Tag "Florentina"

Powrót na stronę główną
Sport

Nierozważni i romantyczni

Jagiellonia pięknie odpada, Lech brzydko awansuje

Fiorentina-Jagiellonia – kolejna piękna polska klęska po bohaterskiej walce, jeszcze jedna romantyczna historia, w której zabrakło happy endu.

Ja rozumiem, że dzieje polskiego futbolu są zbudowane na takich epizodach, z całym jednak szacunkiem dla Jagi i trenera Siemieńca wołam: gloria victis, ale mam już tego serdecznie dość! Fakty bowiem są takie, że prawdopodobny mistrz Polski w bieżącym sezonie, najlepszy nasz zespół klubowy w ostatnich latach, odpadł na poziomie jednej szesnastej Ligi Konferencji z rozpaczliwie walczącą o utrzymanie się w Serie A Fiorentiną, która przez co najmniej dwie godziny grała w składzie rezerwowym, a swoją największą gwiazdę wprowadziła właściwie dopiero na dogrywkę.

Przeżywaliśmy nadzwyczajne emocje, jesteśmy dumni z piłkarzy pomimo ostatecznego fiaska, bo to był mecz z klubem o wspaniałej historii, ale mierząc aktualne siły obu ekip, trzeba zauważyć, że Polacy odpadli z drużyną słabszą. Jagiellonia odpadła na własne życzenie, mimo przewagi w posiadaniu piłki w obu spotkaniach, z powodu nierozważnych zagrań, niewymuszonych błędów i krótkiej ławki rezerwowych. I z powodów psychologicznych, bo nawet gdyby wyszła naprzeciw nich Stal Mielec przebrana w koszulki ekipy z Serie A, Polacy też byliby zestresowani, nerwowi, nieporadni i skłonni do kiksów.

Polacy od z górą dwóch dekad nie potrafią wyeliminować w fazie pucharowej żadnej drużyny z TOP 5 lig europejskich. Na taki kompleks trzeba, oprócz treningów, ostrej psychoterapii. Zabrakło też kilku ludzi w kadrze. Zmiennicy Violi nie osłabiają poziomu drużyny tak drastycznie, nie ma we Florencji zawodników niezastąpionych, w przypadku zaś ekipy podlaskiej brak dwóch liderów w pierwszym meczu (Afimico Pululu i Taras Romanczuk pauzowali za kartki) sprawił, że Jaga straciła połowę swojej wartości. Z przodu była kompletnie bezzębna (zero celnych strzałów bez Angolczyka w napadzie wobec dziewięciu trafień w światło bramki w rewanżu!), nie potrafiła również sensownie przerwać nielicznych wypadów gości (po powrocie Romanczuk jako defensywny pomocnik, kapitan i mózg drużyny zupełnie rozbroił Włochów w meczu wyjazdowym).

Ja wiem, że młody Sławomir Abramowicz to przyszłość naszej piłki i w tym samym dwumeczu kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą kolejnych goli, ale dwukrotnie w newralgicznych momentach zawiódł. Na co dzień znakomity młodzieżowiec, w Białymstoku popełnił szkolny kiks i sparował sobie do bramki strzał z ostrego kąta. W rewanżu, już w dogrywce, gdy wyczerpana odrabianiem strat drużyna dzielnie i skutecznie neutralizowała napór gospodarzy, wyskoczył do piłki łatwej do złapania, by wypiąstkować ją prosto pod nogi rywala.

W pierwszym meczu,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.