Tag "gospodarka"

Powrót na stronę główną
Aktualne

Polska transformacja gospodarcza – wielki sukces czy ,,wielki przekręt’’

Wielu Polaków zadaje sobie to pytanie[1]. Media nie ułatwiają odpowiedzi. Oczywiście architekci przeprowadzonych reform nie mają wątpliwości – to był sukces. Niektórzy nawet posuwają się do tego, że jest to sukces w skali światowej (Program telewizyjny ,,Prezydenci i premierzy’’ w dniu 30 grudnia 2018 roku). Jest to moim zdaniem nadużycie. Ocenę utrudnia upływający czas oraz korzystne aktualnie rezultaty naszej gospodarki.

Tytułowy ,,wielki przekręt’’ zaczerpnąłem z dwóch publikacji profesora Kazimierza Poznańskiego (K. Poznański 2000; K. Poznański 2001), pracującego na uniwersytetach amerykańskich.

Profesor Poznański opierając się z jednej strony na danych statystycznych a z drugiej strony na własnej ocenie obserwowanych zdarzeń przeprowadzoną transformację polskiej gospodarki ocenia jako ,,klęskę polskich reform’’ i ,,wyprzedaż Polski’’.

Moment na ocenę dokonaną przez niego był bardzo dobry – minęło 9-10 lat od ogłoszenia tzw. Planu Balcerowicza. Była już pewna perspektywa od rozpoczęcia pierwszych ,,poczynań’’ prywatyzacyjnych. Nie ustosunkowując się jeszcze do treści tych dwóch publikacji chciałbym odnieść się do wypowiedzi prominentnych  czynnych wówczas działaczy gospodarczych zamieszczonych na okładkach tych dwóch publikacji. Dwie wypowiedzi całkowicie zgadzają się z Autorem, jedna jest ironiczna, ale to nie dziwi bo jej Autorem jest były Minister Przekształceń Własnościowych Janusz Lewandowski. Pozostałe trzy wypowiedzi zalecają zapoznanie się z tymi publikacjami i konkludują że: ,,nie można zignorować’’, ,,nie sposób przejść obojętnie’’, ten głos ,,nie powinien być zlekceważony’’. Niestety nie poszły za tym czyny korygujące – dotychczasowa ,,linia’’ była kontynuowana.

Natomiast bezpardonowy atak na prof. Poznańskiego i prof. Kieżuna (,,Patologia transformacji’’) (Kieżun, 2012) przeprowadzony został w owym czasie w Internecie przez jednego z czołowych polskich ekonomistów wykładających za granicą. Rzeczowych argumentów nie zauważyłem – był to atak ,,ideologiczny’’ i ,,polityczny’’.

Krytycznych publikacji na temat polskich reform prywatyzujących gospodarkę jest więcej.  Najbardziej udokumentowane pozycje, które  opierają się na dokumentach źródłowych są prace Ryszarda Ślązaka: ,,Czarna księga prywatyzacji 1988-1994, czyli jak likwidowano przemysł”(2016) oraz „Samozagłada polskiej gospodarki” (2021).

Na szczególne wyróżnienie zasługują w tych badaniach prace Andrzeja Karpińskiego, na które będę powoływać się w treści poniżej.

Szczegółami i dokładną chronologią wydarzeń Imponuje książka Pawła Bożyka „Apokalipsa według Pawła. Jak zniszczono nasz kraj” (P. Bożyk, 2015).

  1. Próby reform przed 1989 rokiem

To co się wydarzyło w Polsce (i z Polską) w procesie transformacji gospodarczej było konsekwencją całego ciągu historycznych procesów. Jak daleko mamy sięgać? Myślę że należy wspomnieć o ,,dekadzie Gierka’’. To wówczas Polska otworzyła się na świat i zaczęła przyjmować pozytywne elementy tego świata. Trzeba tu wymienić nowe technologie, unowocześnienie przemysłu, a przede wszystkim wybudowanie 557 nowych fabryk (Bożyk, 2015, s. 37). Że za kredyty? Chyba teraz już inaczej patrzymy na tę kwestię. A za co mieliśmy to wszystko zrobić? Zwłaszcza, że jak podaje były doradca Gierka Paweł Bożyk zadłużenie  za czasów Gierka wynosiło 23 mld dolarów,, a obecnie (tzn. w roku wydania książki – 2015) zadłużenie to wynosiło 400 mld dolarów (Bożyk 2015, str. 68). Generalnie – wyraża swoją opinię Paweł Bożyk – Gierek dużo zrobił dla wprowadzenia kapitalizmu w Polsce. Jest w tym dużo prawdy – przecież ,,otwarcie’’ Polski nastąpiło na ,,zachód’’ – a więc na kraje kapitalistyczne.

Wojciech Jaruzelski zdawał sobie sprawę że społeczeństwo oczekuje zmian. Dlatego polecił aktywizować rządową Komisję do Spraw Reformy Gospodarczej, powołaną jeszcze na jesieni 1980 r. Była to komisja  – monstrum składająca się z kilkuset osób pracujących w 11 zespołach (Bożyk 2015, s. 86). Niewiele wynikło z wieloletniej pracy tej Komisji. Żadnych praktycznych wdrożeń czy też osiągnięć w gospodarce.

Gdy po okresie pełni władzy w swoich rękach po stanie wojennym 1981 roku Jaruzelski zaczął ,,odpuszczać’’ – premierem w 1983 r. został profesor Zbigniew Messner, który starał się zastosować rynkowe narzędzia w sterowaniu gospodarką. To wówczas powstało hasło ,,co nie jest zabronione, jest dozwolone’’. Był to czas trudny dla rządzących. Narastało niezadowolenie społeczeństwa. Niedobory towarów i strajki pogrążały sytuację gospodarczą Polski. Rządzenie polegało na ,,gaszeniu pożarów’’.

W 1988 r. rząd profesora Messnera podał się do dymisji. Premierem został Mieczysław Rakowski, który wybrał zdecydowaną orientację na wolny rynek. Chciał być bardziej zaangażowany w zmiany niż Zbigniew Messner, który jeszcze nie do końca porzucił zasady poprzedniego systemu.

,,Postępowość’’ Mieczysława Rakowskiego dotyczyła przede wszystkim jego zainteresowania neoliberalizmem – kierunkowi, który rozwinął się i święcił triumfy  aż do końca XX wieku. Zasada ,,minimum państwa w gospodarce’’ – to była nowa religia. Wolna konkurencja, wolny handel, wszystko co prywatne jest lepsze od państwowego. Neoliberalizm największe triumfy święcił w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Były to czasy Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii i Ronalda Reagana w Stanach Zjednoczonych., gdzie zastosowanie tego kierunku w gospodarce nazwano nawet ,,reaganomiką’’.

A więc była fascynacja neoliberalizmem, ale nie wiedziano jakie niebezpieczeństwa wiążą się z nieumiejętnym zastosowaniem tych zasad. Na przykład: uwolnienie cen żywności w sierpniu 1989 r. wyzwoliło postępującą hiperinflację i spowodowało 5 – krotny wzrost cen w skali jednego roku.

  1. Przełom polityczny

Ogólna atmosfera polityczna w Polsce w 1988 r. coraz bardziej wskazywała na zbliżający się doniosły akt: zmiany władzy. Kulminacyjny moment w tym procesie to obrady Okrągłego Stołu w lutym 1989 r. Następna istotna data to 4 czerwca 1989 r. – wybory do Parlamentu, które dały możliwość Polsce przejścia do nowego ustroju. W wyniku tych wyborów utworzono tzw. Sejm Kontraktowy, w którym 2/3 stanowili posłowie reprezentujący dotychczasową władzę, a 1/3 posłowie związani z opozycją . Senat  został całkowicie opanowany przez opozycję. Opozycja poczynała sobie coraz śmielej, podejmując samodzielnie działania, których nie konsultowała z premierem Rakowskim.

Już w lipcu 1989 r. odbyło się w Brukseli spotkanie grupy działaczy opozycji aby przygotować apel do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego, Klubu Paryskiego i Klubu Londyńskiego o udzielenie Polsce pomocy kredytowej w wysokości 10 mld dolarów, zawieszenie spłaty długów oraz udziale tych instytucji w rekonstruowaniu polskiej gospodarki. W spotkaniu uczestniczyli m.in.: Jerzy Milewski – szef Biura Solidarności w Brukseli, Jan Krzysztof Bielecki, Jacek Merkel, Andrzej Milczanowski, Zdzisław Najder. Najbardziej istotną rolę odegrał  Jeffrey Sachs, który był rzeczywistym autorem programu. Współudział miał również Vincent Rostowski, późniejszy minister finansów (Bożyk 2015, s. 109 – 110).

Wszystkie te instytucje do których zwrócono się były oczywiście przesiąknięte religią neoliberalizmu, tak modną wówczas, o czym wspomniano wyżej. Miało to decydujący wpływ na kierunek drogi obranej przez Polskę do gospodarki rynkowej. Przyjęcie tej opcji było warunkiem udzielenia pomocy  Polsce. A chodziło nie tylko o pożyczkę finansową, ale również o umorzenie długów i pomoc fachową przy rekonstruowaniu polskiej gospodarki, co później okazało się naszym utrapieniem i jałowym wydatkowaniem olbrzymich kwot pieniężnych.

Mieczysław Rakowski nie został powiadomiony o tym spotkaniu. Wydarzenia przyspieszyły. Strona rządowa zdawała sobie sprawę, że nadchodzi moment oddania władzy w ręce opozycji. W wyniku porozumień (jak pamiętamy – ,,nasz prezydent, wasz premier’’).  24 sierpnia  1989 r. odbyło się posiedzenie Sejmu, w czasie którego Tadeusz Mazowiecki został premierem. Zgodnie z porozumieniem prezydentem został Wojciech Jaruzelski, co obiecano amerykańskiemu prezydentowi Georgowi  Bushowi – seniorowi (Bożyk 2015,    s.107).

  1. Jak to się zaczęło – pierwsze cztery lata

Jak powstawały decyzje personalne, które uwarunkowały kształt nowej transformacji gospodarczej opisuje Tadeusz Kowalik (Kowalik 2013, str. 226-235). Najważniejsze decyzje zostały podjęte w trójkącie: Tadeusz Mazowiecki, Waldemar Kuczyński, Jacek Kuroń. Z tej trójki tylko Kuczyński był ekonomistą i z tego tytułu miał przewagę nad pozostałymi.

Kuczyński właśnie wrócił z emigracji i ,,w poszukiwaniu kandydatów do rządu sięgał do notesów kilku przyjaciół’’(Kowalik 2013, s. 229). Wynikiem tego poszukiwania była propozycja (która okazała się decyzją) w osobie Leszka Balcerowicza. Istotną rolę w tym względzie odegrał też Jeffrey Sachs – reformator gospodarki krajów Ameryki Południowej. Swoje doświadczenia z tych krajów przeniósł do Polski; nie były one jednak odpowiednie dla naszego kraju.

Warto odnotować, że przedtem odmówili profesorowie: Witold Trzeciakowski, Cezary Józefiak i Władysław Szymański (SGH). Odpadły też kandydatury profesorów: Janusza Beksiaka i Witolda Kieżuna z SGH oraz Janusza Gościńskiego z UW (Kowalik 2013, str. 229). Tak wiec ostatecznie wybór padł na Leszka Balcerowicza. Tadeusz Mazowiecki szukając ekonomisty odpowiedzialnego w rządzie za gospodarkę mawiał że ,,poszukuje swojego Erharda’’. Zaakceptowanie Leszka Balcerowicza jako głównego architekta reform oznaczało politykę radykalnie odmienną od dokonań Ludwiga Erharda. Jak pisze T. Kowalik (Mazowiecki) ,,szukał wzoru w Bonn, a podsunięto mu recepty z Chicago i Waszyngtonu’’ (Kowalik 2013, s. 231).

Ta decyzja personalna zaważyła na całym, długoletnim procesie transformacji. Jeżeli do tego dodamy że (Balcerowicz) ,,należy do osobowości najbardziej odpornych na argumenty innych’’ to nie będziemy się dziwić, że z pełną konsekwencją i uporem wdrażał swoje koncepcje.

Wracając do wywodów T. Kowalika, warto podkreślić, że T. Mazowiecki bardzo przeżywał rozdźwięk między jego poglądami, a poglądami otaczających go ekonomistów, w szczególności poglądami najbliższych mu współpracowników – Leszka Balcerowicza i Waldemara Kuczyńskiego.

A więc błąd personalny T. Mazowieckiego spowodował, że sprawy polskiej transformacji gospodarczej poszły tak, jak poszły. Z pewnym przymrużeniem oka można powiedzieć, że ,,całe zło’’, wszystkie ujemne skutki transformacji należałoby przypisać Waldemarowi Kuczyńskiemu. ,, Diabelska machina’’ została uruchomiona właśnie przez niego.

Tadeusz Mazowiecki srogo zapłacił za to, że firmował początek polskiej transformacji. W wyborach prezydenckich, które wkrótce miały miejsce przegrał nawet ze Stanem Tymińskim – ,,człowiekiem znikąd’’. Była to dla niego totalna  klęska.

  1. Patologie pierwszego okresu

Pierwszy, wydzielony czteroletni okres, mimo że dotyczy czterech rządów ma cechy wspólne, wobec tego rozpatrujemy jego specyfikę łącznie. Przede wszystkim okres ten cechuje niezwykle gwałtowna, niekorzystna zmiana w gospodarce i poziomie życia społeczeństwa. Patologie, które miały miejsce w tym okresie, są typowe dla całego okresu transformacji,  niemniej jednak ciężar gatunkowy i rozmiary tych patologii są bezprecedensowe. W okresie tym funkcjonowały cztery rządy:

  • Tadeusza Mazowieckiego (12.09.1989 r. – 25.11.1990 r.)
  • Jana Krzysztofa Bieleckiego (12.01.1991 r. – 5.12.1991 r.)
  • Jana Olszewskiego (23.12.1991 r. – 6.06.1992 r.)

plus 33 dni Waldemara Pawlaka – do 10.07.1992 r.

  • Hanny Suchockiej (11.07.1992 r. – 18.10.1993 r.)

Jak już wspomniano, Leszek Balcerowicz objął funkcję wicepremiera i ministra finansów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i przetrwał do grudnia 1991 r. Został zdymisjonowany przez Lecha Wałęsę wraz z Janem Krzysztofem Bieleckim. Powodem były coraz bardziej nasilające się protesty przeciwko jego polityce gospodarczej.

Ważną rolę w procesie transformacji odgrywali ministrowie przekształceń własnościowych. Funkcję tę w owym czasie sprawowali:

  • Waldemar Kuczyński (14 wrzesień 1990 r. – 12. styczeń 1991 r.)
  • Janusz Lewandowski (styczeń 1991 – grudzień 1991 r.) i (lipiec 1992 – październik 1993 r.)

Wszystkie wymienione rządy – decydujące o polityce gospodarczej tego okresu
z  wyjątkiem sceptyka Tadeusza Mazowieckiego – to entuzjaści i ślepi wykonawcy założeń neoliberalizmu i dyktatury Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Wszyscy szefowie wymienionych rządów to kompletni dyletanci ekonomiczni.
Dyktat w pierwszych dwóch latach rozpatrywanego okresu sprawował Leszek Balcerowicz.

Rządy Jana Olszewskiego przesiąknięte były polityką – ujawnianiem prawdziwych  bądź wyimaginowanych komunistów.

W gabinecie Hanny Suchockiej królował Tadeusz Syryjczyk – inżynier, gorliwy wyznawca ,,niewidzialnej ręki rynku’’, który wsławił się powiedzeniem że ,,najlepszą polityką przemysłową jest brak tej polityki’’.

Należy tu dodać, że w połowie 1990 r. Wojciech Jaruzelski zrezygnował ze stanowiska prezydenta. Cała władza była w rękach nowej ekipy.

Po objęciu przez Leszka Balcerowicza funkcji wicepremiera w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, a de facto dyktatora w  transformowaniu gospodarki
(wrzesień 1989 r.) w ciągu kilku miesięcy przygotowany został pakiet ustaw, regulujących proces reformowania polskiej gospodarki zwany ,,Planem Balcerowicza’’.

Oto wykaz tych ustaw i konsekwencji ich zastosowania (Ancyparowicz 2015,
s. 261-263):

  • Ustawa o zmianie ustawy o gospodarce finansowej przedsiębiorstw, która umożliwiała przeprowadzenie postępowania upadłościowego wobec przedsiębiorstw nierentownych;
  • Ustawa o zmianie ustaw w gospodarce Prawo bankowe i o Narodowym Banku Polskim zakazywała finansowania deficytu budżetu państwa przez bank centralny,
    co powodowało konieczność zadłużania państwa na międzynarodowych rynkach finansowych;
  • Ustawa o opodatkowaniu wzrostu wynagrodzeń powodowała obniżenie siły nabywczej płac nominalnych, tłumiąc popyt wewnętrzny, spowolniała inflację
    i dynamikę PKB; tzw. ,,popiwek’’ sięgał 400-500 %;
  • Ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych wiązała stopę oprocentowania ze stopą inflacji, zmieniała stopę oprocentowania (w górę) kredytów w okresie spłaty. Konsekwencje: ogromne zatory płatnicze, upadłość wielu przedsiębiorstw, naruszenie stabilności sektora bankowego; nastąpił ponad 3-krotny wzrost oprocentowania uprzednio zaciągniętych kredytów (niezgodnie z zasadą nie działania prawa wstecz);
  • Ustawa o zasadach prowadzenia działalności przez zagraniczne podmioty – kapitał zagraniczny zyskał pierwszeństwo przed kapitałem rodzimym;
  • Ustawa o zmianie prawa dewizowego – wprowadzono wewnętrzną wymienialność złotego dla przedsiębiorstw, zlikwidowano państwowy monopol w handlu zagranicznym, wprowadzono obowiązek odsprzedaży zarobionych dewiz państwu po sztywnym kursie (ekonomiczne osłabienie central handlu zagranicznego, ułatwienie rabunkowej prywatyzacji);
  • Ustawa prawo celne ujednolicała zasady clenia importowanych towarów dla wszystkich podmiotów gospodarczych otwierając szeroko nasz rynek dostawcom zagranicznym ze szkodą dla rodzimych producentów;
  • Ustawa o zatrudnieniu i szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunku pracy – zapewniała ochronę osobom zwalnianym (odprawy finansowe i zasiłki dla bezrobotnych );

Ustawy te zostały uchwalone przez Sejm 28 grudnia 1989 r , a podpisane przez prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego 31 grudnia tegoż roku.

Ironią losu jest fakt, że ,,Plan Balcerowicza’’ uchwalony został przez dawny układ polityczny – przez Sejm tzw. ,,Kontraktowy’’ w którym 2/3 posłów było z poprzedniego układu politycznego, a podpisany przez politycznie ,,uzgodnionego’’ prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego. Można więc stwierdzić z przekąsem, że polska transformacja gospodarcza – przynajmniej formalnie – została zadekretowana przez odchodzący w niebyt, stary układ polityczny. Wszyscy oni wkrótce zniknęli ze sceny politycznej a realizację podjęli ludzie przesiąknięci neoliberalizmem.

Wdrożenie tych zasad spowodowało, że spadł dochód narodowy, a wraz z tym Polacy tracili miejsca pracy, zarobki i oszczędności całego życia. Skalę załamania gospodarki w 1990 r. w stosunku do 1989 r. (zmniejszenie PKB) na tle innych krajów regionu pokazuje G. Ancyparowicz (Ancyparowicz 2015, s. 264).

 

Wykres 1.

Polska na tle innych krajów realnego socjalizmu – skala załamania gospodarki w 1990 r. w stosunku do 1989 r.

Źródło: World Bank

Wyniki te zasadniczo różniły się od poprzednich przewidywań, a zwłaszcza:

  • spadek produkcji przemysłowej przewidywano na 5%, a rezultat 25%,
  • mówiono o 400 tysiącach bezrobotnych, skończyło się na 3 milionach bezrobocia permanentnego,
  • inflacja miała być jednocyfrowa po roku, a stała się taka po 9 latach!

Rozbieżność ponad 500%; nawet Plan 6-letni w PRL wykonano z lepszym rezultatem  (Kowalik 2013, s. 641).

Załamanie gospodarki było wynikiem intensywnego procesu prywatyzacji i likwidacji przedsiębiorstw. Wykaz zakładów według branż istniejących w 1988 r. a zlikwidowanych po 1989 r. podaje A. Karpiński z Zespołem (Karpiński i in. 2015, s. 335-389). Zgodnie z nimi zlikwidowano 1675 zakładów przemysłowych, czyli 33% całego majątku. Uzasadnione likwidacje można szacować tylko na 25-30%. Z pozostałych 70-75% jedna trzecia to efekt spekulacji gruntami, a jedną czwartą stanowiły wrogie przejęcia. Na nieuzasadnioną prywatyzację składało się często dążenie wąskiej grupy społecznej techników i zarządzających do szybkiego wzbogacenia się.

Gdyby nie dopuszczono do tak masowej likwidacji już istniejących zakładów przemysłowych bezrobocie mogłoby być o ok. 1,5 mln mniejsze, a zarobki o jedną trzecią wyższe (Karpiński 2018, s.397).

Interesujący wykaz przedsiębiorstw sprywatyzowanych lub sprzedanych w latach 1990-1994 zaprezentował R. Ślązak. Przedstawił on dla każdego przedsiębiorstwa wpływy z prywatyzacji prezentując wynik netto tych operacji. Wynik ten jako saldo przychodów i kosztów dla 314 przedsiębiorstw to tylko 710 mln dolarów. Ponadto ponoszone były wysokie koszty obsługi doradczej które obniżają ten dodatni wynik (Ślązak 2016, s. 244-287).

Należy zauważyć że wpływy z prywatyzacji zasilały budżet państwa zamiast być przeznaczone na rozwój; można więc stwierdzić, że majątek wypracowany przez wiele pokoleń Polaków został w znacznej części ,,przejedzony’’ w okresie dokonywania transformacji gospodarczej.

Z prywatyzacją polskiej gospodarki wiążą się olbrzymie koszty doradztwa zagranicznego. Lwia część pożyczek i dotacji Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego skonsumowana została przez zagraniczne firmy doradcze. Miał miejsce dosłownie ,,najazd’’ tych ,,doradców’’ na Polskę. Na ogół mieszkali w hotelu „Marriott”, najdroższym wówczas  w Polsce – stąd przylgnęła do nich nazwa ,,Brygady Marriotta’’.

Panowała wówczas w Polsce atmosfera wysokiego uznania dla zagranicznych autorów projektu reformy i naiwnej wiary w przewagę kompetencyjną zagranicznych specjalistów. Niestety wiara ta nie miała uzasadnienia w praktyce. Ekspertyzy tych doradców nie były przystosowane do nowej rzeczywistości, programy nie do zrealizowania. „Ale ignorancja nie powstrzymuje żadnego z nich przed udzielaniem rad za 1200 dolarów dziennie (Kieżun 2012, s. 164).

Prof. Kieżun podaje za Teresą Kuczyńską – redaktorką tygodnika ,,Solidarność’’ – historię umowy z Bankiem Światowym na kwotę 100 mln dolarów. Przy wykorzystaniu pożyczki w wysokości 2 mln dolarów koszt odsetek i opłat za gotowość wyniósł 43,4 mld starych złotych. Płaca zagranicznych konsultantów ukształtowała się na poziomie 20-25 tysięcy dolarów za osobo-miesiąc (Kieżun 2012, s. 163).

Dogłębną krytykę pracy zagranicznych ,,doradców’’ przeprowadza R. Ślązak w swoich opracowaniach (Ślązak 2016, Ślązak 2021). Zajmuje się on również szeroko kosztami zagranicznych firm doradczych. Koszty doradztwa zagranicznego dotyczące przedsiębiorstw wynosiły (Ślązak 2016):

  • w latach 1990-1994 = 89.080.475 dolarów (s. 156)
  • w latach 1995-1997 = 177.090.939 dolarów (s. 182)

Odrębną ,,działką’’ ,,obrabianą’’ przez firmy zagraniczne były analizy sektorowe. Ich koszt w latach 1990-1994 wynosił 23.789.248 dolarów (Ślązak 2016, s. 162). Przydatność tych analiz była wielce wątpliwa. Jak pisze R. Ślązak ,,… tak zwane wyceny sektorowe były wykonywane niezwykle prymitywnie, przez nikogo nie weryfikowane, ale zawsze natychmiast płatne dewizowo’’. I dalej: ,,Ani o wycenie ani o zbycie dyrekcja zbywanego przedsiębiorstwa nie była informowana przed sprzedażą i nie miała możliwości zapoznania się z analizą prywatyzacyjną, którą sporządziła zagraniczna firma doradcza’’ (Ślązak 2016, s. 48). I następnie ,,… wkrótce po zapłacie ekspertyzy ginęły bądź okazywały się niedostępne” (Ślązak 2015, s. 164).

Jak wynika z wyżej podanych kwot koszt doradztwa zagranicznego w latach
1990-1997 wynosił 289.960.662 dolarów, które natychmiast po wypłacie były transferowane zagranicę.

Kolejną niekorzystną procedurą w procesie prywatyzacji polskich przedsiębiorstw była ich wycena. Prawo wyceny miały określone firmy konsultingowe i banki zagraniczne. Były one ujęte na liście Ministerstwa Przekształceń Własnościowych jako zalecone – profesjonalne i wiarygodne, chociaż nigdy nie współpracowały z Polską i nie znały polskich realiów.

Wyceny odbywały się metodą nieadekwatną do polskich, aktualnych wówczas warunków. Była to metoda zdyskontowanych przepływów pieniężnych – wycena majątku według osiągniętego zysku lub przewidywanego zysku po prywatyzacji. Metoda ta była właściwa w uporządkowanych i ustabilizowanych strukturalnie gospodarkach (USA, Wielka Brytania, Francja, Szwecja).

Zastosowanie tej metody do wyceny polskich przedsiębiorstw w sytuacji gwałtownego załamania gospodarki, gdy rynki zbytu były tracone, powodowało olbrzymie zaniżenie realnej wartości wycenionego przedsiębiorstwa. Zarządy wycenianych przedsiębiorstw nie miały możliwości zapoznania się z tą wyceną, ani jej korygowania.

Szczególne zainteresowanie kapitału zagranicznego i krajowych spekulantów
i kombinatorów dotyczyło  gruntów zakładowych, które często nie były uwzględniane w wycenie wartości przedsiębiorstwa (Ślązak 2016, s. 48-50, Ślązak 2021, rozdz. I).

A teraz kilka słów o ogólnej atmosferze społecznej  tamtych lat. Oczywiście były protesty. Są na ten temat liczne publikacje. Obszernie pisze o tym (dużo cytatów) profesor Kieżun (Kieżun 2012, s. 165-204) oraz profesor Zdzisław Sadowski (Sadowski 2005). W latach realizowanej transformacji trwał swoisty pojedynek ,,reformatorów’’ z opinią publiczną, ze społeczeństwem. Przed opinią publiczną ukrywano prawdziwe koszty prywatyzacji (Ślązak 2021, rozdz. I). Rozporządzenie Ministerstwa Przekształceń Własnościowych z dnia 20 listopada 1990 r. określało, że analizy stanu prawnego oraz ekonomiczno – finansowe,  mają charakter zastrzeżonych i nie mogą być szerzej udostępniane (Ślązak 2021, rozdz. I).

Ryszard Ślązak tak określa pierwszy okres transformacji: ,,Najsilniejsza krytyka dotyczy tu rządów Mazowieckiego i Bieleckiego, kiedy prywatyzacja była przeplatana aferami, korupcją, zaniżaniem wartości majątku przedsiębiorstwa i powstawaniem w społeczeństwie myśli odwetu i anulowania dotychczasowych umów sprzedaży przedsiębiorstw. Zniesienie przez Sejm Kontraktowy zgodnie z art. 134 i 135 kodeksu karnego biorących w obronę i ochronę interes państwa zezwalało na bezkarność za działanie na szkodę interesu publicznego, państwa’’ (Ślązak 2021, rozdz. I, przypis 32).

  1. Lata 1993 – 2015

            Ten długi okres 22 lat można śmiało podzielić na okresy związane z wyborami parlamentarnymi i przedstawić w odrębnych punktach. Pierwszy 4-letni okres  wywarł takie piętno na całym procesie transformacji, że z pewnymi jednak odcieniami, można stwierdzić, że neoliberalizm kwitł cały czas. Były nim przesiąknięte nie tylko rządy, ale i majestaty prezydenckie.

Wałęsa – owszem, reagował. Zmieniał premierów, mieszał (,,wojna na górze’’), ale na gospodarce nie znał się.

Kwaśniewski – 10 lat prezydentury – chciał być postępowy i dbał o to aby go nie posądzać o nastawienie sympatyzujące z okresem minionym.

Komorowski nie znał się na gospodarce, a jego wypowiedzi nie pozostawiają wątpliwości co do jego sympatii.

Dla  bardziej przejrzystej prezentacji tego długiego okresu przestawimy jego podział czasowy związany z wyborami parlamentarnymi:

Pierwszy z nich to okres  rządów Lewicy – lata 1994–1997 – koalicja SLD i PSL . Premierem Waldemar Pawlak – od 28 kwietnia 1994 r do 6 marca 1995 r, następnie od 7 marca 1995 r przez rok Józef Oleksy i półtora roku Włodzimierz Cimoszewicz (luty 1996 r  do października 1997 r). Brylował w tym czasie Marek Borowski – wzorujący się na Balcerowiczu minister finansów i Wiesław Kaczmarek – ultraneoliberał jako minister prywatyzacji. Jak twierdził Paweł Bożyk: „Ministerstwo Finansów matnią neoliberalizmu w Polsce” (Bożyk 2015, s. 176). Za rządów tej koalicji wicepremierem i ministrem finansów był Grzegorz Kołodko (od 28 kwietnia 1994 r do 4 lutego 1997 r). W tym czasie Kołodko opracował ,,Strategię dla Polski’’, której założenia starał się wdrażać w bieżącej pracy rządu. Kołodko gdzie mógł atakował neoliberalizm, ale jakoś nie mógł utemperować swojego kolegi z rządu – Wiesława Kaczmarka.

Koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego oznaczała pozytywny zwrot w transformowaniu gospodarki. W odróżnieniu od ekip prawicowych począwszy od T. Mazowieckiego, poprzez J.K. Bieleckiego, J. Olszewskiego i H. Suchockiej (okres od września 1989 r. do października 1993 r.), które zajmowały się ,,widmem komunizmu’’, nowa koalicja zajęła się ,,widmem kapitalizmu’’ (Poznański 2001, s. 82).

Koalicja ta zdecydowała, że należy zająć się walką z ostrym kryzysem gospodarki. Niektórzy krytycy komentowali, że doszło do wyhamowania tempa prywatyzacji, ale to wówczas można było obserwować zdrowe i naturalne działania polegające na zastosowaniu nadzorczej kontroli nad sektorem państwowym oraz wprowadzeniu zmian w przepisach (tzw. komercjalizacja). Nastąpiło zwolnienie tempa transferu zagranicę. Jak pisze K.Z. Poznański rządy tej lewicowej koalicji stanowią jedyny okres, kiedy świadomie starano się skierować kapitał w ręce krajowe. Na ten okres przypadł rozwój krajowych holdingów w przemyśle (Poznański 2001, s. 83).

Za czasów tej koalicji obserwujemy najbardziej korzystną sekwencję wzrostu gospodarczego. PKB dla poszczególnych lat wzrósł (w %) (Kołodko 2009, s.51):

 

1994 5,2
1995 7,0
1996 5,2
1997 7,1

 

Pozostałe wskaźniki wzrostu dla lat 1995-1997 (w %), które Grzegorz Kołodko nazywa ,,złotą sekwencją’’(ceny stałe):

  • inwestycje – 69,9
  • eksport – 58,1
  • konsumpcja indywidualna – 21,5
  • wydajność pracy – 14,7
  • konsumpcja zbiorowa – 8,3
  • dochody budżetu – 8,0
  • wydatki budżetu – 3,7

 

Z kolei za rządów prawicy w latach 1998 – 2001 sytuacja zmieniła się następująco:

Akcja Wyborcza Solidarność i rząd Jerzego Buzka (a ,,z tyłu’’ Krzaklewski), wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz, minister Skarbu Państwa Emil Wąsacz. Rząd ten ,,porwał się’’ na przeprowadzenie czterech reform: administracji terytorialnej, lecznictwa i ochrony zdrowia, ubezpieczeń emerytalnych oraz oświaty i wychowania. Wydawało im się, ze są na tyle mocarni, że wszystko są w stanie przeprowadzić. Życie srogo zweryfikowało to przekonanie – wszystkie te reformy były nieudane. Jako dowód ,,wyrzucania pieniędzy w błoto’’ można przytoczyć ,,książeczki zdrowia’’ – były one wydrukowane dla każdego obywatela – i nigdy do niczego nie posłużyły. W tym też okresie nastąpiło ,,schłodzenie’’ gospodarki: PKB dla kolejnych lat począwszy od 1998 wzrost wynosił (w %): 5; 4,5; 4,2; 2,1; (Kołodko 2009, s. 44).

Rządy AWS-u wsławiły się bardzo szkodliwym aktem – przekazaniem w ręce zagraniczne całego systemu finansowego. Kiedy odchodziła lewicowa koalicja udział obcego kapitału w bankach wynosił około 20 procent. Za czasów prawicy udział ten zwiększył się do 75 procent (Poznański 2001, s. 84).

Niestety mimo hołubienia Leszka Balcerowicza i podkreślania jego zasług faktem jest, że największe szkody zostały poniesione w czasie kiedy on był wicepremierem. Były to rządy T. Mazowieckiego i J. K. Bieleckiego (lata 1989 – 1991) oraz  rządy AWS-u (lata 1997-2001). W tym to czasie następowała nie tylko wyprzedaż gospodarki i finansów kapitałowi zagranicznemu, ale też następowało spowolnienie gospodarcze. ,,Mocarność’’ rządów prawicy zakończyła się klęską w wyborach parlamentarnych, które odbyły się 23 września 2001 r.

Rządy te kończą dekadę lat 90-tych. Interesujące porównanie dekady lat 70 (,,dekada Gierka’’) i dekady lat 90 (pierwsze lata transformacji) przedstawia K.Z. Poznański (Poznański 2001, s. 144):

 

 

Tabela. 1

Porównanie dwóch dekad: Gierka i Balcerowicza

Wskaźniki Dekada Gierka

(1970-1979)

Dekada Balcerowicza

(1990-1999)

1. Wskaźniki makroekonomiczne
1.1 Wzrost dochodu narodowego
(indeks) (1979; 1970=100;     1999; 1989=100)
170 120
1.2 Udział inwestycji w dochodzie (w %) 28-30 20
1.3 Wzrost majątku trwałego
(indeks) (1979; 1970=100;

1999; 1989=100)

165 123
1.4 Dług zagraniczny brutto (mld US dollars) 24 58
1.5 Deficyt jako procent eksportu
(w  %) (1971-1978, 1991-1998)
47 36
1.6 Liczba nowych miejsc pracy (mln) 2,1 -2,1
1.7 Ogólna liczba ludzi bez pracy
(mln) w tym ,,ukryte’’ bezrobocie (mln)
0.5

0.5

4.4

2.1

2. Wskaźniki mikroekonomiczne
2.1 Budownictwo mieszkaniowe
(liczba mieszkań na tys. osób)
23,3 8.5
2.2 Spożycie mięsa i przetworów
(kg na osobę)
69 57
2.3 Spożycie mleka
(kg na osobę)
262 194
2.4 Spożycie masła

(kg na osobę)

8,9 4,3
2.5 Zakup książek

(na tys. osób)

4136 2425
2.6 Przejazdy kolejowe 1332 667
2.7 Przyrost liczby samochodów w użyciu  (na tys. osób)
(1970-1980, 1990-1999)
52 65

Źródło: Rocznik statystyczny GUS, Warszawa, 1999

 

            Z kolei w czasie rządów Lewicy  w II okresie (2002 –2005) sytuacja zmieniła się następująco:

Leszek Miller premierem – „skażony” rozmowami z Tony Blairem i Gerhardem Schroederem był nastawiony na ,,więcej rynku, mniej państwa w gospodarce’’ (Bożyk 2015, s. 229). W czasie sprawowania przez niego urzędu wicepremierami dla gospodarki byli kolejno rywalizujący ze sobą profesorowie – Grzegorz Kołodko i Jerzy Hausner.

Leszek Miller kontynuował politykę neoliberalną. Ukłonem w stosunku do przedsiębiorców było obniżenie podatku CIT do 19%. Stanowiło to w istocie przejście do podatku liniowego w miejsce progresywnego, co jak dla lewicy było zadziwiające. Miller złożył rezygnację ze swojego urzędu 2 maja 2004 r. – dzień po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej. Na premiera desygnowany został Marek Belka. Sprawował funkcję do października 2005 r , do czasu kiedy SLD przegrało wybory parlamentarne.

Następny okres przyniósł rządy Prawa i Sprawiedliwości (2006 –2007).

Jesień 2005 r. to sukces braci Kaczyńskich. Lech został prezydentem,  a Jarosław jako szef Partii desygnował na premiera Kazimierza Marcinkiewicza.  Po ośmiu miesiącach urzędowania spowodowano rezygnację Marcinkiewicza, premierem został Jarosław Kaczyński – promotor IV Rzeczypospolitej.

Koalicję rządową stanowiły partie: PIS, Samoobrona, Liga Polskich Rodzin. ,,Afera gruntowa’’ jako próba wyeliminowania Andrzeja Leppera i kilka innych afer spowodowało upadek rządu Jarosława Kaczyńskiego.

Nastąpił z kolei okres rządów Platformy Obywatelskiej (2008 –2015).

Przyspieszone wybory parlamentarne jesienią 2007 r. wygrała Platforma Obywatelska. Premierem został Donald Tusk, wicepremierem Waldemar Pawlak z PSL. Platforma Obywatelska, tak jak poprzednie ww. rządy kontynuowała politykę neoliberalną nakreśloną przez Leszka Balcerowicza.

W 2011 r. Platforma Obywatelska powtórzyła sukces wyborczy. Jej rządy trwały 8 lat – do jesieni 2015 r. kiedy bezwzględne zwycięstwo uzyskało Prawo i Sprawiedliwość.

Wszystkie wyżej wymienione rządy rozpatrywanego wyżej 26-lecia polskiej transformacji realizowały politykę neoliberalną. Były jednak między nimi pewne różnice. Jak wspomniano – I okres rządów lewicowych doceniał rolę państwa w gospodarce, jak też starał się dbać o rodzimy kapitał.

Przeprowadzone procesy prywatyzacyjne opisane są w publikacji „Zmiana własnościowa polskiej gospodarki 1989-2013’’ (Bałtowski, Kozarzewski 2014, rozdz. 5, s. 159-210).

Skalę przeprowadzonych prywatyzacji obrazują przychody z tego tytułu. Przychody te w poszczególnych latach prezentuje Witold Kieżun (Kieżun 2012, s. 150-151).

Najwyższe  przychody (powyżej 10 mld zł) obserwowano w latach:

  • 1999 – 13,25 (Rządy prawicy)
  • 2000 – 27,18 (Rządy prawicy)
  • 2004 – 10,25 (Rządy lewicy II okres)
  • 2010 – 22,00 (Rządy Platformy Obywatelskiej – powrót niechlubnych czasów ratowania budżetu wpływami z prywatyzacji)
  1. Przykłady wyjątkowych patologii i zaniedbań

      Błędy prezentowane niżej wynikały z kilku przyczyn. Przede wszystkim z celowego działania polskich sfer decydujących o ustawodawstwie ukierunkowanego na utrudnienie funkcjonowania polskich przedsiębiorstw państwowych przy równoczesnym udzielaniu preferencji kapitałowi zagranicznemu. Towarzyszyła temu wyjątkowa obojętność ze strony polskich rządów na poczynania zagranicznych firm.

Raport wybitnych polskich ekspertów sporządzony w 1996 r. ,, O potrzebie długofalowej strategii w stosunku do kapitału zagranicznego w Polsce’’ (utajniony przez rząd koalicji SLD – PSL) podaje następujące rażące przykłady bankructwa polskich przedsiębiorstw w procesie transformacji (Kieżun 2012, str. 136-137):

  • CEMI Naukowo Produkcyjne Centrum Półprzewodników w Warszawie, zatrudniające 8000 pracowników o najwyższych kwalifikacjach – jedyny taki zakład w Polsce; największy tego typu w Europie Środkowej – produkujący układy scalone, diody i tranzystory. Przyczyna bankructwa: wysokie odsetki również dla kredytów zaciągniętych w przeszłości, dumpingowa konkurencja zagranicznych producentów korzystających z pełnego otwarcia polskiego rynku, przy braku wsparcia realizowanego powszechnie w tym przemyśle w krajach zachodnich;
  • Zakłady Radiowe im. M. Kasprzaka w Warszawie (magnetofony, radia, radiostacje dla wojska), licencja Grundiga, zatrudnienie 6000 pracowników;
  • Fabryka Magnetofonów w Lubartowie – produkcja magnetofonów wytrzymałych na wstrząsy – dla celów wojskowych;
  • Zakłady Lampowe im. Róży Luksemburg (żarówki, lampy elektronowe, świetlówki), zatrudnienie 5000 pracowników;
  • Warszawskie Zakłady Telewizyjne ,,Elemis’’. Wysokie oprocentowanie kredytów spowodowało zadłużenie na 200 mln złotych; zagraniczni konkurenci działający już w Polsce (Philips, Thompson) korzystali z preferencji podatkowych i niższych stawek celnych na import komponentów i podzespołów. ,,Elemis’’ miał perspektywy na produkcję 100 tys. telewizorów, ale nie mógł uzyskać kredytu bankowego;
  • Polcolor, zakład produkcji kineskopów kolorowych w Piasecznie; niespłacony kredyt 504 mln złotych; 90% majątku wycenione w 1991 r. na 1,1 mld dolarów – sprzedano firmie Thompson za 378 mln dolarów.

Wiele zakładów wysokiej technologii zostało w wyniku ,,wrogiego przejęcia’’ zlikwidowanych lub przekształconych w oddziały zagranicznych koncernów. Przykłady:

  • Zakłady Wytwórcze Urządzeń Telefonicznych ZWUT w Warszawie, Węgrowie , Radomiu i Bydgoszczy. Zakłady te miały monopol na produkcję i konserwację telefonów w Polsce i ZSRR. Zostały zakupione po cenie dalekiej od faktycznej wartości przez niemiecki koncern Siemens: Niemcy przenieśli całą produkcję do siebie, zachowując umowę o konserwacji aparatów w Rosji. W Węgrowie pracowało 4000 osób – zwolniono całą załogę, zburzono budynki, a teren sprzedano pod zabudowę mieszkaniową;
  • Zakład Komputerowy ,,Elwro’’ we Wrocławiu – zakupił Siemens, zwolnił załogę, zburzył budynki. Pozostawiono marginalną produkcję wiązek przewodów dla komputerów wytwarzanych w Niemczech;
  • Dzierżoniowskie Zakłady Radiowe – z 7000 osób załogi pozostało 10%.

Redukcja zatrudnienia w zakładach wysokiej techniki objęła ok. 120 tysięcy pracowników mających wysokie kwalifikacje. Zatrudnienie w 1994 r. zmniejszyło się o 50% przy niemal pełnym opanowaniu tego typu produkcji przez kapitał obcy.

Klasycznym przykładem piramidalnej patologii była sprzedaż Zakładów Produkcji Papieru i Celulozy w Kwidzyniu – inwestycji zaplanowanej w okresie rządów Gierka, a ukończonej w latach 80-tych. Najnowocześniejsze maszyny zakupiono za 400 mln dolarów, pozostałe koszty inwestycji (teren, budynki itp.) stanowiły kwotę zbliżoną. Zakłady były największym w Europie producentem celulozy, wytwarzały połowę papieru gazetowego w Polsce, zatrudniały 3600 pracowników.

Zostały sprzedane za 120 mln dolarów (80% akcji) amerykańskiemu koncernowi International Paper Group INC, który pozostałe 20% akcji wykupił od załogi po bardzo niskiej cenie. Dodatkowo zwolniono nabywcę na kilka lat od płacenia podatku dochodowego. Wartość tego zwolnienia wynosiła 142 mln dolarów. Praktycznie więc Zakłady te oddano za darmo (Kieżun 2012, s. 140-141).

Na interwencję Sejmowej Komisji i Ministerstwa Leśnictwa otrzymano nieprawdziwe wyjaśnienia z Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, że transakcja była korzystna bo zakład był przestarzały i istniała możliwość jego bankructwa (rząd premier Suchockiej).

Było to niezgodne z prawdą, bo trzy lata po zakupie dyrektor d/s rozwoju, reprezentujący nowego amerykańskiego właściciela, udzielił wywiadu w którym powiedział: ,,Ta fabryka jest w całości nowoczesna, zaprojektowana według całkowicie nowoczesnych wzorów zachodnich. Mieści się ona we wszystkich standardach, jakich oczekiwalibyśmy od każdej fabryki na świecie’’ (Kieżun 2012, str. 141).

Profesor Kieżun przytacza kolejne przykłady patologicznej sprzedaży polskiego majątku firmom zagranicznym: Cementownie Górażdże i Strzelce Opolskie, Huta Warszawa, Huta Częstochowa oraz – jak się wyraża ,,dwa złote jabłka’’ charakteryzujące się wysokimi zyskami – bankowość i wielki handel (Kieżun 2012, str.  142 – 147). W każdym przypadku państwo nasze poniosło olbrzymie straty. Sprzedawano na zasadzie: ,,przedsiębiorstwo jest warte tyle, ile ktoś chce za nie zapłacić’’ albo: ,,lepiej sprzedać za złotówkę, niż do niego dopłacać’’ (choćby tymczasowo).

Największą jednak ,,zbrodnią’’ było ,,dorżnięcie’’ 512 najlepszych polskich przedsiębiorstw w ramach programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Cała operacja rozpoczęła się za rządu Suchockiej z Januszem Lewandowskim jako ministrem przekształceń własnościowych. ,,Na starcie programu decydująca część tych przedsiębiorstw miała świetne wyniki ekonomiczne, pozostałe zupełnie przyzwoite’’ (Bożyk 2015, s. 148). Propaganda obiecywała, że wyniki będą jeszcze lepsze, wzrosną zarobki pracowników, przyspieszony będzie postęp techniczny.

Rzeczywistość okazała się diametralnie inna. Podzielone na 15 Funduszy Inwestycyjnych przedsiębiorstwa zaczęły mieć coraz gorsze wyniki. Powód: olbrzymie zarobki firm zarządzających Funduszami; a zarządzającymi były firmy zagraniczne. Dyktat Banku Światowego i Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju spowodował, że zagraniczne firmy zarządzające same dokonywały ostatecznych modyfikacji zasad, za pomocą których mieli zarządzać polskimi przedsiębiorstwami. Nie trudno zgadnąć w jakim kierunku zostały dokonane modyfikacje. Po pięciu latach zarządzania funduszami zagraniczne firmy zarządzające zarobiły prawie 800 mln zł co stanowiło połowę wartości prywatyzowanych przedsiębiorstw (Bożyk 2015, s. 150).

Ponadto Fundusze w których zgrupowane były przedsiębiorstwa zwolnione zostały z podatku od ponadnormatywnych wypłat wynagrodzeń oraz z podatku dochodowego od osób prawnych – który to fakt nie był powszechnie znany (Ślązak 2021).

Kolejną patologią było przekazanie terenu po zlikwidowanych fizycznie przedsiębiorstwach zagranicznym firmom deweloperskim (Ślązak 2021).

Program trwał 10 lat i żaden z kolejnych rządów nie interweniował na rzecz poprawy stanu przedsiębiorstw objętych programem. Nikt nie recenzował pierwotnego projektu, nikt nie recenzował poprawek do pierwotnego projektu dokonywanych przez zagraniczne firmy zarządzające.

W konsekwencji kapitał zagraniczny wykupił 57 najlepszych przedsiębiorstw po ,,ulgowych cenach’’. Resztę poddano procedurze likwidacyjnej lub dopuszczono do bankructwa. Tylko 27 przedsiębiorstw zakwalifikowało się na giełdę. Był to przekręt w monstrualnej skali; przedsiębiorstwa zniknęły, a państwo nasze zapłaciło jeszcze za to setki milionów złotych, które wypłynęły jako ,,żywa gotówka’’ na zagraniczne konta (Bożyk 2015, s. 151).

Do wyjątkowych patologii należy zaliczyć likwidację PGR-ów. Było to posunięcie wyjątkowo nieprzemyślane i niepotrzebne, zrealizowane bez wyobraźni, wyłącznie dla ,,czystości’’ rozwiązania systemowego, za co odpowiadają Bielecki i Balcerowicz  (Bożyk 2015, s. 146-147).

PGR-y  zatrudniały ok. 500 tysięcy pracowników utrzymujących łącznie ok. 2 milionów ludzi. W jesieni 1991 r.  uchwalono ,, Ustawę o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa’’ – powstała Agencja Własności Rolnej. Zobowiązano ją do natychmiastowego (z dniem 1 stycznia 1992 r.) przejęcia wszelkiego majątku (w tym ziemi).

Ustawę wdrożono nagle – kilka milionów ludzi znalazło się na marginesie życia. Nie było możliwości znalezienia jakiejkolwiek innej pracy. Nałożyło się to na okres masowych likwidacji zakładów przemysłowych, a więc bezrobocie już ,,szalało’’. Trudno więc o gorszy moment na to posunięcie.

Ziemia popegeerowska stała się przedmiotem ,,przekrętów’’, w tym korupcji i spekulacji. Część ziemi przejął kapitał finansowy krajowy i zagraniczny. Odsprzedano ją z olbrzymim zyskiem na hotele, rancza, dacze. Państwo nasze nic z tego nie miało.

Likwidacja PGR-ów to nie tylko bezrobocie, spekulacja państwową ziemią, ubóstwo i wydatki państwa na zasiłki. To również niedożywione dzieci, młodzież bez możliwości kształcenia, pijaństwo, kradzieże i morderstwa (Bożyk 2015, s. 147). W imię czego? W imię rozwiązań systemowych? Olszewski mógł wstrzymać wykonanie ustawy o PGR-ach, bo funkcję premiera objął przed 1.01.1992 r. ale tego nie zrobił. ,,Olszewskiego tyle obchodziły PGR-y co ubiegłoroczna zima’’ (Bożyk 2015, s. 154).

Niestety były też takie operacje, które zagrażały bezpieczeństwu Polski. Do nich np. należała sprzedaż Telekomunikacji Polskiej S.A. francuskiej firmie France Télécom za 21 mld 766 tys. złotych. Była to ,,sprzedaż systemu sieci bezpieczeństwa narodowego z systemem obrony kraju na czas wojny’’ (Kieżun 2012, str. 164). Przy tej okazji francuzi otrzymali spółkę Emitel, administrującą naziemną infrastrukturą radiowo-telewizyjną w naszym kraju. Były to czasy rządu Jerzego Buzka. Natomiast już za czasów rządów Platformy Obywatelskiej przyjęta została ustawa likwidująca  w ogóle listę spółek strategicznych w Polsce (Kieżun 2012, s. 165).

  1. Ogólna ocena transformacji gospodarczej

Propaganda lat 70-tych ubiegłego wieku przedstawiała Polskę jako kraj o 10. miejscu zatrudnienia w przemyśle na  świecie. We francuskim ,,Atlaseco’’, atlasie światowej ekonomii z roku 1989 r. czytamy na stronie 247, że ,,Polska znajduje się na 12. miejscu na świecie, biorąc pod uwagę wielkość jej przemysłu…’’ (Kieżun 2012, s. 132). Realia dnia dzisiejszego nie skłaniają do sytuowania Polski w takiej ścisłej czołówce gospodarczej świata.

Wprawdzie cała produkcja przemysłowa wzrosła w dekadzie ponad 3 – krotnie , ale zdecydowały o tym firmy zagraniczne. A w krajowym przemyśle według  oceny A. Karpińskiego wzrost ten wyniósł około 55 %. A firmy zagraniczne nie tylko transferują zyski zagranicę, ale również nierzadko są zwolnione z podatku dochodowego. Osobny problem to ceny transferowe. Co my mamy z tego jako społeczeństwo, to na pewno płace (często nie najwyższe) i ewentualnie relacje kooperacyjne. A. Karpiński wypowiada się dalej, że ,,gdyby nie dopuszczono do tak masowej likwidacji już istniejących zakładów przemysłowych, wyniki mogłyby być znacznie lepsze. Bezrobocie o ok. 1,5 mln mniejsze, a zarobki o 1/3 wyższe’’ (Karpiński 2018, s. 397).

Wyprzedaż naszego majątku firmom zagranicznym miała cztery aspekty ujemne:

–   jeżeli  już wyprzedaż, to dlaczego po tak niskiej cenie,

– ze sprzedażą zagranicznym inwestorom jednocześnie wyzbywamy się bezpowrotnie zysków z kapitału; zysk ten w postaci dywidend lub poprzez nieuczciwe stosowanie cen transferowych wywożony jest zagranicę w celach konsumpcyjnych,

– wysokie koszty towarzyszące tej sprzedaży poprzez zatrudnianie zagranicznych firm consultingowych, mających rzekomo unikalną wiedzę i umiejętności jak prywatyzować gospodarkę państwową,

– na dodatek inwestor zagraniczny zwalniany był z podatku dochodowego – to już całkowite nieporozumienie.

Transformacja przyniosła też wiele ludzkiego cierpienia, które dalej trwa. Dobrze że nie zapomina się o tym, oraz że istnieje dokumentacja. Przywołuję tu książkę Katarzyny Dudy: ,,Kiedyś tu było życie, teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji’’ (Duda 2019).

Jak wysokie są transfery środków finansowych z naszego kraju ujawnia Marek Siudaj w tygodniku ,,w Sieci’’ z 1.10.2017 r. ,,Europa drenuje nas na całego’’. W okresie 2005-2015 firmy tylko z siedzibą w UE wytransferowały z Polski 538 mld zł. W tym czasie otrzymaliśmy z UE netto, po odliczeniu składki członkowskiej 360 mld zł. Według Thomasa Pikettego środki przekazywane do Polski z UE to 4,7% PKB. Podane kwoty transferów z Polski nie uwzględniają odpływu kapitału z Polski do firm spoza UE (źródło: artykuł Kazimierza Golinowskiego w ,, Polityce Polskiej’’ Nr 12 (32) grudzień 2017).

I sytuacja w tym zakresie nie poprawia się. Tygodnik ,,Polityka’’ Nr 16 z 17.04 – 23.04.2019 na s. 122 prezentuje następujący tekst: W ,,Do rzeczy’’ Piotr Gabryel pyta:  ,,Czy dziś jest więcej Polski w Polsce niż w 2015 r.? Czy nasz kraj stał się w tym czasie gospodarczo bardziej niezależny, bardziej suwerenny?. I odpowiada : ,,zamiast oczekiwanego przez rząd spadku doszło do wzrostu uzależnienia Polski od kapitału zagranicznego – w 2015 r. udział firm zagranicznych w wytwarzaniu polskiego PKB wyniósł 14,6 proc., a w 2017 – podskoczył do 15,1 proc. (…) transfery brutto do podmiotów zagranicznych, zamiast zmaleć, powiększyły się. I w latach 2016-18 osiągnęły wartość niemal 383 mld zł, wobec 314 mld zł w latach 2013-15. Czyli wytransferowano z Polski o 21 proc. więcej kapitału’’.

Jeżeli chodzi o otrzymywane z UE środki to należy zauważyć co następuje: określony jest cel na co te środki mogą być wydane. Często są to parki, ścieżki rowerowe, zabytkowe budynki. Poza tym musimy mieć wkład własny. Polska staje się ładniejsza. Ale to nic nam nie daje z punktu widzenia przyszłości, rozwoju. Nie ma nowych technologii, nie ma myśli technicznej. Nie ma tym samym możliwości wykorzystania tego źródła na cele rozwoju przemysłu.

Wracając do oceny procesu transformacji opieram się na wywodach Andrzeja Karpińskiego (Karpiński 2018, s. 65-70), który jest bezspornie dużym autorytetem w polityce przemysłowej. Twierdzi on, że błędem nie były:

  • prywatyzacja znacznej części przemysłu państwowego,
  • otwarcie rynku polskiego na ekspansję kapitału zagranicznego,
  • nawet likwidacja części już istniejących zakładów przemysłowych.

Wymienia natomiast następujące błędy:

  1. skrajna i nadmierna fascynacja doktryną neoliberalną. Niekorzystne warunki dla funkcjonowania krajowego przemysłu stworzyli politycy. Wynikało to z braku wiedzy ekonomicznej i doświadczenia w zarządzaniu przemysłem;
  2. nagłe i niemal całkowite wycofanie się z funkcji socjalnej w zakładach pracy oraz zaniechanie wszelkiej działalności w tym zakresie;
  3. zbyt tolerancyjny i liberalny stosunek państwa, a w ślad za tym części opinii publicznej do bezprawnego bogacenia się jednostek kosztem interesu społecznego (,,pierwszy milion trzeba ukraść’’);
  4. silna podatność na korupcję; ,,The Economist’’ wykazywał pod tym względem Polskę na 3-im miejscu po Ukrainie i Rosji;
  5. błędy w zarządzaniu i procesie prywatyzacji np. dzielenie likwidowanych zakładów i ich sprzedaż w częściach, co jest prawnie zakazane w niektórych krajach zachodnich.

Często słyszy się oceny usprawiedliwiające proces przebiegu transformacji gospodarczej: że nie było wzorców, nie było takich doświadczeń wcześniej, itp. Trudno zgodzić się z takim podejściem. Decyzje typu ,,makro’’ powinni byli podejmować ludzie kompetentni. A takich nie brakowało w naszym kraju i nie brakuje. A przypadki indywidualne? Stoją za nimi konkretni ludzie, konkretne decyzje.

Wywody przeprowadzone powyżej oraz obszerna literatura przedmiotu nie pozostawiają wątpliwości: tak, to był wielki przekręt – począwszy od karykaturalnego zastosowania reguł neoliberalizmu, przez niekompetencję rządowych elit, przez brak poszanowania dla wysiłków wielu pokoleń Polaków, przez brak patriotycznego myślenia, przez fascynację zagranicą, przez znieczulicę na cierpienia społeczeństwa, przez całkowite ignorowanie krytyki i głosów rozsądku nawołujących do dialogu (buta i pycha ,,reformatorów’’ – przeświadczenie o nieomylności)  oraz bez wątpienia przez korupcję. Brakowało nawet zdrowego rozsądku – to był jakiś amok.

Swoim ,,dziełem’’ zachwycają się tylko ,,pseudoreformatorzy’’ – nie znam publikacji poważnych autorów, którzy wypowiadają się pozytywnie o metodach zastosowanych wobec polskiej gospodarki. ‘’Wielcy reformatorzy’’ gloryfikują samych siebie. Ale moralna odpowiedzialność na nich ciąży. Przyszłe pokolenia powinny znać prawdę o tamtych czasach. I nie zapominać, żeby nie popełniać takich czynów w przyszłości.

Wszystkie te ujemne procesy, zjawiska i niepowodzenia nie mogą rzecz jasna przesłaniać zasadniczych przejawów postępu w stosunku do poprzedniego systemu i korzyści jakie daje gospodarka rynkowa.

 

BIBLIOGRAFIA

  • Ancyparowicz G. (2015), Od neoliberalizmu do neokolonializmu. Ćwierć wieku transformacji ustrojowej w Polsce, Spółdzielczy Instytut Naukowy, Sopot.
  • Balcerowicz L. (1992), 800 dni. Szok kontrolowany, Polska Oficyna Wydawnicza BGW, Warszawa.
  • Bałtowski M., Kozarzewski P. (2014), Zmiana własnościowa polskiej gospodarki 1989-2013, Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa.
  • Bożyk P. (2015), Apokalipsa według Pawła. Jak zniszczono nasz kraj, Wektory, Wrocław.
  • Duda K. (2019), Kiedyś tu było życie. Teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa.
  • Hausner J. (2007), Pętle rozwoju. O polityce gospodarczej lat 2001-2005, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa.
  • Karpiński A. (2014), Kontynuować czy zmienić. O strategii gospodarczej dla Polski (spojrzenie eksperta), Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa.
  • Karpiński A. (2018), Prawda i kłamstwa o przemyśle. Polska w obliczu III rewolucji przemysłowej, Fundacja Oratio Recta, Warszawa.
  • Karpiński A., Paradysz S., Soroka P., Żółtkowski W. (2013), Jak powstawały i jak upadały zakłady przemysłowe w Polce, Muza SA, Warszawa.
  • Karpiński A., Paradysz S., Soroka P., Żółtkowski W. (2015), Od uprzemysłowienia w PRL do deindustrializacji kraju, Muza SA, Warszawa.
  • Kieżun W. (2012), Patologia transformacji, Poltext, Warszawa.
  • Kołodko G.W. (2009), Sukces na dwie trzecie. Polska transformacja ustrojowa i lekcje na przyszłość, (w:) Mączyńska E. (red.), Polska transformacja i jej przyszłość, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Warszawa.
  • Kowalik T. (2013), O lepszy ład społeczno – ekonomiczny, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk, Warszawa.
  • Poznański K.Z. (2000), Wielki przekręt. Klęska polskich reform, Towarzystwo Wydawnicze
    i Literackie , Warszawa.
  • Poznański K.Z. (2001), Obłęd reform. Wyprzedaż Polski, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa.
  • Sadowski Z. (2005), Transformacja i rozwój. Wybór prac, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Warszawa.
  • Ślązak R. (2016), Czarna księga prywatyzacji 1988-1994 czyli jak likwidowano przemysł, Wektory, Wrocław.

[1]Opublikowano  w: Trzydziestolecie restytucji kapitalizmu w Polsce. Akademia Finansów i Biznesu Vistula. Warszawa 2019 r.

Dr Andrzej Jakubowicz jest doktorem nauk ekonomicznych SGH, członkiem Rady Naukowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Kraj Wywiady

Nawrocki broni interesów Ameryki i Trumpa

Politycznie chodzi o to, żeby wydawać pieniądze na zakup broni amerykańskiej

Prof. Marek Belka – ekonomista, były premier i były prezes NBP

Na czym polega pomysł prezydenta RP i prezesa NBP – SAFE 0%? Pan to już mówił w jednym z wywiadów: „Propozycja prezydenta Nawrockiego jest dość rozpaczliwa i wydaje się szukaniem sposobu, żeby nie podpisać rządowej ustawy o SAFE”.
– Politycznie chodzi o to, żeby uniknąć jakichkolwiek związków z Unią Europejską i żeby wydawać pieniądze na zakup broni amerykańskiej. To podstawa podstaw. O to chodzi.

A te zapewnienia, że to kredyt 0%?
– Tu chodzi nie o to, żeby jakieś koszty obniżyć, bo jestem przekonany, że na tym akurat prezydentowi w ogóle nie zależy. Tak samo jak nie zależało PiS przez wiele lat, kiedy kupowali różny sprzęt w USA i w Korei.

Na zakup czołgów, haubic i samolotów w Korei Polska brała kredyt na 6%.
– Czyli tak naprawdę chodzi o to, żeby bronić amerykańskich interesów.

I Karol Nawrocki w tej grze bierze udział.
– Przecież to oczywiste. Nawrocki broni interesów Ameryki i swojej przyjaźni z Donaldem Trumpem.

Na tej szali stawia prawie wszystko.
– Przecież amerykańska broń będzie nas przed Rosjanami bronić, przynajmniej taka jest teza. Tylko istnieje pewne ryzyko, bo jeśli będziemy mieli w Waszyngtonie prezydenta pokroju Trumpa czy J.D. Vance’a, jeżeli będziemy mieli takich partnerów, to nie można wykluczyć, że gdy zechcemy użyć Patriotów czy Himarsów do zestrzelenia rosyjskich rakiet, oni mogą nam powiedzieć: nie zgadzamy się, bo nasze biznesy w Rosji mogą ucierpieć. W związku z tym Amerykanie mogą nam nie dać kodów sterujących.

Mogą powiedzieć: dogadajcie się sami z Rosjanami.
– Dlatego Europejczycy twierdzą, słusznie, że poleganie wyłącznie na broni ze Stanów Zjednoczonych jest ryzykowne. Choć czasami nie ma alternatywy. A poza tym może się zdarzyć taka sytuacja – i zdarza się – że tamtejszy sprzęt będzie najlepszy. Ale też najdroższy. Nie chodzi więc o to, żeby w ogóle nie kupować uzbrojenia w Ameryce. Po prostu nie można tego traktować jako jedynego źródła albo nawet głównego. Powinniśmy myśleć, że przede wszystkim trzeba rozbudowywać nasze własne możliwości obronne.

I własne zakłady z ośrodkami badawczymi. Rozwijać nasze badania.
– Przemysł zbrojeniowy w wielu krajach, np. w USA, ale także w Izraelu, przecież był i jest stymulatorem rozwoju najwyższych technologii. Pod warunkiem że się uczestniczy w produkcji.

Tymczasem SAFE Nawrockiego ustawia nas w ten sposób, że odwracamy się od Europy, i od Polski, i kupujemy amerykański sprzęt.
– Jest taki nacisk.

Amerykanie naciskają też Europę w sprawie jej programów zbrojeniowych.
– Bo w tych programach została zapisana wyraźnie preferencja dla europejskich firm. Co Trumpa doprowadza do wściekłości. Przecież nie po to zmusza Europę, żeby wydawała więcej na zbrojenia, by wydawała na sprzęt włoski, francuski czy niemiecki.

Bo powinna kupować przede wszystkim amerykański.
– Naturalnie!

Konflikt gospodarczy między Stanami Zjednoczonymi a Europą jest poważny?
– Tak mi się wydaje. To jedna z rzeczy wręcz niezrozumiałych: Trump traktuje gorzej sojuszników niż wrogów. Bo jeżeli wrogiem są Chiny, to jest wobec nich łagodny, bo nic im nie może zrobić. Chińczycy mają taką pozycję, jeśli chodzi o metale ziem rzadkich, że szantażu amerykańskiego

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Europa w okowach długu

Dr hab. Wiesław Szczęsny, Rada Naukowa PTE, em. prof. UW wszczesny@wz.uw.edu.pl, tel. 510-176-635 PTE – Zarząd Krajowy, ul. Nowy Świat 49, 00-042 Warszawa   Kryteria konwergencji z Maastricht wyznaczyły standardy fiskalne dla państw Unii Europejskiej.

Świat

Gospodarka rosyjska w czasie wojny

Putin będzie dążył do zniesienia sankcji

Oczekiwanie na katastrofę wroga zawsze jest miłe. Niemal od początku drugiej fazy rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 r. zachodnie media głównego nurtu oraz opozycyjne portale rosyjskie wieszczą upadek gospodarki Władimira Putina. Wydatki na zbrojenia, sankcje, wewnętrzne ekonomiczne problemy strukturalne, spadki cen surowców energetycznych – wszystko to zdaniem dziennikarek i dziennikarzy powinno doprowadzić do załamania ekonomicznego. Również analizy międzynarodowych organizacji ekonomicznych czy dużych firm ratingowych przewidywały regres.

W 2022 r. przewidywania tych instytucji wskazywały, że rosyjska gospodarka skurczy się o 2-4%. Ta ostatnia cyfra cytowana była częściej – lepiej wyglądała w nagłówkach i obiecywała rychłe zakończenie wojny. Koiła sumienia czytelniczek i czytelników.

Na koniec pierwszego roku pełnoskalowej wojny spadek dynamiki PKB wyniósł 1,4%. Rok później, gdy wieszczono stagnację na poziomie 0,3% lub 0,4%, gospodarka rosyjska wzrosła o 4,08%. W ubiegłym roku Zachód nadal spodziewał się minimalnego wzrostu, tymczasem gospodarka zwiększyła się o 4,1%.

Spora część komentatorów i komentatorek te różnice zrzuca na karb fałszowania danych. Rzeczywiście, w Rosji zbieranie informacji statystycznych traktuje się z pewną dowolnością. Swoboda ta jest jednak ograniczona.

Według rosyjskiego kolektywu badawczego Cedar większość falsyfikacji ma miejsce na niższych poziomach administracji. Władze centralne wolą utajnić dane. Cedar określa PKB jako daną stosunkowo wiarygodną. Tę ocenę potwierdza też Heli Simola z Instytutu Gospodarek Wschodzących Banku Finlandii, która porównała dane podawane przez Federalną Służbę Statystyczną z wynikami standardowego modelu ekonometrycznego. Dynamika wskazywana przez model pokrywa się z danymi Kremla.

Problemy z naszą oceną rosyjskiej gospodarki muszą zatem tkwić głębiej. Popatrzmy więc na kwestie, z którymi mierzy się ta struktura, i zastanówmy się, jak sobie z nimi radzi.

Jest już za późno…

W dyskusjach o sytuacji ekonomicznej rządzonego przez Putina państwa najczęściej zaczyna się od sprawy ograniczeń ekonomicznych wprowadzonych przez państwa UE, NATO i ich sojuszników. I my od tego zacznijmy.

Wprowadzane stopniowo sankcje ograniczyły możliwości eksportu ropy z Rosji na Zachód oraz utrudniły funkcjonowanie na europejskich rynkach firm naftowych z tego kraju. Tak zwany limit cenowy utrzymuje cenę rosyjskiej ropy Urals w 2025 r. poniżej 60 dol. za baryłkę (w pierwotnej wersji budżetu na 2025 r. zakładano cenę na poziomie 70 dol.). Nałożone niedawno przez Waszyngton ograniczenia uderzyły bezpośrednio w dwie kluczowe firmy tego sektora: Łukoil i Rosnieft.

Rosyjski sektor naftowy nadal jest kluczowym źródłem dochodu dla rosyjskich finansów publicznych. Dostarcza środków nie tylko dla budżetu, ale i dla Funduszu Dobrobytu Narodowego, wykorzystywanego do stabilizacji gospodarki w kryzysach.

Odcięcie od zachodnich rynków wpłynęło również na wewnętrzną produkcję. Rosyjskie firmy utraciły dostęp do wysokotechnologicznego importu. Nie mogły już kupować komponentów, których nie wytwarza się na miejscu, musiały więc spowolnić produkcję. Wycofanie zachodnich firm z rosyjskiego rynku pozbawiło ten rynek zachodniej wiedzy czy serwisów technologicznych systemów stosowanych w przemyśle. Zawieszenie współpracy z bankami rosyjskimi ograniczyło możliwości pozyskiwania pieniędzy ze stabilnych źródeł.

Na stabilność rosyjskiej gospodarki po 2022 r. miała też oczywiście wpływ sama agresja na Ukrainę. Potrzeba stałych dostaw sprzętu wojskowego doprowadziła do dominacji sektora publicznego, szczególnie jego części zbrojeniowej, pozostawiając przedsiębiorstwom prywatnym drobny handel i usługi. Kolejne fale mobilizacyjne zmniejszały liczbę pracowników i pracownic, szczególnie takich ze specjalistycznymi kwalifikacjami. Wydatki militarne i rosnący popyt wewnętrzny skutkowały rosnącą inflacją. Ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie skomplikowały sytuację krajowego rynku paliwowego.

…nie jest za późno

Udział w wojnie niesie znaczące i długoterminowe skutki dla gospodarki

Kacper Wańczyk jest ekspertem w Akademickim Centrum Analiz Strategicznych, publikował m.in. w „Nowej Europie Wschodniej” i „New Eastern Europe”. W latach 2007-2020 był pracownikiem polskiej dyplomacji. Tekst jest wyrazem opinii własnych autora

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Jaka przyszłość polskiej gospodarki?

Słynne hasło „brak polityki przemysłowej jest najlepszą polityką” okazało się dla Polski zgubne

Stan polskiej gospodarki i jej przyszłość są determinowane wynikami transformacji po 1989 r. Cechą charakterystyczną tego procesu było przeprowadzenie go pod przemożnym wpływem neoliberalizmu gospodarczego, który królował w gospodarce światowej od lat 80. minionego wieku. Główne założenia tego kierunku, w największym skrócie, to: jak najmniej państwa w gospodarce, ochrona środowiska hamuje rozwój, postawa „chciwości” jest słuszna, podatki progresywne są szkodliwe, bo hamują rozwój. Te założenia w silnych gospodarkach krajów Zachodu na pewnym etapie przyczyniły się do ich rozwoju. U nas niestety nie zdały egzaminu.

W wyniku zastosowania tych błędnych dla naszej gospodarki założeń nastąpiła jej głęboka dezindustrializacja. Niemal całkowicie zniknęły całe gałęzie przemysłu, np. włókiennictwo – słynne na cały świat ze względu na wysoką jakość wyrobów. Byliśmy również znanym eksporterem kompletnych obiektów przemysłowych, mieliśmy takie perełki jak elbląski Zamech czy kombinat papierniczy w Kwidzynie dysponujący najnowocześniejszym wyposażeniem; produkowaliśmy nawet tak deficytowe w świecie półprzewodniki. To tylko najbardziej rażące przykłady.

W stronę świadomej reindustrializacji

W okresie transformacji nie udało się zdynamizować rozwoju przemysłów wysokiej techniki. W wyniku błędnej polityki ówczesnych władz te najbardziej nowoczesne gałęzie przemysłu zostały sprywatyzowane w pierwszej kolejności, w zdecydowanej większości przejęte i w dużej części zlikwidowane przez kapitał zagraniczny. Struktura naszego przemysłu nigdy nie była nowoczesna, a w wyniku transformacji nastąpił jej dalszy regres. W 1989 r. udział tych przemysłów w gospodarce wynosił 6%, a w 2019 r. obniżył się do 5,1%. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że udział tych przemysłów w UE wynosi przeciętnie 14-17%, a w najwyżej rozwiniętych krajach UE – 20-25%. Przodujące pod tym względem kraje to USA, Japonia, Korea Południowa, Tajwan – tam udział przekracza 30%. Rekordzistą jest zaś Izrael, z udziałem przemysłów wysokiej techniki przekraczającym 40% wartości produkcji całego przemysłu i 55% eksportu. Zadaniem dla naszej gospodarki jest chociaż częściowe zmniejszenie dystansu do czołowych krajów.

Ostatnie światowe tendencje są takie, że rola przemysłu rośnie. Wobec tego zadaniem dla polskiej gospodarki jest reindustrializacja, która powinna polegać na świadomie prowadzonej polityce przemysłowej. Brak takiej polityki w trakcie procesu transformacji gospodarczej oraz niekontrolowany i niesterowany proces prywatyzacji – w tym brak polityki wobec kapitału zagranicznego – doprowadziły polską gospodarkę do głębokiej dezindustrializacji i chaosu, a w rezultacie do masowej emigracji zarobkowej. Słynne hasło „brak polityki przemysłowej jest najlepszą polityką” okazało się zgubne.

Najwyższy czas, aby został wytyczony jej świadomy kierunek. Opieranie się na żywiołowej kreatywności przedsiębiorców – zasługującej zresztą na najwyższe uznanie – to jednak za mało. W tym kontekście warto się zastanowić, czy dążyć do odbudowy tego, co było przed transformacją, czy postąpić w jakimś sensie rewolucyjnie i przebudować strukturę polskiego przemysłu, biorąc pod uwagę nowoczesne trendy. Zdecydowanie należałoby się opowiedzieć za tym drugim kierunkiem.

Kierunki rozwoju polityki przemysłowej

Jak to zrobić? I przede wszystkim kto ma to zrobić? Oczywiście adresatem jest rząd. Poprzedni wsławił się tym, że zmienił nazwę resortu zajmującego się gospodarką z Ministerstwa Gospodarki na Ministerstwo Rozwoju. Sama zmiana szyldu nie zapewniła jednak zmiany jakościowej. Rząd Donalda Tuska ma poważne zadanie: naprawić zepsute instytucjonalnie przez poprzedników państwo. Rząd ten reaktywował Ministerstwo Przemysłu, lokując je na Śląsku – w najbardziej uprzemysłowionym regionie kraju. Ministerstwo przetrwało zaledwie półtora roku – w ramach rekonstrukcji rządu w lipcu 2025 r. zostało zlikwidowane. Zlikwidowano również samodzielny resort gospodarki funkcjonujący dotychczas pod dziwaczną nazwą Ministerstwo Rozwoju i Technologii (rozwoju czego?). W zamian powołany został gigant – Ministerstwo Finansów i Gospodarki.

Czas pokaże, czy te zmiany organizacyjne przełożą się na lepszą jakość funkcjonowania. Nadzieje są wielkie. Obecny rząd – po rekonstrukcji – ma przed sobą co najmniej dwuletnią perspektywę. W aktualnej sytuacji należy zwrócić uwagę na dwa elementy.

  1. Dotychczas brakowało w strukturze rządowej silnej merytorycznie i prestiżowo osoby z wykształceniem ekonomicznym, która pełniłaby funkcję wicepremiera koordynującego sprawy gospodarcze. Na takiego lidera w sferze gospodarki w obecnym rządzie wykreowany został minister finansów i gospodarki, jednak bez formalnej rangi wicepremiera. Czas pokaże, czym ta zmiana pokoleniowa zaowocuje. Rządy z pierwszego okresu transformacji miały w składzie znaczące osobowości – jednym tchem można wymienić takie nazwiska jak Balcerowicz, Kołodko, Hausner, Belka. Ekonomiczne kompetencje tych osób są niepodważalne. Ogólnie trzeba stwierdzić, że w naszym kraju wśród wąsko pojętych elit sterujących nawą państwową od lat jest za mało ekonomistów. Dzieje się to ze szkodą dla naszej gospodarki.
  2. Mimo rekonstrukcji rządu w dalszym ciągu brakuje organu sztabowego, który spełniałby funkcje doradcze dla premiera i resortów gospodarczych. Istniejąca niegdyś Rada Strategii Społeczno-Gospodarczej została zlikwidowana w pierwszym okresie rządów PiS (2006). Istniejące od 1 stycznia 1997 r. Rządowe Centrum Studiów Strategicznych rząd PiS również zlikwidował z dniem 31 marca 2006 r. Wygląda to na wielkie zadufanie rządzących i brak strategicznej wizji niezbędnej do konsekwentnej realizacji dalekosiężnych celów gospodarczych. Wspomniane centrum powinno funkcjonować niezależnie od „przeklętego” czteroletniego cyklu wyborczego. Powinien zatem być ów organ merytoryczny, funkcjonujący długofalowo, niezależnie od tego, jaka opcja polityczna jest aktualnie u władzy. Cztery lata to okres zbyt krótki, aby można było opracować, a zwłaszcza zrealizować, jakiekolwiek cele strategiczne. Nawet najgenialniejszy polityk na czele rządu nie zapanuje nad wszystkimi problemami, a na takim kompetentnym organie mógłby polegać.

Zaprezentowane poniżej problemy powinny być objęte polityką przemysłową w nadchodzących latach.

Kierunkowo powinniśmy się skupić na rozwoju „przemysłów wysokiej techniki” czy też „przemysłów wysokiej szansy”. Prof. Andrzej Karpiński zalicza do nich następujące branże: lotniczą, sprzętu oświetleniowego, farmaceutyczną, aparatury medycznej, aparatury rozdzielczej i zabezpieczeniowej, maszyn energetycznych, sprzętu telekomunikacyjnego, aparatury pomiarowej, komputerową, sprzętu fotograficznego i optycznego, elektroniki profesjonalnej, kosmetyczną i wyrobów toaletowych, celulozy i papieru, farb i lakierów, samochodową(1).

Nie zaniedbując oczywiście tych gałęzi, które tradycyjnie są silne

PRZYPISY

1 Karpiński A., Jak wyjść z chaosu i bezwładu. Propozycja strategii oraz polityki przemysłowej dla Polski, Oficyna Wydawnicza SGH, Warszawa 2023.

Dr Andrzej Jakubowicz jest doktorem nauk ekonomicznych SGH, członkiem Rady Naukowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Panda podbija świat

W Chinach panda wielka wspiera lokalny rozwój ekonomiczny

Ochrona pandy wielkiej w XXI w.

Podczas trzeciego narodowego liczenia pand wielkich w latach 1998-2001 wielkość populacji oszacowano na 1596 dzikich osobników. Jednak jeszcze w połowie lat 90. XX w. biolodzy zajmujący się ochroną przyrody marnie oceniali szanse pandy wielkiej na przetrwanie. Tego typu pesymistyczny nastrój przekazał m.in. George Schaller na łamach znanej książki „The Last Panda” (Ostatnia Panda) z 1994 r. Do 1988 r. największym zagrożeniem dla pand wielkich było niszczenie siedlisk i kłusownictwo, jednak to drugie nie jest już właściwie w ogóle praktykowane, głównie dzięki Ustawie o ochronie dzikich zwierząt z 1988 r. Od połowy lat 90. zaczęliśmy za to notować znaczący wzrost naszej wiedzy na temat biologii i ekologii pandy wielkiej, co daje powody do optymizmu. Optymizm ten utrzymuje się także na początku XXI w. I tak np. w 2010 r. rezerwaty przyrody obejmowały ponad 70% siedlisk odpowiednich dla pand. W przypadku ochrony pandy wielkiej bardzo dobrze sprawdziło się zaangażowanie miejscowej ludności, która monitoruje siedlisko zwierzęcia i dostaje za to wynagrodzenie.

Powierzchnia siedlisk odpowiednich dla pandy wzrosła od 1,39 do 2,58 mln ha w latach 1980-2013, głównie dzięki wysiłkom zmierzającym do ochrony przyrody. Obecnie w Chinach znajduje się 67 rezerwatów pand, w których żyje 1246 osobników (68% z całej populacji pand szacowanej na 1864 osobników). Mimo wszystko w 2013 r. w obrębie zasięgu pand znajdowało się 319 hydroelektrowni, 1339 km dróg, 269 km linii wysokiego napięcia, 984 dzielnice mieszkaniowe i 479 kopalń. Wszystkie tego typu rozbudowy prowadzą do wzrostu fragmentacji siedliska, co stanowi jedno z głównych zagrożeń dla dzikich populacji. Kolejnym jest rozwój turystyki.

Jednak obecnie na terenach zajmowanych przez pandy wielkie najpoważniejszym zagrożeniem jest wypas zwierząt gospodarskich, wprowadzany także przez niektóre programy rządowe. Prowadzi on do spadku jakości siedlisk pandy, a także wypierania samych pand wielkich, co może stać za niedawno zaobserwowanym trendem przenoszenia się tych niedźwiedzi na wyżej położone obszary. Wynika to poniekąd z niezaspokojonych potrzeb miejscowych społeczności, związanych m.in. z niewystarczającą ekokompensacją. Co więcej, niektóre niedawne decyzje chińskiego rządu, np. reforma systemu praw do lasów kolektywnych (…) z 2008 r., poluzowały nieco przepisy odnoszące się do pozyskiwania zasobów z obszarów chronionych, a także wypasu zwierząt gospodarskich na tychże obszarach, co może stanowić dla miejscowej ludności kolejną zachętę do kontynuowania tego typu działalności.

W przyszłości na stan pand wielkich wpłynąć mogą również zmiany klimatyczne, gdyż szacuje się, że w ich następstwie zniknie 6 z 16 gatunków bambusów spotykanych na obszarze siedlisk pand wielkich. Mogą one doprowadzić do 50% spadku powierzchni tychże siedlisk, przez co dolna granica wysokości bezwzględnych, na których występują pandy wielkie, wzrośnie nawet o 500 m.

W 2014 r. przeprowadzono ostatnie dotychczas badania liczebności dzikiej populacji pandy, które po raz kolejny zakrojone były na szeroką skalę (Chiny zainwestowały ponad 60 tys. osobodni w celu przebadania ponad 4 mln ha) i przyczyniły się do polepszenia ochrony zwierzęcia. Wykazały one, że populacja dzikich pand wielkich wynosi 1864 osobniki. Badanie to pokazało, że w porównaniu z poprzednim liczeniem wzrost populacji dzikich osobników wyniósł 17%, a powiększenie się ich siedlisk – 14%.

Obecnie pandy żyją w 33 subpopulacjach, z czego 18 ma mniej niż 10 osobników. Największa z tych 33 obejmuje za to 400 osobników. Ogólny wzrost w rozmiarach populacji pand dostarcza również powiewu optymizmu, jeśli porównać go z sytuacją dzikiej przyrody na świecie. Szacuje się, że w latach 1970-2014 doszło do 60% spadku ogólnych

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Początek końca skrajnej prawicy?

Prezydent Argentyny mierzy się z porażką po wyborach prowincjonalnych

Korespondencja z Argentyny

To był nieduży motor o małej mocy. Łysy mężczyzna bez kasku trzymał się ramion młodszego kierowcy, który pędził wąską ulicą stołecznego przedmieścia. Tak z wiecu wyborczego uciekał José Luis Espert, rozpoznawalny poseł partii rządzącej. Ludzie drwili potem, że polityka schodzi na psy. Dawniej to było, proszę pana, dawniej to się helikopterami uciekało. Do zdarzenia doszło na obrzeżach Buenos Aires. Prezydent Javier Milei z siostrą Kariną ulotnili się samochodem terenowym. Sąsiadom z Lomas de Zamora nie spodobała się ani prezydencka wizyta, ani porcja obelg, jakie usłyszeli z ust Esperta, polityka blisko związanego z osobami uwikłanymi w świeżo nagłośnioną aferę łapówkową.

To właśnie po tej aferze poparcie dla niedawno utworzonej partii Javiera Mileia La Libertad Avanza (LLA, Wolność Idzie Naprzód) zaczęło spadać wyraźniej niż do tej pory. Na tyle, że 7 września w wyborach do parlamentu Buenos Aires, najludniejszej prowincji w kraju, LLA sromotnie przegrała (33,71%) z opozycyjnym lewicowym blokiem Fuerza Patria (47,28%). Czy to początek końca neoliberalnej restauracji?

Wątróbka z cebulą

Fernando jest moim osobistym barometrem sytuacji społeczno-politycznej w Argentynie. Mieszka w zamożnej miejscowości Villa La Angostura. Lubi gotować, lubi jeść i z sumiennością godną lepszej sprawy dzieli się nagraniami wideo ze swoich weekendowych uczt. Gdy się poznaliśmy w pandemicznym 2020 r., oglądałem jego wołowe żeberka i matambre a la pizza – wysoce ceniony kawałek wołowiny z sosem pomidorowym i serem. Tak to wyglądało do 2023 r., kiedy Fernando po chwilowym romansie z wieprzowiną przerzucił się na pieczone kurczaki. Ostatnio coraz częściej widuję wątróbkę z cebulą i dania wegetariańskie. Wystarczająco często, by zacząć się martwić.

Gdy w lipcu tego roku wróciłem do Argentyny, w grupie znajomych nauczycieli akademickich mówiło się, że jedynym, który jeszcze kupuje wołowinę, jest Adam, Węgier. Reszta przerzuciła się na skrzydełka kurczaka i kaszę. A gdy Sergio, inżynier agronom i właściciel starej toyoty hilux, musiał nagle oddać samochód do naprawy, ze zdziwieniem zauważył, że nikt, nawet bogate siostry bliźniaczki, nie jest w stanie pożyczyć mu pieniędzy na zaliczkę dla mechanika.

To na prowincji. W stolicy nie byłem, ale ci, którzy jeździli, powtarzają, że podczas gdy anglojęzyczne dzienniki dla finansistów zachwycają się argentyńskim cudem gospodarczym, nawet w eleganckiej dzielnicy Belgrano zaroiło się od osób bezdomnych.

Co mówią liczby? Bezrobocie nie wzrosło drastycznie: z 5,7% pod koniec 2023 r. do 7,9% na początku 2025 r. W tym samym czasie wyrejestrowano 15 tys. małych i średnich przedsiębiorstw. Bramy na stałe zamknęły liczne zakłady przemysłowe, w ciągu roku ich produkcja spadła o prawie 10%. Kraj opuścili międzynarodowi gracze, wśród nich Exxon Mobil, HSBC, Procter & Gamble, Clorox, Mercedes Benz, Telefónica czy SHV Holdings (Makro). Francuski Carrefour wciąż szuka kupca, który przejąłby sklepy, a to pewnie dlatego, że dane dotyczące konsumpcji należą do najbardziej alarmujących. Argentyńczycy jedzą nawet o połowę mniej chleba niż półtora roku temu, 14 tys. piekarni zbankrutowało, poziom spożycia wołowiny jest najniższy od 20 lat, a sprzedaż w supermarketach w 2024 r. była o 17,3% mniejsza niż rok wcześniej. Powód: wysokie ceny, niskie zarobki i świadczenia oraz rosnąca niestabilność zatrudnienia.

Nauczyciele jeżdżą na Uberze, naukowcy i specjaliści emigrują, emeryci i renciści co tydzień w każdą środę manifestują niezadowolenie, a policja pod wodzą minister Patricii Bullrich sumiennie traktuje ich pałkami, strzela do nich gumowymi kulami i dusi gazem. W sierpniu tego roku minimalna emerytura wyniosła w przeliczeniu ok. 1,1 tys. zł, podczas gdy ceny podstawowych produktów żywnościowych są wyższe niż w Polsce. Za kilogram żółtego sera płaci się co najmniej 30 zł, 10 zł za kilogram chleba, 25 zł za kilogram wieprzowiny (podaję ceny poza stolicą). Jakby tego było mało, w ciągu pierwszego półtora roku rządów Javiera Mileia rachunki za prąd, gaz czy koszty transportu wzrosły o kilkaset (!) procent.

Zaciskanie cudzego pasa

Trudną sytuację ekonomiczną Argentyńczyków władze tłumaczą koniecznością zaciskania pasa. Inaczej się nie da, powtarzają, chociaż nigdy nie przedstawiają na to dowodów. W imię oszczędności zamknięto lub sparaliżowano wiele instytucji, w tym argentyńską agencję prasową Télam, dyrekcję dróg krajowych, narodowy instytut technologii rolnictwa, instytuty teatru, ludności rdzennej czy wody. Pozostawiono bez finansowania instytucje kultury, uniwersytety i szpitale, w tym specjalistyczny ośrodek onkologii dziecięcej. Na to wszystko nie było pieniędzy, chociaż, owszem, starczyło ich na wielokrotne podwyższenie finansowania wywiadu, służb specjalnych czy na importowane pociski z gazem pieprzowym.

Z czasem entuzjaści rozmontowania państwa zaczęli odczuwać na własnej skórze, że zamykane instytucje powołano kiedyś w konkretnym celu. Dziś samochody, które w ostatnich miesiącach zmieniły właściciela, jeżdżą z rejestracjami drukowanymi w punkcie ksero, a tysiące Argentyńczyków mają problemy z przekraczaniem granic, bo niewidzialna ręka rynku nie radzi sobie ani z rejestracjami, ani z wyrabianiem dokumentów. Z gaszeniem pożarów lasów, łagodzeniem skutków powodzi czy łataniem dróg również miewa problemy.

Obietnica jest ta sama, co w latach 90. Wystarczy sprywatyzować

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Korsykanie opuszczają wyspę

Turystyka, śmieci i pustoszejące wioski

Korsyka zmaga się z różnymi problemami, większymi i mniejszymi, mającymi swoje krótkie epizody lub ciągnącymi się latami, o charakterze politycznym, gospodarczym lub społecznym. O każdym można byłoby napisać osobną książkę. Chcę jedynie trochę przybliżyć wydarzenia czy zjawiska, które my jako mieszkańcy wyspy zauważamy i mamy na językach. Susze i pożary są jednym z nich. Turystyka masowa również, która trochę jak syndrom sztokholmski z jednej strony negatywnie wpływa na środowisko, zanieczyszczając je i utrudniając życie mieszkańców, a z drugiej jest zjawiskiem, od którego Korsyka się uzależniła i jest dla niej niezbędny, ponieważ stanowi kluczowy element w jej gospodarce. Złożoność i wielowarstwowość tego zjawiska jest trudna w analizie, a znajdowanie najlepszych rozwiązań dla istniejących problemów skomplikowane.

Turystyka jest bez wątpienia ekonomiczną dźwignią wyspy. Pieniądze zostawiane tutaj przez przyjezdnych przynoszą korzyści zarówno dużym przedsiębiorstwom, jak i lokalnym producentom. Zarabiają na tym lotniska, porty, hotele, sklepy i restauracje. Dzięki temu jest zatrudnienie oraz wpływy podatkowe, które są niezbędne dla finansowania wydatków publicznych, np. infrastruktury.

Niestety frekwencja turystyczna na wyspie maleje z roku na rok i jest to coraz bardziej widoczne. Jeszcze kilka lat temu musieliśmy rezerwować stolik w restauracji, by mieć pewność, że będziemy mogli zjeść. W 2024 r. zrobiliśmy to tylko kilka razy, jednak praktycznie za każdym razem okazywało się, że było to zbędne, ponieważ czasem nawet połowa restauracji była pusta. W środku sezonu mieliśmy wrażenie, że jest czerwiec. Sprzedawcy skarżą się na spadek sprzedaży, hotele wynajmują coraz mniej pokoi, lokalni dostawcy świeżych produktów mają coraz mniejsze zamówienia. Jeśli liczba przybywających na wyspę turystów będzie się nadal zmniejszać, to skutki dla tutejszej gospodarki mogą być poważne.

W zależności od tego, pod jakim kątem spojrzy się na turystykę, można powiedzieć: dużo turystów – źle, mało turystów – też źle.

W 2023 r. liczba podróżników docierających do wyspy samolotem lub statkiem wyniosła łącznie 1,67 mln, a to i tak był kilkuprocentowy spadek w porównaniu z rokiem 2022. Dotarcie do wyspy wiąże się z dość sporym wydatkiem. W ciągu ostatnich lat ceny biletów na prom czy samolot poszły w górę. Również produkty na Korsyce są o kilka procent wyższe niż na kontynencie.

Kwestia finansowa jest bardzo ważna dla wielu osób, dlatego coraz częściej decydują się na spędzanie wakacji w innym miejscu. Tańszym.

Jeśli odłoży się na chwilę kwestię ekonomiczną, a weźmie pod uwagę wpływ na przyrodę i życie zwykłych mieszkańców w okresie wakacyjnym, to oczywiste jest, że tak ogromny napływ ludności ma negatywny skutek. Wyższe ceny towarów, korki na ulicach czy kolejki w sklepach to utrudnienia, które bezpośrednio

Fragmenty książki Marii Renaud Korsyka. Tygiel tożsamości, Bezdroża, Gliwice 2025

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Miał być bank rolny

W Polsce musi być państwowa instytucja finansowa wyspecjalizowana w obsłudze rolnictwa

5 maja br. mogliśmy przeczytać oficjalny komunikat o sprzedaży przez Banco Santander 49% udziałów w Santander Bank Polska austriackiej Erste Group Bank AG, jednemu z największych dostawców usług finansowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Austriacy zapłacili Hiszpanom za akcje polskiego banku 6,8 mld euro oraz 0,2 mld euro za 50% udziałów w Santander TFI. Zarząd Banco Santander wyjaśnił decyzję o sprzedaży potrzebą realizacji długofalowych planów dotyczących wzmocnienia swojej pozycji w Ameryce Północnej i Południowej.

Erste Group obsługuje ponad 16 mln klientów w ponad 2 tys. oddziałów na terenie siedmiu krajów. Jej początki sięgają 4 października 1819 r. Wtedy to w Leopoldstadt na przedmieściach Wiednia powstała Erste österreichische Spar-Casse – pierwszy austriacki bank oszczędnościowy działający na terenie Europy. Dla Erste Group przejęcie trzeciego pod względem wartości aktywów i liczby placówek banku w Polsce oznacza wyraźne umocnienie pozycji w europejskim sektorze finansowym – z pewnością jesteśmy większym i bardziej atrakcyjnym rynkiem niż Węgry, Czechy, Słowacja, Rumunia czy Chorwacja.

Polska utraciła zaś okazję do powołania na bazie Santandera banku rolnego z prawdziwego zdarzenia. Informacja o planach sprzedaży udziałów w banku była znana od dawna. Jednak zabrakło w kraju wyobraźni i woli politycznej, by stworzyć instytucję finansową, która wsparłaby polskie rolnictwo i związany z nim przemysł.

Potrzeba powołania banku rolnego w Polsce jest szczególnie pilna w sytuacji, kiedy jesteśmy wystawieni na konkurencję ze strony ukraińskich firm działających w obszarze rolnictwa i przetwórstwa produktów spożywczych. Przecież przy niższych kosztach produkcji u naszego wschodniego sąsiada oraz przy skali tej produkcji nasze gospodarstwa i przedsiębiorstwa rywalizacji w dłuższej perspektywie nie są w stanie wygrać.

Po co komu bank rolny?

Tylko w 2024 r. wielkość dopłat bezpośrednich przekazanych właścicielom gospodarstw rolnych wyniosła 15,74 mld zł. Do tego należy dodać 3,54 mld zł przekazanych w ramach płatności obszarowych, co łącznie daje kwotę 19,28 mld zł. A to nie wszystko. W ramach ekoschematów wypłacono polskim rolnikom 1,1 mld zł. Są jeszcze kredyty preferencyjne, których wartość tylko w zeszłym roku wyniosła 6,1 mld zł. Dodać do tego trzeba zwykłe kredyty, z których korzystają mieszkańcy wsi – ich wielkość także należy liczyć w miliardach.

W Polsce ukształtował się system, w którym dotacje unijne i inne formy wsparcia trafiają do rolników za pośrednictwem banków komercyjnych. W 2015 r. ostatecznie przestał istnieć Bank Gospodarki Żywnościowej (BGŻ), wchłonięty przez francuski PNB Paribas Bank Polska.

Można powiedzieć, że BGŻ był zwykłym bankiem komercyjnym i z obsługą rolnictwa miał tyle wspólnego, co inne banki. Jeśli jednak wcześniej zapadłaby decyzja polityczna, by we współpracy z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zajął się obsługą całości funduszy unijnych, które trafiają na polską wieś, byłoby to o wiele łatwiejsze niż dziś, gdy nie istnieje żadna instytucja finansowa wyspecjalizowana w obsłudze rolnictwa i związanego z nim przemysłu.

Tym trudniej to zrozumieć, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej i otwarciu zachodnich rynków na polską żywność rolnictwo dokonało niezwykłego postępu. Wartość polskiego eksportu produktów rolnych rosła w ostatnich latach średnio o 10% rocznie. I działo się to w sytuacji, gdy nasi rolnicy i przedsiębiorcy zajmujący się przetwórstwem produktów rolnych mieli znacznie gorsze warunki działania niż ich francuscy, niemieccy czy włoscy konkurenci. O Holendrach i Duńczykach

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Zbrojenia receptą na kryzys europejskiej gospodarki?

Są ważniejsze wydatki: ochrona zdrowia, edukacja, nauka

Europejskie marionetki wszechmocnych globalnych oligarchów wzięły się do pracy. W 2024 r. przyjęły plan „ReARM Europe”. Ma on być ucieczką przed recesją, a zarazem receptą na zastąpienie przestarzałych sektorów produkcyjnych zbrojeniówką. Tylko planety żal.

Wydatki na wojsko w obiegu kapitału

Dlaczego Wuj Sam przeznacza już prawie 1 bln dol. na wojsko? Prywatne w większości korporacje zbrojeniowe otwierają kredyty w banku, by zrealizować zamówienia, np. na lotniskowiec typu Gerald R. Ford. Kupują w innych firmach potrzebne projekty, komponenty, maszyny, prace konstrukcyjne; płacą pracownikom uczestniczącym w tym projekcie. Firmy zewnętrze uzyskują dochody, które ostatecznie stają się depozytami banków. I koło się zamyka. Koniunktura trwa, bije licznik wzrostu gospodarczego, będą podatki i zadowoleni wyborcy. A to, czy kolejne generacje broni zostaną użyte w operacjach humanitarnych w Ukrainie, czy ostatecznie wylądują na pustyni Arizony – ma znaczenie drugorzędne. Chodzi o to, by nie znalazły się w sklepie z szyldem (autentycznym): „Jezus cię kocha – skup i sprzedaż broni”. Dlatego Pentagon i różne jego wyspecjalizowane fundusze, np. DARPA czy Sematech (w połowie finansowany przez Pentagon), wspierały powstanie nowoczesnych technologii: radaru, układów scalonych, stron www, przemysłu półprzewodnikowego. W Dolinie Krzemowej zaczęły się finansowane przez DARPA badania nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji i autonomicznych systemów uzbrojenia (autonomiczne statki, samoloty, łodzie podwodne). Tu też powstały technologie cyfrowe i chipy decydujące obecnie o konkurencyjności poszczególnych wyrobów i gałęzi przemysłu.

Do tej pory słabość technologiczna gospodarek europejskich wynikała ze stosunkowo niewielkich wydatków na zbrojenia. Hegemonia USA korzystała ze słabości UE, która nie ma wspólnej polityki fiskalnej, przemysłowej, obronnej. Nie ma też surowców energetycznych ani minerałów. Życie w cieniu nuklearnej potęgi atlantyckiego sojusznika rozleniwiło tutejszych posiadaczy kapitału. Swoje zyski lokowali ostatecznie w amerykańskich obligacjach i produktach sektora finansowego. W Europie podobną rolę odgrywał częściowo przemysł motoryzacyjny. W Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii oraz w ich środkowoeuropejskich filiach zatrudniał 13 mln pracowników. Tworzył 7% europejskiego PKB i odpowiadał za 10% całkowitego eksportu.

Sytuacja się zmieniła, kiedy z neoliberalnej globalizacji zwycięsko wyszedł przemysł chiński – z czasem równie nowoczesny, za to z ułamkowymi kosztami pracy. Po prostu konkurent ma do eksploatacji, niczym w XIX-wiecznej Anglii, 160 mln wiejskiej „płynnej” populacji. Łączy ona pracę na niewielkiej działce rolnej z zatrudnieniem w centrach przemysłowych. Tymczasem w Europie nie można już bardziej uelastyczniać stosunków pracy czy oszczędzać na usługach publicznych.

Nadszedł jednak moment sprzyjający rekonwersji przemysłu – przestawienia go na produkcję uzbrojenia. Stało się to na skutek beztroskiego przyzwolenia na natowską ekspansję na Wschód. W końcu rakiety mogły trafić do Ukrainy i w ich zasięgu znalazłaby się stolica Rosji. Do tego Sewastopol to jedyny niezamarzający port dla rosyjskiej floty. Brak geopolitycznego realizmu w tej sytuacji doprowadził do konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Następstwem były wstrzymanie importu surowców energetycznych, wzrost cen gazu ziemnego i recesja w kluczowych branżach – w produkcji samochodów i nawozów – wzrost cen energii dla gospodarstw domowych. Na przykład niemiecka strategia polegała na zaopatrzeniu największej bazy przemysłowej w energię z turbin gazowych. Był to stosunkowo tani gaz z Rosji, tańszy niż ten skroplony z Kataru czy USA. Zapewniało to niemieckiej gospodarce konkurencyjność wyrobów, szczególnie na rynku chińskim.

Z powodu

Tadeusz Klementewicz jest politologiem, profesorem nauk społecznych, wykładowcą na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistą w zakresie teorii polityki i metodologii nauk społecznych.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.