Pisali w PRZEGLĄDZIE

Pisali w PRZEGLĄDZIE

Aleksander Małachowski
Nowy polski dramat da się streścić prosto, choć może nieco prymitywnie. Nowe elity polityczne nie szanują społeczeństwa, któremu przyszło im przewodzić, w zamian za co społeczeństwo obdarza owe elity głęboką nienawiścią i niczego im już nie wybacza, ale drwi z nich i obrzuca obelgami jawnie i w domowym zaciszu. Trudno dociec, czy te nowe elity naprawdę nie rozumieją tego, jak bardzo są znienawidzone, czy też robią dobre miny do fatalnych okoliczności.

Wiejący mocno wiatr historii zamącił społeczeństwu w głowach jasność rozeznawania sytuacji, w jakiej się znajduje. Komuna wydawała mu się czymś najgorszym z możliwych nieszczęść. Szparko porzucono więc nieboszczkę i powierzono losy kraju w ręce Solidarności, beatyfikowanej przez stan wojenny wcześniej, niż zdążyła otrzeźwieć z tryumfalnego zawrotu głowy od sukcesów. Solidarność była jeszcze raczkującym niemowlęciem, kiedy została uznana za groźnego, dorosłego smoka i pozbawiona rozumnych głów, których wcale nie miała tak wiele. Ten brutalny zabieg uniemożliwił jej dokonanie samooczyszczenia się z wszelkiego oszołomstwa, co by niechybnie musiało nastąpić, lecz wymagało czasu. Zostaliśmy beatyfikowani razem z całym naszym oszołomstwem, razem z nim wkroczyliśmy uroczyście, przy biciu w dzwony, w regiony władzy.

Oszołom mianowany nagle bohaterem narodowym, zbawcą i wyzwolicielem – a takimi stali się owi „faceci w brudnych swetrach”, których z braku czasu nie udało się wyeliminować z gry politycznej, uwierzyli w swoją świętość i posłannictwo i natychmiast przestali szanować kraj i ludzi, nad którymi historia pozwoliła im nagle zapanować.

Nr 1, 20 grudnia 1999 r.


Krzysztof Teodor Toeplitz
Właściwym zadaniem inteligencji nie jest – i nigdy nie było – kibicowanie konstruktorom jedynie słusznych rozwiązań ustrojowych, lecz przeciwnie, stawianie przed nimi znaków zapytania i zmuszanie do namysłu. Nie jest „radość z odzyskanego śmietnika”, lecz zastanowienie, jak i dlaczego na powstający obecnie śmietnik historii spada tak wiele warstw społecznych i jednostek ludzkich, razem z ich aspiracjami i nadziejami. Dlaczego zatkał się kanał awansu społecznego dla ludzi biednych. Dlaczego na pośmiewisko wystawione zostały ambicje naukowe, kulturalne i twórcze, zdegradowane przez pogoń za łatwymi pieniędzmi. Dlaczego potencjalne dźwignie edukacji społecznej, jak telewizje na przykład, wydały kulturę „Big Brothera” i czy nie stawia to pod znakiem zapytania odpowiedzialności społecznej prywatnego biznesu.

Nie ma żadnej gwarancji, że ukończenie budowy obecnego modelu gospodarki rynkowej zlikwiduje te zjawiska, które dziś widać gołym okiem i na które zwracają uwagę ludzie kultury. Raczej można przypuszczać, że krzywy fundament, który obecnie obserwujemy, da w rezultacie krzywą budowlę.

18 listopada 2002 r.


Stanisław Lem
Przyszłość naszego świata, zwłaszcza polityczna, nie daje się przewidzieć nawet w perspektywie kilkudziesięciu lat. Natomiast przyszłość mierzona milionami lat może już być dosyć dokładnie oszacowana. Amerykański uczony Jeffrey Kargel wraz ze swoim zespołem dokonał komputerowej symulacji dziejów Ziemi, aż do jej całkowitej i nieuniknionej zagłady, oddalonej o 7,5 mld lat od naszych dni. Nadzwyczaj poważne i groźne dla wszelkiego życia przemiany nastąpią na Ziemi znacznie wcześniej. (…) Podług symulacji Kargela powstanie za ćwierć miliarda lat z połączonych lądów tzw. pangaea ultima, nazwana w ten sposób, ponieważ skorupa lądowa Ziemi, która wynurzyła się miliard lat temu z globalnego oceanu, również tworzyła całość, ochrzczoną pangaeą. Nieuchronne zderzenie obu Ameryk i Euroafryki nastąpi za 200 mln lat, równocześnie zmniejszy się zawartość dwutlenku węgla w atmosferze w związku z nieustającym rozgrzewaniem się naszego Słońca. Słońce rozognia się coraz bardziej, wskutek czego za 1,2 mld lat oceany zaczną wrzeć, lecz już pół miliarda lat wcześniej 95% wszystkich roślin zostanie wypalonych.

Nieco później (w skali geologicznej „nieco” to okres rzędu 100 mln lat) Księżyc oddalający się powolnie od Ziemi przestanie stabilizować nachylenie osi naszej planety do ekliptyki, wskutek czego oś obrotów ziemskich będzie się chaotycznie zataczała. Słońce będzie wciąż puchło i powiększało się, zarazem potęgując swoją jasność, wskutek czego między czwartym a szóstym miliardem lat w przyszłości skorupa ziemska roztopi się i utworzy ocean magmy. (…) Czerwony olbrzym, w jakiego zmieni się Słońce, będzie nagrzewać tylko zwróconą ku niemu półkulę ziemską – o ile jej wcześniej nie pochłonie – na drugiej stronie zapanuje taki sam okrutny mróz jak w kosmicznej przestrzeni.

Ostatki życia zginą dużo wcześniej, najprawdopodobniej w epoce zagłady całej roślinności. Nie ocaleją nawet głęboko skryte pod ziemską litosferą bakterie, zwane termofilami. Wszystkich owych przerażających procesów nie ujrzą oczy żadnego żywego stworzenia, ponieważ na Ziemi od milionów lat życia już nie będzie. Czerwone Słońce, 250 razy większe od obecnego, będzie oświetlało martwą, częściowo roztopioną, a częściowo zlodowaciałą planetę i spokój może nam przynieść jedynie świadomość prawdziwie przepaścistej odległości w czasie od tego piekielnego zakończenia.

17 grudnia 2003 r.

Wydanie: 51/2019

Kategorie: 20 lat razem

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy