Tag "fauna i flora"

Powrót na stronę główną
Świat

Czy bezpłatna plaża stanie się wkrótce luksusem?

Kilkaset osób w milczeniu wspina się stromą drogą prowadzącą przez wzgórza Parku Narodowego Arrábida. Nie niosą transparentów z hasłami wymierzonych w rząd czy deweloperów. Nie protestują przeciwko budowie autostrady, kopalni czy elektrowni. Mijają sosny, wapienne skały i zatoki, które od pokoleń są częścią krajobrazu południowej Portugalii. Wiedzą, że jeśli przegrają, miejsce to już nigdy nie będzie takie samo.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak lokalny spór o fragment ziemi. W rzeczywistości jest symbolem konfliktu, który rozlewa się po całej Europie. Coraz częściej mieszkańcy wychodzą na ulice nie po to, by walczyć o wyższe płace czy niższe podatki, lecz o prawo do korzystania z przestrzeni, która przez dziesięciolecia wydawała się wspólna.

Stawką jest plaża. Ta sama, na której uczyli się pływać jako dzieci, na którą przychodzili z rodzicami i spędzali letnie popołudnia. Dziś obawiają się, że to miejsce wkrótce stanie się częścią luksusowej inwestycji, a dostęp do niego przestanie być oczywisty.

To nie jest wyłącznie portugalska historia. Podobne protesty wybuchają od Atlantyku po Morze Egejskie. W Grecji mieszkańcy walczą z ekspansją prywatnych leżaków, w Turcji protestują przeciw komercjalizacji wybrzeża, w Hiszpanii sprzeciwiają się zabudowie linii brzegowej, a we Włoszech od lat trwa spór o to, czy plaże są jeszcze dobrem wspólnym, czy jedynie dochodowym biznesem.

Coraz częściej przedmiotem konfliktu nie jest samo morze. Chodzi o prawo, by w ogóle móc do niego dojść.

Ręce precz od Arrábidy!

Setki mieszkańców aglomeracji Setúbal protestowały 19 lipca przeciwko temu, co określają jako próbę prywatyzacji fragmentu wybrzeża Parku Narodowego Arrábida. Demonstracja odbyła się zaledwie kilka tygodni po tym, jak Portugalska Agencja Ochrony Środowiska (APA) przed sezonem letnim zapewniała, że „w Portugalii nie ma czegoś takiego jak prywatna plaża”. Jednak zdaniem protestujących rzeczywistość wygląda inaczej.

Marsz zorganizowany przez ruch obywatelski Deslarrrguem a Arrábida! (Ręce precz od Arrábidy!) zgromadził mieszkańców, ekologów oraz polityków różnych ugrupowań. Ich sprzeciw to odpowiedź na działania spółki Palácio da Comenda – właścicieli posiadłości Herdade da Comenda, która domaga się uznania, że tereny graniczące z ujściem rzeki Sado – wraz z plażami Rasca, Comenda, Rainha, Maria Esguelha i Albarquel – powinny zostać uznane za własność prywatną, a nie część publicznej domeny morskiej.

Spór nie dotyczy wyłącznie plaż. Mieszkańcy protestują przeciw stawianiu ogrodzeń, zamykaniu tradycyjnych dróg prowadzących nad morze oraz próbom przejęcia drogi miejskiej nr 1056. „Protestujemy przeciw zamknięciu dostępu publicznego, budowie ogrodzeń i zamiarowi właścicieli Herdade da Comenda,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Warmińskie aleje pod topór?

Ponad półtora tysiąca drzew na Warmii, a 6,6 tys. w całym regionie, przeznaczonych jest do wycinki

Wojna ekologów z drogowcami trwa. Ci pierwsi protestują przeciwko wycinkom starych drzew, ci drudzy twierdzą, że trzeba je usuwać, jeśli są stare lub stoją w „skrajni jezdni” i zagrażają zmotoryzowanym podróżnym. Dotyczy to również, a może szczególnie, pięknych alei grabowych, kasztanowych i lipowych na historycznej Warmii. Przejeżdżający nimi turyści nie kryją swojego zachwytu, ale urzędnicy z instytucji zajmujących się drogami robią swoje. Oznaczają na czerwono drzewa planowane do wycięcia, co wzbudza protesty nie tylko ekologów. Robert Gawliński, wokalista zespołu Wilki, opowiadał, że jeżdżąc po Polsce lubił z kolegami zjeżdżać z głównych tras, by podziwiać widoki, w tym aleje warmińskich drzew. „Takie urokliwe miejsca powinny być zachowane, choć trzeba tam poważnie zredukować prędkość, bo powinny to być drogi widokowe. Natomiast jestem całkowitym przeciwnikiem drzew przy drogach szybkiego ruchu. Dla mnie liczy się bezpieczeństwo człowieka!”, mówił w miesięczniku „Kurier Drogowy” wykazując, podobnie jak wiele innych osób, dwoistość spojrzenia na wspomniany problem.

Nasze dobro narodowe

Nikt nie ma wątpliwości co do bezpieczeństwa na drogach. Tyle tylko, że stare warmińskie, ale również mazurskie aleje same znalazły się w niebezpieczeństwie. Zarząd Dróg Wojewódzkich (ZDW) w Olsztynie oznaczył do wycinki 6,6 tys. drzew w całym regionie, a na Warmii 1,6 tys. – wzdłuż trasy od Reszla przez Jeziorany i Dobre Miasto do Miłakowa. Jako jedna z pierwszych zwróciła na to uwagę animatorka kultury Natalia Tejs.

– Pracuję w Olsztynie, ale mieszkam w Orzechowie koło Dobrego Miasta i chodzę z dziećmi na spacer albo jeżdżę z nimi na wycieczki po okolicy – opowiada. – Jakiś czas temu stwierdziłam, że całe rzędy pięknych przydrożnych grabów oraz lipowe aleje w gminie Kolno zostały oznaczone do wycięcia. Rozumiem, że spróchniałe drzewa trzeba usuwać, ale widziałam, że do wycinki wytypowano także zdrowe okazy. Jeszcze zimą napisałam petycję w tej sprawie i dostałam z ZDW dokumentację, z której wynika, że o zaliczeniu drzewa do wycięcia, przeważnie na zasadzie „kopiuj i wklej”, decydowali urzędnicy.

Natalia Tejs napisała o tym na Facebooku, a pod jej postem pojawiły się liczne komentarze, głównie od osób wzburzonych planami drogowców. Temat stał się nośny, nabrał społecznego wymiaru, wokół inicjatorki protestu zebrało się kilka osób – wspólnie podjęli walkę o uratowanie zagrożonego drzewostanu.

– Jak wynika ze strategii województwa, aleje starych drzew są naszym dobrem, bogactwem przyrodniczym regionu, a więc plany takiej kompleksowej wycinki są wobec tego sprzeczne, powiedziałabym nawet, że są pewnym naruszeniem prawa. Jeśli drzewo zgniło lub spróchniało, trzeba je usunąć, ale wszystkie jednocześnie? Do szybkiej jazdy są autostrady i drogi szybkiego ruchu, a nie aleje. Gdybyśmy działali zgodnie z planem drogowców, zostaniemy regionem z plastiku, nie z natury – uważa Monika Falej, lewicowa działaczka organizacji pozarządowych, była posłanka na Sejm. Dodaje, że ostatnio nawet Ministerstwo Obrony Narodowej zwróciło uwagę, iż takie aleje są potrzebne, zwłaszcza w obecnych, niepewnych czasach, do tego w strefie przygranicznej z Rosją,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Ekologia

Namorzyny w tarapatach

Bagna namorzynowe nazwano najważniejszym ekosystemem Ziemi

Namorzyny są morskimi drzewami. Rosną w wodach słonawych i słonych wzdłuż południowych i tropikalnych wybrzeży, a ich rozłożyste korzenie przypominają „klatki”, na których wspierały się wiktoriańskie krynoliny. Jak przystało na rośliny bagienne, namorzyny tworzą torf. Specjalizują się w środowisku słonym bądź słonawym, śmierdzącym i błotnistym.

Istnieje ok. 60 gatunków namorzynów, większość występuje w Azji, a najokazalsze lasy złożone są z wielu gatunków. Bagna namorzynowe nazwano najważniejszym ekosystemem Ziemi, ponieważ tworzą kolczasty mur stabilizujący brzeg lądu i chronią wybrzeża przed huraganami i erozją, są miejscami rozrodu i ochronnymi „żłobkami” dla tysięcy gatunków, w tym młodych barakud, tarponów, krabów, krewetek, skorupiaków.

William Mitsch, specjalista do spraw wody, zwięźle opisuje las namorzynowy jako miejsce „niesławne, znane z nieprzeniknionego labiryntu drzewiastej roślinności, luźnego torfu, który zdaje się bezdenny, oraz licznych przystosowań do radzenia sobie z podwójną dawką stresu: tego wynikającego z zalewania oraz z wysokiego zasolenia”. Drzewa amortyzują natarcie większości burz i huraganów – choć nie zawsze. W 2017 r. huragan Irma uderzył w namorzyny Big Pine Key na Florydzie. Drzewa i krzewy po pewnym czasie odrosły, ale namorzyny nie, przypuszczalnie dlatego, że fala sztormowa oblepiła ich życiodajne korzenie powietrzne warstewką bardzo drobnego osadu, która po wyschnięciu zamieniła się w twardą powłokę i zatkała kanaliki korzeni.

Obumarłe liście namorzynów opadają do wody i w miarę rozkładu stają się podstawą złożonej sieci pokarmowej, z której korzystają glony, bezkręgowce oraz organizmy, które się nimi żywią, takie jak meduzy, ukwiały, różnorodne robaki, gąbki i ptaki.

Torf tworzony przez namorzyny jest wyjątkowo miękki i głęboki, idealny dla małży, ślimaków, krabów i krewetek. Korzenie tych drzew odfiltrowują szkodliwe zanieczyszczenia azotanowe i fosforanowe, a ich splątane nad wodą gałęzie oferują bezpieczne schronienie dosłownie tysiącom gatunków,

Fragmenty książki Annie Proulx Bagna, mokradła, torfowiska, tłum. Szymon Drobniak, Copernicus Center Press, Kraków 2026

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.