Tag "historia Polski"
Andrzej Olechowski – obsesja polskiej prawicy
Był patriotą każdej Polski, w której przyszło mu żyć: zarówno PRL, jak i III RP
Andrzej Olechowski 1947-2026
Czy III Rzeczpospolita musiała zostać zdominowana przez bezrozumną, radykalną prawicę? Warto zadać sobie to pytanie, wspominając postać zmarłego 25 kwietnia Andrzeja Olechowskiego – polityka, który odegrał pewną rolę w początkach naszej demokracji, ale gdyby odegrał większą, być może losy kraju potoczyłyby się inaczej.
Urodzony dwa lata po wojnie, należał do pokolenia, które kształciło się w siermiężnej Polsce Gomułki, ale w dorosłe życie wchodziło już w Polsce Gierka, a więc otwartej na świat i pragnącej być jak najbliżej Zachodu. Absolwent warszawskiej SGPiS, który zrobił doktorat na temat eksportu krajów europejskich, był idealnym kandydatem do elity, która miała reprezentować PRL w międzynarodowych strukturach gospodarczych. Nic dziwnego, że zaraz po ukończeniu studiów w 1973 r. podjął pracę w sekretariacie agendy ONZ ds. handlu i rozwoju w Genewie, a później, już w latach 80., trafił do Banku Światowego.
Po powrocie do kraju w 1987 r. znalazł miejsce w NBP, którym kierował wówczas wybitny ekonomista, prof. Władysław Baka. Olechowski został doradcą prezesa banku, następnie szefem biura ds. współpracy z Bankiem Światowym, a pod koniec 1989 r. objął funkcję pierwszego wiceprezesa banku centralnego. Warto dodać, że kilka miesięcy wcześniej miał udział w tworzeniu porozumień Okrągłego Stołu jako członek zespołu ds. gospodarki i polityki społecznej po stronie rządowo-koalicyjnej, którym kierował właśnie prof. Baka. Obok Olechowskiego ówczesną władzę reprezentowali tam inni młodzi, obiecujący ekonomiści, m.in. Grzegorz W. Kołodko i Marcin Święcicki.
Wraz z odejściem prezesa Baki z NBP na początku 1991 r. Olechowski przeniósł się na stanowisko wiceministra w resorcie współpracy gospodarczej z zagranicą (zresztą już za rządu Mieczysława Rakowskiego był tam dyrektorem departamentu). To tylko pokazuje, że w trudnych latach transformacji ustrojowej nie liczyły się jeszcze afiliacje polityczne ani obsesje tropicielskie, lecz fachowość i kontakty międzynarodowe, których Olechowskiemu nikt nie mógł odmówić. Dotyczyło to również najważniejszych polityków strony solidarnościowej, łącznie z prezydentem Wałęsą, który w lutym 1992 r. podsunął premierowi Olszewskiemu kandydaturę Olechowskiego na stanowisko ministra finansów – w sytuacji, gdy poprzedni podał się do dymisji, a stan budżetu państwa nadal był katastrofalny i żaden ekonomista nie palił się do objęcia tej funkcji.
Lista agentów
Ministrem Olechowski był jednak krótko, bo współpraca z prawicowym rządem i skłóconym Sejmem okazała się ponad jego siły. Gdy gabinet Olszewskiego upadał 4 czerwca 1992 r., minister finansów był już od miesiąca w stanie dymisji, lecz to nie przeszkadzało w umieszczeniu go na „liście agentów SB” przygotowanej przez szefa MSW Antoniego Macierewicza. O ile jednak wiele osób znalazło się na niej bezpodstawnie,
Czy komuniści w ogóle istnieli?
Zdecydowałem się skreślić klika uwag po doświadczeniu mojego kolejnego w ostatnich miesiącach spaceru z czerwoną flagą. Najpierw był Zamość – w urodziny Róży Luksemburg, potem upamiętnienie Stefana Okrzei. Tym razem wędrowaliśmy w dwie osoby – z Marią Świetlik, działaczką związkową, lewicową aktywistką, współautorką listu do władz Warszawy w sprawie niewywieszania flag Państwa Izrael podczas obchodów rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim.
Za tym pomysłem stoją po prostu fakty: PPR i Gwardia Ludowa były obok Bundu (Marek Edelman) najliczniejszymi formacjami wchodzącymi w skład Żydowskiej Organizacji Bojowej. Każda z tych grup to około sześćdziesięciorga walczących. Grupa komunistyczna zginęła niemal w całości, ocalali bundowcy z Edelmanem i lewicowi syjoniści z „Antkiem” Cukiermanem i Cywią Lubetkin cudem przeżyli masakrę w kwietniu i maju 1943 r. Niektórzy walczyli potem w powstaniu warszawskim, głównie w oddziałach Armii Ludowej i Gwardii Ludowej. To ich opowieści zbudowały pamięć o żydowskim zrywie, pierwszym masowym akcie zbrojnego oporu w okupowanej przez hitlerowców Europie.
Pierwszym aktem tworzenia ŻOB było zawiązanie w marcu 1942 r. Bloku Antyfaszystowskiego, którego jednym z przywódców (obok Anielewicza, Kapłana i Cukiermana) był Józef Lewartowski z Polskiej Partii Robotniczej. Z kolei odpowiedzialnym za szkolenia bojowe Bloku był inny działacz PPR,
Zagłada Leszna
Mija 370 lat od zagłady Leszna. O tym epizodzie naszych dziejów rzadko się pamięta. A jeśli już go się zauważa, to z wyjaśnieniem, że był to odwet za zdradę. Czy jednak rzeczywiście? W początkach potopu szwedzkiego zdradzali niemal wszyscy: protestanci i katolicy. Naturalnie były wyjątki – takie jak Jasna Góra. Ale bez porównania dłużej opierał się Szwedom niemieckojęzyczny, luterański Gdańsk.
Leszno zniszczono nie tyle za zdradę, ile za herezję. Bo była to siedziba protestantów: luteranów, czasem kalwinistów, a zwłaszcza braci czeskich, którzy po ucieczce spod władzy katolickich Habsburgów stworzyli tu swój główny ośrodek. Przywódcą braci był Jan Amos Komenský: mieszkał w Lesznie co najmniej ćwierć wieku, a często wyjeżdżając za granicę, zyskał już wtedy rozgłos europejski. Dziś jego ideami oddychamy jak powietrzem. Czyż bowiem nas dziwi edukacja dziewcząt? Albo szkolnictwo jako obowiązek państwa? Lub zasada poglądowości,
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl
Krakowska krwawa wiosna
Po 1989 r. pamięć o ciemnych kartach II RP została wyciszona
Jedną z ciemnych kart historii II Rzeczypospolitej były wydarzenia, do których doszło w marcu 1936 r. w Krakowie, a miesiąc później we Lwowie. Krwawe tłumienie strajków w międzywojennej Polsce nie należało do rzadkości, jednak krakowska krwawa wiosna, a następnie krwawy czwartek lwowski wyróżniały się brutalnością działań policji na tle podobnych wydarzeń. Brutalność ta wynikała z polityki gabinetu płk. Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego, który objął tekę premiera 13 października 1935 r. Kościałkowski był wcześniej (od czerwca 1934 r.) ministrem spraw wewnętrznych, współodpowiedzialnym za utworzenie obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Należał w tzw. grupie pułkowników, czyli w ścisłym kręgu władzy obozu sanacyjnego, do zwolenników rządów twardej ręki.
Rząd Kościałkowskiego borykał się ze skutkami światowego kryzysu gospodarczego (1929-1933), który w Polsce trwał o kilka lat dłużej. Odpowiedzialny za politykę gospodarczą w tym gabinecie Eugeniusz Kwiatkowski podniósł podatki, wprowadził duże oszczędności budżetowe i utrzymywał kurs złotego na stałym poziomie. Taka polityka skutkowała zmniejszeniem deficytu budżetowego kosztem osłabienia tempa produkcji i spadku obrotów handlowych. Prowadziło to do pogłębienia pauperyzacji świata pracy, trwającej przez lata kryzysu gospodarczego.
„Nieustannym moim wysiłkiem – zadeklarował Kościałkowski u progu swoich rządów – będzie budować stosunek zaufania i bliskości rządzonych do rządzących (…). Wszystko, co temu stanie na przeszkodzie, i wszystko to, co jako przeszkoda wypływać może z niewłaściwego stosunku administracji do ludności (…), będzie bezwzględnie tępione”.
Niestety, słowa te całkowicie rozminęły się z rzeczywistością. Nie zlikwidowano obozu w Berezie Kartuskiej, nie złagodzono stosowania cenzury wobec prasy opozycyjnej, nie podjęto dialogu społecznego ze związkami zawodowymi, a na wybuchające strajki odpowiedziano brutalną siłą.
Pierwsze strajki
Bezpośrednią przyczyną strajków, które od początku 1936 r. wybuchały w różnych częściach Polski, było wprowadzenie podatku dochodowego. Jako pierwsi do akcji strajkowej przystąpili pracownicy państwowego monopolu spirytusowego i tytoniowego. Od 22 stycznia 1936 r. pracownicy tego sektora codziennie przerywali pracę na godzinę,
19 kwietnia 1943, getto warszawskie
„Lista ta, nazywana przeze mnie londyńską, spisana została w listopadzie 1943 przez przywódców ŻOB-u ocalałych z powstania kwietniowego i przesłana do polskich władz państwowych na emigracji. Listę przytaczam zgodnie z oryginałem z zachowaniem wszystkich pomyłek”, pisze Hanka Grupińska, autorka książki „Odczytanie Listy. Opowieści o warszawskich powstańcach Żydowskiej Organizacji Bojowej”.
Lista poległych w obronie getta warszawskiego zawiera przynależność organizacyjną opisaną następującymi oznaczeniami: Sz – Haszomer Hacair, D – Dror, A – Akiba, G – Gordonja, B – Bund, PP – Poalej Syjon Prawica, PL – Poalej Syjon Lewica, HH – Hanoar Hacijoni, L – Lewica.
Anielewicz Mordchaj /Sz/, Altman Tosia /Sz/, Aleksandrowicz Jakób /Sz/, Asz Eliezer /HH/, Arsztajn Zachariasz /D/, Altenberg Estera /D/, Alterman Szlomo /D/, Arbuz Chaim /Sz/, Bresler Szmul /Sz/, Błones Mejlach /Sz/, Berman Franka /L/, Baum Mosze /HH/, Błones Icchak /HH/, Brojde Berl /D/, Biegelman Menachem /D/, Blausztajn Icchak /D/, Bartmesser Nute /D/, Baran Dwora /D/, Błones Jurek /B/, Błones Guta /B/, Błones Lusiek /B/, Brylantsztejn Stasiek /B/, Brzezińska Zocha /L/, Blank Marek /G/, Baczyński Szloma /Sz/, Chadasz Icchak /Sz/, Chmielnicki Nachum /B/, Cukier Nesia /D/, Cygler Mosze /D/, Chrzanowicz Icchak /D/, Cebularz Tosia /L/, Libeskind Dolek /A/, Drenger Szymek /A/, Drajer Abram /D/, Drezner Abram /D/, Dobuchno Szaul /D/, Dawidowicz Tauba /B/, Duński Sewek /B/, Dembiński Icchak /L/, Dembińska Dorka /L/, Diamant Abram /PL/, Elek /Sz/, Edelsztejn Cwi /D/, Erlichman Sujka /G/, Einsdorf Miriam /Sz/, Eiger Abram /B/, Fajner Abram /B/, Finkelsztejn Majorek /D/, Fass Józef /L/, Frenkiel Toba /Sz/, Farber Józef /Sz/, Finkelsztejn Motek /D/, Furmanowicz Pesia /D/, Folman Marek /D/, Futerman Ignac /B/, Finkelsztajn Cyla /D/, Frydrych Zalman /B/, Fajgenblat Jakób, Blum Abram [Abrasza] /B/, Finkelsztejn Abram /D/, Fidelzajd Symcha /PP/, Fidelzajd Pola /PP/, Goldsztejn Izaak /B/, Granatsztejn Sara /D/, Gutrajman Kuba /L/, Gold Wulf /L/, Grauman Chana /Sz/, Guterman /D/, Grynbaum Icchak /D/, Gutsztat Cypora /D/, Gutman Henoch /D/,
Płonący krzyż
Wertuję swoje dzienniki, cofnąłem się do lat 70. Kiepsko wtedy pisałem, myślałem też nienajlepiej. Czasami trafia się jakiś bursztyn, to go podnoszę. Minione życie zdaje się płaskie, bez zapachów i wszystko już wyjaśnione, czas unieważnia nawet to, co zdawało się bardzo ważne. Skupiam się teraz na latach 80. Jeśli zrobię książkę z tych dzienników, to będzie głównie ta dekada. Niezwykła. To nie tylko powstanie Solidarności, polityczny cud, unikatowy ruch w skali świata, potem stan wojenny, pacyfikacja kraju i postępujący rozkład ustroju, który doprowadzi do jego zawalenia się. Po czym rozsypie się całe imperium. Nieczęsto rozsypują się imperia. Co mnie dziwi po latach, nie docenialiśmy, że ta pacyfikacja jak na skalę operacji była mimo wszystko umiarkowana.
Równolegle siedzę w 20-leciu międzywojennym, tu z kolei nie w pełni wiedziałem, jak chora była ówczesna polska demokracja. Nie tylko Bereza i Brześć. Były zabójstwa polityczne, maltretowanie przeciwników politycznych, też artystów i dziennikarzy, zamach majowy. Getta ławkowe. I ten nacjonalistyczny smrodek, wzmocniony wonią koszar wojskowych, durny kult marszałka. I jak żałośnie pękła ta bańka we wrześniu 1939 r.
Idealizowałem na pewno Piłsudskiego, w czym później krzepił mnie Jerzy Giedroyc, zagorzały piłsudczyk. Zwykle nie ingerował w moje felietony, nawet kiedy pisałem o marszu toalet do Europy, a nie znosił toaletowego tematu, za to dwa razy prosił, bym złagodził słowa o marszałku. Trzeba jednak pamiętać też o tym, co działo się wtedy w Europie i jak tam wyglądała sytuacja polityczna, ile było przemocy. Teraz z kolei nie doceniamy, jak niezwykłym sukcesem była transformacja ustrojowa rozpoczęta w 1989 r. Tu konkurencją jest cud południowokoreański. Polska ma zaś obciążenia historyczne. Gdy w XVIII w. Europa błyskawicznie się modernizowała,
Okrzeja – nasz dobry terrorysta
Odbyły się ostatnio skromne społeczne obchody rocznicy akcji Organizacji Bojowej PPS na VII cyrkuł policji na Pradze, przy Wileńskiej 9. Atak z 26 marca 1905 r. wymierzony był w znienawidzonego przez Warszawiaków oberpolicmajstra pułkownika barona Karla Nolkena. Uroczystość zaś koncentrowała się na przywróceniu pamięci bojowca Stefana Okrzei, który w wyniku tej akcji został ranny i aresztowany (zastrzelił podczas ataku jednego z policmajstrów). Choć był doświadczonym demonstrantem ulicznym PPS, nie miał niestety doświadczenia bojowego; bomba, którą rzucił na cyrkuł, ogłuszyła jego samego, zaczął uciekać w złą stronę, na podwórze posterunku, gdzie wywiązała się strzelanina z policjantami. Po krótkim procesie 19-letni Okrzeja został skazany na śmierć i powieszony jeszcze w lipcu 1905 r. na stoku Cytadeli Warszawskiej.
Za czasów II RP, kiedy spora część elit politycznych wywodziła się z PPS, pamięć o Okrzei była żywa i podtrzymywana w rytuałach państwowych, ale do panteonu bohaterów narodowych wszedł już wcześniej, podczas rewolucji 1905 r. Po 1945 r. jego imieniem nazwano ulice w kilkudziesięciu miastach i statek; pamięć była upaństwowiona, bojowiec lewicy pepeesowskiej stawał się z wolna polskim męczennikiem poległym w walce o niepodległość.
Tegoroczne uroczystości przy Wileńskiej zaszczyciła pani burmistrz dzielnicy, zamontowano tablicę ku pamięci Okrzei, odbył się mały koncert praskiej kapeli, na koniec zabrzmiała słynna „Ballada o Okrzei”. Jedyną czerwoną flagę przytargał autor niniejszego felietonu i ochoczo nią machał.
Potem w pobliskim OffSide odbyła się pogadanka historyczna przygotowana przez warszawski Klub Dwie Lewe Ręce (twórców popularnego podcastu Marcina Giełzaka i Jakuba Dymka) oraz organizację młodych PPS. Inicjatorom i organizatorom za całokształt należą się słowa uznania. Niestety,
Dwie Polski
Otrzymaliśmy książkę niezwykłą. „Powstańców. Marzycieli i realistów” Mirosława Maciorowskiego czyta się z dreszczem na plecach, czasem (wyznajmy to) ze łzami w oczach. Pedagogika wstydu czy pedagogika dumy? Historyk, który kiedyś ukuł te pojęcia, w ogóle nie powinien być historykiem. A w tej książce jest wszystko, co być powinno: nic nie zostało przemilczane. Choć występują tu także czarne karty polskiej historii, to przecież dominuje empatia. Nawiązuje się solidarność z naszymi przodkami, pojawia się świadomość bezwyjściowości sytuacji, w której tak często się znajdowali. Niby to wszystko (no, prawie wszystko) wiemy, a jednak panorama od Tadeusza Kościuszki do Lecha Wałęsy ukazuje istotę polskiego losu. Dziś możemy pytać, czy istniejąca od 36 lat III Rzeczpospolita ma już byt pewny, międzynarodowo zagwarantowany. Ruchy tektoniczne, których widownią jest teraz nasza cywilizacja, nie mogą się nie kojarzyć z procesami końca XVIII w. Wtedy przyniosły zagładę polskiej państwowości. A dziś?
Łatwo było stracić niepodległość, trudno było potem ją odzyskać. Tak, polscy powstańcy grzeszyli naiwnością. Na kim i na czym opierali rachuby? Jakiego sojusznika mieli skaptowanego? Czyje otrzymali gwarancje? Ich działania, tak bardzo życzeniowe,
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl
Ciemniak
Czytam, a właściwie słucham książki Wojciecha Lady o Berezie. Wstrząsająca. Przypominam, bo młodzi mogą nie wiedzieć: Bereza Kartuska to polski obóz odosobnienia, a prawdę mówiąc obóz koncentracyjny. Powstał w 1934 r., gdy pogłębiały się chaos polityczny i walki partyjne. Pomysłodawcą był premier Leon Kozłowski (kolaborował potem z hitlerowcami, AK wydała na niego wyrok śmierci), a kształt obozowi nadał słynny sadysta, zwany „Wieszatielem”, Wacław Kostek-Biernacki. Obóz przeznaczono dla przeciwników sanacji, a też dla tych, którzy uchodzili za niebezpiecznych dla państwa. Załapywali się więc jednako oenerowcy, jak i komuniści. Sąd nie był potrzebny, wsadzano wedle uznania.
Wiedziałem o Berezie, że była haniebna, ale wiedziałem niewiele. Nie przyszło mi do głowy, że ten istniejący do września 1939 r. obóz był aż tak podobny do hitlerowskich. Więziono tam setki, potem tysiące ludzi. Zamordowano niewielu więźniów, bo katowano umiejętnie, ale były samobójstwa i popadanie w obłęd. Ciągłe bicie pałkami, upokarzanie najrozmaitszymi torturami, najstraszniejszą był braku snu. Jak wiadomo,
Rzeź Woli: nieukarane ludobójstwo
Jako autorka książki „Opowieść mojej mamy” (Znak Horyzont 2023, nominacja do Nagród Historycznych „Polityki” 2023) pozwalam sobie odnieść się do tekstu autorstwa Pana Redaktora Pawła Dybicza z nr. 31/2025.
Przede wszystkim publikowany w tekście dokument „Dzielnica Wola w powstaniu warszawskim” nie jest pierwszym naukowym opracowaniem ludobójstwa na mieszkańcach Woli, powstałym „niemal na gorąco”, „zaledwie trzy lata od opisywanych wydarzeń”.
Prawdziwie pierwszym dokumentem relacjonującym te dramatyczne wydarzenia jest powstała w sensie dosłownym „na gorąco”, bo na podstawie zeznań świadków zebranych jeszcze w trakcie powstania i zaraz po jego zakończeniu, pozycja naukowa pt. „Zbrodnia niemiecka w Warszawie w 1944 r.” w opracowaniu Edwarda Serwańskiego i Ireny Trawińskiej (Wydawnictwo Instytut Zachodni, Poznań 1946, reprint z 2017 r.). Książka ta jest plonem spektakularnej, bezprecedensowej, chociaż mało znanej konspiracyjnej akcji Polskiego Państwa Podziemnego o kryptonimie „Iskra-Dog”. Istotą akcji, przeprowadzonej w całości przez środowisko organizacji niepodległościowej Ojczyzna wyrosłej z Wielkopolski, było zbieranie, opracowanie i opublikowanie 314 tzw. protokołów powstańczych. Trzy z nich – zawarte w ww. publikacji, która została włączona przez polską delegację w Norymberdze do materiałów oskarżycielskich – zostały odczytane, jako jedyne polskie źródło tego rodzaju, w trakcie procesu norymberskiego (w internecie dostępne jest nagranie z tego dnia procesu, wersja angielska i niemiecka, jest też polska transkrypcja).
Inicjatorem i koordynatorem akcji był poznański historyk, profesor Instytutu Zachodniego, Edward Serwański (mój Ojciec).
Akcja „Iskra-Dog”,








