Europa oduczy cię palić

Europa oduczy cię palić

Kiedy w Polsce zacznie obowiązywać, jak w wielu krajach UE, zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych?

Strefa bezdymna obejmuje coraz większą powierzchnię kontynentu europejskiego. Całkowite zakazy palenia w miejscach publicznych obowiązują już w Irlandii – od 2004 r. – a także w Norwegii, Włoszech, Szwecji, Szkocji i Hiszpanii. Od 1 lutego zakaz wprowadza Francja, a od lata ma on obowiązywać również w Anglii i Walii. Kto będzie następny? Może Polska, która jako neofita w różnych innych cywilizacyjnych sprawach często staje się świętsza od papieża? Wszystko wskazuje na to, że w tej kwestii będziemy się ociągać, ale już niezbyt długo. Z pomocą może nam przyjść Komisja Europejska, która rozpoczyna konsultacje w sprawie odgórnego wprowadzenia zakazów palenia. Możliwe są różne opcje, od sugestii i zaleceń, które zostaną przekazane władzom poszczególnych krajów, aż po ogólnoeuropejski zakaz palenia w miejscach publicznych obowiązujący na terenie całej Unii.

Inni już to przerabiali

Wiadomość o zamiarach Komisji Europejskiej została oczywiście od razu skomentowana w Polsce, i to raczej niechętnie. Głównymi ekspertami w tej sprawie okazali się właściciele barów i restauracji, którzy uderzyli w ton rozpaczliwy. – Stracimy klientów. Ludzie przestaną do nas przychodzić. Zbankrutujemy – wieszczyli.
Na szczęście tego typu prognozy już przerabiano w innych krajach, które wprowadzenie zakazu mają za sobą. W Irlandii, nim wydano zakaz, właściciele lokali też bili na alarm, że stracą znaczną część klientów. Potem okazało się, że ludzie reagują rozsądniej, niż przypuszczano. Na początku istotnie obroty spadły o 15%, ale później wróciły do normy. W pubach zaczęło pojawiać się coraz więcej niepalących, którzy do tej pory omijali je szerokim łukiem z uwagi na gęsty dym papierosowy. A teraz zaczęli smakować niepowtarzalną atmosferę tych miejsc bez obawy, że wyjdą z bólem głowy.
Irlandczykom się udało, a Niemcom nie. Prof. Witold Zatoński, lekarz onkolog i znany propagator zdrowego trybu życia bez papierosa, jest pełen uznania dla Polaków. Jego zdaniem, pod względem wdrażania obyczaju niepalenia prześcignęliśmy Niemców, gdzie nawet w McDonaldach palący mogą sobie ulżyć.
– 30 lat temu w Polsce wszyscy palili wszędzie – mówi prof. Zatoński. – Teraz jesteśmy już krajem pod tym względem o wiele bardziej cywilizowanym. Przybysze z Niemiec czy USA z uznaniem spoglądają na wydzielone miejsca w restauracjach, na miejsca do palenia w biurowcach i innych obiektach użyteczności publicznej. Warto przypomnieć, że w 1995 r. została u nas przyjęta pierwsza w Europie Środkowo-Wschodniej ustawa o częściowym ograniczeniu zanieczyszczania środowiska rakotwórczymi substancjami, w tym dymem papierosowym.
– Czy powszechny zakaz palenia w miejscach publicznych przyjmie się w Polsce? – pytamy profesora. – Oczywiście. Nie jesteśmy głupsi od Włochów ani mniej uprzejmi od Norwegów. Ważne, by media poparły te zmiany, a nie broniły status quo i powoływały się na wolność palących. Nałogowi palacze też zrozumieją, że jeśli nie będą mogli palić poza domem, to ich zdrowie na tym skorzysta i będzie to dla nich może pierwszy krok do pozbycia się nałogu.

Niech palący się nie oszukują

Ostrzeżenia drukowane na pudełkach z papierosami, nawet te najbardziej drastyczne, takie jak „Palenie papierosów zabija”, nie tylko nie odstraszają, ale nawet śmieszą kupujących. Jeśli człowiek jest młody, zdrowy, jego płuca pracują wydajnie, a serce bije równo, trudno sobie wyobrazić, aby mogło być inaczej. Ostrzeżenia na opakowaniach traktuje się jak zwykłą propagandę albo wstrętny czarny PR. Okazuje się jednak, że nawet osoby stojące już nad grobem mają zwyczaj oszukiwania samych siebie. Takie obserwacje poczyniło wielu lekarzy. Prof. Jan Zieliński, koordynator programu „Głęboki oddech” mającego uświadomić chorym na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP), że palenie papierosów najnormalniej przyśpiesza zgon, zauważył, że wielu pacjentów nie reaguje na ostrzeżenia. Nadal pali, choć to prawie samobójstwo.
– Trzeba zwiększyć dostępność do poradnictwa antynikotynowego, wprowadzić refundację leków pomagających rzucić palenie – postuluje profesor.
Jeszcze radykalniejszych metod chwyta się wybitny kardiochirurg, prof. Antoni Dziatkowiak. W 2001 r. na drzwiach krakowskiej Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantacji zawiesił ogłoszenie następującej treści: „Pacjenci palący papierosy nie będą przyjmowani na diagnostykę i na operacje serca”.
– Chciałem tylko zmusić chorych do zaprzestania palenia – tłumaczy na łamach „Gazety Wyborczej”. – Często mi się to udawało, ale w wielu przypadkach zostałem też okłamany. Zdarzało się, że moi pacjenci przychodzili 5-10 lat po operacji i skarżyli się, że znów ich kłuje w piersiach. Gdy pytałem, czy palą, odpowiadali, że tak. Nie trafia do mnie argument, że to osoby uzależnione. Nic nie usprawiedliwia takiego nałogu jak palenie.
– Pamiętajmy, że 90% zawałowców to palacze – dodaje profesor.
Może się wydawać niedorzeczne, że pomimo tylu dowodów śmiertelnego zagrożenia, jakim jest palenie papierosów, efekty zwykłej perswazji i powszechnie widocznych ostrzeżeń są tak mizerne. Specjaliści tłumaczą to o wiele większą skutecznością reklamy papierosów i wysoką pozycją koncernów tytoniowych w świadomości społecznej. Ruch antynikotynowy w Polsce jest wciąż wątły i słabo zorganizowany, koncerny tytoniowe to potęgi, które mogą sobie pozwolić na wszystko. Czas jednak postawić tamę obyczajowi palenia i dlatego inicjatywa Komisji Europejskiej jest ze wszech miar godna poparcia. Oby antynikotynowe dyrektywy jak najszybciej wprowadzono także u nas.

***
Palenie zabija w UE ok. 650 tys. palaczy rocznie, a także 80 tys. osób niepalących, które zachorowały tylko na skutek wdychania dymu. Pali średnio 30% mieszkańców UE, najwięcej – ok. 40% dorosłych – w Grecji. W Polsce palacze stanowią 35% populacji.

 

Wydanie: 6/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy