Koniec szalonego zbójcy

Koniec szalonego zbójcy

Legendarny bandyta zabił 2 tysiące słoni i 120 ludzi

Był najgroźniejszym bandytą w Indiach przez ponad 20 lat. Jak krwawy tyran rządził w nieprzebytej tropikalnej dżungli. Chełpił się, że własnoręcznie uśmiercił 2 tys. słoni i 120 ludzi, w tym 44 policjantów. Na przemycie kości słoniowej zarobił 2,6 mln dol., nielegalny handel rzadkim drewnem sandałowym przyniósł mu zaś 22 mln zysku.
Za głowę tego wroga publicznego numer jeden wyznaczono nagrodę w wysokości 20 mln rupii (410 tys. dol.). Władze stanów Tamil Nandu i Karnataka wystawiły specjalny doborowy oddział policji STF, liczący 600 funkcjonariuszy, których jedynym zadaniem było tropienie zuchwałego zbója. Od 1990 r. pościg za złoczyńcą kosztował władze Indii ponad 30 mln dol.
Rabuś, kłusownik i przemytnik Koose Muniswamy Veerappan długo uchodził cało z obław i zasadzek. Często udzielał wywiadów dziennikarzom, gładząc swe niewiarygodnie długie wąsy. Z wąsiskami, kościstą twarzą i w wojskowym stroju wyglądał jak bandyta z XIX-wiecznej fotografii czy z filmu dla dzieci. Ale Veerappan był pozbawionym skrupułów porywaczem i mordercą. W grudniu 1988 r. ugotował żywcem w kotłach do warzenia araku dwóch funkcjonariuszy straży leśnej. Wkrótce potem wysadził w powietrze autobus z policjantami. W 2002 r. uprowadził byłego ministra rządu stanowego, H. Nagappę, który po trzech miesiącach został zamordowany.
W końcu jednak dopełnił się los najsłynniejszego ze współczesnych dakoitów (jak w Indiach nazywani są bandyci). 18 września, wieczorem 52-letni Veerappan (co znaczy „Dzielny”) został otoczony przez funkcjonariuszy STF w wiosce Pappirappatti. Wraz z trzema kompanami uzbrojonymi w kałasznikowy bronił się do upadłego. A może „król dżungli” chciał się poddać, jak przypuszcza prasa indyjska, lecz stróże prawa pragnący pomścić śmierć kolegów, z zimną krwią zgładzili czterech zbójów? Wielu wieśniaków z dżungli żaliło się później: „Niech bogowie ukarzą tych policjantów. Veerappan był dobrym człowiekiem, który pomagał biednym”.
Istotnie, Veerappan nazywany „Robin Hoodem z indyjskiej dżungli” dzielił się łupem z wieśniakami, którzy dawali mu schronienie. Tych jednak, których podejrzewał o współpracę z policją, kazał bezlitośnie wieszać. Ciała „zdrajców” wisiały długo, gdyż nikt nie ośmielał się ich zdjąć.
Veerappan, urodzony w biednej tamilskiej rodzinie, zabił pierwszego słonia, gdy miał 10 lat. Jako 17-latek po raz pierwszy zastrzelił człowieka. Był znakomitym tropicielem słoni. Zauważył to słynny szmugler i kłusownik, Salvai Gounder, i wziął chłopaka pod swe skrzydła. Razem przemycali kość słoniową, potem drewno sandałowe. Gounder w końcu zginął w potyczce ze strażą leśną. „Dzielny” uznał, że uniknie podobnego losu, jeśli będzie ostrożniejszy. Od tej pory dzielił się łupem ze skorumpowanymi politykami i urzędnikami stanowymi. Zdaniem indyjskich komentatorów, tylko dlatego mógł przez lata grasować bezkarnie.
W 1986 r. dakoita na krótko trafił do więzienia, zdołał jednak uciec, zabiwszy czterech pogrążonych we śnie policjantów i bezbronnego leśniczego. Od tej pory ścigano go równie bezlitośnie jak daremnie. Wąsaty zbój jak kamień przepadał w dżungli. Był bandytą „demokratycznym” i nie uznawał podziałów kastowych, toteż do jego szajki garnęli się młodzieńcy z niższych kast. U szczytu swej potęgi miał 150 ludzi i ochraniał swe mateczniki polami minowymi. Pewnego razu przyrzekł wysokiemu funkcjonariuszowi policji, że się podda. Zwabił stróża prawa w pułapkę i własnoręcznie ściął mu głowę. Umieścił ją na wysokiej skale i zabronił zdejmować pod karą śmierci. Czaszka tkwiła na skale przez trzy lata. W sierpniu 2000 r. wąsaty opryszek uprowadził Rajkumara, najpopularniejszego aktora w Indiach. Wielbiciele talentu Rajkumara wszczęli rozruchy i urządzali pogromy Tamilów. Prawdopodobnie władze zapłaciły za uwolnienie aktora milionowy okup.
W końcu jednak wysoko postawieni protektorzy doszli do wniosku, że zbójca posunął się za daleko, i odwrócili się od niego. Rozsierdzony Veerappan zapowiadał, że odda się w ręce władz i zdradzi tożsamość polityków, którzy go chronili. Stawiał jednak zbyt twarde warunki – chciał zachować wolność i broń. W ostatnich miesiącach życia Veerappan usiłował udawać bojownika politycznego. Domagał się wypuszczenia z więzień rebeliantów tamilskich, czuł jednak, że koniec jest bliski. Przystrzygł swe legendarne wąsy, aby nie zostać rozpoznanym. Policja zdołała umieścić w bandzie kilku szpiegów. Veerappan cierpiał na chorobę oczu. Kiedy wyruszył samochodem terenowym do lekarza, za kierownicą siedział agent sił bezpieczeństwa, który pojechał prosto w policyjną zasadzkę. Kule trafiły „Króla Dżungli” w czoło i w oko. Gdy dakoita przestał być groźny, jego 12-letnią córkę wyrzucono ze szkoły. Politycy stanowi odetchnęli z ulgą – ich konszachty ze zbójem na zawsze pozostaną tajemnicą.

Wydanie: 44/2004

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy