Palestyna. Pokój, nie apartheid

Palestyna. Pokój, nie apartheid

Zdaniem Jimmy’ego Cartera, kontrola i kolonizacja ziem palestyńskich przez Izraelczyków jest główną przeszkodą w zawarciu porozumienia na Bliskim Wschodzie

Jimmy Carter jako 39. prezydent Stanów Zjednoczonych (1977-1981) niczym specjalnym się nie zapisał w historii USA. Natomiast obecnie uważany jest za najlepszego byłego prezydenta. Po przegranych wyborach z Ronaldem Reaganem i po opuszczeniu Białego Domu Carter założył w Atlancie ośrodek swojego imienia, który zajmuje się m.in. rozwiązywaniem napięć i konfliktów międzynarodowych. Odwiedził wiele krajów, promując pokojowe rozstrzyganie sporów międzynarodowych i wewnętrznych. Wraz ze swą żoną Rosalynn osobiście uczestniczył w realizacji programów pomocy ludziom biednym, np. bezdomnym. Jest również niezwykle aktywnym autorem. Opublikował ponad 20 książek, z których kilkanaście znalazło się na liście bestsellerów.
Ostatnia książka Cartera „Palestyna. Pokój, nie apartheid” znalazła się na liście bestsellerów „New York Timesa” i ściągnęła na głowę jej autora ogromną falę krytyki. Co głosi autor i co tak bardzo zbulwersowało jego krytyków?
Bliski Wschód, zdaniem Cartera, jest dzisiaj „najbardziej niestabilnym regionem na świecie i stanowi największe zagrożenie dla globalnego pokoju”. Jest „wylęgarnią terroryzmu” i dlatego źródłem zagrożenia dla wielu krajów na świecie. Carter jako człowiek dobrze poinformowany pisze: „Wiadomo, że Izrael ma duży arsenał broni nuklearnej i zdolność do jego szybkiego uruchomienia. Uważa się, że niektóre kraje sąsiedzkie próbują wejść w posiadanie broni atomowej. Bez postępu w sprawie pokoju desperacja i awanturnictwo z jakiejkolwiek strony może przyspieszyć taką konfrontację”.
Zdaniem Cartera, sytuacja na Bliskim Wschodzie

jest trudna, ale nie beznadziejna,

ponieważ większość państw arabskich uznaje prawo Izraela do istnienia i na szczycie arabskim w 2002 r. zaoferowała Izraelowi pokój i normalne stosunki w zamian za wycofanie się Izraela ze wszystkich ziem arabskich okupowanych od 1967 r., uznanie niepodległej Palestyny ze stolicą we wschodniej Jerozolimie oraz sprawiedliwe rozwiązanie problemu uchodźców palestyńskich.
Carter zauważa, że ilekroć dochodziło do rozmów w sprawie pokoju na Bliskim Wschodzie, np. w czasie konferencji w Camp David w 1978 r., konferencji w Madrycie w 1991 r. czy spotkania w Oslo w 1993 r., zanikały incydenty, ponieważ wzrastała nadzieja na pokój.
Były prezydent USA zdecydowanie podkreśla potrzebę kompromisu między marzeniem i ideologią z jednej strony a tym, co jest praktycznie możliwe do osiągnięcia z drugiej strony. „Choć niektórzy ekstremiści się nie zgodzą – pisze Carter – większość Izraelczyków uznała, że nie można odbudować królestwa Dawida obejmującego Zachodni Brzeg, Wzgórza Golan, część Libanu i Jordanii. Jednocześnie większość Palestyńczyków została zmuszona do uznania, że Izrael nigdy nie zostanie wymazany z mapy”.
Carter cytuje ofiary konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Od września 2000 r. do marca 2006 r. w czasie drugiej intifady zginęło 3982 Palestyńczyków i 1084 Izraelczyków, w tym 708 dzieci palestyńskich i 123 dzieci izraelskich. Carter potępia stosowanie siły i terroru przez każdą ze stron konfliktu. Wskazuje on na dwie związane ze sobą

przeszkody dla trwałego pokoju

na Bliskim Wschodzie.
„1. Niektórzy Izraelczycy uważają, że mają prawo do konfiskowania i kolonizowania ziem arabskich i starają się uzasadnić stałe podporządkowanie i prześladowanie coraz bardziej poirytowanych i pozbawionych nadziei Palestyńczyków.
2. Niektórzy Palestyńczycy reagują, popierając samobójców jako męczenników nagradzanych w niebie i uważając, że zabijanie Izraelczyków jest aktem zwycięstwa”.
Jedyną – zdaniem Cartera – racjonalną odpowiedzią na akty gwałtu i tragedie rozgrywające się w tym regionie jest wznowienie procesu pokojowego poprzez negocjacje palestyńsko-izraelskie i natychmiast dodaje, że „Stany Zjednoczone zaniechały wysiłków w tym kierunku”.
Carter przedstawia trzy warunki pokojowego rozwiązania problemu bliskowschodniego:
– Po pierwsze, musi zostać zagwarantowane bezpieczeństwo Izraela. Państwa arabskie muszą uznać Izrael za fakt i jego prawo do życia w pokoju i w bezpiecznych i uznanych granicach.
– Po drugie, Izrael musi rozstrzygnąć wewnętrzną debatę na temat określenia swoich trwałych granic. Czy mają to być granice określone w rozejmie z 1949 r., istniejące do 1967 r., czy też inne linie graniczne. Autor popiera rezolucję ONZ nr 242, która opowiada się za wycofaniem się Izraela z okupowanych ziem.
– Po trzecie, musi być uszanowana suwerenność państw bliskowschodnich i nienaruszalność międzynarodowych granic. Carter pisze, że „utrzymująca się kontrola i kolonizacja ziem palestyńskich jest główną przeszkodą w zawarciu kompleksowego porozumienia na Ziemi Świętej”.
Carter

nie szczędzi słów krytyki

pod adresem polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie. Dotyczy to mediów, Kongresu i rządu. Stany Zjednoczone ponad 40 razy wetowały rezolucje Rady Bezpieczeństwa, jeżeli zawierały one krytyczne uwagi na temat Izraela. Jego zdaniem fakt, że Waszyngton nie wykazał się wysiłkami na rzecz rozwiązania problemu palestyńskiego, „jest głównym źródłem antyamerykańskich nastrojów i działalności terrorystycznej na Bliskim Wschodzie i w całym świecie muzułmańskim”.
Były prezydent uważa, że ilekroć Stany Zjednoczone zajęły obiektywną postawę w konflikcie palestyńsko-izraelskim, możliwy był postęp w rozwiązywaniu konfliktu. Zdaniem Cartera jednak, rząd amerykański jest postrzegany jako zwolennik „każdego działania rządu izraelskiego, niezależnie od tego, jaki rząd w danym momencie sprawuje władzę w Izraelu”.
Nic więc dziwnego, że omawiana książka naraziła Cartera na ostrą krytykę, zwłaszcza ze strony tzw. lobby amerykańskiego i przyjaciół Izraela w Stanach Zjednoczonych. Główny zarzut dotyczył użycia w tytule słowa apartheid w odniesieniu do polityki Izraela. Apartheid w Afryce Południowej dotyczył władzy białej mniejszości nad murzyńską większością. W Izraelu jest władza większości. Wytknięto autorowi potknięcia w faktach historycznych i brak obiektywizmu. Jak pisał Alan Dershowitz, profesor z Harvardu, „Carter krytykuje każdą administrację amerykańską z wyjątkiem swojej”.
Osobiście uważam, że książka Cartera jest pełną współczucia dla losu Palestyńczyków, ale w sumie wyważoną oceną sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Ostatnie zdanie tej wartościowej pozycji, stanowiącej połączenie osobistych wspomnień Cartera jako świadka historii z analizą skomplikowanej sytuacji politycznej, brzmi: „Byłoby wielką tragedią dla Izraelczyków i Palestyńczyków oraz dla świata, gdyby pokój został odrzucony i przeważył system opresji, apartheidu i przemocy”.

Jimmy Carter, „Palestine. Peace Not Apertheid”, Simon and Schuster, New York 2007

 

Wydanie: 20/2008

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy