Czuj się jak król!

Czuj się jak król!

Łazienki bez cyklistów, biegaczy, plażowiczów i kramów niedzielnych malarzy, za to z Chopinem, polską rzeźbą i europejskimi standardami

Alarmistyczne artykuły o jednej z największych atrakcji stolicy budzą zrozumiałe poruszenie. Temperatury dodają temu tematowi spory personalne. O sprawie zabytkowego zespołu pałacowo-ogrodowego pisaliśmy już w „Przeglądzie” przed rokiem” (nr 39) w artykule „Opluty w Łazienkach. Wymiana dyrektorów Łazienek Królewskich powodem kompromitującej burdy”.
Teraz sytuacja powoli zmierza ku stabilizacji, nieeleganckiego dyrektora Jacka Czeczot-Gawraka zastąpił bowiem dr Przemysław Nowogórski, który opluwaniem poprzedników się nie zajmuje, próbuje natomiast stworzyć program dla muzeum na miarę naszych czasów i możliwości. Wprawdzie prasa i inne media chętniej towarzyszyłyby aferze i skandalowi – artykuł w „Dzienniku” z 26 czerwca br. zaczynał się słowami „Łazienki się sypią” – jednak wystarczy wybrać się do tego uroczego parku, by zobaczyć, że jeszcze nie jest tak źle, jak piszą.

A jak jest?

Po kompleksowej analizie dokonanej przez architektów i konserwatorów stwierdzono, że stan techniczny Łazienek nie jest zadowalający. Nowa dyrekcja przygotowuje więc program rewitalizacji wielkiego dobra narodowego, które składa się zarówno z historycznych, zabytkowych budowli, jak też liczącego 76 ha parku i ogrodu wraz z fauną (pawie, wiewiórki, kaczki, karpie, kot). Koncepcja powinna być gotowa do końca roku. Trzeba też przygotować wnioski o europejskie fundusze, które pomogą podjąć najpotrzebniejsze działania. Dyrekcja pracuje również nad programem edukacyjno-wystawowo-kulturalnym, który wypełni tę przestrzeń atrakcyjną treścią.
Przeciwnicy nowych porządków dostrzegają w poczynaniach dyrektora Nowogórskiego liczne absurdy, o których w sprostowaniu do artykułu w „Dzienniku” napisał prof. Marek Kwiatkowski, dyrektor Łazienek Królewskich w latach 1960-2008. Bo nie jest prawdą, że taras północny pałacu Na Wodzie znalazł się już pod wodą (wystarczy zobaczyć). Zachwianie zaś konstrukcji pałacu ma charakter trwały i nastąpiło jeszcze w XIX w.
Dziś sam dyrektor Nowogórski przyznaje, że król Staś, dla którego stawiano pałac Na Wodzie, Pomarańczarnię z Teatrem Stanisławowskim, Amfiteatr, Biały Domek, Ermitaż itd., nie przewidywał, że te obiekty będą służyły ludziom nawet w XXI w. Zresztą ekipy remontowe, które przystępowały do naprawy uszkodzonych zabytków po wyzwoleniu, a pałac Na Wodzie był jedyną budowlą, która dotkliwie ucierpiała w wyniku działań wojennych, też nie dysponowały dzisiejszymi technologiami ani materiałami nowej generacji, i to trzeba zrozumieć. Można przyjąć, że poprzedni gospodarz dbał o Łazienki na miarę ówczesnych możliwości i zwyczajów. Przemysław Nowogórski z uznaniem wypowiada się o zasługach prof. Marka Kwiatkowskiego, który ten najpiękniejszy obiekt stolicy przywrócił społeczeństwu. Park jest otwarty dla wszystkich, wstęp nic nie kosztuje i tego nikt nie zamierza zmieniać.

W kapciach czy bez?

Zarzut wymieniony w piśmie anonimowych pracowników do ministra kultury, że zniesienie obowiązku zakładania kapci spowodowało zniszczenie cennej drewnianej pałacowej posadzki, jest tylko częściowo uzasadniony, filcowe nakładki na buty bowiem to dziś anachronizm. Nie były one ani estetyczne, ani higieniczne, ani bezpieczne, bo można się było na marmurowych schodach czy wypastowanej posadzce poślizgnąć z groźnymi skutkami.
– Znamy kilka lepszych rozwiązań niż kapcie – mówi dyrektor Nowogórski – choćby chodniki czy wykładziny w miejscach, gdzie poruszają się turyści.
Dla bezpieczeństwa zwiedzających czy spacerowiczów trzeba też wprowadzić inne zmiany, które uwidoczni niebawem nowy regulamin korzystania z Łazienek Królewskich. Oczywiście nie było i nie ma tutaj miejsca na jazdę na rowerze, łyżwo- czy deskorolkach, będzie zakaz uprawiania biegów, a także zalegania na trawnikach i opalania się. I wreszcie nie ma tutaj wstępu dla psów, nawet malutkich, wnoszonych na rękach. To jest park królewski, zabytek, a nie miejsce sportu i rekreacji. Nie ma oczywiście kąpieli w stawie. Od siadania są ławki, od pływania łódki, a biegi, wbrew protestom zwolenników joggingu, zwłaszcza w dniach, kiedy alejkami poruszają się tłumy, też mogą powodować niepotrzebny niepokój i dyskomfort.

Poziom godny króla

Oczywiście serię zakazów trzeba wynagrodzić atrakcyjną ofertą na wysokim poziomie. Z Łazienek zniknęły już kramy z amatorskim rękodziełem, koszmarnymi pamiątkami i obrazami niedzielnych malarzy. Opracowuje się też koncepcje stałych i czasowych ekspozycji w obiektach wokół pałacu Na Wodzie, Starej Kordegardzie, Podchorążówce i Wodozbiorze, bo dotychczas trafiały tutaj wystawy nie zawsze profesjonalnie przygotowane. Jest plan, aby w Łazienkach Królewskich znalazła się największa w stolicy ekspozycja rzeźby polskiej, bo to, co już jest – wspaniały w swej artystycznej postaci pomnik Fryderyka Chopina autorstwa Wacława Szymanowskiego, gdzie tradycyjnie odbywają się koncerty, i galeria rzeźby antycznej, czyli gipsowe odlewy wykonane na zamówienie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w Starej Pomarańczarni – stanowi doskonałą bazę do zorganizowania prawdziwego centrum tej sztuki.
Trzeba też wreszcie zaprowadzić jakiś porządek w wykorzystywaniu przestrzeni Łazienek na organizowanie rozmaitych imprez, pamiętając, że jest to miejsce królewskie. Koncerty z muzyką Mozarta – tutaj odbywa się część wydarzeń słynnego już w świecie Festiwalu Mozartowskiego Warszawskiej Opery Kameralnej – czy Chopina, który w przyszłym roku stanie się pewnie gospodarzem całej Warszawy – to oczywistość. Już teraz próbuje się przyciągać młodsze grupy melomanów na Chopina jazzowego czy nawet hiphopowego, bo w końcu nasz największy kompozytor sam był nowatorem w muzyce. Będzie tutaj miejsce na kulturalne pikniki i inne wydarzenia rangą odpowiadające charakterowi miejsca, ale już Dni Mazowsza z imprezami folklorystycznymi stanowiłyby pewien zgrzyt stylistyczny. Dyr. Przemysław Nowogórski jest też przeciwnikiem imprez, które nie przyczyniają się do popularyzacji i chwały Łazienek Królewskich, a ich architektoniczne i przyrodnicze atrakcje traktują jako tło, dekorację, którą można spokojnie zasłonić czymś innym.
Nie ulega zatem wątpliwości, że Łazienki Królewskie, niezwykłe muzeum końca świetności I Rzeczypospolitej, wymagają ogromnej troski, mądrego gospodarza i sporych środków materialnych. Tutaj również wkroczy ekspozycyjna nowoczesność, np. w postaci multimedialnych informatorów, ale główną wartością pozostanie zawarta w tych murach i przestrzeniach historia i tradycja kulturalna. A czasy nie są lekkie – ani od strony finansowej, bo kryzys zmusza do zaciskania pasa, ani klimatycznej, gdyż szalejące burze, wilgoć, która jest wpisana w specyfikę królewskiego pałacu, i inne żywioły wymagają ogromnej zapobiegliwości. Na razie Łazienki miały trochę szczęścia – ostatnia wielka burza nad Warszawą zwaliła „tylko” osiem drzew w parku, nie wyrządziła szkód w zabytkowej zabudowie. I takiego szczęścia należy wszystkim życzyć w przyszłości.

Wydanie: 31/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy