Tag "hotelarstwo"

Powrót na stronę główną
Kraj

Planeta Hotel

Gołębiewski resort – polski Dubaj w Pobierowie

Mamy to. Widać go z odcinka szosy między Wrzosowem a Strzeżewem, ledwo znikną z oczu żyrafopodobne brachiozaury w skali 1:1, przyczajone niedaleko drogi w Bałtyckim Parku Rozrywki. Widać go z odległości 5 km i z kosmosu. Hotel Gołębiewski urósł do 11 pięter (plus dwa pod ziemią). Nadmorski las nie ma z nim szans, sosny są o połowę mniejsze od 50-metrowego kolosa.

Szosa wije się wśród pól w kierunku morza, kolos po chwili znika. Mapy Google prowadzą nas do marketu Dino w Pobierowie i w lewo, w las. Za nami sznurek aut, wszyscy podskakujemy na wertepach. Nie tak miało być. Gdzie luksusy, lokaje i Lamborghini?

Później dowiem się, że hotel toczy batalię z Google o niewysyłanie ludzi w maliny, jeżyny czy co tam rośnie w lesie na terenie byłego poligonu, który przekształcono w obiekt inwestycyjny. Właściwa droga ma nr 102 i dojazd nią z centrum Pobierowa zajmuje kilka minut.

Ruch jak po mszy w niedzielne południe. Parkowanie na cwaniaka na poboczach i w lesie zwiastuje nastrój festynu albo koncertu w plenerze, na który ciągną tłumy. A to tylko pierwszy weekend po otwarciu największego hotelu w Polsce, nad Bałtykiem i jednego z największych w Europie.

Rozmiar XXL

Wyłania się zza sosen, lśni w popołudniowym słońcu. Beton i szkło, duma i potęga. Marynistyczna bryła robi wrażenie. Jej skalę łagodzi efekt pokładów rodem z transatlantyku. Naprawdę jest na co popatrzeć. Setki balkonów jeszcze świecą pustkami. Na frontowej ścianie dwoje sprzątaczy pucuje szklane balustrady.

Parkujemy bez problemu za 6 zł za godzinę. Wokół, jak okiem sięgnąć, błotnista pustynia z rachitycznymi krzaczkami, kępkami traw ozdobnych i młodymi drzewkami, sadzonymi w pośpiechu i wywracanymi przez wichurę. Wykarczowali 1,5 tys. drzew, mają posadzić dwa razy więcej – tu wszystko liczone jest w setkach, tysiącach, hektarach. Na chodnikach walają się setki doniczek oczekujących na swoją kolej. Z olbrzymiego basenu pod chmurką, napełnionego po rant, woda wylewa się strumieniami na chodnik. Na skwerze przed głównym wejściem fontanna, symbol sieci Gołębiewski. Wiatr porywa krople wody. Idziemy dalej, za spacerowiczami, którzy, uciekając przed prysznicem, cykają sobie pamiątkowe foty na tle srebrnego jaja i wchodzą do środka.

Za drzwiami kończy się nowoczesność, zaczyna przepych. Monumentalne lobby razem z przyległościami ma powierzchnię orlika. Zdobią je czerwone dywany, na ścianach i posadzkach marmur, dużo drewna i zieleni, czasem plastikowej, czasem prawdziwej. Błękitne żyrandole podzwaniają przy każdym otwarciu drzwi, a te otwierają się co chwilę: dla tłumów wędrujących przez hotel ku morzu i z powrotem. Trochę jak nad przekopem przez mierzeję, tyle że tu jest co robić. Zaraz przy wejściu stoi budka z hotelowym logo, przed którą ustawiła się kolejka do zdjęć. Można zawrzeć znajomości, podzielić się wrażeniami.

Na przykład para z Częstochowy przyjechała na wczasy do Kołobrzegu. To godzina drogi stąd, pod koniec fatalnej, narzekają, ale – zapewniają niezwłocznie – są fanami Gołębiewskiego, nocowali w Wiśle i w Mikołajkach, w Karpaczu jeszcze nie. Tutaj też przyjadą na nocleg, chociaż wolą ciepłe morza, a basen mają własny. – Widać bogactwo – podsumowują. Para z Wrocławia właśnie wróciła z Alp, teraz jest na wczasach w Międzyzdrojach. Do Pobierowa zaglądają od lat, czekając na otwarcie „Gołębia”. Są wzruszeni losem pana Tadeusza. – Szkoda, że

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Czy powinniśmy wrócić do bonu turystycznego w całej Polsce?

Dr Bartosz Kicior,
socjolog, wykładowca AGH

Powrót do bonu ma sens, jeśli pomożemy regionom potrzebującym ruchu jak tlenu.

Nie wydaje mi się, żeby Zakopane czy Trójmiasto potrzebowały więcej turystów w sezonie. Wprowadzenie warunków regionalnych – ograniczenie programu do uboższych i mniej obleganych obszarów – pozwoli uniknąć tłumów i wesprze biznesy na terenach omijanych w ostatnich latach z powodu różnych problemów. Istotne jest też, komu bon przyznamy, by uniknąć niezadowolenia społecznego. Szanse, że wygra on z modą na zagraniczne podróże, do krajów z pewniejszą pogodą, które lepiej wyglądają w social mediach, są małe. Choć wkrada się moda na nasze, polskie, to wyjazdy w Bieszczady czy Beskid Niski są często elementem spektaklu w mediach społecznościowych, służącego kreowaniu wizerunku, pokazaniu alternatywności i turystycznego patriotyzmu.

Dr Sergiusz Prokurat,
ekonomista, wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula

Z perspektywy ekonomicznej powrót do bonu turystycznego to fundamentalny błąd. Choć doraźnie cieszy hotelarzy, w dłuższej perspektywie niszczy rynek przez sztuczne napędzanie popytu. Wywołuje wzrost cen usług hotelarskich bez poprawy ich jakości. Co kluczowe,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Banany na Olimpie

Nie ma takich unijnych dotacji, których nie dałoby się przewalić

Skandal związany z wydatkowaniem pieniędzy w ramach Krajowego Planu Odbudowy wstrząsnął polską polityką. Najwięcej emocji wzbudziły informacje o sfinansowaniu ze środków unijnych i pożyczek zakupu jachtów przez prywatnych przedsiębiorców działających w sektorze HoReCa (skrót od Hotel, Restaurant, Catering). W mediach społecznościowych zaroiło się od komentarzy w stylu: „Twoje pieniądze – ich luksusy. Pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy zamiast na rozwój Polski trafiają m.in. na jachty, sauny, solaria i… Muzeum Ziemniaka”, „Ponad 400 tys. zł na zakup odżywczego piwa bezalkoholowego o szczególnych walorach smakowych. Mają rozmach s…syny”.

Wściekłość była tym większa, że odpowiedzialna za realizację KPO ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz dowodziła, jakim ogromnym sukcesem jest program. Chwaliła się, że w ciągu półtora roku podpisano ponad 824 tys. umów o wartości ponad 106 mld zł i uruchomiono konkursy na ponad 97% budżetu całego programu.

W charakterze kozła ofiarnego wystąpiła zdymisjonowana z końcem lipca szefowa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości Katarzyna Duber-Stachurska. To jej agencja miała pilnować podziału pieniędzy dla hotelarzy i restauratorów. Duber-Stachurska twierdziła, że resort funduszy o wszystkim wiedział. Także o możliwości zakupu łodzi motorowych. Podkreśliła też, że to nie PARP ustalała kryteria przyznawania dotacji i zatwierdzała procedury i regulaminy obowiązujące w KPO.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości natychmiast ogłosili, że to „największa afera rządu Tuska”. Wywołany do tablicy premier obiecał wyjaśnienie sprawy i zero tolerancji dla cwaniaków.

Rafał Brzoska, szef InPostu, do niedawna bliski współpracownik Tuska w kwestii deregulacji gospodarki, napisał: „KPO = Koniec Programu Odbudowy. Żal, że tak ważny dla Polski i polskiej gospodarki oraz inwestycji program kończy w taki sposób, bo chyba nikt nie ma już wątpliwości, że to koniec”. Brzmiało to dramatycznie, lecz było dużą przesadą. Nikt łatwo nie rezygnuje z ok. 260 mld zł.

Nic nowego

Dla redakcji tygodnika „Przegląd” afera z jachtami i klubem swingersów nie była zaskoczeniem. Wiedzieliśmy, że coś podobnego musi się wydarzyć, gdyż opisywaniem patologii związanych z dotacjami unijnymi zajmujemy się od 2013 r. W tym czasie opublikowaliśmy kilkadziesiąt artykułów na temat dwóch wybitnych „lodziarni”: Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Opisaliśmy m.in. historię trzech spółek należących do małżeństwa T.: OKO-MEDICA, Bopol oraz Oko-Vita, które w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka otrzymały dotacje na łączną kwotę ponad 53 mln zł. Za te pieniądze miała powstać linia do produkcji soczewek w Białymstoku oraz ośrodek okulistyczny w Bydgoszczy. Przedsiębiorcy rozpoczęli inwestycję w 2012 r. od budowy we wsi

Kikół pod Toruniem… małpiarni, która miała być częścią laboratorium naukowo-badawczego.

Zwrot akcji nastąpił 14 marca 2013 r., gdy w jednej ze stołecznych prokuratur zjawiła się Elżbieta T. i złożyła doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez jej męża Piotra T., który wyprowadził z należących do nich spółek kwotę ok. 8,444 mln zł.

Ślad pana Piotra prowadził na Cypr, gdzie podobno widziano go w towarzystwie młodej partnerki. Jak zauważył jeden ze znajomych pary, przedsiębiorca „zamienił Zieloną Wyspę na Wyspę Afrodyty”. A we wsi Kikół wciąż ziały wykopy pod fundamenty i walały się butelki po piwie. Pracownicy białostockiej Regionalnej Instytucji Finansującej (obecnie Dział Zarządzania Projektami), którzy w 2013 r. dostali się na teren budowy fabryki soczewek, zobaczyli tam jedynie zdewastowany budynek.

W Biłgoraju działała z kolei spółka TimberOne, której właścicielem, jeśli wierzyć KRS, była inna spółka, ECO-Pellets. W 2008 r. ECO-Pellets (lub według innych danych rządowych TimberOne) zawarła z PARP umowę na realizację projektu „Zintegrowana, ekologiczna technologia

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Bułgaria ta sama, ale nie taka sama

Letni raport z czarnomorskiej riwiery Korespondencja z Bułgarii Kończący się powoli sezon na bułgarskim wybrzeżu Morza Czarnego wyglądał inaczej niż w minionych latach. O tym, że turystyczna rzeczywistość wciąż jest tam daleka od normalności, można się przekonać już na lotnisku w Burgas. Od razu rzuca się w oczy brak „zaparkowanych” na płycie samolotów, które tradycyjnie przywoziły na plaże turystów z Rosji i Ukrainy. Na lotniskowej tablicy odlotów i przylotów próżno szukać Moskwy, Sankt Petersburga czy rosyjskich i ukraińskich miast,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Sezon wciąż nie w pełni

Po dwóch latach pandemii przyszły inflacja, wojna i kłopoty z pracownikami. Branża turystyczna nadal cierpi Ubiegłotygodniową informację o strajku naziemnych pracowników Lufthansy część pasażerów na pewno przyjęła z dużym niepokojem. Niemiecki przewoźnik musiał z tego powodu uziemić aż 1000 połączeń, z tego 600 na trasach uwzględniających jego główną bazę operacyjną – lotnisko we Frankfurcie. Wśród podróżnych znaleźli się jednak i tacy, którzy na wieść o kłopotach w ruchu lotniczym tylko wzruszyli ramionami. W ostatnich miesiącach podobnych doniesień płynęło

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Twierdza Podlasie

Podlasianie sami się mierzą z faktem, że na ich terenie krzyżują się szlaki migracyjne i turystyczne Jest puszcza, a w niej wysoki płot. Są cudzoziemcy, aktywiści, mundurowi. Teraz dołączą do nich turyści. 30 czerwca przestanie obowiązywać czasowy zakaz przebywania na terenie 183 miejscowości przy granicy z Białorusią w województwach podlaskim i lubelskim. Zastąpi go zakaz przebywania w pasie szerokim na 200 m i długim na ponad 200 km wzdłuż granicy polsko-białoruskiej. Na wniosek komendanta Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.