Powieść jak scenariusz

Powieść jak scenariusz

Jak długo pracował pan nad książką?

– Samo pisanie zajęło mi rok. Dokumentację musiałem zrobić wcześniej, ale ponieważ siedzę w tym od pewnego czasu, niektóre rzeczy już znałem. Coś wiem na temat technik operacyjnych, podsłuchiwania, w tym telefonów komórkowych, prowadzenia obserwacji, „gubienia ogona”. To wszystko i wiele rzeczy, których się uczy w szkole szpiegów w Starych Kiejkutach, znalazło się w książce.

Domyślam się, że nie mógł pan zajrzeć do „szkoły szpiegów”. Chyba że wirtualnie.

– Oczywiście nie mogłem tam wejść. I główna bohaterka, i jej partner otarli się o tę szkołę. Była prowadzona w czasach PRL, kształcono tam oficerów wywiadu, czyli Departamentu I MSW. To nie byli pospolici esbecy. To była elita służb specjalnych. Oficerowie, którzy kończyli i kończą tę szkołę, to crème de la crème służb specjalnych. Oczywiście wykonywali zadania zlecone przez ówczesne władze, jednak nie byli wykorzystywani do jakichś bardzo wrednych zadań, przynajmniej nie do zwalczania opozycji, choć w pewnym zakresie również.

Miał pan konsultanta?

– Powiedzmy, że nie.

No dobrze, niczego już się nie dowiem. Musiałabym poprosić o pomoc por. Ewę Górską. Powiedział pan, że chciałby, aby to kobiety sięgnęły po tę książkę.

– Bo to kobiety czytają książki, kobiety chodzą do kina, kobiety ciągną mężczyzn do teatru. Dusza kobiety mnie po prostu interesuje.

370-stronicowa książka ma niewiele przypisów.

– Jeśli coś jest do wyjaśnienia, wyjaśniam w tekście, podobnie jak kontekst historyczny. W nocie od autora wymieniam część książek, z których korzystałem.

A dylematy związane z okładką? Czasem świetnej książce może zrobić krzywdę albo przeciwnie – pomóc byle jakiej.

– Wydawnictwo lepiej ode mnie wie, co trzeba umieścić na okładce, żeby skusić czytelnika. Poza tym mamy ostatnio bardzo dobre książki z półki powieści szpiegowskiej i dla mnie takim odniesieniem na pewno jest Vincent V. Severski. Jest wiarygodny, bo sam był oficerem Departamentu I. Wie, o czym pisze. Ja nie byłem szpiegiem, ale staram się ten świat pokazać z trochę innej strony.

Nic dziwnego, skoro jako autor scenariuszy pokazuje pan wiele wymiarów rzeczywistości, np. w „Bandycie”, „Daleko od okna” czy „Tajnym współpracowniku”. Różne są te pana światy, opisywane „pod obraz”. To może być przewaga nad zawodowymi pisarzami, a na pewno odmienność wobec nich.

– Pierwsze recenzje książki podkreślają, że jest opowiadana bardzo „akcyjnie”, filmowo. Tego się nie wyzbędę.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 15/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy