Tag "Karol Nawrocki"
Bez ślubu i bez statusu
Nie masz obrączki? Nie masz wsparcia prezydenta
W narracji środowisk konserwatywnych i zwolenników weta ustawy o statusie osoby najbliższej dominuje jedna emocja – ulga. Ich przedstawiciele z satysfakcją przekonują, że decyzja prezydenta była jedyną słuszną, bo przepisy i tak miały służyć głównie formalizowaniu relacji par jednopłciowych. Polityczna retoryka zderza się jednak z twardą rzeczywistością i oficjalnymi statystykami.
Wystarczy sprawdzić dokumenty. W Ocenie Skutków Regulacji (druk sejmowy nr 2111), powołującej się na Europejski Sondaż Społeczny z 2022 r. wyliczono, że ustawa o statusie osoby najbliżej miała chronić aż 2,2 mln osób w relacjach heteroseksualnych i ok. 162 tys. osób tworzących związki tej samej płci. Zaproponowane rozwiązania odpowiadały więc przede wszystkim na codzienne potrzeby ponad 2 mln heteroseksualnych Polek i Polaków żyjących bez ślubu. Potwierdzają to również twarde dane GUS z Narodowego Spisu Powszechnego 2021, wskazujące na niemal 1,8 mln osób funkcjonujących w nieformalnych relacjach.
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego z 17 lipca postawiła jednak krzyżyk na dwóch aktach prawnych – o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu wraz z przepisami wprowadzającymi. „Strażnik konstytucji” zawetował projekt, zarzucając mu „wprowadzenie tylnymi drzwiami związków partnerskich, które mają zastąpić instytucję małżeństwa”. Decyzja ta wywołała lawinę komentarzy i ujawniła przepaść pomiędzy sztywnym prawem a codziennością Polaków.
Kwestia bytowa
Symbolem tego pęknięcia jest np. wpis Pawła, który dzień po decyzji prezydenta opublikował na Facebooku zdjęcie z partnerką i podzielił się gorzką refleksją. Pech chciał, że ogłoszenie weta przypadło dokładnie w dzień rocznicy ich nieformalnego związku. „36 lat razem… bez ślubu i papierów na szczęście. Nikt nie powinien innemu wchodzić w życie osobiste!”, skomentował.
Wyznanie Pawła celnie punktuje narrację o „ideologii” czy „obcym lobby”. Ustawa o statusie osoby najbliższej dotyczyła przecież też dwojga tych osób, które przez niemal cztery dekady dzieliły dom, pracę i dorobek. A w świetle obecnego prawa pozostają dla siebie obce.
Wokół projektów i wspomnianych ustaw pojawiła się narracja, że nowy status osoby najbliższej to kwestia zarezerwowana wyłącznie dla środowisk LGBTQ+. Część internautów szybko jednak sprowadziła tę dyskusję na ziemię, przypominając o strukturze demograficznej kraju. „Związki partnerskie to nie tylko grupa LGBT, ale także konkubinaty, kobiety i mężczyźni, którzy nie wzięli ślubu z różnych przyczyn”, zauważa w sieci Ola i stawia celne pytanie: „W którym momencie to zagraża innym relacjom?”.
Dla wielu to kwestia czysto bytowa. Jolanta, po 25 latach w związku bez ślubu, szukała w ustawie poczucia bezpieczeństwa. Joanna z kolei wyznaje: „Nie chodzi o szczęście, bo to mam od 29 lat. Chodzi o to, żebym mogła zgłosić partnera do ubezpieczenia, gdy straci pracę,
Janusz czyste ręce – spin-off
W 31. numerze „Przeglądu” Andrzej Sikorski w artykule „Janusz czyste ręce” opisał szlachetną postać byłego posła PiS Janusza Cieszyńskiego, obecnie członka klubu parlamentarnego Rozwój Plus.
Autor nie wspomniał o jednej sprawie – dotyczącej budowy sieci światłowodowych, na które w latach 2014-2020 Polska otrzymała łącznie ponad kilka miliardów złotych dotacji unijnych. Konkursy, w trakcie których dzielono kasę, organizowało Centrum Projektów Polska Cyfrowa (CPPC). „Na światłowody” przyznało ono kwotę 4,4 mld zł spółkom mającym je kłaść.
31 maja 2022 r. NIK opublikowała informację o wynikach kontroli dotyczącej budowy sieci internetu w województwie lubelskim „Efekty realizacji projektów dotyczących zapewnienia szerokopasmowego dostępu do internetu na terenie województwa lubelskiego”. I nie zostawiła suchej nitki na wspomnianym centrum: „NIK negatywnie ocenia realizację projektów budowy szybkiej sieci szerokopasmowej na terenie województwa lubelskiego, a także
Weto Nawrockiego uderza w 2 mln Polaków
Państwo nie jest od wychowywania ludzi
Dr hab. Sebastian Gajewski – podsekretarz stanu w ministerstwie pracy, rodziny i polityki społecznej. doktor habilitowany nauk prawnych, profesor uczelni, radca prawny. Przygotował kilkadziesiąt projektów ustaw zgłaszanych w IX kadencji Sejmu RP przez klub parlamentarny Lewicy, m.in. ustawę wprowadzającą rentę wdowią, zmiany w zasiłku pogrzebowym czy projekt ułatwiający nabywanie emerytury minimalnej przez pracujących na śmieciówkach. Wchodzi w skład władz krajowych Nowej Lewicy.
Zaskoczyło pana weto prezydenta Nawrockiego do ustawy o statusie osoby najbliższej?
– Należało się tego weta spodziewać. Wskazywały na to wypowiedzi współpracowników prezydenta, a także postawa jego kancelarii w trakcie prac nad projektem ustawy. Reprezentujący prezydenta RP minister Paweł Szefernaker i minister Barbara Socha wzięli udział w posiedzeniu komisji na etapie sejmowym, ale nie przedstawili konkretnych propozycji, nie byli zainteresowani podjęciem realnego dialogu. W Senacie przedstawiciele prezydenta nawet się nie pojawili, a przecież to najlepsze miejsce do poprawiania ustaw. Więc tak, spodziewaliśmy się tego weta.
W kampanii wyborczej Karol Nawrocki zapowiadał, że ustawę podpisze.
– Owszem, w trakcie kampanii wyborczej deklarował, że jest zainteresowany przyjęciem ustawy o statusie osoby najbliższej. Ponadto w październiku 2025 r. byłem z dużą częścią rządu w Pałacu Prezydenckim, przy okazji posiedzenia Rady Dialogu Społecznego. Tam prezydent z własnej inicjatywy – bo dyskusja dotyczyła bezpieczeństwa energetycznego Polski, zatem spraw odległych od kwestii związanych ze statusem osoby najbliższej – zadeklarował, że jest zainteresowany podpisaniem, wsparciem takiej ustawy. Przyjmowałem tę deklarację jako dobrą monetę.
Jako zachętę do kompromisu?
– Powstał projekt ustawy o statusie osoby najbliższej, bardzo łagodny, uwzględniający różne wrażliwości. W naszej ocenie był to projekt dający to minimum, na które, jak sądziliśmy, zgodzą się i nasi przyjaciele z koalicji, z Polskiego Stronnictwa Ludowego, jak i może zgodzić się pan prezydent. Nie jest tajemnicą, że ten projekt był przedmiotem wspólnej pracy z jednej strony Lewicy, a z drugiej PSL.
PSL reprezentowała Urszula Pasławska. Mówiła, że chodziła do Kancelarii Prezydenta i tam wszystko ustalała.
– Urszula Pasławska była bardzo zaangażowana w pracę nad ustawą o statusie osoby najbliższej. Usiłowała przekonać Pałac Prezydencki, ażeby tę ustawę prezydent podpisał. To się nie udało.
Prawie 2 mln obywateli RP zostało z niczym.
– Realnie ok. 2 mln Polek i Polaków żyje w związkach nieformalnych,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Klony rolne
Jedno Karolowi Nawrockiemu się udało. Sklonowanie doradców na obraz i podobieństwo swoje. Patrzysz na Tomasza Ognistego i Tomasza Obszańskiego. I co widzisz? Nawrocki z czasów, gdy nie zajmował się ustawami.
A kim są jego podpory w rolnictwie? Ognisty to zadymiarz, który był asystentem Janusza Kowalskiego, b. posła PiS. Tego, który prawdopodobnie jest następcą sławnego Rocha Kowalskiego z „Trylogii” Sienkiewicza. Z tamtego był tylko kiep. A z tego?
Z kolei Tomasz Obszański to przewodniczący Solidarności Rolników Indywidualnych. Przybudówki PiS na wsi. Przez osiem lat wszystko im się na wsi podobało. Obudzili się dopiero teraz. Jako etatowy doradca prezydenta Nawrockiego Obszański ma jeden cel. Dowalać premierowi Tuskowi. Po drodze ma m.in. ministra Krajewskiego i prezesa PSL. Lekko nie ma, ale stara się. Demonstruje w stolicy. W przerwie między prowadzeniem niemal 70-hektarowego gospodarstwa w Tarnogrodzie. Do obrazu typowego polskiego rolnika z wieloma problemami to Obszański nie pasuje.
Małżeństwo à la Nawrocki
Gdy Kaczyński wyciągnął go z kapelusza i poprowadził do prezydentury, obiecał, że jego najważniejszym celem, a wręcz misją, będzie obalenie rządu Tuska. I tego zobowiązania Nawrocki konsekwentnie dotrzymuje. Ponad 40 wet prezydenta ma jeden cel. Paraliżowanie prac rządu i doprowadzenie do zmiany władzy w przyszłym roku. Jest oczywiste, że Nawrocki z destrukcją na tak wielką skalę mocno będzie wpływać na osłabienie skuteczności rządu. I tych planów władzy, które miały być realizacją obietnic wyborczych. Jak można szybko maszerować, gdy ktoś cały czas z premedytacją kopie doły na trasie? Knucie i blokowanie rządu to codzienny program Kancelarii Prezydenta. Za setki milionów złotych dostajemy popisy ludzi, których celem jest zbudowanie wokół Nawrockiego nowego obozu politycznego. Trzeba im to wybijać z głowy i sprowadzać ich na ziemię, póki jeszcze są słabi.
Nadszedł już czas,
Oszukał miliony Polaków. Obsesje Nawrockiego
Co gwarantowały ustawy o statusie osoby najbliższej?
• Nadanie oficjalnego, chronionego prawem statusu „osoby najbliższej w związku”, zrównującego prawa partnerów.
• Gwarancja dostępu do informacji o stanie zdrowia oraz dokumentacji medycznej partnera.
• Prawo do reprezentowania partnera przed sądami i organami administracji publicznej.
• Możliwość działania za partnera w sprawach tzw. zwykłego zarządu (np. na poczcie) w razie jego przemijającej niedyspozycji. Odebranie dziecka z placówki, gdy ty nie możesz tego zrobić, jest klasyczną sprawą zwykłego zarządu, do której partner zyskuje twarde, oficjalne upoważnienie.
• Prawo do odmowy składania zeznań przeciwko partnerowi w postępowaniach karnych, cywilnych i administracyjnych.
• Domyślna rozdzielność majątkowa, jednakże z pełnym prawem do ustanowienia wspólności majątkowej.
• Wspólne rozliczenie PIT: prawo do łącznego opodatkowania dochodów na takich samych zasadach jak małżeństwa (w przypadku wyboru wspólności majątkowej).
• Brak podatku od spadków i darowizn: Zaliczenie partnerów do zerowej grupy podatkowej, co zwalnia z podatku przy darowiznach i dziedziczeniu.
• Możliwość zagwarantowania w umowie wsparcia finansowego (alimentów) w razie niedostatku po ewentualnym rozstaniu.
• Renta rodzinna (wdowia): prawo do ubiegania się o rentę rodzinną po zmarłym partnerze z ZUS, KRUS i w służbach mundurowych.
• Zasiłek opiekuńczy: prawo do płatnego zwolnienia z pracy (L4) na opiekę nad chorym partnerem.
• Możliwość zgłoszenia partnera do własnego ubezpieczenia zdrowotnego jako członka rodziny.
• Prawo do organizacji pochówku i pobrania zasiłku pogrzebowego po zmarłym partnerze.
• Ochrona mieszkaniowa: prawo do korzystania z mieszkania należącego do partnera.
• Zabezpieczenie przed eksmisją: Możliwość wpisania do umowy konkretnego terminu na wyprowadzkę w razie rozpadu związku, chroniącego przed nagłą utratą dachu nad głową.
• Prawo do wstąpienia w stosunek najmu lokalu mieszkalnego po śmierci partnera.
• Możliwość dołączenia do umowy odrębnych, wzajemnych testamentów sporządzonych bezpośrednio u notariusza.
Burza w sieci
Bożena O.: Tym wetem pokazał swoje oblicze: pogarda, buta, brak szacunku dla 1,8 mln obywateli, którzy żyją w związkach nieformalnych. #SzkodliweWeto. (Facebook)
Małgorzata M.: Akurat dla dobra obywateli byłoby podpisanie tej ustawy, a nie jej zawetowanie, panie Prezydencie nie wszystkich Polaków. (Facebook)
Aventura E.: Ciekawe czy gdyby Pana córka była w związku partnerskim, to by Pan nie podpisał… Szok, żeby być tak mało empatycznym. (TikTok)
lukem0: Wyjątkowy status małżeństwa, mówi to facet który reprezentuje partię, w której zaraz będzie więcej rozwodów niż ślubów. (TikTok)
Black B.: Politycy prawej strony udają ślepych na to, że coraz więcej ludzi żyje razem bez zawierania małżeństwa i dotyczy to głównie par heteroseksualnych. I to się nie zmieni, przeciwnie, instytucja małżeństwa będzie coraz rzadziej wybierana z biegiem lat. Ale PiS i Konfa myślą, że zmuszą ludzi do zawierania małżeństw, mhmm. (TikTok)
Urszula G.: Sytuacje patologiczne to są, kiedy dwa nieroby mają czwórkę dzieci i chleją z zasiłku, ale to jest święta rodzina. A wy nazywacie patologią ludzi, którzy kochają inaczej. Wstydu nie macie, katolicy inaczej. (Facebook)
Piotr M.: Kolejna obietnica Nawrockiego po tańszym prądzie (tym niezależnym od wszystkiego), która dowodzi jego wyborczych kłamstw. Ma w tym doświadczenie. (Facebook)
Piotr Z.: Jeżeli Pan Prezydent jest częściowo za, ale jednak przeciw, to czy z Kancelarii Prezydenta wyjdzie propozycja ustawy regulującej obszary, które Pan Prezydent byłby skłonny poprzeć? (Facebook)
o. Łukasz Sośniak, jezuita: Szkoda, że prezydent zawetował tę ustawę. Nie było w niej nic, co by zagrażało rodzinie. Czy prawo do dziedziczenia, wgląd w dokumentację medyczną w szpitalu czy wspólny kredyt w jakikolwiek sposób ubliżają sakramentowi małżeństwa? To zwykła ochrona prawna osób, które de facto tworzą wspólnoty domowe i mają prawo do godnego pochówku partnera czy wspólnego lokalu. To minimum prawne, które ludziom po prostu się należy. Jako katolicy mamy obowiązek promować małżeństwo, dawać świadectwo o jego pięknie i wyjątkowości. Nie oznacza to jednak, że wolno nam utrudniać życie tym, którzy naszej wizji życia nie podzielają. Weto prezydenta nie uratowało małżeństwa, bo ono nie było zagrożone. Odebrało jedynie szansę na ucywilizowanie statusu setek tysięcy Polaków, nie dając nic w zamian poza poczuciem wykluczenia. (portal X, wyświetlenia: 367 tys.)
Wyobraź sobie sytuację, gdy osoba, z którą od kilkunastu lat dzielisz życie, opłacasz wspólnie rachunki i wychowujesz dzieci, nagle trafia w ciężkim stanie do szpitala. Biegniesz na oddział i od lekarza dowiadujesz się, że partner jest nieprzytomny, a ty – bez wcześniejszych formalnych upoważnień w karcie pacjenta – nie uzyskasz żadnej informacji o stanie jego zdrowia. Według państwa bez osobnych umów czy pełnomocnictw notarialnych wciąż jesteś „kimś obcym”. To poczucie niepewności czy braku automatycznej, systemowej ochrony miała zlikwidować ustawa o statusie osoby najbliższej.
Przed wyborami „obywatelski” kandydat Karol Nawrocki, popierany przez Prawo i Sprawiedliwość, przedstawiał wizję bezpiecznego, ludzkiego państwa i zapewniał, że jest zwolennikiem uregulowania statusu osób najbliższych. Rok po kampanii, już jako prezydent RP, wyrzucił do kosza ustawę, na którą czekało ok. 1,8 mln dorosłych ludzi żyjących w relacjach nieformalnych.
Rozczarowanie w polityce
Prawda zamaskowana w Radrużu
W rocznicę rzezi wołyńskiej pan prezydent pofatygował się do Radruża. Wygłosił tam, a ściślej swoim zwyczajem wykrzyczał, przemówienie. Poświęcone było w całości bestialstwu UPA mordującej polskich mieszkańców Wołynia i Kresów Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej, w tym Radruża, dziś znajdującego się na terytorium Polski, tuż przy granicy z Ukrainą. Bestialstwo UPA prezydent opisywał plastycznie: „Mordowali brutalnie, barbarzyńsko, każąc córkom patrzeć, jak ginie matka, synom, jak ginie ojciec. Matce, jak ginie córka; wciąż używali gospodarskich narzędzi do tego, aby zabijać”. Na koniec powtórzył myśl Józefa Szujskiego, a może sam do tego doszedł, że „historia jest jedyną wiedzą, którą wnosimy do budowania naszej przyszłości. A powtórzę jeszcze raz, fałszywa historia tworzy fałszywą politykę”.
Otóż to. Tu z prezydentem należy się zgodzić. Fałszywa historia tworzy fałszywą politykę. No to zacznijmy od prawdziwej historii wsi Radruż. Ta leżąca w gminie Horyniec-Zdrój, przy samej ukraińskiej granicy wieś, a ściślej wieś przedzielona granicą, bo po stronie polskiej została tylko jej część, za to z cerkwią św. Paraskewy, znana jest miłośnikom historii i zabytków głównie dzięki cerkwi.
Drewniana, otoczona murem obronnym świątynia z XVI w. należy do najpiękniejszych i najlepiej zachowanych drewnianych cerkwi na ziemiach polskich. Szeroka publiczność miała szansę zobaczyć ją w serialu Netfliksa „1670”. To w jej wnętrzu odbywały się obrady sejmiku
Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle?
Jak przywrócić wiarę w politykę
Prof. Lech Szczegóła – socjolog polityki, profesor na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Autor książki „Droga do wojny kulturowej. Ideologia Dobrej Zmiany”.
Panie profesorze, wszystkie dane wskazują, że Polska się rozwija, jest coraz bogatsza, goni Europę. Jest wzorem – to są relacje zachodnich Europejczyków odwiedzających nasz kraj – jeśli chodzi o bezpieczeństwo, o czystość. Czy Polacy to zauważają? Daje im to poczucie zadowolenia?
– Świadomość dobrej kondycji polskiego systemu gospodarczego istnieje, ale mocniej działają sygnały negatywne. One szybciej się linkują, pojawiają i w mediach, i w codziennych rozmowach. Przeprowadzono kiedyś badanie, co bardziej oddziałuje na psychikę: czy kiedy znajdziemy 100 zł, czy gdy zgubimy 100 zł.
Znam to badanie.
– Wiadomo więc, o co chodzi. Złe informacje są przez umysł łatwiej przetwarzane i kodowane. Do sukcesów szybko się przyzwyczajamy, traktujemy je jako naturalne, oczywiste. A porażki, zagrożenia…
Rozpamiętujemy, ale towarzyszy temu gniew. Emocje. Dlaczego?
– Myślę, że są trzy rodzaje przyczyn tej sytuacji – mają one charakter, po pierwsze, polityczny, po drugie, ekonomiczny, po trzecie, kulturowy.
Zacznijmy od politycznego.
– Sądzę, że prawie 10 mln Polaków wciąż żyje w traumie po wyborach prezydenckich, których wynik był dla wielu szokiem. Ta trauma przekształciła się w długotrwałą frustrację i w pewnego typu depresję. Część zwolenników Koalicji 15 Października żyje jakby w ramach kroniki zapowiedzianej śmierci. Wszystko wskazuje na to, że za półtora roku w Polsce władzę obejmie nieprzewidywalna koalicja trzech formacji prawicowych. Poczucie, że rządowi Tuska nie udało się niczego istotnego zmienić, jest bardzo silnym stresorem. Prowadzi do rozczarowania i braku nadziei. A wiara w przyszłość to najlepsze lekarstwo na takie nastroje.
A ta druga strona?
– A druga strona, pewnie żywiąc się informacjami innej części systemu medialnego, jest sfrustrowana strasznymi „zbrodniami koalicji 13 grudnia”. I też żyje w stanie niepewności. Jej optymizm został zachwiany ewidentnie słabą formą jej lidera, Jarosława Kaczyńskiego, oraz kłótniami w obozie prawicowym. Sytuacja polityczna jest więc źródłem rozczarowań, bo nie nadeszło żadne tak oczekiwane oczyszczenie ani rozliczenie.
Takie poczucie mają zwolennicy Koalicji 15 Października.
– Bardzo boli to, że ludzie, którzy powinni być jeżeli nie w więzieniu, to przynajmniej przed sądem, śmieją się w twarz i brylują w mediach. Polityka generalnie stała się walką w błocie. Widzimy – i to chyba jest coś, co jednoczy obie strony – że politycy utracili resztki wiarygodności. Ich obietnice,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Spalona ziemia
Order Orła Białego odebrano dotąd tylko raz: Wincentemu Witosowi. Ale akt ten dotyczył polskich spraw wewnętrznych, dokonał się zaś – cokolwiek mówić – na mocy wyroku sądowego. W świecie odebrano najwyższe odznaczenie głowie innego państwa dwa razy. Najpierw spotkało to cesarza Hirohito, któremu Order Podwiązki odebrano po wejściu Japonii w stan wojny z Wielką Brytanią. Natomiast za łamanie praw człowieka odebrano Krzyż Wielki Orderu Zasługi Republiki Włoskiej prezydentowi Syrii Baszarowi al-Asadowi. Czy Ukraina weszła z Polską w stan wojny? Czy łamie u siebie prawa człowieka?
Korzenie
Karol Nawrocki, jak to ipeenowiec, wie o historii Polski niewiele. A przecież jakakolwiek sensowna rozmowa o stosunkach polsko-ukraińskich powinna się rozpoczynać od stwierdzenia trzech faktów. O pierwszym, tym najbardziej oczywistym, pisał w „Gazecie Wyborczej” (1 czerwca 2026) prof. Maciej Janowski: „Przez kilkaset lat to Rusini byli pod panowaniem polskim, nie odwrotnie”. To polskie panowanie zostawiło zaś na Rusi (Ukrainie) złą pamięć. Ciągnące się od schyłku XVI w. po ostatnie lata Rzeczypospolitej bunty i powstania nie wzięły się z powietrza. Z kolei II Rzeczpospolita, zwalczając zagrażający państwu ukraiński ruch narodowy, konsekwentnie traktowała Ukraińców jak obywateli niższej kategorii. Natomiast Polska powojenna wygnała Ukraińców z ich siedzib w ramach akcji „Wisła”.
Prowadzoną przez kolejne formy polskiej państwowości politykę antyukraińską czasem sobie jeszcze uświadamiamy, choć na ogół nie wyciągamy z niej wniosków. Ale o dwóch kolejnych sprawach w ogóle nie chcemy pamiętać. A przecież wspomniane wyżej polskie panowanie znaczy też, że przeżyliśmy z Ukraińcami setki lat we wspólnym państwie. Korona Królestwa Polskiego była od XIV w. organizmem polsko-ruskim (ukraińskim). W XVII w. Rusini (Ukraińcy) tworzyli swą literaturę głównie w języku polskim. Pierwsza konstytucja kozacka, spisana w roku 1710 po łacinie, została skopiowana z polskich, szlacheckich wolności. Iwan Franko pisał na przełomie XIX i XX w.: „W całej Słowiańszczyźnie nie ma dwóch narodów, które by pod względem życia politycznego i duchowego tak ściśle zrosły się ze sobą, tak licznymi połączone były węzłami”. Te słowa są często cytowane, lecz tylko w gronie specjalistów.
Wreszcie sprawa trzecia, też rzadko uświadamiana: polskie zdrady. Oczywiście były też zdrady ukraińskie, z Radą Perejasławską roku 1654 na czele. Niemniej za pokój z Moskwą płaciliśmy zawsze ziemiami ukraińskimi, wspólnie też z nią dokonywaliśmy ich rozbioru. Pierwszy raz stało się to w 1667 r., w traktacie andruszowskim. Drugi raz w 1686, w „pokoju wieczystym”. Trzeci raz w latach 1918-1919, gdy podbiliśmy pierwsze po wiekach państwo ruskie: Zachodnioukraińską Republikę Ludową (ZURL). Czwarty raz w latach 1920-1921, gdy zdradziliśmy Ukraińską Republikę Ludową (URL) – naszego sojusznika. Ukraińscy żołnierze – tacy jak gen. Marko Bezruczko, obrońca Zamościa – poszli za druty obozów internowania. Przywódca URL, ataman Symon Petlura, został z Polski (na życzenie ZSRR) wygnany.
Te trzy elementy – polskie panowanie, polsko-ruska symbioza i polskie zdrady – powinny być fundamentem naszego myślenia o Ukrainie. Zwłaszcza dziś, gdy dokonuje się zdrada kolejna, piąta.
Żadnych złudzeń!
Odbierając Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego, Nawrocki jednym podpisem zniszczył kilkudziesięcioletni dorobek polskiej myśli politycznej. Jednym podpisem! Choć bowiem trudno wymagać od ipeenowca, by był mocny w historii Polski, to od Polaka można oczekiwać jakiegoś jej rozumienia. Najlepsi polscy synowie od tylu lat starają się przepracowywać – fundamentalną dla polskiego bytu narodowego – kwestię ukraińską. Działanie to rozpoczęła „Kultura” Jerzego Giedroycia. Na jej łamach nie eksponowano zbrodni UPA – wiedziano,
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl
Dlaczego Ukraina heroizuje UPA
Antypolskie kroki Zełenskiego natychmiast ożywiły i zradykalizowały epigonów nacjonalizmu ukraińskiego
Duża część polskiej sceny polityczno-medialnej dopiero pod koniec maja br., kiedy prezydent Ukrainy uhonorował jednostkę wojskową imieniem Bohaterów UPA, odkryła, że Ukraina opiera swoją tożsamość na heroizacji najbardziej skrajnych nurtów historycznego nacjonalizmu ukraińskiego. Tymczasem dzieje się tak od 2004 r. (z przerwą w latach 2010-2014), a wszelkie fakty o tym świadczące były przez 20 lat ignorowane przez wielu polskich polityków jako sprzeczne z neoprometejską linią naszej polityki wschodniej.
Były ambasador Polski w Kijowie Bartosz Cichocki ocenił, że na Ukrainie trwa obecnie antypolska kampania, a tamtejsza debata publiczna nie dopuszcza polskich argumentów w sprawie UPA. Cichocki przypomniał też systemowe dyskryminowanie Polaków przez władze ukraińskie od 1991 r., w tym przypadki odmowy zwrotu kościołów i ograniczania polskiego szkolnictwa. W jego opinii obecny kryzys może doprowadzić nawet do zerwania stosunków dyplomatycznych. Dlaczego Cichocki mówi o tym dopiero teraz? Jako ambasador milczał przecież w imię owych neoprometejskich miraży realizowanej w Warszawie polityki wschodniej. Czy w jego środowisku politycznym (PiS) przypadkiem nie był swego czasu popularny slogan „lepsza Ukraina banderowska niż sowiecka”?
Bohater Petlura?
Prezydent Nawrocki zasugerował w wystąpieniu z 19 czerwca, żeby Ukraińcy czcili Petlurę zamiast UPA. Z tego zapewne powodu, że był to sojusznik Piłsudskiego podczas tzw. wyprawy kijowskiej w 1920 r. Tylko że Petlura wcale nie jest postacią aż tak jasną. W latach 1917-1920 Ukraińska Republika Ludowa, która początkowo była protektoratem niemieckim, spłynęła żydowską krwią. Kilkaset pogromów, od 50 tys. do 250 tys. ofiar śmiertelnych, pół miliona wypędzonych i ograbionych. A działo się to 23 lata przed ludobójstwem zgotowanym europejskim Żydom przez Hitlera. Oczywiście pogromów na Żydach dopuszczały się wszystkie walczące tam strony (petlurowcy, biali, machnowcy i bolszewicy), ale to kierowany przez Petlurę od lutego 1919 r. Dyrektoriat URL szeroko wykorzystywał agitację antysemicką do politycznego scalania swoich zwolenników. Petlura zginął w maju 1926 r. w Paryżu z ręki żydowskiego zamachowca, poety Szolema Szwarcbarda, który utrzymywał, że morderstwa dokonał w akcie zemsty za wymordowanie jego rodziny na Ukrainie podczas rządów Petlury. Ława przysięgłych odniosła się z wyrozumiałością do tego wyjaśnienia i w konsekwencji francuski sąd uniewinnił Szwarcbarda. Ponadto Petlura był i jest uważany przez nacjonalistów ukraińskich za zdrajcę, ponieważ w umowie warszawskiej z 21 kwietnia 1920 r. zgodził się na oddanie Galicji Wschodniej i Wołynia Polsce.
Chociażby dlatego życzliwe rady w sprawie czczenia Petlury zamiast banderowców zostaną na Ukrainie zignorowane. Tego samego dnia, w którym prezydent Nawrocki odebrał Order Orła Białego Zełenskiemu, w miejscowości Botyń na Wołyniu odsłonięto pamiątkowy krzyż ku czci Petra Gudzowatego „Oczeretenki” (1912-1946), jednego z miejscowych watażków UPA. W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele lokalnych władz, duchowieństwa, weterani wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz organizacje młodzieżowe. „Oczeretenko” był działaczem OUN od połowy lat 30. XX w., żołnierzem batalionu „Nachtigall” i 201. batalionu Schutzmannschaft, a następnie jednym z dowódców UPA na Wołyniu, w czasie gdy OUN-B i UPA dokonały tam ludobójstwa na ludności polskiej.
O jego udziale w tej zbrodni nie dowiemy się jednak z żadnych ukraińskich publikacji. Zaprzeczanie ludobójstwu wołyńskiemu, zwłaszcza tam, gdzie zostało popełnione, ma na Ukrainie charakter powszechny i stanowi fundament pomajdanowej polityki historycznej. Pomija się określenie „ludobójstwo” lub stosuje eufemizmy negujące ludobójczy charakter zbrodni („tragedia wołyńska”), nie pisze się, kto był sprawcą, relatywizuje lub zakłamuje („wojna chłopska”) powszechny udział ludności ukraińskiej w masowych mordach oraz sugeruje rzekomą odpowiedzialność NKWD. Skrupulatnie omijane są w kontekście ludobójstwa wołyńskiego nazwy UPA i OUN-B oraz nazwiska Bandery, Szuchewycza, Klaczkiwskiego i innych sprawców.
Rzeczywistość nie szczędzi polskiej klasie politycznej jeszcze boleśniejszych doświadczeń niż to, które zafundował jej prezydent Zełenski. Wydawnictwo Rainshouse, powiązane z pułkiem Azow, wprowadziło do obiegu pod koniec czerwca naszywkę, na której znajduje się napis: „Wołyń Pride”,








