Spór o Turów zakończony?

Spór o Turów zakończony?

PiS mówi o sukcesie, choć niedawno skarga Czechów była niemieckim spiskiem

Spór o kopalnię odkrywkową przy polsko-czeskiej granicy kosztował nas 45 mln euro odszkodowania dla Czechów i 70 mln kary dla Komisji Europejskiej oraz głowę polskiego ambasadora, a to nie koniec.

W piątek 4 lutego na konto kraju (województwa) libereckiego, u granic którego leży polska Kopalnia Węgla Brunatnego Turów, wpłynęło 25 mln euro z polskiego budżetu. Dzień wcześniej znalazło się na nim 10 mln euro przesłane przez firmę PGE, do której należy kopalnia i elektrownia Turów. Dodatkowo 10 mln euro z polskiego budżetu dostało czeskie ministerstwo środowiska. W odpowiedzi Czesi wycofali skargę na Polskę z Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To konsekwencja porozumienia, które podpisali w Pradze premier Mateusz Morawiecki i nowy czeski premier Petr Fiala z konserwatywnej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS). Fiala stanął na czele szerokiej, bo składającej się z pięciu podmiotów, koalicji partii, które po październikowych wyborach odsunęły od władzy Andreja Babiša. W ramach umowy między rządami Polska zobowiązała się do budowy na swój koszt bariery ochronnej wód podziemnych, która ma zapobiec ich odpływaniu z terenu Czech. Koszt takiego przedsięwzięcia to ok. 17 mln zł.

Dodatkowo strona polska zbuduje wał mający zabezpieczyć czeskich mieszkańców regionu przed hałasem i pyłami. Jak stanowi 14-stronicowe porozumienie, ma on być budowany jedynie między godz. 6 a 22.

Polska, jak wynika z umowy, którą czeskie ministerstwo środowiska opublikowało na swoich stronach, zobowiązała się do pełnej przejrzystości, czyli dopuszczenia czeskich ekspertów do rozpoznania sytuacji w kopalni Turów i przedstawienia Czechom wszystkich dokumentów w tej sprawie. Obie strony zobowiązały się poza tym do stworzenia wspólnego budżetu, z którego będą finansowane projekty na rzecz poprawy jakości środowiska w rejonie kopalni. Czesi i Polacy na ten cel wniosą rocznie po 250 tys. euro. Umowę można wypowiedzieć po pięciu latach.

Miliony kary

Polski rząd chwali się, że „porozumienie wynegocjowane przez premiera Morawieckiego jest dla Polski dużo korzystniejsze niż pierwotna wersja umowy zaproponowana przez Czechy. Opozycja jest innego zdania. „Dwa lata temu Czesi chcieli, żeby Polska zbudowała w Turowie wał i filtry za 30 mln zł. Rok temu dodatkowo domagali się odszkodowania 30 mln euro. Dziś rząd PiS ma zbudować wał i filtry, system monitoringu szkód, ma im zapłacić 45 mln euro i musi zapłacić 70 mln euro kary do TSUE. Mistrzowie”, podsumował europoseł Dariusz Rosati. „Polska-Unia: 1-0. Bitwa wygrana”, oceniła natomiast polsko-czeskie porozumienie Ewa Kozanecka, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, członkini Komisji ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych. Jednak przebiegu tego rzekomo zwycięskiego meczu PiS nie chce przedstawić. Podczas zebrania Komisji Spraw Zagranicznych 8 lutego posłowie opozycji wnioskowali o publikację białej księgi, w której znalazłyby się wszystkie rządowe dokumenty dotyczące polsko-czeskich negocjacji o kopalnię Turów. Wniosek nie przeszedł. Przedstawiciel rządu przekonywał, że wszystkie dokumenty są dostępne opinii publicznej, w tym dziennikarzom, w ramach prośby o dostęp do informacji publicznej, co akurat nie jest zgodne z faktami, o czym mógł się przekonać autor tego artykułu.

Polsko-czeski spór zaostrzył się, kiedy 21 maja 2021 r. Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał Polsce natychmiastowe zaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów na polsko-czeskim pograniczu. Polska nie wstrzymała wydobycia, dlatego 20 września TSUE nakazał zapłacenie kary w wysokości 0,5 mln euro dziennie za nieprzestrzeganie tego postanowienia.

W skardze do TSUE Czesi podnosili kwestie ochrony środowiska. Przekonywali, że kopalnia powoduje masowy odpływ wód podziemnych z jej terytorium do Polski. Oskarżyli kopalnię, której polski rząd przedłużył działanie przynajmniej do 2044 r., o swoje problemy z dostępem do wody w trzech miejscowościach na pograniczu: Oldřichov na Hranicích, Uhelná i Václavice. Problem z wodą ma dotyczyć ok. 700 osób.

Zaskoczeni

Polski rząd skargą Czechów wydawał się zaskoczony, choć sąsiedzi wielokrotnie podnosili niewygodną dla naszej strony kwestię podczas obrad Polsko-Czeskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Transgranicznej. Po raz pierwszy już w 2014 r. Sprawa przyśpieszyła w 2015 r., kiedy Polacy poinformowali Czechów o planach poszerzenia kopalni. Problemy z nią były jednym z tematów międzyrządowych konsultacji w Warszawie w 2016 r., a rok później przedmiotem spotkania ówczesnych ministrów środowiska Czech i Polski – Richarda Brabca i Jana Szyszki. Wreszcie we wrześniu 2020 r. władze czeskie złożyły formalną skargę do Komisji Europejskiej, wymaganą przed wniesieniem skargi do TSUE. W listopadzie 2020 r. Komisja Europejska zorganizowała spotkanie mediacyjne, na którym wysłuchała stanowisk Czech i Polski. Na spotkaniu nie udało się doprowadzić do zawarcia kompromisu. W grudniu 2020 r. czeskie ministerstwo środowiska i ministerstwo spraw zagranicznych oraz władze województwa libereckiego wspólnie ogłosiły, że polska odpowiedź na ich postulaty jest niewystarczająca i nie może zostać zaakceptowana. A 26 lutego 2021 r. Czechy ostatecznie złożyły do TSUE skargę na Polskę, domagając się także prewencyjnego zatrzymania wydobycia węgla w kopalni.

Trybunał Sprawiedliwości UE przychylił się do wniosku Czech, a kiedy Polska nie zastosowała się do wyroku, Bruksela zdecydowała o nałożeniu kar na Warszawę. Politycy PiS zapowiedzieli, że wydobycia nie wstrzymają, bo skutkowałoby to zagrożeniem bezpieczeństwa energetycznego Polski. Rząd zdecydował też, że kary – ta miała iść na rzecz Komisji Europejskiej, a nie Pragi – nie zapłaci, i postawił na bezpośrednie negocjacje z Czechami, których

celem miało być wycofanie przez Pragę skargi na kopalnię. Jednocześnie, czego przykładem może być szczególnie zaangażowana w obronę Turowa europosłanka Anna Zalewska, deprecjonowali wyrok TSUE i przekonywali Polaków, na przekór publicznie znanym analizom polskich i czeskich instytucji państwowych, że problem braku wody po czeskiej stronie nie istnieje. Niektóre polskie media jeździły do Czech i z ukrycia fotografowały przydomowe dmuchane baseniki, co miało być dowodem czeskiego kłamstwa. Skończyło się tym, że czeski dziennikarz Filip Harzer został wyproszony z baru w Bogatyni, który ogłosił się strefą zamkniętą dla Czechów.

PGE pokazywała wyniki krytykowanego przez socjologów sondażu, który rzekomo miał pokazywać, że Czesi wcale nie popierają działań swojego rządu w konflikcie z Polską. Pojawił się wątek niemieckiego spisku – za czeską skargą mieli w rzeczywistości stać Niemcy chcący zniszczyć polską energetykę.

Im dłużej polski rząd był bezsilny w negocjacjach z Czechami, tym bardziej zwracał uwagę na trwającą u naszych sąsiadów kampanię wyborczą i przekonywał, że działania czeskiego rządu są obliczone na zwiększenie poparcia w wyborach do Izby Poselskiej (tamtejszego sejmu). To także nie miało pokrycia w faktach. Polsko-czeski spór o kopalnię Turów był w Czechach tematem marginalnym, co podkreślali eksperci od czeskiej polityki. Serwis factcheckingowy Demagog.org.pl sprawdził, że sprawa Turowa nie była poruszana podczas dwugodzinnej debaty kandydatów na urząd premiera w telewizji CNN Prima NEWS. Oficjalne konta liderów czeskiej polityki na Twitterze niemal milczały o przygranicznym sporze, a czeskie media w czasie kampanii wyborczej częściej niż o kopalni Turów pisały o papieżu Franciszku (przypomnijmy, że dzieje się to w jednym z najbardziej zateizowanych państw w Europie).

Szczerość ambasadora

Z pewnością polskim interesom w Pradze nie pomógł fakt, że przez ponad rok stanowisko polskiego ambasadora w Czechach nie było obsadzone, po tym jak z powodu zarzutów o mobbing i dyskryminację pracowników odwołano Barbarę Ćwioro, bliską współpracownicę Witolda Waszczykowskiego. Nowy ambasador Mirosław Jasiński oficjalnie objął urząd ambasadora RP w Pradze 20 grudnia 2021 r., a już

6 stycznia rzecznik rządu Piotr Müller poinformował, że premier Mateusz Morawiecki zdecydował o rozpoczęciu procedury jego odwołania. Powód? Według rzecznika rządu Jasiński nie dbał o polskie interesy. Anna Zalewska z PiS mówiła nawet o „zdradzie dyplomatycznej”.

Powodem odwołania stał się krótki wywiad, którego Mirosław Jasiński udzielił polskiej redakcji „Deutsche Welle”. Tekst, który ukazał się po polsku, sprawia wrażenie pogawędki znajomych, a nowy ambasador opowiada w nim o sympatii do festiwalu filmowego Kino na Granicy, który co roku odbywa się w Cieszynie i Czeskim Cieszynie, oraz o planach odbudowania polonistyki na Uniwersytecie Karola w Pradze. W pewnym momencie Mirosław Jasiński, zapytany o kopalnię Turów, odpowiedział: „Bądźmy więc uczciwi i przyznajmy, że powodem sporu była jednak arogancja pewnych ludzi (…). Przede wszystkim z dyrekcji kopalni. Potem jest dyrekcja PGE, a całe lata świetlne dalej ministerstwa i premier. Trzeba te szkody naprawić natychmiast, bo jeśli ktoś sobie kopie dół, to nie znaczy, że ludzie z sąsiedztwa mają zostać bez wody. Nie wierzę w to, żeby wielkiej kopalni nie było stać na zrobienie wodociągu dla kilkudziesięciu gospodarstw”.

Jego odpowiedź zaskoczyła, wcześniej bowiem polski rząd oficjalnie komunikował ostre stanowisko w konflikcie o Turów. Można było odnieść wrażenie, że wypowiedź Mirosława Jasińskiego ma być zapowiedzią złagodzenia polskiego stanowiska w celu porozumienia z Czechami. Szybko jednak się okazało, że Jasiński – wszystko na to wskazuje – zmiany polskiego kursu nie konsultował z rządem w Warszawie. I choć w zasadzie miał rację, został odwołany. Nie uratował go nawet list, w którym bronili go czescy przyjaciele z Solidarności Polsko-Czechosłowackiej.

Kłopot z wypowiedzią Mirosława Jasińskiego najlepiej chyba oddał Jan Sechter, były ambasador Czech w Warszawie. „Wyrażam ubolewanie, że ambasador Polski w Pradze Mirosław Jasiński straci stanowisko. Ambasador musi bez wątpienia i przede wszystkim być lojalny wobec swojego rządu i swojego kraju. Ale nie może być człowiekiem bez swojego zdania, niezdolnym do jego publicznego wyrażania, czy też tylko on/off rzecznikiem oficjalnych instrukcji, w przeciwnym razie traci wartość dodaną dla stosunków między dwoma krajami”, napisał.

Prawie miesiąc po wywiadzie ambasadora Jasińskiego polski rząd porozumiał się z Czechami w sprawie Turowa. Prawo i Sprawiedliwość mówi o sukcesie. Choć jeszcze kilka miesięcy temu skarga Czechów była niemieckim spiskiem, decyzja TSUE – bezprawna, a informacje o czeskich kłopotach z wodą wyssane z palca.

Czesi wycofali skargę z TSUE, premier Mateusz Morawiecki przekonuje, że tym samym sprawa jest zakończona. Ale nie jest. Pozostaje jeszcze 70 mln euro kary za niezastosowanie się do decyzji TSUE, rząd jednak nie chce płacić. Rzecznik Komisji Europejskiej Balazs Ujvari poinformował, że KE wysłała do Warszawy list w związku z niezapłaconymi karami za działanie kopalni. Planuje potrącić Polsce kary za Turów z funduszy unijnych. Na razie za pierwszy miesiąc zwłoki, z odsetkami. „Jest to list, który chce wyłudzić pieniądze od Polski za to, że nie zamknęliśmy kopalni”, grzmiała na Twitterze pisowska europosłanka Anna Zalewska, która po podpisaniu przez polski rząd porozumienia z Czechami w sprawie Turowa płynnie przeszła z ataku na Pragę do ofensywy przeciwko Brukseli.

l.grzesiczak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. EPA/PAP

Wydanie: 8/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy