Kto naprawdę zabił van Gogha

Kto naprawdę zabił van Gogha

PHOTO: LESZEK KOTARBA / EAST NEWS WROCLAW TWOJ VINCENT TO PIERWSZY NA SWIECIE FILM PELNOMETRAZOWY WYKONANY TECHNIKA ANIMACJI MALARSKIEJ NAKRECONE SCENY Z AKTORAMI SA WYSWIETLANE NA PLOTNIE KLATKA PO KLATCE ABY ZESPOL MALARZY NAMALOWAL JE OLEJNYMI FARBAMI W STYLU VAN GOGHA OKOLO 60 MALARZY W ROK STWORZY 57600 KLATEK/OBRAZOW POMYSLODAWCA I REZYSEREM FILMU JEST DOROTA KOBIELA N/Z ROBERT GULACZYK CHARAKTERYZOWANY NA VINCENTA VAN GOGHA 14 / 05 / 2015

Gdy zaczynał malować w wieku 28 lat, nie był nawet dobry, a w ciągu dekady zmienił oblicze sztuki Hugh Welchman – reżyser, scenarzysta i producent, w 2008 r. otrzymał Oscara za produkcję filmu „Piotruś i wilk”, współautor filmu „Twój Vincent”. „Twój Vincent” to powrót pańskiej żony Doroty Kobieli do malarstwa. – Rzeczywiście, Dorota jako 20-latka sprzedawała swoje obrazy, ale później zakochała się w animacji. Po pięciu latach pracy z nią zaczęła tęsknić za malowaniem, jednak nie mogła się zdobyć na powrót do niego. Aż do momentu, kiedy przeczytała ponownie listy van Gogha. Wtedy przyszło olśnienie: połączy malarstwo i animację, jej dwie miłości. Przy tym chciała opowiedzieć historię Vincenta i pracować ze mną, jej trzecią miłością (śmiech). W dobie animacji komputerowej jest jeszcze miejsce na klasyczne malowanie klatek? – Próbowaliśmy różnych technik, ale czuliśmy, że nie istnieje obecnie żadna, która mogłaby zastąpić wrażenie wywoływane przez oglądanie nagranych olejnych obrazów. Oczywiście to bardzo trudne i nie zdecydowalibyśmy się na to, gdyby była możliwość zrobienia tego w inny sposób. Kiedy przychodzili do mnie producenci ze studiów animacji i mówili: „Możemy to zrobić lepiej na komputerze”, odpowiadałem: „OK, to pokażcie jak”. Żaden już nie wrócił. Kiedy opublikowaliśmy trailer w internecie, obejrzało go aż 14 mln osób. Ludzie uważają nasz film za coś nowego i oryginalnego. Może w ciągu 10 lat będziemy w stanie robić podobne rzeczy za pomocą komputera, ale to trochę jak mówienie, że komputer może zagrać znakomitą interpretację Mozarta czy Chopina. Wciąż potrzebni są ludzie, aby wprowadzić element kreatywności, magii. Fakt, że dzieło jest namalowane ręcznie, daje widzowi poczucie tej magii. Biografia van Gogha wystarczyłaby na kilka scenariuszy. – Dorota chciała się skupić na ostatnich dniach Vincenta. Była zainteresowana teoriami co do powodu jego samobójstwa. Zrobiliśmy badania i odkryliśmy, jakoby został on zastrzelony przez tajemniczego nastolatka. Zdecydowaliśmy, że osią fabuły będzie śledztwo wokół wydarzeń prowadzących do jego śmierci. Tylko w ten sposób mogliśmy spróbować wejść w jego umysł i zrozumieć, jaki był pod koniec życia. Czy realizm był dla was istotny? – Każdy szczegół w scenariuszu jest wzięty z jego listów, notatek biograficznych lub teorii przedstawionych przez ludzi ze środowisk akademickich. Film opiera się na faktach, ale oczywiście pokazuje ich interpretacje, natomiast niektóre postacie są fikcyjne. Dlatego śledztwo prowadzi Armand Roulin, młody kowal, syn jednego z najlepszych przyjaciół Vincenta z Arles. W waszym projekcie zakochali się światowej sławy aktorzy: Saoirse Ronan, Aidan Turner czy John Sessions. Jak zwróciliście ich uwagę? – Nasze filmy są powszechnie znane w Wielkiej Brytanii, dzięki czemu scenariusz dotarł do agentów i aktorów, którzy byli zafascynowani możliwością „stania się” obrazami van Gogha. Naprawdę nas to zaskoczyło, bo film jest niskobudżetowy w porównaniu z produkcjami, w jakich ci aktorzy biorą udział. Kilka gwiazd światowego formatu mówiło: „To coś nowatorskiego. Muszę u was wystąpić, bo mogę nie mieć więcej szansy wzięcia udziału w czymś podobnym”. Co było dla was najważniejsze? – Przekazanie ludziom niesamowitej pasji, jaką włożył w życie i twórczość Vincent. To bardzo smutna historia, że ktoś, kto chciał porozumiewać się z ludźmi, nie umiał robić tego osobiście. Powiodło się to dopiero po jego śmierci dzięki listom i dziełom. Myślę, że Vincent byłby zdumiony, gdyby się dowiedział, że jest najbardziej znanym artystą na świecie i jak bardzo jego sztuka oddziałuje na ludzi, jak wiele dla nich znaczy. 127 lat po jego śmierci! Próbujecie opowiedzieć jego historię z dzisiejszej perspektywy, poprzez pryzmat wiedzy, choćby z zakresu psychologii? – Wszyscy jesteśmy pod pewnym wpływem współczesnej wiedzy, ale chcieliśmy, aby widzowie poczuli się jak w 1892 r. Ludzie dookoła Vincenta zachowują się, jakby nie był on znanym artystą. Za życia znała go jedynie grupka wpływowych malarzy paryskich. W roku jego śmierci Monet ogłosił go świecącą gwiazdą sztuki. To kolejny tragiczny fakt: gdyby pożył pięć lat dłużej, doczekałby swojej sławy. Dlaczego miał taki problem z komunikowaniem się z ludźmi? – Próbujemy na to pytanie odpowiedzieć z perspektywy Armanda. Na początku uważa

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2017, 42/2017

Kategorie: Kultura