Listy od czytelników Nr 16/2016

Listy od czytelników Nr 16/2016

Czego Ameryka chce od Polski
Nie mam cienia wątpliwości, że niemal cała polska klasa polityczna jest ręcznie sterowana przez USA. W przypadku Solidarności i wywodzących się z niej partyjek ma to korzenie w czasach, kiedy organizacja ta zaczęła korzystać ze wsparcia CIA. O takich przysługach Amerykanie nie zapominają i Polska długo będzie spłacać dług wdzięczności zaciągnięty przez Solidarność. Z kolei byli pezetpeerowcy z gorliwością neofity koniecznie chcieli pokazać, że teraz są już po dobrej stronie barykady. To właśnie za czasów rządów SLD zakupiono samoloty F-16, wciągnięto Polskę w haniebną wojnę w Iraku i awanturę z tajnymi więzieniami CIA. Polska polityka zagraniczna, szczególnie wobec Rosji, jest kontrolowana przez Waszyngton. I tak jak swego czasu Amerykanie wykorzystali afgańskich mudżahedinów do osłabiania ZSRR, tak dzisiaj manipulują Polską. I nawet przez chwilę się nie zawahają przed zrobieniem z Polski kolejnego Afganistanu. Jedyna nadzieja w tym, że Rosjanie nie dadzą się sprowokować. I w tym, że Niemcy też nie chcieliby mieć wojny u swoich granic, grożącej w dodatku interesom ich firm w Polsce. Będą zatem na forum UE hamować polskie awanturnictwo. Smutna konkluzja jest taka, że polska suwerenność jest fikcją, chyba jeszcze większą niż w czasach PRL.
Radosław


To była wojna domowa
Tekst Wiesława Kota „Wyklęci, przeklęci, zaklęci” (PRZEGLĄD nr 11) odbieram jako ironię. Oczywiście było mnóstwo schematycznych filmów negujących oczywiste fakty i nachalnie propagujących linię PZPR. Ale nikt potem nie nakręcił (w warunkach PRL) prawdziwszych filmów niż „Popiół i diament” oraz „Kanał”. Obecne produkcje filmowe to chała do sześcianu, mająca indoktrynować głupią, niedouczoną młodzież siłą jedynie słusznej linii propagandowej. Jestem synem majora AK, który siedział i w sowieckim, i w polskim więzieniu po 1945 r., i porucznik AK czasu wojny, a nie z fałszywych awansów powojennych. Dobrze wiem z ich opowiadań, jak było naprawdę. W latach 1945-1950 trwała w Polsce wojna domowa, bardzo okrutna i niesprawiedliwa. Po obu stronach ginęli niewinni ludzie i po obu stronach działali sadyści i zbrodniarze. Ocena tamtych strasznych czasów powinna być wyważona i sprawiedliwa. Wtedy ma szansę być pożyteczną nauką dla przyszłych pokoleń.
lordjohn


Krakowski gitarzysta kontra urząd

Jestem krakowskim muzykiem, występuję od 1991 r., m.in. na Rynku Głównym, obok wieży ratuszowej, czyli tam, gdzie co roku odbywa się kilkadziesiąt imprez masowych z użyciem sprzętu nagłaśniającego dużej mocy. I właśnie niejasności związane z nieistniejącą w polskim prawie definicją sprzętu nagłaśniającego, a także kontrowersje związane ze wskazaniem głównego, najuciążliwszego źródła hałasu na rynku, są przyczyną moich problemów. Otrzymałem od Straży Miejskiej dokument, który stwierdza, że podczas mojego muzykowania w tym miejscu nie było na mnie żadnych skarg. Dokument ten stwierdza jednocześnie, że pomiary natężenia dźwięku dokonywane regularnie przez Straż Miejską podczas moich występów nie wykazały przekroczenia dopuszczalnych prawem rygorystycznych norm hałasu. Zaświadczenie przedstawiłem dyrektorowi Wydziału Spraw Administracyjnych w Urzędzie Miasta Krakowa, który zajmuje się wydawaniem (bądź nie) zezwoleń na muzykowanie takim artystom jak ja.
Odpowiedziano mi, że nie mogę dostać zezwolenia z powodu skarg na hałas na Rynku Głównym oraz braku pozytywnej weryfikacji komisji kultury, która dba o poziom występów ulicznych. Stosowną weryfikację – jak co roku – otrzymałem i zwróciłem się do Straży Miejskiej z prośbą o wydanie mi dokumentu, z którego jasno wynika, że to nie ja jestem przyczyną skarg na hałas na rynku. Spełniłem zatem obydwa warunki postawione mi przez dyrektora, ale znowu dostałem odpowiedź odmowną bez jasnego uzasadnienia. Jestem z urodzenia krakowianinem. Z własnej inicjatywy i z własnych funduszy sfinansowałem m.in. teledysk promujący Kraków, do którego skomponowałem muzykę. W poprzednich latach otrzymywałem zezwolenie na występy. Tym razem mam wrażenie, że Urząd Miasta Krakowa działa zgodnie z przysłowiem: „Kowal zawinił, Cygana powiesili”, ponieważ organizując bardzo hałaśliwe imprezy na rynku bądź wydając na nie zgodę, jednocześnie obwinia o hałas takich ludzi jak ja.
Robert Pieculewicz, gitarzysta z krakowskiego Rynku Głównego


Haniebne słowa Cenckiewicza

Historii nie da się napisać na nowo. Aby uwolnić świat od faszyzmu, nieodzowna była ofiara życia 26 mln obywateli radzieckich, potrzebna była trwająca bez przerwy przez prawie siedem miesięcy bitwa stalingradzka, w której jednocześnie starło się 2 mln żołnierzy, a liczba poległych po obu stronach przekraczała fizyczne możliwości ich pochówku. Była trwająca dwa i pół roku blokada Leningradu, która pochłonęła życie 1,5 mln mieszkańców tego bohaterskiego miasta. I było wyzwolenie Polski, za które poległo 600 tys. żołnierzy Armii Czerwonej. Zakładam, że pan Cenckiewicz jako historyk, doktor habilitowany, słyszał o eksterminacji narodu polskiego, o Oświęcimiu, Majdanku i innych niemieckich obozach zagłady, o łapankach, egzekucjach publicznych, przesłuchaniach w gestapo, rasie panów i rasie podludzi, losie dzieci Zamojszczyzny, eksperymentach pseudomedycznych… Gdyby nie front wschodni, gdyby nie bohaterstwo żołnierzy radzieckich i polskiej armii Berlinga, dawno śladu nie byłoby ani po polskiej państwowości, ani po polskim narodzie. Zgodnie z planami nazistów zakończyłby on swój biologiczny byt w niemieckim piecu. Jakim prawem pan Cenckiewicz ocenia ludzi, którzy płacąc własną krwią, a często i własnym życiem, mścili śmierć milionów Polaków, i spełniając swój obowiązek wobec ojczyzny, wymierzali najeźdźcy sprawiedliwość? Nie ma Polaków bardziej i mniej polskich, każda kropla krwi przelana za Polskę w każdym miejscu na świecie jest tak samo polska i tak samo cenna.

Nurowski

Wydanie: 16/2016 2016

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy