Cyrkulacja pieniędzy w polityce

Z BLOGOSFERY

Litewska Państwowa Inspekcja Podatkowa właśnie ogłosiła dane na temat wpływu do kas partyjnych z odpisów od podatku dochodowego (mieszkańcy Litwy mogą przeznaczyć do 2% swojego podatku dochodowego na Kościół, stowarzyszenie, organizację pożytku publicznego lub partię polityczną). W tym roku Akcję Wyborczą Polaków na Litwie wsparło w ten sposób 13 109 osób (jest to absolutny ewenement w skali Litwy, że partię wspiera 10 razy więcej osób, niż ma ona członków – zazwyczaj liczba wspierających jest o jakieś 10% wyższa od liczby członków, a w przypadku wielu partii niższa od liczby członków), które odpisały AWPL ze swoich podatków ponad 306 tys. litów. Daje to polskiej partii czwarte miejsce po konserwatystach (ok. 537 tys. litów), socjaldemokratach (ok. 500 tys. litów) i liberałach (ok. 430 tys. litów). Interesujące jest to, że na szóstym miejscu uplasowali się litewscy narodowcy, których wsparło co prawda zaledwie 400 osób, za to na kwotę ponad 120 tys. litów. W tym roku AWPL otrzymała też dotację państwową w wysokości 1,41 mln litów. Tak więc tylko z dotacji państwowych i odpisów podatkowych Waldemar Tomaszewski może przeznaczyć na kampanie swojej partii ok. 2 mln litów rocznie, a w czasie kampanii wyborczej dochodzą jeszcze wpływy od indywidualnych ofiarodawców. Nie oznacza to jednak, że nawet tak potężnej partii nie da się kontrolować. (…)
Marzenia o tym, że władzę skontrolują pojedynczy radni opozycji, to mrzonki. Silniej wierzę w oddolne, lokalne inicjatywy typu watch dog. W Polsce ten sektor rozwija się niezwykle szybko. Na Wileńszczyźnie dopiero raczkuje, ale można już wskazać interesujące inicjatywy w Rzeszy, Niemenczynie, Rudominie czy Ejszyszkach. Coraz częściej ludzie zadają władzy niewygodne pytania. Np. dlaczego parki w miasteczkach są wycinane tuż przed początkiem sezonu grzewczego i gdzie znika drewno? Do założenia wspólnoty lokalnej potrzeba trzech aktywnych mieszkańców, do założenia bloga lub fanpage’u na Facebooku wystarczy jeden. Ktoś powie, że takie działania nie mają sensu. Mają. Nie tylko dla własnej higieny psychicznej. Są potrzebne przede wszystkim… władzy. Bo nawet władza absolutna potrzebuje zwierciadła do oceny siebie i swoich poczynań. Nie krzywego i kadzącego, tylko prawdziwego i krytycznego. Inaczej zaczyna podejmować bezmyślne decyzje i wcześniej lub później władzę utraci. A z nią i dochody. W 2008 r. Waldemar Tomaszewski miał zaledwie 23 tys. litów oszczędności. Dziś jest w stanie sfinansować kampanię wyborczą AWPL nawet bez dotacji państwowych i odpisów podatkowych, tylko z własnej kieszeni. Jak wynika z jego deklaracji podatkowej za rok 2012, na koncie ma ponad 588 tys. litów, jego żona, skromna pracowniczka „Tygodnika Wileńszczyzny” – ponad 239 tys. litów. Inni czołowi działacze AWPL niewiele mu ustępują.
Wskazując na dochody Tomaszewskiego i innych działaczy, nie oskarżam ich o korupcję, tylko wykazuję, jak dochodowa może być walka o polskość na Litwie. Dochody te są oczywiście absolutnie legalne – pochodzą z gaż poselskich, samorządowych itp. I nikt tych dochodów bez walki nie odda, dlatego właśnie uważam wszystkie ułańskie szarże tzw. antyawupeelowskiej opozycji za bezsensowne.

Fragment z blogu
Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Wydanie: 43/2013

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy