Tag "bareizm"

Powrót na stronę główną
Kraj

Odlot prezesa Kaczyńskiego

PiS za 800 mln zł wybudowało w Radomiu lotnisko, z którego nikt nie chce latać

To miała być jedna ze sztandarowych inwestycji PiS, świadcząca o potędze Polski i zerwaniu z imposybilizmem trawiącym struktury państwowe. W mieście powiatowym pomiędzy Warszawą a Kielcami rząd postanowił wybudować międzynarodowy port lotniczy, obsługujący każdego roku nawet 3 mln osób (z możliwością rozbudowy do potrzeb 10 mln). To bardzo śmiałe posunięcie, na które nie zdecydowałby się żaden inny kraj na świecie. W Radomiu nie ma bowiem niczego, co przemawiałoby za budową lotniska o takich gabarytach. Tym bardziej że poprzednie lotnisko (w które wpompowano 160 mln zł) zbankrutowało  po zaledwie czterech latach działalności, pozostawiając po sobie kilkadziesiąt milionów złotych długów i niespłaconych wierzycieli. Z Radomia można było polecieć do Berlina, Wrocławia, Gdańska, Lwowa i Pragi, ale przewoźnicy zrezygnowali, tłumacząc, że rejsy są dla nich nieopłacalne z powodu braku podróżnych – ostatni lot odbył się jesienią 2017 r. Spektakularny upadek lotniska sprawił, że Radom stał się obiektem kpin i niewybrednych żartów.

Lotnisko w podzięce

O budowie nowego portu lotniczego nie zdecydowały ani fachowe analizy, ani raporty pokazujące rachunek ekonomiczny czy potrzeby transportowe kraju – decyzję taką podjął prezes PiS i nieformalny władca Polski Jarosław Kaczyński. „Pamiętam, kiedy razem z posłem Adamem Bielanem poszliśmy do prezesa Kaczyńskiego, by przekonać go do pomysłu budowy nowego lotniska w Radomiu. Powiedział wtedy: tak, Radom to miasto, które poniosło ogromne straty w okresie PRL, były wydarzenia czerwcowe, ścieżki zdrowia, potem zabrano Radomiowi status miasta wojewódzkiego (…). Zrobimy wszystko, by pokazać mieszkańcom Radomia, że nowe władze dbają o to miasto (…). Budowa tego lotniska to jest nowy dowód na to, że chcemy się odwdzięczyć bohaterom radomskiego czerwca za tę piękną kartę w historii Polski”, mówił poseł Marek Suski, który był też ministrem w KPRM i szefem gabinetu politycznego premiera.

Dla prezesa PiS lotnisko w Radomiu miało być zadośćuczynieniem za krzywdy doznane w PRL i III RP, dla Suskiego najważniejszym argumentem było to, że miasto położone jest ponad 100 km na południe od Warszawy, leży więc blisko południa Europy i krajów afrykańskich, do których Polacy najczęściej latają. Ta właśnie bliskość miała wpływać na decyzje o tym, że linie lotnicze i pasażerowie wybiorą nie warszawskie Okęcie, a lotnisko w Radomiu (sic!).

Przed absurdalną inwestycją w szczerym polu ostrzegali eksperci. Wskazywali, że rząd powinien raczej inwestować w rozwój lotniska w Modlinie, położnego ok. 30 km od Warszawy. Jednak z przyczyn politycznych (udziałowcem lotniska jest samorząd województwa mazowieckiego, obsadzony wówczas przez koalicję PO-PSL), PiS nie chciało się na to zgodzić i torpedowało plany rozbudowy Modlina.

„Nigdy nie będziemy latać z Radomia. Budowa lotniska pośrodku niczego to jeden z najgłupszych pomysłów w historii Polski, który przypomina działania komunistów w latach 50. XX w. Zamiast inwestować w Modlin,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj Wywiady

Nasz bareizm powszechny

Polacy to naród bezpartyjny, który dość nagle i znacząco potrafi zmienić preferencje

Marek Borowski – senator XI kadencji

 

Pokłócą się w koalicji czy jednak to będzie się trzymało?
– Będą tarcia i czasami jakieś iskrzenia ze względu na to, że ugrupowania tworzące koalicję, poza Koalicją Obywatelską, są partiami o stosunkowo niskim poparciu. Kilkuprocentowym. Pojawia się więc obawa, że mogą spaść poniżej 5%, jeżeli wyborcy o nich zapomną. Dlatego trzeba się przypomnieć. A jak to zrobić? Najlepiej uderzyć pięścią w stół i zawołać: bez nas czegoś tam nie będzie! Ale tragedii z tego powodu bym nie przewidywał. W tej chwili wszystkie partie czekają na zmianę prezydenta. A po jego zmianie trzeba będzie przeprowadzić ileś ustaw, które udowodnią, że warto było głosować 15 października 2023 r. Dopiero po przeprowadzeniu tych wszystkich ustaw, gdy sytuacja się ustabilizuje, będziemy mieli podejście pod następne wybory parlamentarne. Podejrzewam, że wtedy będziemy mieli wysyp zachowań „tożsamościowych”.

Czyli do wyborów prezydenckich nic w koalicji się nie zdarzy?
– Oczywiście będą wydawane jakieś okrzyki bojowe, ale nie sądzę, żeby doszło do drastycznych scen.

Rządzenie koalicyjne i jego meandry – dla nas, mających swoje lata, to sytuacja znana. Ale dla ludzi 40 minus zupełnie obca. Zaskakuje ich koalicja różnych partii i różnych programów, bo nigdy z taką się nie spotkali.
– Tu się zgadzam. Osiem lat PiS to były rządy w zasadzie jednej partii, mimo że jakieś odłamy tam się pojawiały. Wcześniej była Platforma z PSL, ale z dominującą Platformą. I rzeczywiście ludzie, którzy jeszcze smugi cienia nie przekroczyli, nie bardzo wiedzą, na czym to polega. To widać! Na zdrowy rozum każdy powinien pojąć, że jak ktoś idzie z setką konkretów, to nie znaczy, że wszystkie załatwi. Koalicjanci mogą przecież powiedzieć, że chcą czegoś innego.

Że mają inne konkrety.
– Tymczasem co obserwujemy? Wyborcy generalnie wymagają realizacji wszystkiego, co było powiedziane. Jakby nie chwytali tego, że to jest koalicja i trzeba te oczekiwania wypośrodkować. A jak dochodzi do sporów, to w ogóle jest trzęsienie ziemi!

Może to kwestia tego, że premier nie potrafi ułożyć sobie towarzystwa?
– Premier tutaj nie może działać tak jak Kaczyński ze swoją gwardią – tego zmieni, tamtego usunie i koniec. Kaczyński miał trzech ministrów spraw zagranicznych, panią Szydło wymienił na pana Morawieckiego itd. Jednak w przypadku obecnej koalicji natychmiast powstaje odczucie: lekceważą nas! Mają nas za hetkę-pętelkę! Nie można więc działać bez porozumienia. Bo gdy premier sięgnie za plecy któregokolwiek lidera i np. kogoś wyrzuci, to on, Kosiniak-Kamysz, Hołownia albo Czarzasty, we własnym środowisku staje się miękiszonem. Dał sobie jeździć po głowie!

A jeśli minister jest słaby, ciągnie wszystko w dół i każdy to widzi?
– Dlatego podobne działania wymagają rozmów. Taki jest urok tego rodzaju rządów. W Niemczech Olaf Scholz zadziałał zdecydowanie. Gdy minister finansów nie chciał dać pieniędzy, powiedział mu: panu dziękujemy. A tamten odpowiedział: to my też panu dziękujemy. I mamy wybory. Scholz zdaje się po cichu liczy, że CDU po wyborach będzie musiała zrobić z nim wielką koalicję.

Ale u nas premier może więcej. Bo dokąd Lewica może pójść, jak się zbuntuje? Do PiS?
– Raczej nie.

Czego zatem Tusk się obawia?
– Lewica do PiS nie pójdzie, ale może utrudniać. Jedną, drugą ustawę przytrzymać. Powiedzieć: my za tym nie zagłosujemy, to wymaga zmian. PSL ćwiczyło to z ustawami kobiecymi i skutecznie je przyblokowało.

A jeśli chodzi o ministrów różnej jakości?
– Problemem jest też to, że np. Polska 2050 powstała nagle, z tzw. naboru przyśpieszonego.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Z dnia na dzień

Bareizmy drogowe

 Zbliża się fiasko systemu e-TOLL, który zastąpi bramki na autostradach Bramki na autostradach mają być zastąpione nowym satelitarnym systemem poboru opłat e-TOLL. Wszystko w aplikacji na telefony komórkowe. Miało być szybciej, bez kolejek, wygodniej. Jest koszmar,