Polacy w pomidorowym piekle

Polacy w pomidorowym piekle

Włoska mafia wcześniej wykorzystywała najemników afrykańskich, od kilkunastu lat jej ofiarami padają mieszkańcy Europy Wschodniej

Namioty i baraki bez światła i wody, przegniłe materace, cztery umywalki i jeden prowizoryczny wychodek pod gołym niebem na setkę ludzi – w takich warunkach mieszkali Polacy pracujący przy zbiorze pomidorów w Orta Nova koło Foggi na południu Włoch.
Kiedy o brzasku karabinierzy weszli na teren obozowiska w Orta Nova, Polacy zbierający w dwóch okolicznych gospodarstwach pomidory byli już na nogach. Wstali o czwartej, niektórzy nawet wcześniej z nadzieją, że uda się im umyć twarz. Każdy starał się coś przegryźć przed robotą. Czekało ich 14 godzin na klęczkach, w półskłonie, w przysiadzie przy pomidorowych krzakach pod gorącym słońcem Apulii. Za marne grosze – 3 euro za skrzynkę zebranych warzyw.
– Teren ogrodzony był metalową siatką, ale brama nie była zamknięta. Obozowisko nie spełniało elementarnych wymogów sanitarnych, na blisko setkę ludzi przypadały jedynie cztery umywalki i jedna prymitywna kloaka, mówiąc dosłownie: dół pod gołym niebem na obrzeżu pola – opowiedział podczas konferencji prasowej Fabrizio Di Niso z komendy karabinierów w Foggi. Według relacji karabinierów, wszyscy Polacy mieli przy sobie paszporty i niewielkie sumy pieniędzy. Jedynie dwie kobiety przyznały, że były źle traktowane i straszone, nikt jednak nie podjął tego tematu i nie potwierdził zarzutów.

– Nikt się na nic nie skarżył.

Pomimo nieludzkich warunków panujących w obozowisku Polacy nie przyjęli nas jako wybawicieli, odniosłem wrażenie, że ich wyłącznym zmartwieniem jest to, czy pomimo przesłuchań zdążą zjeść śniadanie przed wyjściem do pracy – powiedział Di Niso.
Odmiennego zdania są polscy dyplomaci, którzy odwiedzili nielegalny obóz w Orta Nova. – Ludzie ci byli wyraźnie zastraszeni, bali się, bo wszyscy pracowali nielegalnie i drżeli przed represjami ze strony bezwzględnych pośredników. Wielu z nich spotkało się z pogróżkami strażników. Rekrutujący grozili nie tylko pracującym na plantacjach, lecz także ich rodzinom w kraju. Tylko trzech Polaków – ci, którzy zdecydowali się wrócić do kraju – złożyło pełne zeznania, jednak nie na policji czy u karabinierów, ale na posterunku gwardii finansowej w Bari, z dala od Orta Nova.
Polacy zdecydowali się na wyjazd do Włoch na zbiór pomidorów po przeczytaniu ogłoszeń w polskiej prasie. Wyjazd kosztował 200 euro. Pracujący przy zbiorze pomidorów zmuszeni byli oddawać część swoich zarobków pilnującemu ich polskiemu strażnikowi. Robotnicy płacili również 5,5 euro dziennie za nocleg. Raz w tygodniu zawożeni byli do sklepu na zakupy.
Działalność szajki organizującej wyjazdy na zbiór pomidorów rozpoczęła się w maju ub.r., kiedy to Włoch, właściciel terenu, na którym znajduje się obóz noclegowy w Orta Nova, wydzierżawił swoją posiadłość za 600 euro rocznie obywatelowi Słowacji. Jak zapewnił Fabio Constantini, prefekt policji w Foggi, włoski właściciel nie miał nic wspólnego z nielegalną rekrutacją do pracy na czarno. Trudno jednak w to uwierzyć. Ponieważ w legalnym kontrakcie została zawarta klauzula, iż wynajęty teren ma być wykorzystany na cele rolnicze, Słowak trafił na listę poszukiwanych. Jak dotąd jedynym zatrzymanym jest 41-letni Mariusz pilnujący koczujących w Orta Nova najemników. Mężczyźnie zarzuca się pośrednictwo w nielegalnej pracy. Trwają poszukiwania szefa obozu i pozostałych członków siatki. Wszystko wskazuje na to, że należy do nich mieszkająca w Toruniu 46-letnia Grażyna S. Przeciwko niej wystąpiło kilkanaście osób, od których pobrała pieniądze za wyjazd, do którego nie doszło. Do toruńskiej prokuratury zgłasza się też coraz więcej osób, które co prawda do pracy wyjechały, ale

przerażone warunkami uciekły do kraju.

Kilka lat wcześniej Grażyna S. była oskarżona o podobne przestępstwo w Gdańsku – rekrutowała robotników do nielegalnej pracy w Niemczech.
Przypadek Polaków z Orta Nova, który wywołał szeroki oddźwięk w polskich mediach (i nieporównywalnie mniejszy we włoskich środkach przekazu), nie jest niestety odosobniony. Od lat istnieje we Włoszech zjawisko zwane pomidorowym reketem. Wcześniej pomidorowa mafia wykorzystywała przede wszystkim najemników afrykańskich, ale od kilkunastu lat jej ofiarami padają mieszkańcy Europy Wschodniej. Według szacunków konsula honorowego Apulii, Domenica Centronego, tylko na południu Włoch w podobnych warunkach może pracować około 20 tys. osób, najemników, w tym 7 tys. Polaków. Co kilka dni do Foggi zajeżdżają autokary z Gdańska, Torunia, Katowic i Krakowa.
Braccianti – jak Włosi określają niewykwalifikowanych sezonowych robotników rolnych – to najczęściej mieszkańcy wsi i małych miasteczek. – Trzeba zrobić wszystko, aby dotrzeć do tych ludzi i uchronić ich przed nielegalnymi pośrednikami – powiedział konsul Janusz Ostrowski.

 

Wydanie: 35/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy