świecie. Niesamowitą karierę robi ostatnio gitarzysta fingerstyle Marcin Patrzałek. Na YouTubie ten 24-latek ma miliony wyświetleń. Można go było nawet zobaczyć w tzw. halftime show podczas jednego z meczów NBA, gdzie zazwyczaj goszczą amerykańscy wykonawcy. Nie zapominajmy też o znanym na całym świecie Behemocie. Zespół Nergala jest czwartym najczęściej słuchanym za granicą polskim zespołem na platformie Spotify. Śmieszną ciekawostką może być zaś fakt, że obrazoburcza piosenka Cypisa o zażywaniu kokainy trafiła w Korei Południowej do zabawek – tańczących w rytm muzyki kaktusów – ponieważ melodia przypominała piosenki z gatunku K-pop.

Dr Milena Drzewiecka,
psycholożka społeczna

Polak Robert Lewandowski jest dobry, a nawet bardzo dobry, na boisku do piłki nożnej. Polka Iga Świątek jest dobra, a nawet bardzo dobra, na korcie tenisowym. Czy to czyni nas narodem dobrych sportowców? Pomijając indywidualne sukcesy, w sportach grupowych nie jesteśmy najlepsi. Polacy jako grupa są dobrzy w pracy (przynajmniej jej ilości) i… narzekaniu. Jeśli chodzi o liczbę godzin przepracowanych w tygodniu, to w UE (dane Eurostatu) wyprzedzają nas tylko Grecy. W kwestii narzekania zaś spokojnie możemy stawać do konkursu. Nad Wisłą dobrze się narzeka i w pracy, i na pracę. A nawet na sport. Chyba że Lewy strzeli gola, wtedy „wszyscy jesteśmy biało-czerwoni”. I wielu zupełnie nie przeszkadza, że FC Barcelona ani czerwona, ani biała, grunt, że Lewandowski jest „nasz”. W tym wyławianiu sukcesów „swoich” Polacy też są dobrzy. Nawet bardzo.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Dlaczego Polak klnie jak szewc?

Dr Małgorzata Kłos,
językoznawczyni, USWPS

Dlaczego dużo przeklinamy? Powodów jest wiele i mogą one być natury zarówno psychologicznej (daje się upust emocjom, dodatkowo przeklinanie działa nieco jak „nawyk” mózgu), jak i społeczno-kulturowej (język to wyraz tożsamości grupowej). Pamiętajmy też, że w ostatnich latach język mediów i dyskursu publicznego zdemokratyzował się, stał bardziej kolokwialny i spontaniczny. Im więcej przekleństw w przestrzeni medialnej, tym bardziej nam powszednieją, przez co tracą moc. Warto jednak pamiętać, że ich siła kryje się przede wszystkim w intencji, nie zaś w samym słowie. Od częstotliwości przekleństw ważniejsze jest więc użycie języka z zachowaniem szacunku dla innych.

Mirosław Pawłowski,
dyrektor sieci bibliotek Ursynoteka

Kto nie przeklina, niech pierwszy rzuci kamieniem. Klną nie tylko Polacy, robią to wszystkie nacje. Przeklinaliśmy zawsze, bo przekleństwa istnieją tak długo jak sam język. Brzydkie słowa, których używamy na co dzień, miały początek w kulturze ludowej – w klątwach i urokach. Zawsze były powszechnie uważane za objaw prymitywizmu i braku kultury, a przecież stand-up, współczesna artystyczna forma komediowa, opiera się głównie na umiejętnym i adekwatnym do opowiadanej historii przeklinaniu. Czasami klniemy, bo musimy wyrazić emocje – te pozytywne i te negatywne, bo mamy mały zasób słów, bo internet jest pełen takich treści i tak wypada – wtedy jesteśmy tacy normalni, wyluzowani i podążamy za modą. Klniemy na potęgę, bo po prostu mamy małą świadomość językową i tym samym obniżamy swoje kompetencje komunikacyjne, co w konsekwencji zaprowadzi nas do prapoczątków. I to jest smutne w przeklinaniu, a wydaje się nam, że jest super.

Henryk Martenka,
felietonista tygodnika „Angora”

Widzę kilka powodów przeklinania. Klniemy, bo tylko tak umiemy okazać ekspresywność. Brakuje nam kindersztuby i tym maskujemy swoją słabość. Jesteśmy też sfrustrowani i niedowartościowani. Klniemy, nie zważając na negatywne nacechowanie języka. Klniemy, wypierając interpunkcję, a nawet wymarły dawno temu iloczas. Bluzgiem wypełniamy pauzy oddechowe. Klniemy często mimowiednie, bez gniewu czy agresji. Dla popisu. Przekleństwa zleksykalizowały się do tego stopnia, że co drugi Polak klnie, nie wiedząc o tym. Szokuje, gdy dziecko puszcza wiązankę, nie podejrzewając nawet, że kimś może to wstrząsnąć. Klniemy również, dbając o soczystość języka. Przekleństwa w ustach Kaliny Jędrusik były środkami stylu, a nie wynikały z braku wychowania. Dodawały emocjonalnej pikanterii tam, gdzie w innych wypadkach pojawia się słowna brutalność.

 

 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Gdzie się podziali ateiści?

DOROTA WÓJCIK,
prezeska zarządu Fundacji Wolność od Religii

W Polsce nierówność osób bezwyznaniowych wpisana jest do wielu aktów prawnych uprzywilejowujących osoby i instytucje religijne. Wpisana jest również w sposób funkcjonowania wielu instytucji publicznych. Nierówność spotyka osoby bezwyznaniowe w publicznych przychodniach, szpitalach, właściwie we wszystkich kluczowych sferach życia, jak adopcja dzieci, domy opieki, placówki szkolno-wychowawcze, opieka nad osobami bezdomnymi, wsparcie osób w chorobie alkoholowej i wielu innych, gdzie potrzebujący, którzy chcą skorzystać z pomocy, narażeni są na indoktrynację religijną. W niektórych sferach państwo właściwie abdykowało na rzecz instytucji religijnych albo instytucje państwowe funkcjonują tak, jakby były prywatnymi instytucjami wyznaniowymi, poza kontrolą.

 

ANDRZEJ DOMINICZAK,
prezes Towarzystwa Humanistycznego

Ateizm przepadł? Nie przepadł, choć niezaprzeczalnie zniknął z pierwszych stron gazet i publicystyki. Spośród wielu przyczyn podam trzy. Po pierwsze, dlatego że przestał być nowością, ciekawostką i sensacją. Wyszedł z mody. Jakby mógł konkurować o uwagę mediów, gdy katolicka Polska na co dzień zaspokaja, i to w nadmiarze, nasz apetyt na silne doznania. Po drugie, większość polskich ateistów uparcie trwa w archaicznym pojmowaniu tego pojęcia i twierdzi, że ateizm to tylko brak wiary i nic z tego nie wynika. Jak nie wynika, to nie wynika! Ateizm stał się nudny. Ile w końcu można powtarzać, że Bóg nie istnieje, co nie jest żadną nowością nawet dla wielu tzw. katolików. Trzecia przyczyna jest polityczna. Większość rządzącej koalicji jest przeciwna podgrzewaniu sporów światopoglądowych przed majowymi wyborami. Rządzący politycy nie chcą zrazić części potencjalnych wyborców.

 

NINA SANKARI,
Fundacja im. Kazimierza Łyszczyńskiego

Statystyki (w tym GUS i ISKK) pokazują, że w Polsce szybko przybywa ateistów, ale media ich nie widzą. Na Dniach Ateizmu 2023 w Warszawie zebrali się prelegenci z sześciu kontynentów na czele z ateistą nr 1 na świecie, prof. Richardem Dawkinsem. „Terrific conference – powiedział Dawkins. – A gdzie są media?”. Naszych billboardów (20) przeciwko religijnie motywowanej nienawiści media również nie zauważyły. Nie widzą także pikiety w rocznicę zabójstwa Gabriela Narutowicza (ateisty), którą organizujemy co roku od 10 lat. Maszerujemy niewidzialni w paradach równości, protestach kobiet itp. Polska Temida jest zezowata, nie ślepa, bo nie widzi akurat ateistów, a wyroki może wydawać na podstawie Pisma Świętego. Lista niewidzących jest długa. Może więc pytanie powinno brzmieć: kto i dlaczego nie widzi ateistów?

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Jaka jest największa wpadka roku 2024?

Prof. Robert Alberski, politolog, UWr Jak pokazuje ten rok, warto czekać z takimi ocenami do samego końca. Największą wpadką jest decyzja PKW o przyjęciu sprawozdania finansowego PiS. Choć ta niekonsekwencja może śmieszyć, sytuacja jest poważna. Nielegalne finansowanie kampanii wyborczej ze środków publicznych to jedna z największych zbrodni, jakie można popełnić przeciwko wyborom. PKW nie chce i nie potrafi konsekwentnie temu się przeciwstawić. To otwarcie furtki, o ile nie bramy, do wszelkich nieprawidłowości, bo partie zostają z komunikatem:

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Co łączy jeszcze Polaków?

Magdalena M. Baran,
redaktor prowadząca miesięcznik „Liberté!”

Więcej niż sądzimy, niż na co dzień się przyznajemy. Wbrew pozorom łączą nas podstawowe wartości, troska o nie. Ba, paradoksalnie wartości, o których myślę, są źródłowo liberalne – wolność i własność. Niech no ktoś spróbuje w jakimkolwiek wymiarze odebrać Polakom jedno lub drugie, nabawi się nielichych kłopotów. Łączy nas umiejętność organizacji i skutecznego działania… w sytuacjach kryzysowych, w momencie dostrzeżenia krzywdy czy biedy drugiego człowieka. Ten rodzaj solidarności i mobilizacji, który widoczny był w Polsce na początku wojny w Ukrainie, ale nie tylko wtedy. Nikt bowiem nie pyta, jakie są barwy polityczne powodzian, beneficjentów Szlachetnej Paczki czy adresatów częstych zbiórek internetowych. Liczy się człowiek. Z drugiej strony łączy nas upór. Ten sam, co nie pozwala wyciągnąć ręki lub wysłuchać argumentów drugiej strony. Upór, który zabija relacje. Na koniec – czasem łączy nas śmiech.

I dobrze by było, byśmy potrafili śmiać się z samych siebie.

 

Marcin Goździeniak,
dziennikarz muzyczny, podcast Synestezja

Polaków łączy miłość do muzyki, odgrywającej ważną rolę nie tylko w tańcu i zabawie, ale też w ich codzienności. Gromadne śpiewanie na weselach czy biesiadach jest symbolem wspólnoty. Rodacy cenią także muzykę jako sztukę – od Chopina po współczesnych twórców, takich jak Dawid Podsiadło. Jest też nostalgia i doskonała znajomość starych hitów, która jednoczy pokolenia. Rośnie popularność festiwali, np. Pol’and’Rock, i masowych wydarzeń muzycznych. Na koniec zostawiam tradycję wspólnego kolędowania ponad wszelkimi podziałami.

 

Dr Katarzyna Bąkowicz,
medioznawczyni, USWPS

Paradoksalnie Polaków więcej łączy, niż dzieli, natomiast nie zawsze są to rzeczy pozytywne. Oczywiście Polacy są radośni i lubią spotykać się ze sobą w dobrej atmosferze, jednak najbardziej łączą nas tragedie i problemy, zwłaszcza że od pewnego czasu żyjemy w bardzo nieprzewidywalnym świecie. Za wschodnią granicą trwa wojna, mamy kryzys gospodarczy i jesteśmy po pandemii. To wszystko wywołuje w ludziach brak poczucia stabilności i bezpieczeństwa, co powoduje także większą mobilizację i zwracanie się ku sobie. Musimy równocześnie pamiętać o tym, że w Polsce jest bardzo silna polaryzacja, która dzieli nasz kraj na dwie części. Wewnątrz tych grup widać bardzo silne poczucie wspólnoty przy jednoczesnej odrębności od grupy przeciwnej, jak w drużynie sportowej. Co więc łączy Polaków? Wspólne idee, wspólny wróg (ten element od zawsze jest bardzo silny w naszym narodzie). Na koniec jest oczywiście tradycja, którą lubimy kontynuować, i przywiązanie do realizowania różnych rytuałów, zarówno społecznych, jak i religijnych.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Czym nie obdarowywać dzieci?

Dorota Zawadzka,
psycholożka rozwojowa

Po pierwsze, nigdy i nikogo nie powinniśmy obdarowywać zwierzęciem, bo nie jest zabawką. Druga rzecz to już bardziej moja subiektywna opinia: zabawki militarne. Z jednej strony, Bóg się rodzi, a z drugiej – karabiny. To jakiś dysonans. Po trzecie, rodzice powinni unikać podążania za modami. Warto się zastanowić, czy rzeczywiście lansowany w mediach przedmiot jest potrzebny. Po czwarte, gdy już kupujemy jakąś zabawkę, dobrze by było móc się nią bawić w kilka różnych zabaw, niech będzie uniwersalna. Chciałabym też przestrzec rodziców, aby nie kupowali tzw. zabawek alienujących, służących do samotnej zabawy, tak jak telefon komórkowy czy tablet. Należy też dbać o jakość zabawek i kupować rzeczy bezpieczne. Takie, które się nie rozpadną po jednym użyciu. Czasem lepiej kupić mniej rzeczy, ale trwalszych.

 

Agata Napiórska,
magazyn „Ładne Bebe”

Nie dawajmy dzieciom w prezencie słodyczy, zwierząt, zabawek, które są słabej jakości i po minucie używania się zepsują. Oczywiście żadnych rózg. Podarujmy dzieciom zabawkę, grę, książkę, komiks, coś, co sprawi im radość i zostanie z nimi na dłużej.

 

Prof. Ewa Drobek,
nauczycielka wyróżniona w konkursie Global Teacher Award 2019

Odwrócę pytanie i powiem, że dzieci powinno się obdarowywać najcenniejszą walutą tego świata, czyli czasem. W tym pędzącym na oślep świecie za mało czasu poświęcamy dzieciom, więc z mojej perspektywy najlepszym prezentem byłoby wspólnie i nieśpiesznie spędzone popołudnie. To może być aktywność, którą rodzic i dziecko lubi: kino, spacer po lesie, gra w planszówki. Ważna jest uwaga i prawdziwe bycie razem.

 

Dr Monika Boberska,
psycholog

Dobry prezent odpowiada zainteresowaniom i kontekstowi funkcjonowania danej osoby. Robienie prezentów wymaga od nas zaangażowania oraz uwzględnienia upodobań i preferencji obdarowywanej osoby. Wtedy podarek ma szanse sprawić komuś przyjemność. Istnieje jeszcze kategoria prezentów uniwersalnych, nie jest do końca trafiona z perspektywy psychologa, ponieważ kluczem do udanego prezentu jest odpowiedź na indywidualne potrzeby. Jeśli chodzi o dzieci, świetnie sprawdzają się prezenty, które umożliwiają wspólne spędzanie czasu. Prezent może pomóc w budowaniu relacji i odkrywaniu siebie, a także motywować do spędzania czasu na aktywności fizycznej. Dzięki temu przyczyni się do wykształcania pożądanych zachowań zdrowotnych.

 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Czy Polak zna swoje prawa?

Prof. Marek Chmaj,
prawnik, konstytucjonalista

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Jedni Polacy znają bardzo dobrze swoje prawa, np. więźniowie czy osoby będące w areszcie. Wielu bardzo dobrze sporządza pisma procesowe. W związku z tym sami piszą skargi choćby do Rzecznika Praw Obywatelskich. Mamy więc grupę, która świetnie zna swoje prawa i z nich korzysta. Jest też jednak dużo osób, które nie tylko nie znają swoich praw, ale także ich nie chronią. Bardzo wnikliwie czytamy umowę na dostawę internetu, a nie wczytujemy się w umowę kupna mieszkania czy umowę przedwstępną. Różnica jest taka, że w pierwszym przypadku umowa jest na krótko i na kilkadziesiąt złotych. W drugiej zaś sytuacji chodzi o setki tysięcy złotych i dekady. Bardzo często nie znamy także naszych praw konsumenckich albo posługujemy się nimi tylko w mocno ograniczonym zakresie. Dlatego nieznajomość prawa czy brak chęci nawigowania w gąszczu przepisów obraca się przeciwko nam.

 

Tomasz Chróstny,
prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Jeśli chodzi o znajomość praw konsumenckich w Polsce, to jest coraz lepiej. Jako „raczej dobrą” swoją świadomość konsumencką oceniają sami Polacy. Tak wynika m.in. z badania wykonanego na zlecenie Fundacji Forum Konsumentów i firmę Amazon, którego wyniki zostały opublikowane w marcu tego roku. O rosnącej świadomości prawa konsumenckiego świadczy także liczba i treść sygnałów konsumenckich wpływających do UOKiK. Skąd ta poprawa? Przede wszystkim w ciągu ostatnich lat znacząco poprawiło się prawo konsumenckie, ale Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów jako jeden ze strażników tego prawa ma w tym swój udział. To efekt choćby naszych kampanii edukacyjnych czy działań informacyjnych związanych z postępowaniami wobec przedsiębiorców łamiących przepisy.

 

Dr Kamil Stępniak,
prawnik, Centrum Prawa Konstytucyjnego i Monitorowania Praworządności

Trudno ocenić znajomość prawa wśród rodaków postrzeganych jako pewna całość. Wynika to ze zróżnicowanego wykształcenia, zainteresowań, wpływów środowiska czy wykonywanej pracy. Natomiast można powiedzieć, że ze świadomością Polaków co do ich praw jest trochę tak jak z ludową obrzędowością. Postępujemy w określony sposób, bo żyjemy w określonej kulturze prawnej. Chodzimy na pasterkę, bo taka jest tradycja. Oczywiście uogólniam. Mamy świadomość określonych uprawnień, ale często nie wiemy, z czego one wynikają. Problem pojawia się w momencie, w którym takie prawa jesteśmy zmuszeni wyegzekwować. Tutaj najczęściej sięgamy do wyszukiwarki internetowej, a ona nie jest najlepszym doradcą. Dlatego warto byłoby postawić na edukację prawną już od najmłodszych lat.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Czego Polacy wstydzą się w Polakach?

Prof. Roch Sulima, kulturoznawca, folklorysta Powiem za siebie, że pewne ukłucie wstydu pojawia się najczęściej w relacjach z innymi nacjami. Gdy bywałem w świecie, zawstydzały mnie oznaki zapóźnienia cywilizacyjnego, brak rozeznania w sytuacjach, które są np.europejskimi standardami kulturowymi. Utkwiła mi w pamięci scena, gdy w latach 90. w celach poznawczych wybrałem się do kasyna w Monte Carlo. W pewnym momencie wszedł człowiek z reklamówką, w białych adidasach i białej koszuli. Czyli typowym dla nas ubraniu do kościoła. Oczywiście okazał się Polakiem.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Jak walczyć z uzależnieniem od komórki?

Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Wydaje się, że ten temat jest definiowany jedynie jako problem szkoły. To błąd. W kwestii życia cyfrowego dzieci powinna panować synergia działań domu i szkoły. Wszystkim zależy, aby proces cyfryzacji najmłodszych podlegał racjonalnej kontroli. Dyrektor, rada pedagogiczna i rada rodziców powinny podejmować wspólne decyzje. Obecność telefonów komórkowych w szkole ma wymiar nie tylko porządkowo-prawny, ale również obyczajowy. Świat cyfrowy niesie lawinę zagrożeń. Rolą edukacji

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Kto jest najsłabszym ogniwem reprezentacji? Trener czy piłkarze?

Grzegorz Kalinowski,
sprawozdawca sportowy, pisarz

Początek kadencji Michała Probierza dawał nadzieję. Bo jak miał nie dawać z takimi poprzednikami? Najpierw był Paulo Sousa, który regularnie nie trafiał z pierwszą jedenastką i modelował swoją tikitakową taktykę w przerwie, kiedy już było za późno. Po nim Czesław Michniewicz. Do bólu skuteczny, choć tak naprawdę nie wiemy, ile w tym zasługi anonimowego zawodnika biało-czerwonych, który uprosił Argentyńczyków, żeby dali nam spokój, a na ile to sami Albicelestes wymyślili, że jak przestaną pakować kolegom Lewego gole, to odpadną Meksykanie. Potem nadeszła epoka Fernanda Santosa, który zasłynął z tego, że mając bajkowe CV, zgotował nam koszmar, a do tego kosztował rekordowe pieniądze. W tej zatęchłej atmosferze Probierz jawił się jako poranna bryza, ale ma ona to do siebie, że szybko znika, i znów trzeba wietrzyć. Wszystko to przez obrażoną gwiazdę (Lewandowski) oraz grupę dziennikarzy, którzy uznali, że Jerzy Brzęczek jest „be”. I co dalej? Tu zgadzam się z Wojciechem Kowalczykiem, że Jan Urban. Tyle że prezes Kulesza woli Macieja Skorżę, który też jest dobrym wyborem, ale posady w Japonii nie zostawi i „nie rzuci się przez morze” jak Czarniecki.

 

Grzegorz Lato,
piłkarz, trener

Trener może być świetny, może decydować i mieć najlepszą strategię, ale wykonawcami są zawodnicy na boisku. Z pustego i Salomon nie naleje, a cuda ostatni raz zdarzyły się w Galilei, kiedy to Chrystus przemienił wodę w wino.

Ta drużyna miewa momenty, ale to za mało, bo koniec końców liczy się wynik po ostatnim gwizdku.

 

Michał Listkiewicz,
sędzia piłkarski

Najsłabszym ogniwem reprezentacji jest defensywa. Szwankuje gra obronna całej drużyny. O tyle to dziwne, że zawsze była naszym silnym punktem. Przyczyną kiepskich wyników jest brak Polaków w czołowych klubach Ekstraklasy. Zamiast stawiać na zdolną młodzież, sprowadza się średniej jakości zawodników z zagranicy. Na boisku pojawia się dwóch-trzech Polaków, a reszta to „legia cudzoziemska”. Gdzie zatem mają zdobywać doświadczenie młodzi polscy zawodnicy, skoro nie grają w rodzimej lidze? W defensywie jest tylko kilku w miarę dobrych piłkarzy. Mamy zdolną młodzież, pokazują to awanse do finałów światowych rozgrywek. Ostatnio wygraliśmy z Włochami i zremisowaliśmy z Anglią, z potęgami. Ale to na nic, jeśli dwudziestolatkowie nie dostaną szansy na grę w Ekstraklasie, jak niegdyś Lubański, Boniek czy Żmuda.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.