Leczyć skutecznie

Leczyć skutecznie

Naukowcy przewidują, że za pokolenie czy dwa będziemy się rozmnażali w większości dzięki in vitro Dr Katarzyna Kozioł,Przychodnia Leczenia Niepłodności Novum – Śledziła pani na bieżąco sejmową debatę o in vitro? – Całej nie, bo byłam w pracy, ale miałam okazję posłuchać dość dokładnie przynajmniej posła Piechy. – I jakie były pani reakcje? – Słucham jego wypowiedzi już od jakiegoś czasu, więc wiem, czego można się spodziewać. To człowiek, który albo nie wie, co mówi, albo próbuje wypłynąć na sprawie in vitro. – Posłanka Teresa Wargocka również. Oboje chcą zakazu in vitro. – To absurdalne. Jesteśmy jednym z nielicznych krajów, w których nie ma ustawy, choć od 23 lat leczy się tą metodą i jest ponad 50 ośrodków, które się tym zajmują. Nie ma szczegółowych raportów na ten temat, ale szacuje się, że rocznie wykonywanych jest ponad 6 tys. zabiegów. Uregulować, owszem, trzeba, ale regulacja prawna nie może polegać na zakazach i karach więzienia. Regulacja, raporty – Kliniki działają skutecznie bez ustawowych regulacji. – Ale regulacje są niezbędne przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszy to wymogi Unii Europejskiej. We wszystkich krajach, gdzie robi się transplantacje i in vitro, muszą być jasno określone zasady prawne zgodne z dyrektywami unijnymi, musi być też ciało, które te procesy kontroluje i nadzoruje. Drugi – kontrola jest potrzebna, żeby można było odeprzeć takie zarzuty, jakie teraz się pojawiają, nie tylko z ust posłów. Nie wierzę, żeby były prawdziwe i żeby cokolwiek z tych rzeczy się działo naprawdę w jakiejkolwiek klinice, ale ponieważ nie ma możliwości nadzoru, nie ma regulacji prawnych, możliwości kontroli, to każdy ksiądz albo poseł może powiedzieć, co chce, i trudno się temu przeciwstawić. Ja mówię, że zarodki nie są niszczone, poseł Piecha mówi, że są, ale to słowo przeciwko słowu. Zwykły człowiek nie wie, jak jest naprawdę. – A jak jest? – Mogę powiedzieć, jak jest w naszej klinice. Ponieważ działamy od 16 lat, musieliśmy wypracować pewne zasady. Dla własnego bezpieczeństwa i po to, żeby pacjenci mieli jasną sytuację. Pomogły nam w tym własne doświadczenia i ustawodawstwo innych krajów. Przystępując do zabiegu, pacjenci muszą przemyśleć pewne decyzje, także te dotyczące liczby zarodków. Żadnych zarodków się nie niszczy. Te, które powstaną i nie zostaną od razu wykorzystane, są zamrażane. Zamrażanie to nie jest zabijanie, ono umożliwia przeżycie. Inaczej zarodki, których nie podało się do macicy, obumarłyby. O tym, że mrożenie im nie szkodzi, świadczy fakt, że tylko w naszej klinice mamy ponad 2 tys. ciąż z zamrożonych zarodków. Oczywiście nie wszystkie zarodki, które powstają w laboratorium, mają szansę na zapoczątkowanie ciąży – podobnie jak w przypadku zarodków powstałych w sposób naturalny. Szacuje się przecież, że ok. 60% jest od razu uszkodzonych genetycznie. Podejrzewa się, że powodem są błędy, które powstają albo w komórce jajowej, albo w czasie pierwszych podziałów już po zapłodnieniu. Natura sama takie zarodki eliminuje. One nie są w stanie dalej się dzielić, osiągnąć pewnego etapu rozwoju i zagnieździć się w macicy. Nie dają ciąży. Mówi się, że para jest niepłodna, kiedy nie dochodzi do ciąży po roku starań. Kobieta ma w tym czasie 12 razy owulację i w wielu przypadkach te zarodki powstają, ale samoistnie ronią się w czasie miesiączki, bo nie są w stanie zapoczątkować zdrowej ciąży. Tak samo dzieje się w laboratorium, część zarodków obumiera. Te, które mają szansę się rozwijać, przeżywają mrożenie. Retoryka, że jedno dziecko powstaje kosztem braci i sióstr, jest niedopuszczalna. Tak samo moglibyśmy mówić o naturalnych poczęciach. – Poseł Piecha mówił nawet o selektywnej aborcji, kiedy wszczepia się wiele zarodków, a potem eliminuje gorzej rozwijające się płody. – Nie spotkałam się w Polsce z takim przypadkiem. Mogłoby się tak zdarzyć, gdyby ktoś podawał więcej zarodków niż dwa – ciąża wieloraka jest niebezpieczna i dla matki, i dla dzieci. Ale tego się nie praktykuje. Czasem okazuje się, że jeden z dwóch zarodków dodatkowo się podzieli i mamy trojaczki, ale takie ciąże też są doprowadzane do rozwiązania. Natomiast do ciąży mnogiej, zbyt mnogiej, pięcio-, siedmioraczków, zwykle dochodzi nie w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego, tylko w wyniku nie do końca kontrolowanej stymulacji owulacji, kiedy pęcherzyków było bardzo dużo i doszło do współżycia lub inseminacji

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2010, 44/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Agata Grabau