2024
Stalowa Wola w pajęczynie
Ulubiony samorządowiec prezesa Kaczyńskiego od 10 lat rządzi Stalową Wolą. Prezydent tego nieszczęsnego miasta Lucjusz Nadbereżny cieszy się nie tylko sympatią naczelnika PiS, ale również gorliwym wsparciem miejscowego kleru. Nie bez powodu. Nadbereżny był ministrantem, matka jest katechetką, brat księdzem, a wujek to Jan Sobiło, biskup pomocniczy w diecezji charkowsko-zaporoskiej na Ukrainie. Czy może więc dziwić, że na rzecznika prasowego miasta prezydent wybrał byłego księdza i kolegę z klasy z LO? W Stalowej Woli zrobiła się zadyma, bo konkurs na to stanowisko był lipny. Kamil Woś wygrał, bo był (i jest) podinspektorem ds. promocji miasta. Jakie ma do tego kwalifikacje? Towarzyskie.
Jak czarka z żółciakiem
Lasy liściaste obfitują w chwasty, grzyby nadrzewne oraz inne specjały, które można zabrać do domu
W lasach liściastych dominują – jak sama nazwa wskazuje – drzewa liściaste. Ich charakterystyka zależy od położenia geograficznego, czyli w głównej mierze od klimatu. Polska znajduje się w strefie umiarkowanej, więc przeważają u nas drzewa zrzucające liście w okresie zimowym. Takie lasy wyróżnia bogate runo leśne, które zielenieje już wczesną wiosną, kiedy na gałęziach nie ma ani jednego liścia. W naszym kraju zajmują ok. 30% powierzchni lasów. Niestety, praktycznie nie ma wśród nich starodrzewów. Wszystko przez rozwój przemysłu oraz rolnictwa. Aby zapewnić surowiec do produkcji drewna, papieru i węgla, wycinano stare lasy liściaste i zastępowano je iglastymi, które potrzebowały mniej czasu do wzrostu. Najstarszym lasem liściastym w Polsce jest Puszcza Białowieska.
W naszym kraju można spotkać następujące typy lasów liściastych, wyróżnione ze względu na skład gatunkowy oraz wilgotność:
- grąd – dominujący w Polsce – wielogatunkowy las, w którym rosną dęby, graby i klony,
- łęg – las występujący nad wodą, w zależności od pory roku bywa zalewany; przeważają w nim: olsza, wierzba, topola, jesion,
- ols (olsza) – las bagienny z olszą, wierzbą, topolą i jesionem,
- buczyna – lasy z przewagą buka,
- bór mieszany – lasy, w których królują dąb i sosna, z odrobiną innych gatunków lasów liściastych.
Jeśli planujesz przechadzkę po dzikie zioła, lasy liściaste będą zdecydowanie najlepszym wyborem. Obfitują bowiem w różnego rodzaju chwasty, grzyby nadrzewne oraz inne specjały, które można zabrać do domu. Co najciekawsze, będzie miał dla ciebie coś dobrego przez cały rok. Wczesną wiosną zaczniemy od fiołków i grzybów. Tak, istnieje gatunek grzyba, który rośnie wczesną wiosną – czarka austriacka. Latem można wybierać spośród całej gamy dzikich ziół – przy odrobinie szczęścia trafi się nawet dziki chrzan, żółciak siarkowy (grzyb nadrzewny) oraz, jeśli dobrze poszukamy, kilka sztuk iglaków, z których zbierzemy młode i smaczne igły. Na obrzeżach szukam najczęściej dzikich owoców, takich jak dzika róża, róża pomarszczona, głóg czy śliwa tarnina. (…)
Moim ulubionym rodzajem lasu liściastego jest łęg. Na wiosnę często przelewa się przez niego woda z okolicznych zbiorników, a nie ma nic przyjemniejszego niż brodzenie gołymi stopami w zimnym strumyku. (…) Lasy łęgowe występują blisko zbiorników wodnych, a żyjące w nich ptaki żywią się skorupiakami. Jakież było moje zdziwienie, gdy wczesną jesienią natrafiłem na muszlę większą od mojej dłoni. Jak się później okazało, była to szczeżuja wielka, która mieszkała sobie nad Wisłą w Warszawie.
Lipa
(…) W polskich lasach spotkamy lipę drobnolistną (Tilia cordata) oraz lipę szerokolistną (Tilia platyphyllos). Liście mają kształt serca, dają się zatem pokochać od pierwszego kęsa. Lipą można się cieszyć już od wczesnej wiosny aż do lata.
Pąki kwiatowe są smaczne i słodkie. Nadają się do marynowania, kandyzowania, a także do szybkiego smażenia stir-fry w stylu azjatyckim.
Kwiaty, ze względu na mocny, przyjemny zapach, wspaniale nadają się do aromatyzowania potraw, sosów i deserów. Klasyczne ciasto naleśnikowe albo racuchy z ich dodatkiem będą pyszne i pachnące. Możesz też np. zrobić zupę krem z białych szparagów, dorzucić do niej garść kwiatów, a później szczelnie zamknąć, tak aby potrawa przejęła z lipy całe dobro. Tak samo możesz potraktować bitą śmietanę albo krem do tortu. Poza tym poleca się lipowy dodatek do nalewek, syropów barmańskich, octów oraz aromatyzowania domowych win.
Pąki liściowe są chrupiące i słodko-kwaśne. Przepyszne jako przekąska na surowo. Można je zrywać, marynować, dodawać świeże do sałatek, kanapek i innych dań niewymagających gotowania. Pojawiają się już zimą.
Zimowe pąki są idealne do kiszenia, marynowania, ale również jako zimowa przekąska. Prażone będą wybornym dodatkiem do dań.
Młode liście są przepyszne wiosną. Posiekaj je, dorzuć kawałki koziego sera, gruszek i moreli. Wyjdzie przepyszna sałatka. Nadają się również do gotowania, duszenia, smażenia, a także jako liście do gołąbków albo innych smacznych zawiniątek. Drobno posiekane wspaniale dopełnią deser z jabłek marynowanych w calvadosie oraz lodów jogurtowych.
Owoce (orzeszki) – niedojrzałe są malutkie i idealnie nadają się do marynowania, kiszenia albo jako świeży dodatek do dań, sałatek czy deserów. Starsze dawniej przerabiano na substytut czekolady, niekiedy rozcierano z miodem na słodką pastę albo suszono na mąkę. Ja polecam przyrządzić z nich lipowe kapary – zamarynować je w lekkiej zalewie i podczas gotowania wykorzystywać na wiele sposobów.
Sok można pobrać z lipy tak samo jak z brzozy. Zejdzie nam jednak więcej czasu, ponieważ soki płyną w niej wolniej. Bardzo smaczny, dostępny wczesną wiosną.
Podkorze dawniej gotowano, smażono i przerabiano na mąkę. Jeśli napotkasz ściętą lipę, możesz poeksperymentować.
Buk
Lasy bukowe tworzą jesienią piękne pejzaże. Mnie buk kojarzy się z bukwiami, czyli orzeszkami w twardej trójgraniastej łupince. Żmudna przy nich praca, o co możesz zapytać osób, które na stażach w dobrych restauracjach spędzały godziny na ich obieraniu. Samo drzewo poznasz po lekko połyskujących liściach o eliptycznym kształcie oraz szarej korze
Fragmenty książki Piotra Ciemnego Leśne gotowanie. Chwasty od kuchni, Znak Koncept, Kraków 2024
Przyjaźń na Jelonkach
Osiedle drewnianych domków na warszawskich Jelonkach powstało w 1952 r. dla budowniczych Pałacu Kultury i Nauki. Na obszarze ponad 30 ha postawiono pawilony hotelowe dla robotników i domki jednorodzinne dla kadry technicznej. Wybudowano także stołówkę, kino, łaźnię i przychodnię lekarską oraz boiska sportowe. Wśród pomalowanych na niebiesko-biało i niebiesko-czerwono domków biegło 8 km wewnętrznych ulic. Posadzono prawie 4 tys. drzew i 40 tys. krzewów. W 1955 r. po zakończeniu budowy PKiN osiedle przekazano Ministerstwu Szkolnictwa Wyższego i przeznaczono na domy studenckie warszawskich uczelni. Osiedlu nadano nazwę Przyjaźń. Oprócz studentów znaleźli tam lokum również pracownicy naukowi. W latach 70. osiedle zamieszkiwało 1,2 tys. studentów oraz prawie taka sama liczba pracowników warszawskich uczelni wraz z rodzinami. W maju 2024 r., po wygaśnięciu dzierżawy, zarządzająca osiedlem przez ostatnie 12 lat Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej zwróciła teren miastu. Zmiana właściciela wzbudziła wśród mieszkańców zrozumiały niepokój o dalszy los osiedla. Ratusz zapewnia o chęci zachowania unikatowego charakteru osiedla Przyjaźń i udzieleniu wszystkim pomocy. Zobaczymy.
Palikot, czyli kto?
PRZYPOMINAMY fragmenty tekstu z 31 grudnia 2012 r.
Rok temu był furkot, partia Palikota zdobyła w wyborach ponad 10% głosów, wydawało się, że świat stoi przed nią otworem. Sam Palikot mówił, że poparcie mu rośnie, że sięga 18% i to nie koniec. Od razu chciał jednoczyć lewicę; on miał być kandydatem na prezydenta, Kwaśniewski – na premiera, a SLD miał organizować kampanię. Lider Ruchu Palikota zapowiadał też, że do polityki wprowadzi nowe treści i nowe twarze. Że będzie nowa jakość.
Minął rok.
Sondaże dają partii Palikota 5% poparcia (część – 8%, ale są i takie, w których jest pod progiem, na poziomie 4%). O żadnym jednoczeniu lewicy pod jego przywództwem nie ma mowy, już wiadomo, że kto zaczyna się z nim zadawać, traci. Nowych twarzy, które miał wprowadzić do polityki, nie ma; jego sukcesy to ściąganie SLD-owskich outsiderów. Nowość i świeżość to żadna. (…)
Cóż takiego się zdarzyło w ciągu ostatnich 12 miesięcy, że nowa formacja straciła niemal połowę poparcia? Że częściej wywołuje zażenowanie niż entuzjazm?
Próbując odpowiedzieć na to pytanie, warto przez chwilę zastanowić się, na czym polegał sukces Palikota w roku 2011. Co się stało, że ugrupowanie budowane na antyklerykalnej partii Racja i wokół samego Palikota zdobyło głos co dziesiątego wyborcy? Nagle Polacy stali się wrogami Kościoła? Nagle zaimponowały im palikotowe eventy?
Glogery 2024
Po raz 35. przyznano nagrody za szczególne zasługi w badaniu, ochronie i rozwoju kultury polskiej
27 września w Hali Kultury w Łomży odbyła się uroczysta gala 35. edycji Nagrody im. Zygmunta Glogera. Nagroda przyznawana jest za szczególne zasługi w badaniu, ochronie i rozwoju kultury polskiej. Honoruje się nią badaczy oraz animatorów kultury tradycyjnej, którzy wzorem Zygmunta Glogera gromadzą dla przyszłych pokoleń, chronią i przekazują wiedzę o kulturze regionu. W tym roku kapituła w składzie: prof. Tadeusz Panecki (przewodniczący), prof. Ludwik Malinowski, prof. Dariusz Rott, prof. Adam Dobroński, red. Jerzy Domański i Natalia Jankowska (sekretarz) postanowiła przyznać cztery nagrody główne i trzy wyróżnienia:
Nagroda I stopnia: Zespół Pieśni i Tańca Politechniki Warszawskiej – za długoletnie upowszechnianie polskiej kultury.
Nagroda II stopnia: prof. Włodzimierz Karol Pessel (Grodzisk Mazowiecki) – za dorobek piśmienniczy i redakcyjny oraz propagowanie związków polsko-skandynawskich.
Dwie nagrody III stopnia: dr Robert Garstka (Goczałkowice-Zdrój) – za dorobek w zakresie zachowania dziedzictwa górniczego oraz folkloru Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego; Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej – za szczególną dbałość o zachowanie tożsamości ziemi łomżyńskiej.
Wyróżnienia: prof. Mateusz Wyżga (Raciborowice) – za wkład w nowatorskie badania nad historią wsi polskiej; Teresa Szadkowska-Łakomy (Londyn) – za kultywowanie pamięci o polskiej migracji i aktywność w środowisku harcerstwa polonijnego; Krystyna i Marek Wójtowicz, Róża Antolak-Wójtowicz (Sieniawa, woj. małopolskie) – za kulturotwórcze działania związane z rewitalizacją Zespołu Parkowo-Dworskiego w Sieniawie.
Konkurs organizuje od lat Społeczne Stowarzyszenie Prasoznawcze „Stopka” im. Stanisława Zagórskiego w Łomży we współpracy z Narodowym Centrum Kultury. Kolejna edycja zostanie ogłoszona w marcu 2025 r.
Upadek uczelni medycznych cd.
Decydenci obiecali, że zrobią porządek z nowymi kierunkami medycznymi. Zamiast tego kontynuują politykę edukacyjną Przemysława Czarnka
Państwowa Komisja Akredytacyjna przeprowadziła audyty na nowych kierunkach lekarskich. Ocenę negatywną otrzymały kierunki z czterech uczelni: Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Targu, Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu, Akademii Nauk Stosowanych im. Księcia Mieszka I w Poznaniu i Społecznej Akademii Nauk w Łodzi. Potencjalnie dołączy do nich Uniwersytet w Siedlcach, w przypadku którego eksperci PKA stwierdzili istotne uchybienia, lecz formalnie nie powstała jeszcze stosowna uchwała. Warto przypomnieć, że mówimy o kierunkach, które mogły powstać na niemedycznych uczelniach dzięki zmianom wprowadzonym przez byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka.
Zmiany bez zmiany
Środowisko medyczne alarmowało od półtora roku, że nowe kierunki medyczne to żart, że ich utrzymywanie drastycznie obniży standardy nauczania medycyny. Głównym problemem był brak prosektoriów i preparatów do nauki anatomii – w zamian proponowano wirtualne stoły i plastikowe modele. Ale i kadra była źle dobrana, bo np. kardiologii miał uczyć ortopeda. Porozumienie Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy wskazywało również, że na pewnej uczelni oddelegowano jedną osobę do prowadzenia aż pięciu przedmiotów. Brakowało nawet mikroskopów czy literatury niezbędnej do nauki absolutnych podstaw. Po licznych naciskach środowisk lekarskich resorty nauki i zdrowia zobowiązały się coś z tym zrobić.
– Zmienione mają być kryteria wymagane do otwarcia kierunku lekarskiego. A dokładniej mają one być cofnięte do wersji z 2019 r. Otwarcie kolejnych kierunków lekarskich będzie więc trudniejsze. Mamy też deklarację, że zostaną zmienione standardy kształcenia na kierunku lekarskim, które obejmą również szkoły już otwarte – informuje Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL. Niestety, deklaracje rządzących to dziś za mało, nadal bowiem działają kierunki, którym możliwość nauczania powinna zostać odebrana. Politycy starają się jednak nie widzieć wielu problemów. O sprawie kierunków lekarskich na uczelniach niemedycznych pisaliśmy już w PRZEGLĄDZIE („Upadek uczelni medycznych?”, 22/2024).
W maju minister nauki Dariusz Wieczorek złożył obietnicę. – Jeżeli jakiś kierunek lekarski będzie miał negatywną opinię Polskiej Komisji Akredytacyjnej, to nie powstanie. Nigdy nie podpiszę na to zgody. Dotyczy to wszystkich kierunków studiów – twierdził. Rzecz w tym, że część nowo powstałych kierunków lekarskich, które pojawiły się jeszcze za poprzedniego rządu, już kształciła mimo negatywnej opinii PKA. Pomimo szumnych zapowiedzi, nacisku środowisk medycznych, licznych analiz i spotkań lekarzy z decydentami
k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl
Agrotechnik pilnie poszukiwany
Spada liczba studentów kierunków rolniczych. Niewielu absolwentów podejmuje też pracę w gospodarstwach
Świat stoi na progu trzeciej rewolucji w rolnictwie. Pierwsza miała miejsce od 1900 r. do lat 30. XX w. i polegała na zmechanizowaniu produkcji rolnej. Dzięki traktorom, siewnikom i maszynom do zbioru plonów rolnik był w stanie wyprodukować dość żywności dla 26 osób. W latach 90. XX w. miała miejsce druga rewolucja, nazwana zieloną. Dzięki postępowi, który dokonał się w nauce, wprowadzone zostały m.in. genetycznie zmodyfikowane nowe uprawy, bardziej wydajne, odporne na szkodniki i wymagające mniej wody. Rolnik był więc w stanie wyżywić 155 osób.
Szacuje się, że do roku 2050 liczba ludzi na Ziemi osiągnie 9,6 mld. By uniknąć klęski głodu, produkcja żywności musi zatem wzrosnąć dwukrotnie w porównaniu z obecnym poziomem. Przed nami trzecia, cyfrowa rewolucja w rolnictwie, której kluczowymi elementami będą sztuczna inteligencja, masowe użycie dronów oraz ciężkich maszyn pracujących bez udziału człowieka, mniejsze zużycie wody, której już dziś brakuje, wykorzystanie nowoczesnych nawozów sztucznych i środków ochrony roślin. To nowe rolnictwo będzie bardzo się różniło od tego, które znali rolnicy oraz osoby zarządzające wielkimi przedsiębiorstwami działającymi w agrobiznesie.
Proces ten nie ominie Polski. Rolnictwo jest jednym z ważnych elementów gospodarki. Zapewnia pracę milionom ludzi i gwarantuje nam bezpieczeństwo żywnościowe. Bez wątpienia największym wyzwaniem dla rozwoju polskiego rolnictwa są zmiany klimatu i ich negatywne skutki, w tym gwałtowne zjawiska pogodowe, degradacja gleby oraz utrata bioróżnorodności.
Problemem stało się również niestabilne otoczenie rynkowe, światowe tendencje wymuszają określone kierunki gospodarowania, konieczna staje się specjalizacja i koncentracja produkcji. W Europie rośnie presja wymogów sanitarnych. Konkurencją stał się napływ produktów z krajów o niższych wymaganiach w zakresie standardów produkcji rolnej. Słabnie też zainteresowanie młodego pokolenia pracą w rolnictwie. Zarazem na wsi utrudniony jest dostęp do wiedzy, zwłaszcza przełomowych, innowacyjnych technologii cyfrowych.
W kraju mamy 1,37 mln gospodarstw rolnych. Uwzględniając jednak wszelkie okoliczności, przyjmuje się, że zaledwie ok. 400 tys. produkuje i osiąga zyski.
Nie jest tajemnicą, że z roku na rok maleje w Polsce liczba studentów na kierunkach rolniczych. Dziś to problem dostrzegany przez specjalistów, lecz jutro może się okazać zagrożeniem dla produkcji żywności w naszym kraju.
Mało studentów, a może być jeszcze mniej
Teraz Kaczyński walczy z… PiS
Albo przywróci jedność, albo wszystko mu się rozpadnie
Pisowcy mogą opowiadać o sobie różne rzeczy, że są silni, zwarci, gotowi, ale gołym okiem widać, że jest dokładnie odwrotnie, a podziały się pogłębiają.
Jarosław Kaczyński ma kłopot – wszyscy widzą, że nie nadąża za rozwojem sytuacji. Coraz częściej przestaje więc być na prawicy punktem odniesienia. Pisaliśmy o tym. Kongres PiS zwołany został na 28 września do Przysuchy. Gdy Polskę południowo-zachodnią nawiedziła powódź, wydawało się, że zostanie przełożony. Ale prezes jeszcze pięć dni przed jego datą zapewniał w wywiadach, że kongres się odbędzie i nie przeszkodzi w pomocy dla powodzian. Dwa dni później zmienił decyzję, przesunął kongres na 12 października. Wszystko to działo się w atmosferze chaosu i podejrzeń, że powódź nie była jedynym powodem, że Kaczyński po prostu wciąż nie może zamknąć wielu spraw, a nie chce narażać się na różne niespodzianki, więc odwleka.
O jakie sprawy chodzi? Wymieńmy te, które wysypały się spod dywanu.
Beata Szydło – wydawało się, że kongres domknie proces jej marginalizacji, a tu proszę, może być inaczej. Szydło najpierw stoczyła bitwę o stanowisko marszałka województwa małopolskiego, wbrew Ryszardowi Terleckiemu i Jarosławowi Kaczyńskiemu. Postawiła się prezesowi i wygrała.
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Na co choruje polska lewica?
Posłanka Żukowska walczy z gen. Jaruzelskim
To tylko z pozoru drobna sprawa – ot, kłótnia w mediach społecznościowych. W istocie jednak to objaw ciężkiej choroby. Politycznej.
Wszystko zaczęło się od wydrukowanego w „Gazecie Wyborczej” eseju prof. Andrzeja Romanowskiego, poświęconego gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. To tekst wygłoszony przez profesora podczas niedawnej konferencji zorganizowanej w 10. rocznicę śmierci Generała. Krzysztof Janik, organizator konferencji, pisał na Facebooku: „To tekst wygłoszony na niedawnej konferencji, który zresztą ukaże się drukiem w materiałach pokonferencyjnych. Jego dawny przeciwnik polityczny usiłuje – nie zmieniając swego krytycznego stosunku wobec Generała – zrozumieć Jego decyzje i postępowanie. Kim był Jaruzelski na początku i na końcu swojego życia?”.
Odpowiedziała na to na portalu Elona Muska Anna Maria Żukowska. Brzmi to tak: „Był karierowiczem, który robił czystkę antysemicką w wojsku, dławił Praską Wiosnę i który wprowadził stan wojenny niezgodnie z konstytucją. Autor zaczyna od romantyzowania jego szlacheckiego pochodzenia. Że w GW? Nie dziwi. To ona zbudowała jego jasną legendę”.
Człowiek to czyta i oczy przeciera. Bo to na serio? Tyle ma do powiedzenia o gen. Wojciechu Jaruzelskim Anna Maria Żukowska? Tyle rozumie? Nie zdaje sobie sprawy, że takimi wpisami kompromituje i siebie, i własną partię?
Szkalować Generała można z dwóch powodów. Albo z kompletnej ignorancji, nieuctwa, niezrozumienia polskiej historii i polskiej polityki, albo z politycznego interesu. Oczywiście w przypadku Anny Marii Żukowskiej ten pierwszy powód nasuwa się sam, Żukowska nie wie, co czyni, to wiele wyjaśnia. W polskiej polityce nie jest zbyt długo, ale w tym czasie dała się poznać jako autorka głupich i skandalizujących komentarzy. Jest z tego znana, nic więc dziwnego, że w ostatnich wyborach do Sejmu, mimo że była warszawską dwójką (za Adrianem Zandbergiem), przeskoczyła ją startująca z numeru czwartego Dorota Olko.
Ale rzecz jest poważniejsza niż deficyty intelektualne jednej posłanki. Nie zapominajmy, że
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Jak cię widzą, już nie żyjesz
Drony na wojnie. Tanie i uniwersalne
W komunikatorze Telegram znajdziemy tysiące filmów z wojny w Ukrainie przedstawiających ataki dronów kamikadze na czołgi, pojazdy opancerzone, budynki i umocnienia. Największe wrażenie robią zdjęcia dronów atakujących żołnierzy. Ofiary biegną, strzelają, usiłują się skryć w okopach, lecz w starciu z maszyną nie mają szans. Ich życie kończy efektowny wybuch. I oglądamy to na ekranie smartfona lub komputera.
Jeśli rola czołgów na współczesnym polu walki zmalała, gdyż stały się łatwym celem dla dronów, nowoczesnych przeciwpancernych pocisków kierowanych i artylerii, to rola małych aparatów latających znacznie wzrosła. Za pomocą dronów żołnierze mogą prowadzić obserwację wroga, atakować go, a nawet dostarczać amunicję do okrążonych oddziałów. Albo zrzucać flagi na dachy budynków – operatorzy dronów filmują owe flagi, a zdjęcia umieszczają w sieci jako dowód, że ten teren został przez nich zajęty. Robią tak i Ukraińcy, i Rosjanie.
Drony są tanie w produkcji, uniwersalne, ich obsługi łatwo nauczyć młodych ludzi obeznanych z grami komputerowymi. Skuteczność tych urządzeń w toczącej się wojnie w Ukrainie sprawiła, że dziś wszystkie liczące się militarnie państwa rozwijają technologie, które znajdą zastosowanie przy produkcji dronów. Chińczycy pracują nad oprogramowaniem, które pozwoli zarządzać rojami tych aparatów. Standardowym wyposażeniem stała się kamera pracująca w rozdzielczości 4K. Coraz częściej spotykamy też kamery 8K. Z cywilnych dronów wyścigowych wojskowi ściągnęli oprogramowanie pozwalające sterować nimi przy dużych prędkościach. Trwają prace nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji. A to dopiero początek.
Użycie dronów już zmieniło współczesne pole walki, w przyszłości więc zmieni się ono jeszcze bardziej.
Od balonów do odrzutowców
Gdy w 1848 r. mieszkańcy Wenecji zbuntowali się przeciwko panowaniu Austro-Węgier, wojska cesarskie obległy miasto położone na wyspach laguny. Artyleria niewiele mogła wskórać, gdyż zasięg dział był zbyt krótki. Przypomniano sobie wówczas o balonach. Wojska austriackie zaatakowały Wenecję niewielkimi bombami zapalającymi i burzącymi podwieszanymi pod balonami, które przy sprzyjającym wietrze wysyłano nad miasto. Część historyków uważa, że było to pierwsze użycie dronów.
Kolejny krok wykonali Brytyjczycy, konstruując w czasie I wojny światowej mały, sterowany radiem samolot o nazwie Aerial Target. Pierwszy lot odbył on w marcu 1917 r. W październiku 1918 r. Amerykanie skonstruowali aparat, który określili jako torpedę lotniczą i nazwali Kettering Bug. Był to wypełniony materiałem wybuchowym niewielki samolot z mechanicznym systemem sterowania. Choć testy obu prototypów nowej broni wypadły pozytywnie, nigdy nie została ona użyta w działaniach bojowych, a po zakończeniu wojny Brytyjczycy i Amerykanie utajnili wyniki prowadzonych prac.
W czasie II wojny światowej sterowane radiem samoloty znalazły ograniczone zastosowanie w armiach: brytyjskiej, amerykańskiej i niemieckiej. Anglicy stworzyli do celów ćwiczebnych dla artylerii przeciwlotniczej maszynę Queen Bee, która była de facto zdalnie sterowanym popularnym samolotem szkolnym Tiger Moth.
Amerykanie przeprowadzili w Europie Zachodniej 15 ataków z użyciem wypełnionych materiałami wybuchowymi bombowców dalekiego zasięgu Boeing B-17 Flying Fortress oraz średnich bombowców Consolidated PB4Y-2 Privateer w ramach operacji „Afrodyta”. Została ona jednak przerwana ze względu na zbyt dużą liczbę wypadków.
Niemcy do zdalnie sterowanych samolotów podchodzili z nieufnością. Inwestowali w rakiety V1 i V2. Ta technologia wydawała się im bardziej obiecująca. Skonstruowali za to kilka sterowanych radiem bomb szybujących z napędem rakietowym, takich jak Ruhrstahl SD 1400 X, bardziej znana pod nazwą Fritz X, czy Henschel Hs 293.
W latach 50. XX w. najbardziej zaawansowani w projektowaniu i budowaniu dronów byli Amerykanie. Firma Northrop wyprodukowała dla US Army niemal 1,5 tys. sterowanych radiowo dronów rozpoznawczych MQM-57 Falconer. Miały zasięg 160 km i mogły latać godzinę. Ze służby wycofano je w latach 70. W latach 60. koncern Lockheed skonstruował drona o napędzie strumieniowym Lockheed D-21A USAF, który osiągał prędkość 4300 km/godz. Amerykanie używali go w misjach zwiadowczych nad Chinami.
Wkrótce także Związek Radziecki opracował kilka rodzajów dronów rozpoznawczych, z których najbardziej dzisiaj znanym jest skonstruowany przez biuro Tupolewa TU-141 Striż (Jerzyk) o zasięgu 1000 km. Armia Radziecka wykorzystywała je do 1989 r.
W 2022 r., po agresji Rosji na Ukrainę, okazało się, że armia tego kraju też ma takie drony. W marcu tamtego roku jeden z nich na skutek błędu w programowaniu lotu dotarł do Chorwacji i rozbił się w okolicach Zagrzebia. Ukraińcy wykorzystali TU-141 Striż m.in. do ataku na lotnisko Engels-2 w obwodzie saratowskim, gdzie stacjonują rosyjskie bombowce strategiczne.
W latach 80. amerykańska firma General Atomics Aeronautical Systems rozpoczęła prace nad bezzałogowym bojowym aparatem latającym (UCAV), który został nazwany MQ-1 Predator. Wprowadzony do służby w 1995 r






