Tag "Donald Trump"
Wojna staje się rutyną
Czy atak Izraela na Iran ma być przypomnieniem o wojnach w Iraku i Afganistanie?
Izraelski atak na Iran w piątek 13 czerwca dokonał potężnych zniszczeń celów wojskowych i naukowych, a także budynków cywilnych, w których mieszkali irańscy wojskowi i naukowcy pracujący przy programie nuklearnym. Izraelskie lotnictwo, wykorzystując potężną siłę 200 samolotów odrzutowych i bezzałogowców, zaledwie w ciągu kilku godzin zaatakowało ok. 100 celów, wykorzystując wsparcie wywiadu, który dokonał sabotażu irańskich instalacji przeciwlotniczych i przeciwrakietowych.
Teheran dał się całkowicie zaskoczyć, ujawnił strategiczną i technologiczną słabość. Choć oficjalne kanały informacyjne Islamskiej Republiki Iranu zapowiadały krwawą zemstę, pierwszego dnia udało im się jedynie uruchomić atak odwetowy za pomocą dronów, które i tak w większości zostały zestrzelone, zanim dotarły do izraelskiej przestrzeni powietrznej. Dopiero wieczorem z Iranu zostały wystrzelone pierwsze salwy pocisków rakietowych dalekiego zasięgu. Izraelska obrona przeciwrakietowa mimo wysokiej skuteczności w przechwytywaniu pocisków przepuściła część rakiet, które trafiły w budynki mieszkalne czy kompleks Ha-Kirja w Tel Awiwie, w którym mają siedzibę izraelskie ministerstwo obrony i sztab generalny Sił Obrony Izraela.
Kolejny rozdział w trwającej od dekad rywalizacji irańsko-izraelskiej przynosi po obu stronach ofiary cywilne, a także zniszczenia infrastruktury przemysłowej, takiej jak izraelska rafineria w Hajfie czy rafineria w Teheranie oraz kluczowe magazyny ropy. Eskalacja bliskowschodniego konfliktu wywołuje pytania o to, czy prawo międzynarodowe ma jeszcze jakieś znaczenie i czy regionalny konflikt, przypominający o Iraku i Afganistanie, może szybko się zamienić w globalny.
Irański program nuklearny
Pretekstem do ataku był program nuklearny Iranu, przez Izraelczyków od dekad uważany za zagrożenie dla ich państwa, o czym izraelscy politycy i lobbyści starają się też przekonać zagranicznych partnerów. Być może skutecznie, bo zagrożenie ze strony irańskiego programu widzi także administracja Donalda Trumpa, choć amerykański prezydent starał się jeszcze dzień przed atakiem naciskać na znalezienie rozwiązań dyplomatycznych.
Izrael od dawna przekonuje, że Iran jest o krok od uzyskania zdolności do produkcji bomby jądrowej. Po raz pierwszy informacja taka pojawiła się 25 kwietnia 1984 r. w dzienniku „Ma’ariw”. Beniamin Netanjahu jeszcze jako szeregowy parlamentarzysta przekonywał w 1992 r., że Teheran potrzebuje tylko od trzech do pięciu lat, by zbudować broń jądrową. Dzisiaj częściej mówi się o miesiącach. Jednocześnie we wtorek 17 czerwca, powołując się na źródła w amerykańskiej administracji, telewizja CNN podała w swoim raporcie, że wywiad Stanów Zjednoczonych nie widzi przesłanek do tego, by Iran starał się uzbroić w najbliższym czasie swój wzbogacony uran.
Irański program nuklearny nie jest jednak wyłącznie narzędziem terroru – przede wszystkim to strategia zapewnienia Irańczykom dostaw energii, ma także odgrywać rolę narzędzia odstraszającego. Dla decydentów w Iranie państwo żydowskie również jest zagrożeniem – nie tylko nigdy nie podpisało traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (w przeciwieństwie do Teheranu), ale prawdopodobnie posiada też własny arsenał nuklearny.
Jak nałożyć na Iran limity?
Izraelskie obawy przed programem nuklearnym Iranu podzielają, przynajmniej częściowo, takie potęgi jądrowe jak Chiny, Rosja, Francja, Wielka Brytania, Niemcy i Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska jako całość. Dlatego w 2015 r. zainicjowane zostało porozumienie nazwane Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA), które miało ograniczać proces wzbogacania uranu do poziomu niezbędnego na potrzeby cywilnej produkcji energii oraz badań, przekazywać irańskie ośrodki nuklearne pod inspekcję Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (ang. IAEA) i nakładać limity składowanych surowców. Z raportów inspektorów IAEA, a także z informacji podawanych przez wszystkich uczestników JCPOA wynikało, że Iran przestrzegał założeń umowy.
Mimo wszystko Izraelczycy nie byli o tym przekonani i naciskali na Stany Zjednoczone, by porozumienie zostało zerwane, co nastąpiło 8 maja 2018 r. decyzją Donalda Trumpa, wraz z którą na Teheran zostały nałożone kolejne sankcje, nie zawsze związane z programem nuklearnym republiki islamskiej. Z punktu widzenia Izraela raporty IAEA i stron JCPOA nie były godne zaufania, a Teheran kontynuował militaryzowanie swojego programu, ukrywając przed inspektorami rzeczywisty stan prac i ich cel.
Wystąpienie USA z porozumienia przyniosło jednak skutek odwrotny do zamierzonego – republika islamska przyśpieszyła proces wzbogacania uranu, zwiększając jednocześnie jego stan magazynowy. W 2023 r. według IAEA Iran posiadał już ok. 408 kg uranu
Koniec najsłynniejszego bromansu MAGA
Elon Musk żegna się z polityką. Na jak długo?
Korespondencja z USA
Ostatni lot Starshipa, rakiety produkowanej przez firmę SpaceX, był jak historia politycznej kariery jej szefa Elona Muska, zwanej też najsłynniejszym bromansem (czyli męskiej wielkiej, głębokiej przyjaźni) MAGA. Mocny start i wyjście na orbitę, blokada drzwi uniemożliwiająca realizację celu misji, a potem awaria silnika i pogrzeb szczątków rakiety na dnie Oceanu Indyjskiego.
Misja Muska wystrzeliła z impetem w dniu, gdy „odleciał”, biegając po scenie z piłą łańcuchową, wyobrażającą pracę kierowanego przez siebie Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE), stworzonego po to, by „czyścił” rząd z korupcji, obniżając dzięki temu wydatki federalne. Ruchy DOGE szybko jednak zaczęły być blokowane. Z jednej strony przez sądy, z drugiej – przez odkrycie, że korupcja jest dużo mniejsza, niż zakładano, i jej ograniczenie nie przyniesie zapowiadanych oszczędności. Następujące po sobie awarie kolejnych silników napędzających DOGE i inne polityczne działania Muska były sygnałami zbliżającej się katastrofy.
Trajektoria hamowania
Pierwszą taką awarią okazała się niepopularność działań DOGE. Tak zdegustowały one nie tylko Amerykanów, ale i świat (np. likwidacja agencji USAID), że z podziwianego technowizjonera Musk zmienił się w znienawidzonego technoszkodnika i jeszcze naraził na szwank reputację i koniunkturę rynkową swoich firm. W pierwszym kwartale tego roku zyski Tesli były mniejsze o 71% w porównaniu z osiągniętymi w roku ubiegłym, a sprzedaż jej aut spadła o 13% globalnie i aż o 49% w Europie (European Automobile Manufacturers’ Association, maj 2025).
Awarią numer dwa stała się polityka celna Trumpa. Rozniosła giełdę, a tym samym osobisty majątek Muska, bo tworzą go przede wszystkim inwestycje. W ciągu kwartału miliarder zubożał o ok. 113 mld dol. („Fortune”, 29 maja 2025).
I awaria ostateczna – ustawa budżetowa przegłosowana przez niższą izbę Kongresu 22 maja. Jeśli poprze ją Senat, stanie się – jak ujął to ekonomista Bobby Kogan z Center for American Progress – nie tylko „największym w historii transferem bogactwa od najbiedniejszych do najbogatszych” (prowizje o obniżeniu podatków najbogatszym i korporacjom przy równoległych głębokich cięciach wydatków na programy socjalne), ale przede wszystkim zadłuży Amerykę na dodatkowe 3,8 bln dol. w ciągu najbliższej dekady (Congressional Budget Office, maj 2025).
Dla Muska, który wszedł do rządu jako agent oszczędzania, to plan nie do zaakceptowania i swoisty atak na wszystko, o co wraz z DOGE tak zapamiętale walczył. Możliwe, że to także koń trojański dla jego własnego imperium. Ustawa przewiduje bowiem zarówno koniec rządowych dopłat dla nabywców samochodów elektrycznych – co dotąd wydatnie wpływało na ich sprzedaż w USA – jak i likwidację programu inwestycji w rynek energii odnawialnej. A Musk w ramach koncernu Tesli zarabia przecież nie tylko na autach, ale także na produktach fotowoltaicznych.
Nad ustawą pracuje jednak Kongres. W jaki sposób zaważyła ona na relacji Muska z Trumpem? Bezpośrednio, bo od początku była flagowym projektem nie tyle partii, ile właśnie Trumpa. Przyszły prezydent wymyślił ją już w czasie kampanii i nawet specjalnie ochrzcił: „The One Big, Beautiful Bill” (moja jedna, wielka piękna ustawa). Gdy Kongres wziął ją na wokandę, zagroził, że jej ewentualni przeciwnicy zapłacą za swoją frondę podczas najbliższych wyborów połówkowych.
Złoty klucz na pocieszenie
Może nigdy się nie dowiemy, dlaczego Musk tak późno zareagował na ustawę. Może założył, że Trump zdeterminowany, by spełniać swoje wyborcze obietnice, i tu osiągnie sukces, wyciskając ze swoich polityków takie rozwiązania, by jednak zachować twarz fiskalnego konserwatysty? Redukcja długu publicznego była przecież w wyborach sprawą najwyższej wagi dla 97% jego elektoratu (Peterson Foundation, październik 2024). Nie zmienia to faktu, że decyzję o zerwaniu z Trumpem podjął w chwili, gdy przewodniczący Kongresu Mike Johnson ogłosił termin głosowania nad ustawą w Kongresie. Było to 18 maja. Moment ten był jednak dla Muska wyjątkowo wygodny. Szefując DOGE, występował w roli tzw. specjalnego urzędnika państwowego (Special Government Employee, SGE), który prawnie może pełnić tę funkcję maksymalnie tylko przez 130 dni. 130 dni
Nawrocki błędem USA
Jakoś nas nie dziwi poparcie Trumpa dla Nawrockiego. Przecież różni ich tylko skala ciemnych stron w życiorysach. Trump jest o wiele starszy i ma na koncie więcej haniebnych epizodów. Chociaż kawalerki nikomu nie gwizdnął. Jest też, choć gdy się go słucha, trudno w to uwierzyć, sporo inteligentniejszy od Nawrockiego. Co widać, słychać i czuć.
Wstyd, że w sztabie Trumpa naśmiewają się z gromady spoconych wysłanników PiS, którzy gotowi są zrobić wszystko za poklepanie po plecach. A jeszcze więcej za pogłaskanie po głowie. Takie smutne refleksje naszły nas po lekturze rozmowy z Danielem Friedem, cenionym dyplomatą, byłym ambasadorem USA w Polsce. W „Rzeczpospolitej” powiedział: „Ameryka zrobiła błąd. Amerykanie nie mieli prawa mówić Polakom, kogo mają wybrać”. Trumpa niedługo nie będzie. Nawrockiego też nie będzie. Rozumny świat się obroni.
Skwieciński o odkupieniu Kaliningradu
Organ Dudy (Piotra), odwiecznego szefa Solidarności, czyli „Tygodnik Solidarność”, przygarnął Piotra Skwiecińskiego. Postać dość tajemniczą. Ni to dziennikarz, ni dyplomata, ni polityk, ale zawsze na wygodnych posadach. I tak już od 30 lat. Musi mieć jakiegoś ekstrapatrona. A może to tylko szczęście albo przypadek? Przypadkiem chyba jednak nie jest artykuł Skwiecińskiego „Operacja »Königsberg«” o wynurzeniach płk. Jeffery’ego M. Fritza z US Army w Estonii. Zaproponował on, by Stany Zjednoczone naciskały na Niemców, by odkupili od Rosji za 50 mld dol. obwód kaliningradzki. Ekipa Trumpa słynie z głupoty i chęci kupowania jak nie Grenlandii czy Gazy, to innych obszarów. Dlaczego jednak Skwieciński wyciągnął ten niedorzeczny pomysł płk. Fritza? Może chce pokazać, że Trump nie jest obrzydliwy. Dla dobrego interesu dogada się z Niemcami. Ponad głowami tych polityków, którzy są przydupasami Amerykanów.
Donald Trump i teoria szaleńca
Ta teoria przynosi profity chyba jedynie Korei Północnej, która konsekwentnie ją stosuje
Sformułowanie teoria szaleńca brzmi obrazoburczo, ale jest to teoria od dawna zadomowiona w nauce o stosunkach międzynarodowych. Ściślej, od momentu przełamania monopolu USA na posiadanie bomby atomowej i przejścia świata do tzw. ery atomowej. W erze atomowej pomimo istnienia potężnych arsenałów nuklearnych użycie broni atomowej okazało się jak dotąd niemożliwe z uwagi na potencjalną całkowitą destrukcję wojujących stron, a przy okazji prawdopodobnie całej Ziemi. W związku z tym żaden zdrowy na umyśle przywódca państwa atomowego nie wciśnie przycisku uruchamiającego atak nuklearny. Nie może też wiarygodnie grozić oponentowi/oponentom takim atakiem.
Co jednak, jeśli przywódca nie jest zdrowy na umyśle, a przynajmniej uda mu się przekonać przeciwnika, że nie wszystko z nim w porządku? Czy decydenci polityczni w państwie, wobec którego zostaną sformułowane groźby nuklearne przez przywódcę uchodzącego za niezrównoważonego, irracjonalnego czy wręcz szalonego, nie będą skłonni do ustępstw?
Tego typu kwestie zaczęli rozważać u schyłku lat 50. minionego wieku dwaj uczeni – Daniel Ellsberg i Thomas Schelling. Ten pierwszy zasłynął przekazaniem „New York Timesowi” tzw. Pentagon Papers – ściśle tajnego raportu Departamentu Obrony na temat zaangażowania USA w Wietnamie i ukrywanych przed opinią publiczną wątpliwości wysokich przedstawicieli amerykańskiego rządu, czy wygranie wojny wietnamskiej jest możliwe. Ten drugi w 2005 r. otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii (wraz z Robertem Aumannem) za ukazanie możliwości zastosowania teorii gier w naukach społecznych i mikroekonomii. Ellsberg przedstawił przyczynki do teorii szaleńca w wykładzie „The Political Uses of Madness”. Schelling w pracy „The Strategy of Conflict”. Oczywiście ani Ellsberg, ani Schelling nie namawiali amerykańskiego prezydenta do prób stosowania teorii szaleńca.
Dodam jeszcze na marginesie, że historycy myśli politycznej łatwo wskażą, iż zalążki tej teorii da się znaleźć u Machiavellego w „Rozważaniach nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Liwiusza”, w których słynny Florentczyk stwierdza, że „czasami jest rzeczą niezwykle roztropną symulować szaleństwo”. A chcąc raz potraktować sprawę fundamentalnie, należałoby się zwrócić do myślicieli starożytnych, bo trzeba zakładać, że tam znajduje się początek tej idei, zgodnie z twierdzeniem Arnolda Gehlena, że „Grecy wszystko wiedzieli i można pośród nich znaleźć prekursora każdej ważnej myśli”.
Wedle Harry’ego Robbinsa Haldemana, szefa personelu Białego Domu za prezydentury Richarda Nixona, właśnie prezydent Nixon bezpośrednio powoływał się na teorię szaleńca i tym samym wprowadził ją do amerykańskiej praktyki politycznej. W pamiętnikach opublikowanych w 1978 r. pod tytułem „The Ends of Power” Haldeman wskazuje, że prezydent Nixon celowo wysyłał do Moskwy i Hanoi sygnały, że jest „szaleńcem” zdolnym do każdego irracjonalnego czynu, łącznie z użyciem broni jądrowej, w celu przełamania impasu i zmuszenia strony komunistycznej do negocjacji. „Nazywam to teorią szaleńca, Bob – relacjonuje słowa prezydenta Haldeman – chcę, aby Wietnamczycy z Północy uwierzyli, że doszedłem do momentu, w którym mogę zrobić wszystko, żeby zakończyć wojnę. Rozpuściliśmy wśród nich plotkę, że »na miłość boską, wiecie, iż Nixon ma obsesję na punkcie komunizmu. Nie będziemy potrafili go powstrzymać, gdy się wścieknie, a trzyma palec na nuklearnym przycisku«, i Ho Chi Minh osobiście w ciągu dwóch dni stawi się w Paryżu, błagając o pokój” (H.R. Haldeman, J. DiMona, „The Ends of Power”, s. 82-83).
Teoria szaleńca od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa przeżywa renesans
Prof. dr hab. Piotr Kimla pracuje w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Polityki Zagranicznej Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego
Ameryka i świat w obliczu kryzysu przywództwa
W imponującym tempie – zanim jeszcze minął pierwszy kwartał prezydentury Donalda Trumpa – Wydawnictwo Naukowe PWN ofiarowało czytelnikom pogłębioną analizę zagrożenia, jakim dla świata jest jego powrót do Białego Domu. Książka Grzegorza Kołodki „Trump 2.0. Rewolucja chorego rozsądku” to nie tylko wnikliwa krytyka polityki Trumpa („trumpizmu” według określenia Kołodki), ale także uważne spojrzenie na kryzys, w jakim od pewnego czasu znajduje się polityka amerykańska.
Kryzys ten ma dwa główne aspekty. Jeden to neoliberalna polityka ekonomiczna kilku poprzednich administracji, na którą reakcją jest populizm. W walce tych dwóch tendencji ukształtowała się w USA szczególna wersja polityki ekonomicznej, którą Kołodko nazywa „trumpizmem”. Jest to, jak pisze, „polityka absurdów, która myli skutki z przyczynami, nie pojmuje istoty zależności przyczynowo-skutkowych i sprzężeń zwrotnych obiektywnie występujących w stosunkach gospodarczych, zarówno krajowych, jak i międzynarodowych, nie potrafi prawidłowo policzyć skumulowanych kosztów i oszacować rzeczywistych efektów uruchamianych procesów ekonomicznych”. Takiej polityce
Ukrainy i Europy nie stać na odrzucenie planu Trumpa
Goszczący już na łamach „Przeglądu” Anatol Lieven należy do grupy bardziej obiektywnych zachodnich analityków polityki międzynarodowej. Ma nieczęstą zdolność widzenia i eksponowania tego, co w danej kwestii zasadnicze, i odrzucania tego, co peryferyjne. Sprawuje funkcję dyrektora Programu Euroazjatyckiego w Quincy Institute of Responsible Statecraft. Jest byłym wykładowcą w Georgetown University w Katarze. Wykładał także w Departamencie Studiów Wojennych londyńskiego King’s College. Prezentowane fragmenty artykułu Lievena ukazały się 24 kwietnia 2025 r. w witrynie internetowej: responsiblestatecraft.org. Tam też można zapoznać się z całością jego wywodów.
Zasadnicze zręby planu pokojowego w odniesieniu do Ukrainy zarysowane przez administrację Trumpa nie są nowe, opierają się na zdrowym rozsądku i zostały milcząco zaakceptowane przez Kijów. Ukraińscy urzędnicy przyznają, że w dającej się przewidzieć przyszłości nie ma szans na odbicie przez ukraińską armię terytoriów okupowanych obecnie przez Rosję. (…) Z drugiej strony, jak wskazują doniesienia, przystając na zawieszenie broni wzdłuż obecnej linii frontu, Putin zasygnalizował gotowość porzucenia rosyjskiego żądania, aby Ukraina wycofała się z części prowincji, do których Rosja rości sobie pretensje, a które wciąż są w rękach Ukrainy. Także w tym wyraża się zdrowy rozsądek. Ukraińcy nigdy nie zgodzą się ich oddać, a sądząc na podstawie żółwiego tempa postępów Rosjan, opanowanie tych terytoriów w obliczu ukraińskiego oporu wspieranego przez USA oznaczałoby długi i krwawy bój, na końcu którego Rosja zdobyłaby zrujnowane pustkowia.
Członkostwo Ukrainy w NATO nie jest czymś realistycznym, nawet bez amerykańskiego weta. Jest tak, ponieważ wszyscy obecni członkowie paktu jasno stwierdzili, że nie będą walczyć w obronie Ukrainy, a kilka europejskich krajów również sprzeciwia się przyjęciu Kijowa do organizacji. Podczas rozmów pokojowych na początku wojny sam prezydent Zełenski powiedział, że ponieważ wszystkie czołowe rządy krajów NATO (w tym administracja Bidena) odmówiły złożenia obietnicy członkostwa [Ukrainy – przyp. P.K.] w pakcie w ciągu pięciu lat, traktat o neutralności z gwarancjami bezpieczeństwa jest najlepszą drogą dla jego państwa.
Przy tym wszystkim plan Trumpa zawiera jedną dużą niespodziankę. Jest nią oferta uznania rosyjskiej suwerenności nad Krymem. (…) To duża koncesja na rzecz Rosji, choć nie tak wielka, jak sugerują zachodnie media, gdyż nie dotyczy czterech prowincji wschodniej Ukrainy, które według Rosji zostały przez nią przyłączone. (…) Istnieje prawna, moralna i historyczna podstawa sprawiająca, że USA mogą traktować Krym w odmienny sposób. Został on przekazany Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej przez Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republikę Radziecką na podstawie dekretu z 1954 r. Rzecz jasna, bez żadnego pytania o zdanie ludności zamieszkującej Krym. Większość populacji Krymu zagłosowała w 2014 r. za przyłączeniem do Rosji i głosowanie to wydaje się zasadniczo wiarygodne, w przeciwieństwie do „referendów” przeprowadzonych przez Rosję
Wstęp, wybór i przekład Piotr Kimla
Wybory
Koincydencja to przypadkowa, ale jakże ważna i znamienna. Wybory papieża i wybory prezydenckie w Polsce. Wyniki jednych i drugich są dla nas równie ważne. Wybory papieża, za sprawą kardynałów, mamy już za sobą. Spekulowano, że zostanie nim Włoch, ewentualnie ktoś z Ameryki Łacińskiej, duże szanse dawano też kardynałowi z Filipin. Tymczasem, ku zaskoczeniu wielu, nowym papieżem po raz pierwszy w historii został Amerykanin, kard. Robert Prevost, który przybrał imię Leon XIV. Amerykanin, ale mający także obywatelstwo peruwiańskie, zakonnik augustianin, misjonarz, który w Peru spędził ponad 20 lat. Amerykanin, ale patrzący na współczesny świat i na rolę Kościoła w świecie także z perspektywy Ameryki Łacińskiej. Z perspektywy Kościoła ludzi ubogich, wykluczonych, słabych, pozostawionych samych sobie.
Komentując wybór „papieża Amerykanina”, Trump powiedział, że to dla Ameryki zaszczyt. To prawda – zaszczyt dla Ameryki. Ale Trump zdaje sobie zapewne sprawę, że oto wśród światowych przywódców jest teraz dwóch jakże różnych Amerykanów. Jeden, stojący na czele nuklearnego mocarstwa, którego siła bierze się z najpotężniejszej gospodarki. Szanujący tylko siłę militarną i potęgę pieniądza, poniżający imigrantów, deportujący ich bezlitośnie. Człowiek, który zapowiada aneksję obcych terytoriów, nie wykluczając przy tym użycia siły. Wszczynający wojny celne z wszystkimi dookoła, rzekomo w imię hasła czynienia Ameryki znów wielką. I ten drugi, którego pierwsze słowa skierowane do świata po wyborze na papieża brzmiały: „Niech pokój będzie z wami wszystkimi!”. Który rolę Kościoła we współczesnym świecie postrzega jako służbę ubogim, wykluczonym oraz prześladowanym i każe opiekować się imigrantami, których Trump chce z Ameryki wyrzucić. Ameryka była wielka, gdy dawała światu przykład demokracji, gdy była domem dla setek tysięcy imigrantów z Europy, Azji i Ameryki Łacińskiej. Do wielkiej Ameryki zdecydowanie bliżej papieżowi Prevostowi niż prezydentowi Trumpowi.
Zobaczymy niebawem, czy i jak nowy papież wpłynie na Kościół w Polsce. Czy schizma polskiego Kościoła będzie się pogłębiać, czy może nasi biskupi zrozumieją, że „katolicki” znaczy jednak „powszechny”, a nie „polski”, „polski papież” zaś to jednak wyjątek, a nie norma. Może więc łatwiej będzie polskiemu Kościołowi wrócić do korzeni chrześcijaństwa, dostrzec wykluczonych z różnych powodów, także imigrantów, tych błąkających się po granicznym lesie, pushbackowanych, cierpiących nieraz z głodu i pragnienia, i upomnieć się o ich ludzkie prawa? Może napomni z ambon swoich wiernych, tłumacząc im, jak groźny i jak niechrześcijański jest nacjonalizm. Może zamiast straszyć „genderem”, islamem
Kto uratuje Amerykę?
Protesty „Hands Off” zorganizowano w 1,4 tys. miejsc. Były to pierwsze na taką skalę manifestacje, odkąd Trump wrócił do władzy
Korespondencja z USA
Kiedy pod koniec lat 90. przyjechałam do USA, nie myślałam, że sobotnie poranki będę spędzać na klejeniu transparentów, a popołudnia na manifestacjach. Nie wpadłoby mi do głowy, że moim amerykańskim córkom będę opowiadać o działaniu w opozycji, w dodatku nie po to, aby poznały losy polskich przodków, lecz by wiedziały, co robić, gdy same znajdą się na barykadach, zmuszone przez historię do działania.
Sobota 5 kwietnia była kolejną, gdy zostałam wezwana na protesty pod hasłem „Hands Off” („Odczepcie się”). Malując transparent, zdałam sobie sprawę, że gdybym zachowała na pamiątkę wszystkie, które przygotowałam w ostatnim dziesięcioleciu, złożyłyby się na imponujący stos.
Canada, we hate him too!
Gdy dotarłam do punktu zbiórki w mieście, w którym mieszkam, Fort Collins w stanie Kolorado, pierwszym, co mnie uderzyło, był tłum. Na trawnikach parku Civic Center zabrakło dla niego miejsca i właśnie zaczął się wylewać na sąsiednie ulice, które policja zaczęła wyłączać z ruchu. Rzecz druga – zdumiała mnie niezwykła różnorodność przyniesionych na protest haseł.
Najmocniej oberwało się DOGE – agencji Muska, która pod przykrywką szukania oszczędności w budżecie tak naprawdę rozmontowuje systemy najważniejszych zabezpieczeń społecznych, takich jak emerytury federalne (Hands off Social Security!), ubezpieczenia dla emerytów (Hands off Medicare!), opieka zdrowotna dla najuboższych (Hands off Medicaid!), a przy okazji bezprawnie zamraża fundusze na badania naukowe (Hands Off Universities!), pomoc międzynarodową (USAID Saves Lives!) i akcję klimatyczną (Hands Off Renewable Energy!) oraz łamie prawa pracowników federalnych (Doge Is Dismantling Our Government Efficiently). Obrońcy konstytucji i praw imigrantów przypominali, że są one łamane (Bans Off Our Books!, ICE Is Only for Drinks, not Legal Immigrants!), a praw międzynarodowych – że epoka podbojów kolonialnych dawno się skończyła (Hands Off Greenland!). Na otaczających mnie transparentach Musk i Trump występowali w najróżniejszych odsłonach – były porównania do faszystów (Resist like It’s 1938 Germany) i przypomnienia, że Amerykanie nie głosowali na rządy oligarchów (No Kings Here Since 1776), a od członków rządu naród wymaga kompetencji, nie kultu jednostki (I was added to this protest by a Signal group chat). Była też solidarność z Kanadą (Canada, We Hate Him Too), a liczna grupa przyprowadziła na demonstrację swoje czworonogi, nowy symbol opozycji (Dogs Not DOGE, Today I Need To Bite Nazis).
Babcia na czele milionów
Manifestacja przebiegła spokojnie, lud MAGA albo nic o proteście nie wiedział, albo go zlekceważył. Świadkiem konfrontacji stałam się dopiero w drodze powrotnej. Przed przejściem dla pieszych, na które weszłam wraz z utykającą starszą kobietą, zatrzymał się pick-up przyozdobiony flagami MAGA i konfederatów (w dzisiejszych czasach symbol utożsamiania się z białą supremacją). Kobieta natychmiast skręciła i podetknęła młodemu kierowcy pod nos swój transparent. „Masz babcię?”, zapytała. Mężczyzna skinął głową. „Kochasz ją?”. Znów potwierdził. „Gotów jesteś wziąć ją na utrzymanie?”. Ściągnął brwi. „To oswój się z tą myślą. Los jej emerytury i ubezpieczenia wiszą na włosku”, doradziła kobieta. „Fake news! – młodzian wreszcie zareagował słownie. – Musk tylko czyści rząd z korupcji!”. „A tak, słyszałam, że tak to nazywa. Myślisz, że przyszłabym tu dziś w stanie, w jakim jestem, gdyby to był fake news? Mam nadzieję, że dobrze zarabiasz, bo opieka medyczna dla seniorów jest bardzo kosztowna”, zakończyła i pomaszerowała na drugą stronę ulicy. Młody kierowca i jego pasażerowie odprowadzili ją wzrokiem, ale żaden już się nie uśmiechał.
Protesty „Hands Off” odbyły się w 1,4 tys. miejsc w Ameryce i niemal wszędzie były liczniejsze, niż się spodziewano. W Bostonie zamiast 10 tys. maszerowało 100 tys. ludzi. W Nowym Jorku pochód rozciągnął się wzdłuż Piątej Alei. Były to pierwsze na taką skalę manifestacje, odkąd Trump wrócił do władzy. Prawdopodobnie przebiły liczbą uczestników słynny Marsz Kobiet z 21 stycznia 2017 r., który swego czasu stał się największym jednodniowym protestem w historii USA. Gdy powstawał ten tekst, wciąż nie było dokładnych danych na ten temat – szacunki wskazywały 3-5 mln – ale, jak napisała dziennikarka i uczestniczka marszu w San Francisco Rebecca Solnit: „Relacje naocznych świadków potwierdzają, że pobiliśmy tamte liczby, i to znacząco” („Millions Stood Up: April 5 Hands Off Day of Action”, meditationsinanemergency.com, 6 kwietnia 2025 r.).
Protesty? Jakie protesty?
Popularność protestów „Hands Off” nie dziwi nikogo, kto na nich był osobiście. Dzięki nim Amerykanie, którzy nie głosowali na Trumpa (jest ich większość – Trump zdobył 49,8% głosów), w końcu mieli okazję przypomnieć Waszyngtonowi o swoim istnieniu. Zrobili to w poczuciu, że mimo upływającego czasu wciąż nie mogą liczyć na swoich liderów. Gdy w grudniu ub.r. pisałam na łamach „Przeglądu” o milczeniu i niemocy, które spętały
W świecie wielu biegunów i zmiennych interesów
Obawiam się, że problem jest poważniejszy, niż się wydaje. Od momentu wstąpienia do NATO w tym sojuszu widzieliśmy gwarancję naszego bezpieczeństwa. Głównym filarem NATO były Stany Zjednoczone. Ameryka zaangażowała się w sojusz euroatlantycki nie z miłości do Europy ani z szacunku dla jej kultury i wartości. Zaangażowała się, bo miała w tym swój strategiczny interes.
Wkrótce po II wojnie światowej rozpoczęła się zimna wojna między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Zimna wojna, która w każdej chwili mogła się zmienić w gorącą. Sojusznikiem Ameryki w tej wojnie były państwa Europy Zachodniej. Sojusznikiem ZSRR – państwa Europy Środkowej tworzące wspólnie z nim Układ Warszawski. Poszerzanie NATO, które nastąpiło po rozwiązaniu Układu Warszawskiego, a następnie po rozpadzie ZSRR na początku lat 90., było umocnieniem pozycji USA i ich przewagi nad Rosją. USA przyjęły Polskę do NATO nie z wdzięczności za dokonania Kościuszki czy Pułaskiego ani z podziwu dla polskiej transformacji czy dla „polskiego papieża”. Podkreślam: poszerzanie NATO wzmacniało dominującą pozycję Stanów Zjednoczonych w świecie i przewagę nad Rosją.
Od tego czasu minęło ponad ćwierć wieku. Wiele w świecie się zmieniło. Przede wszystkim na supermocarstwo wyrosły Chiny. Mocarstwem stały się Indie. Przeciwnikiem i konkurentem USA nie jest już Rosja, ale Chiny właśnie. Co więcej, w miarę poprawne stosunki z Rosją są Ameryce potrzebne w konkurencji z Chinami. Ameryka nie ma żadnego interesu w zapewnianiu bezpieczeństwa Europie. Trump mówi to z całą szczerością.









