Na własną odpowiedzialność

Na własną odpowiedzialność

Nie można winić wytwórców papierosów,że produkują wyrób niezdrowy, bo jest on prawnie dopuszczony do sprzedaży w kraju

Sąd Rejonowy w Krakowie uwolnił pozwanych: koncern Philip Morris SA w Krakowie oraz Zakłady Przemysłu Tytoniowego SA w Radomiu od odpowiedzialności za śmierć Danuty M. Syn zmarłej, Sławomir Lubicz-Sienicki, domagał się od tych producentów papierosów 10 mln zł za szkody zdrowotne i moralne, jakie poniósł on oraz jego matka w wyniku palenia papierosów. Zadeklarował, iż pieniądze przeznaczy na utworzenie fundacji pomagającej osobom uzależnionym od nikotyny. Sąd zapewne uwzględnił szlachetne intencje Sławomira Lubicza-Sienickiego, skoro zwolnił go od kosztów sądowych. Po półrocznym procesie sąd oddalił powództwo, co mu wystawia jak najlepsze świadectwo: kierował się literą prawa, a nie naciskami psychologicznymi antynikotynowej mody.
Danuta M. zaczęła palić w 1957 r. Wtedy jeszcze zakłady tytoniowe nie miały obowiązku zamieszczać na opakowaniach swoich wyrobów informacji: “Palenie papierosów powoduje raka i choroby serca”. Kiedy takie ostrzeżenia się pojawiły – była już osobą uzależnioną, nie mającą dość sił, by zerwać z nałogiem. Kilkadziesiąt lat palenia – twierdził syn w pozwie – spowodowało raka płuc. Ostatnie dwa lata życia Danuta M.

spędziła w strasznych męczarniach,

a on sam został zmuszony do ograniczenia działalności zawodowej, by poświęcić się opiece nad matką. Gdyby sąd nałożył na wytypowanych przez Sławomira Lubicza-Sienickiego producentów papierosów wysoką karę materialną, mogłoby to m.in. zmusić ich do ograniczenia produkcji.
Zakłady tytoniowe odrzuciły wszelkie roszczenia Sławomira Lubicza-Sienickiego. Najważniejszym merytorycznie powodem wydaje się być ten, iż: “nie wykazał (on) związku między chorobą i śmiercią Danuty M. a działalnością strony pozwanej”, jak napisano w odpowiedzi Philipa Morrisa. Pierwsza rozprawa odbyła się w grudniu 1999 r.. Sławomir Lubicz-Sienicki nie korzystał z usług prawnika. Zamiast dowodów przedstawiał wnioski o przedłużenie kolejnych terminów. Pierwszą rozprawę także przełożono na jego wniosek. W przypadku drugiej, wyznaczonej na lipiec 2000 r., sąd nie był już ustępliwy. Nie przystał na kolejne odroczenie rozprawy, by Sławomir Lubicz-Sienicki mógł dostarczyć “wnioski dowodowe”. M.in. – dokumentację medyczną obrazującą przebieg choroby, o którą miał się zwrócić do jednostek medycznych, w których jego matka była leczona. Sąd jednak uznał, że pół roku to czas wystarczający m.in. na uzyskanie dokumentów ze szpitala. W uzasadnieniu wyroku napisano i to, że nie ma żadnych dowodów – poza gołosłownym oświadczeniem – iż matka paliła papierosy i jakie to były marki.
Ustalenie, jakie papierosy paliła Danuta M., było istotne. Bo była to podstawa pozwania przed sąd konkretnych producentów. Sławomir Lubicz-Sienicki miał jednak trudności z ustaleniem marek. Na przesłuchaniu informacyjnym twierdził, że odkąd pamięcią sięga były to papierosy “Popularne”, produkowane w zakładach tytoniowych w Radomiu i Krakowie. Papierosy “Popularne” pojawiły się na rynku w latach osiemdziesiątych, nie mogła więc ich palić wiele lat wcześniej. Powód powiedział też, że w latach sześćdziesiątych matka kupowała Marlboro w Peweksie w Warszawie. Tyle że – Pewex powstał dopiero w latach 70. Przyparty do muru na ostatniej rozprawie, próbował wykręcić się wybiegiem, iż spróbuje sobie przypomnieć, jak to było, do czasu kontaktu ze swoim pełnomocnikiem, ale sąd uznał, że na pamięć kontakt z pełnomocnikiem wpływu mieć nie może. Tak więc Sławomir Lubicz-Sienicki nie zdołał obalić wywodów prawników zakładów przemysłu tytoniowego, iż “fakt, że są one jednym z wielu producentów papierosów nie uzasadnia automatycznie ich legitymacji do występowania w tej sprawie, a w każdym razie twierdzenia powoda na to nie wskazują”. Sąd w uzasadnieniu wyroku napisał, że Sławomir Lubicz-Sienicki nie udowodnił tego, że to właśnie wezwane przed sąd zakłady wyprodukowały papierosy, które zniszczyły zdrowie jego matki, ani też tego, że palenie określonych marek papierosów spowodowało jej chorobę i śmierć.

Udowodnienie tych faktów

może być podstawą do wyrokowania w tego rodzaju procesie – orzekł Sąd Rejonowy w Krakowie.
Ten wątek sprawy miał zresztą raczej wymiar tylko moralny. Gdyby nawet Sławomir Lubicz-Sienicki umiał dowieść, jakie papierosy paliła jego matka, i tak nie było podstaw prawnych do żądania odszkodowania od ich producentów. Według kodeksu cywilnego, prawo do dochodzenia odszkodowania za utratę zdrowia przysługuje wyłącznie osobie poszkodowanej. Spadkobiercy takiego prawa nie mają.
Sławomir Lubicz-Sienicki mógłby wprawdzie występować o odszkodowanie we własnym imieniu, ale musiałby dowieść, że poniósł koszty leczenia zmarłej. Nie był jednak w stanie określić nawet wysokości wydatków, a tym bardziej dostarczyć dowodów. (Za pogrzeb płacił ZUS). Inna przesłanka prawna pozwalająca na ubieganie się o odszkodowanie – znaczne pogorszenie się sytuacji życiowej spadkobiercy – tym bardziej nie miała miejsca. Jego sytuacja życiowa wyraźnie się poprawiła. W czasie choroby matki mieszkał z nią i wspierał ją finansowo, bo miała tylko 420 zł emerytury. Po śmierci matki sam zajmuje mieszkanie i zmienił pracę na taką, która daje mu wyższe dochody.
Sławomir Lubicz-Sienicki motywował swoje roszczenia głównie tym, że sam cierpiał patrząc na uzależnienie matki, zaś koncerny tytoniowe wyprodukowały truciznę, która spowodowała to uzależnienie. Sąd w uzasadnieniu wyroku napisał jednak, iż prawo cywilne nie przewiduje odszkodowania za same cierpienia moralne, związane z uczestniczeniem w czyjejś chorobie i śmierci i Sławomir Lubicz-Sienicki nie miał żadnych podstaw do wszczynania tej sprawy.
Sąd nie rozpatrywał kwestii, która wydaje się ważna dla reputacji koncernu Philip Moriss, a mianowicie zarzutu, iż stosuje on taką technologię, która szybciej uzależnia palaczy, a osoba uzależniona nie może sama zdecydować o zerwaniu z nałogiem. Sławomir Lubicz-Sienicki zaoferował sądowi dostarczenie na to dokumentów “z tajnego archiwum Philip Morris”, i prosił o odroczenie rozprawy do czasu uzyskania odpowiedzi z sądu amerykańskiego, gdzie zwrócił się o owe dokumenty. Okazało się jednak, że żaden wniosek w tej sprawie nie wpłynął do sądu w Minnesota ani do spółki Philip Morris w USA, zaś plik dokumentów, który Sławomir Lubicz-Sienicki przedstawił sądowi, na okoliczność technologii koncernu, to wydruk z ogólnie dostępnej strony internetowej. Sąd nie przystał też na propozycję powoda, aby przesłuchać głównego technologa krakowskich zakładów Philip Morris, z czego miałoby wyniknąć, iż stosowana tu technologia powoduje dostarczanie palaczom – bez ich wiedzy – znacznie większej ilości nikotyny niż oficjalnie podają producenci na opakowaniach. Sąd uznał, że dla tej sprawy nie jest to istotne, a prowadzi do przedłużania procesu. Tyle że wiadomość taka pojawiła się we wszystkich wzmiankach prasowo-telewizyjnych o tym procesie.
– Czy to prawda? Rzeczniczka koncernu Philip Morris mówi mi: Gdyby taki fakt miał miejsce, od dawna siedzielibyśmy w więzieniach.
Sąd Okręgowy w Krakowie wydał wyrok jedyny z możliwych w takiej sytuacji. Ale woli się tym nie chwalić, zapewne z obawy, by nie zostać uznanym

za propagatora nałogu.

W dotarciu do wyroku musiałem chwytać się dróg bocznych, bo do akt sprawy w Krakowie nie dotarłem. Na rozmowę o tej sprawie nikogo w sądzie nie udało mi się namówić.
Powszechnie wiadomo, że palenie papierosów nie służy zdrowiu. Producenci papierosów ostrzegają o tym na każdym opakowaniu. Takie są przepisy. Ale nawet i nieoficjalnie to przyznają, choć jednocześnie dodają, iż robią wszystko, co możliwe, by papierosy uczynić mniej szkodliwymi. Jest faktem, iż od czasu wejścia na polski rynek zagranicznych koncernów, jakość papierosów znacznie się poprawiła. Wszystkich szkodliwych substancji z papierosów nie uda się jednak wyeliminować. Nikt tu nie ma złudzeń. Palenie jest indywidualnym wyborem, a papierosy legalnym artykułem. Trudno więc, by sądy karały wytwórców papierosów za to, że ludzie ulegają nałogom. Jak świat światem nie udało się ich wykorzenić – co najwyżej na miejscu jednych “wyrastają” inne, jeszcze bardziej szkodliwe. Po wyroku krakowskiego sądu można mieć nadzieję, iż palacze i ich rodziny pojmą, że palą na własne ryzyko i odpowiedzialność.

 

Wydanie:

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy