Tag "minister obrony narodowej"

Powrót na stronę główną
Kraj

Ignorant, kłamca i tchórz

Błaszczak minister katastrofa

„Mamy do czynienia z ludźmi nieodpowiedzialnymi, którzy pozwalają na to, żeby 100 km w głąb naszego terytorium przeleciała rosyjska rakieta, i nie zestrzeliwują tej rakiety”, mówił Mariusz Błaszczak po tym, gdy na polu rzepaku we wsi Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie rozbił się rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Były szef MON zażądał dymisji premiera Donalda Tuska oraz ministrów Władysława Kosiniaka-Kamysza i Marcina Kierwińskiego, którym dostało się także za chaos informacyjny i zbyt późne powiadomienie mieszkańcowi zagrożonych terenów o zbliżającym się niebezpieczeństwie.

Filipiki Mariusza Błaszczaka pokazują, że nie ma on bladego pojęcia o wojsku. To nie premier i minister obrony narodowej decydują o zestrzeliwaniu wrogich rakiet, ale dowódcy wojskowi na podstawie obowiązujących procedur. Gdyby Polska była w stanie wojny, wojsko automatycznie niszczyłoby każdy wykryty obiekt. Ale nie jest i musimy przestrzegać przepisów w czasie pokoju. Mówią one wyraźnie, że trzeba mieć stuprocentową pewność (wizualną) w identyfikacji obiektu, aby np. wykluczyć pomylenie go z maszyną cywilną. A w pobliżu strefy, gdzie leciał pocisk, odbywał się normalny ruch pasażerski. Takiej stuprocentowej pewności wojskowi nie mieli. Zdaniem specjalistów pocisk Ch-101 jest trudno wykrywalny, poruszał się z prędkością ok. 1 tys.km/godz. na bardzo niskiej wysokości.

Zgodnie z ustawą o ochronie granicy państwowej decyzję o zniszczeniu pocisku rakietowego podejmuje dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych (jest nim gen. Ireneusz Nowak) w formie rozkazu. „Rozkaz wydaje się adekwatnie do zagrożenia, w granicach określonych w wiążących Rzeczpospolitą Polską ratyfikowanych umowach międzynarodowych, po rozpatrzeniu całokształtu okoliczności konkretnego zdarzenia i wynikającego z niego realnego i poważnego zagrożenia dla życia osób postronnych, w tym możliwych ofiar ataku”, czytamy we wspomnianej ustawie.

Gen. Ireneusz Nowak na podjęcie decyzji miał kilkadziesiąt sekund i nawet gdyby było tak, jak twierdził Błaszczak, to nie zdążyłby skontaktować się z Tuskiem i Kosiniakiem-Kamyszem. To, że nie zestrzelono rosyjskiej rakiety, wcale nie oznacza, że wojsko było bierne. Pocisk monitorowano jeszcze na terytorium Ukrainy, poderwano polskie i sojusznicze myśliwce F-16. Jednak pilotom nie udało się zidentyfikować obiektu, bo zniknął im z radarów.

Minister dezinformacji

Mariusz Błaszczak, który przez sześć lat (2018-2023) był ministrem obrony narodowej, jest wyjątkowo bezczelny w krytyce rządu. Tę bezczelność uznaje zresztą za swój atut, mniemając, że ludzie mają krótką pamięć, a ciemny lud kupi jego niedorzeczne wywody.

W listopadzie 2022 r. w Przewodowie spadła ukraińska rakieta,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.