Ekstrak(l)asa kontra Boniek

Ekstrak(l)asa kontra Boniek

W niedawnej rozmowie z Adamem Godlewskim na łamach „Piłki Nożnej” Maciej Wandzel jawi się jako dobroduszny dżentelmen. Oto wybór jego przemyśleń: „Nie ukrywam, że jestem zdziwiony, iż istotna, ale wcale nie najistotniejsza, sprawa dla polskiego futbolu wzbudziła tak wielkie zainteresowanie mediów. Zapewne wpływ na to miał kontekst personalny i emocjonalne wypowiedzi, które towarzyszyły zjazdowi. (…) My zrobiliśmy absolutnie wszystko, aby uniknąć publicznego sporu. Rano przed zjazdem wysłałem maila do pana prezesa, w którym poprosiłem, żeby, bez względu na prognozowany wynik głosowania, do niego nie doszło. Bo to nie jest mecz, a ucierpi wizerunek polskiej piłki. Nalegałem, aby ogłosić dwutygodniową przerwę w zjeździe albo zwołać następny, powiedzmy, miesiąc później. Niestety, prezes nie uznał moich argumentów i tylko dlatego byliśmy świadkami sytuacji, która wcale nie musiała zaistnieć. Jesteśmy profesjonalistami, mamy mandaty swoich organizacji do działania na rzecz ich interesu: prezes Boniek PZPN, ja natomiast Ekstraklasy SA, w której przewodniczę Radzie Nadzorczej. Możemy się czasami mniej lubić albo odczuwać emocje, ale naszym obowiązkiem jest współdziałać. I nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Deklaruję, że z naszej strony nie będzie w tym względzie żadnych barier. (…) Deklarujemy elastyczność, my będziemy w stanie wznieść się ponad nasze odczucia i ograniczenia – tyle mogę obiecać. Zjazd traktuję jako jednorazowe zdarzenie. (…) Umiemy się skutecznie zorganizować i walczyć o swoje. Co w tym złego?”.

A tak to widział Zbigniew Boniek: „Ekstraklasa głosowała blokiem, bo jej się nic nie podobało. To było działanie na zasadzie – albo się z nami dogadacie, albo wszystko storpedujemy. Trudno, choć nowy statut byłby lepszy. Problem jest inny. Gdyby zapytać tych, którzy zmian nie akceptowali, dlaczego tak postąpili, to podejrzewam, że mieliby trudności z wymienieniem argumentów. Zaznaczę, że wszystkie poprawki przesłaliśmy zainteresowanym – w tym Ekstraklasie, już 20 dni temu. Do wczoraj nikt nie widział problemów. Cóż, to takie polskie. Jest zadyma, jest fajnie. (…) Porażka czasem się przydaje. Można przeanalizować, kto jest w obozie przeciwnika, komu zależy na robieniu piłki, a komu na wykorzystaniu paragrafów do politycznych gierek. Do października jestem prezesem PZPN. Do tego czasu nie pozwolę na ingerencję w sprawy, które śmierdzą prywatą.

To duża spółka marketingowa prowadząca rozmowy, mająca duży budżet, działająca na wszystkich płaszczyznach i platformach. Szkoda na razie, że kluby nie odnoszą sukcesów w Europie. No ale jeżeli chodzi o biznes i przekonanie o swojej wartości, to są mocni. A ja w najlepszym od lat okresie dla polskiej piłki nie widzę głównego sponsora Ekstraklasy. W ostatnich dwóch latach prosili nas, aby dać im należące do PZPN prawa do ligi na sześć lat. Chcieli lepiej sprzedać produkt. Otrzymali je w pięć minut. W zeszłym roku przyszli i poprosili, aby im odpuścić w sprawie opłat za transfery. Odpuściliśmy. Jednak współpraca nie polega na spełnianiu życzeń tylko jednej strony”.

Łatwiej złowić dorsza niż sponsora

Pod koniec czerwca zeszłego roku Ekstraklasa SA pochwaliła się sprzedażą praw do pokazywania polskiej ligi. Czteroletni kontrakt z nc+ opiewa podobno na 150 mln zł. To całkiem pokaźna kwota. Mogłoby się wydawać, że polskie rozgrywki marketingowo rosną w siłę i pod tym względem gonią ligi zachodnie. Tymczasem do dzisiaj nie umiano znaleźć sponsora tytularnego. „Być może wpływ na taki obrót spraw miała również zmiana prezesa. Na pewno jest to sytuacja kompromitująca, dziwna i trudna do wytłumaczenia – ocenia Grzegorz Kita, prezes Zarządu Sport Management Polska, i dodaje: – Mam wrażenie, że w ostatnich latach spółka zarządzająca spoczęła na laurach. Rozgrywki stały się nowoczesnym produktem, który wspierają piękne, nowe stadiony oraz samodzielny rozwój klubów, i to trochę ją uśpiło. Mogła pojawić się myśl, że w takich warunkach sponsor znajdzie się sam, ale – jak pokazało życie – było to błędne założenie”.

W wywiadzie dla „Piłki Nożnej” obecny prezes spółki Dariusz Marzec stwierdził: „Musimy mieć kilka dróg. Musimy dostosować oczekiwania do realiów rynku”. Słowa, słowa, słowa, z których nic nie wynika. Prezesem Zarządu Ekstraklasy SA jest Dariusz Marzec (od 1 lipca 2015 r.), a wiceprezesem Marcin Animucki. Co ciekawe, jeśli chodzi o sport, obydwaj wywodzą się ze środowiska… koszykarskiego. Pierwszy w latach 1990-1996 występował w pierwszoligowej Stali Stalowa Wola, drugi pracował w Polskiej Lidze Koszykówki, a wcześniej udzielał się jako sędzia. Jak podano na oficjalnej stronie internetowej spółki, „W wolnych chwilach zarzuca sieci na dorsza oraz odkrywa smaki kuchni orientalnej”. Szefom Ekstraklasy znacznie łatwiej przychodzi złowienie morskiej ryby niż znalezienie sponsora.

PS Do Ekstraklasy SA wysłałem pytanie m.in. o koszty utrzymania spółki. Nie raczono odpowiedzieć.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 11/2016

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy