Tag "muzyka"
Jazz… To jest całe moje życie
Muzykowanie na żywo. Nie same nuty
Henryk Miśkiewicz – saksofonista, kompozytor, aranżer, legenda polskiego jazzu, muzyk wszechstronny. Trzykrotny laureat Fryderyka – nagrody polskiego przemysłu fonograficznego. Członek Akademii Fonograficznej ZPAV. Ojciec perkusisty jazzowego Michała Miśkiewicza i piosenkarki Doroty Miśkiewicz. W czerwcu 2026 r. świętuje 75. urodziny.
Jest jazz?
– To jest cały czas żywa muzyka.
A dixie?
– Te początki? Młodzież tego już nie gra. Szkoda, bo to świetna muzyka, pod nóżkę… Ludzie do tego tańczyli. Od tego zaczęła się moja przygoda z jazzem. Miałem 12 lat i do Kożuchowa, gdzie mieszkaliśmy, przyjechał zespół Zygmunta Wicharego, który grał dixieland. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem jazz. I poczułem: to jest to! A tydzień wcześniej słyszałem Trubadurów.
I?
– I nic. A tu przyjechał zespół, który grał trudniejszą muzykę. I od razu tak mnie wzięło, że nie mogłem usiedzieć.
Na początku miał pan grać na akordeonie.
– W Kożuchowie było ognisko muzyczne. Grałem tam na akordeonie, potem na klarnecie. A później mój profesor powiedział, że powinienem iść do szkoły, do Wrocławia, że tam się więcej nauczę. Widział we mnie talent. Dużo zawdzięczam nauczycielom. Bo później ci z Wrocławia mówili, żebym jechał do Warszawy. I tam zdawał.
Od najmłodszych lat ciągnęło pana do muzyki.
– Jak ojciec szedł grać na wesele – bo co sobotę, niedzielę albo była zabawa, albo wesele – to ja jako 10-latek stawałem w drzwiach i prosiłem: „Tata, weź mnie z sobą!”. Często więc mnie brał i grałem. Umiałem już wtedy grać na akordeonie. Na saksofonie też trochę,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Afryka 30 kilometrów od Warszawy
Są festiwale, na które jedzie się dla line-upu. Są też takie, na które wraca się dla ludzi, atmosfery i poczucia, że przez kilka dni świat może działać trochę inaczej. African Beats Festival należy właśnie do tej drugiej kategorii. W dniach 7-9 sierpnia 2026 r. w Kawęczynie pod Warszawą odbędzie się szósta edycja największego w Polsce festiwalu promującego kulturę Afryki.
To niezależne wydarzenie, organizowane przez Fundację Perspektywy z Sopotu, od początku miało ambicję większą niż tylko prezentowanie muzyki. Jego twórca, Jakub Malinowski, mówi o African Beats jak o projekcie społecznym, który ma budować otwartość, wrażliwość kulturową i dialog między ludźmi. W czasach, gdy do Europy coraz częściej wracają lęki, podziały i nacjonalistyczne hasła, festiwal w Kawęczynie proponuje coś prostego, ale bardzo potrzebnego: wspólne słuchanie, taniec, rozmowę i spotkanie.
Miejsce też ma znaczenie. African Beats odbywa się na terenie Dworku pod Wiechą w podwarszawskiej wsi Kawęczyn, ok. 30 km od stolicy. To zielona, rozległa przestrzeń pośród pól i lasów, z dala od miejskiego hałasu. Festiwal nie przypomina wielkich, anonimowych imprez masowych. Jest rodzinny, bezpieczny i kameralny, choć z roku na rok przyciąga coraz większą publiczność. Właśnie ta bliskość jest jego największą siłą. Artyści, uczestnicy, podróżnicy, prowadzący warsztaty i organizatorzy funkcjonują tu w jednej wspólnej przestrzeni.
Program muzyczny edycji 2026 pokazuje Afrykę w wielu odcieniach. Gwiazdą pierwszego, piątkowego wieczoru festiwalu będzie Fatoumata Diawara z Mali, jedna z najważniejszych współczesnych artystek afrykańskich, łącząca tradycję Afryki Zachodniej z bluesem, rockiem,
African Beats Festival 2026
Dworek pod Wiechą, Kawęczyn k. Warszawy
7-9 sierpnia
Bilety: www.africanbeats.pl
AFRICAN BEATS FESTIVAL 2026
7-9.08.2026, Dworek Pod Wiechą, Kawęczyn k. Warszawy
𝐀𝐟𝐫𝐢𝐜𝐚𝐧 𝐁𝐞𝐚𝐭𝐬 𝐅𝐞𝐬𝐭𝐢𝐯𝐚𝐥 to polski niezależny festiwal muzyczno – podróżniczy osadzony w afrykańskim rytmie. Koncerty gwiazd muzyki etnicznej, spotkania podróżnicze, kino Afrykamery, strefa electro afrobeats, warsztaty bębniarskie, wspaniali ludzie i masa dodatkowych atrakcji. African Beats to festiwal muzycznych korzeni, święto otwartości i tolerancji. Zaledwie 30 km od Warszawy, na pełnym zwierząt i przyrody malowniczym ranczu w Kawęczynie. Przed nami jeden z najklimatyczniejszych polskich festiwali, gdzie przestrzeń wypełnia się brzmieniami djembe i saharyjskiego bluesa. Let’s Groove Together!
Na terenie malowniczo położonego Dworku Pod Wiechą w Kawęczynie, 30 km od Warszawy, usłyszymy największe muzyczne gwiazdy afrykańskiego world music oraz afrobeatu. Oprócz koncertów na African Beats weźmiemy udział w licznych warsztatach muzycznych i ruchowych, zanurzymy się w świat afrykańskich filmów w plenerowym kinie festiwalowym, a także usłyszymy zapierające dech w piersiach historie na spotkaniach podróżników. Znajdziemy tu wystawców z modą i rękodziełem afrykańskim, zasmakujemy smaków wyjątkowych potraw, a po koncertach usiądziemy przy ogniskach, by zatańczyć w rytm bębnów i posłuchać pustynnych pieśni. African Beats Festival to prawdziwa perełka kulturalna w tej części Europy, której warto doświadczyć. To rodzinny festiwal dla dużych i małych, który łączy ludzi pozytywną energią i etniczną muzyką na najwyższym, światowym poziomie.
𝐌𝐈𝐄𝐉𝐒𝐂𝐄 🏡
Tereny Dworku pod Wiechą w Kawęczynie.
To niezwykle urokliwe miejsca, nierozerwalnie związane z polską kulturą ludową. Dworek jest położony we wsi Kawęczyn, oddalonej o 30 km od Warszawy w kierunku południowym, zajmuje obszar o powierzchni 10 ha. W bezpośrednim sąsiedztwie Chojnowskiego Parku Krajobrazowego wśród malowniczych sadów mazowieckiej ziemi budynek Dworek Pod Wiechą został idealnie wkomponowany w bajeczny krajobraz. Oprócz tego ogromna przestrzeń, zielona przestrzeń, idealna pod Festival Muzyczny!
Sprawdź na mapie 👉 https://goo.gl/maps/fNS2R6bawa6bREhdA
KONCERTY AFRICAN BEATS 2026
- Fatoumata Diawara (Mali) – jedna z najważniejszych postaci współczesnej muzyki afrykańskiej, znana z charyzmatycznej obecności scenicznej i ogromnej energii. Śpiewając w języku bambara, opowiada o Afryce — jej trudnościach i odzyskanej radości — poruszając i porywając publiczność.
- Elida Almeida (Cabo Verde) – głos Wysp Zielonego Przylądka — ciepły, szczery i pełen emocji. Łączy tradycyjne rytmy, takie jak batuque, funaná i coladeira, z nowoczesnym brzmieniem, tworząc energetyczne i pełne życia koncerty.
- Tamikrest (Mali) – głos Sahary — surowy i hipnotyczny. Zespół łączy tradycję Tuaregów z gitarowym rockiem, tworząc muzykę o wolności, tożsamości i życiu na pustyni.
- Kasiva Mutua (Kenya) – wokalistka i perkusistka, która przekłada afrykańskie rytmy na intensywne, współczesne brzmienie. Łączy tradycję z jazzem, funkiem, reggae i hip-hopem, tworząc pełne energii, rytmiczne opowieści.
- Kanazoé Orkestra (Burkina Faso) – zespół pełen energii, napędzany brzmieniem balafonu. Łączy tradycję griotów Mandinka z nowoczesnymi wpływami miejskimi i elektroniką, tworząc taneczną, transową muzykę.
- YEKO (Mali / France) – projekt łączący tradycje Afryki Zachodniej z funkiem i nowoczesnym groove’em. Surowe brzmienia gitar i ekspresyjny wokal tworzą współczesny dialog między tradycją a nowoczesnością.
- Rasm Almashan (Yemen / Poland) – artystka łącząca kultury i brzmienia w hipnotyzującą, emocjonalną całość. Jej muzyka splata wpływy Arabii, Afryki i Europy w intymną i autentyczną opowieść.
- Moribaya (Poland) – międzynarodowy kolektyw tworzący koncerty pełne rytmu i energii, które szybko zamieniają się we wspólne, taneczne święto z publicznością.
-
- Nandakike (Polska) – zespół etniczny tworzący żywą, pulsującą muzykę angażującą ciało i emocje. Ich koncerty to przestrzeń wspólnego tańca, ruchu i bycia tu i teraz.
- P-Pentatonique feat. Queen Rima (Gwinea) – spotkanie tradycji Afryki Zachodniej z nowoczesnymi brzmieniami, połączenie rytmów Wassoulou, desert bluesa i rocka. Z zespołem wystąpi Queen Rima, laureatka nagrody RFI Discovery Award i pionierka dancehall’u w Gwinei.
PIĄTEK • 07.08.2026
17:00 – Nandakike
18:00 – Yeko
19:00 – P-Pentatonique feat. Queen Rima
20:30 – Kasiva Mutua
22:00 – Fatoumata Diawara
SOBOTA • 08.08.2026
17:00 – Moribaya
18:00 – Rasm Almashan
19:45 – Kanazoé Orkestra
20:30 – Tamikrest
22:00 – Elida Almeida
STREFY DODATKOWE
𝐒𝐓𝐑𝐄𝐅𝐀 𝐀𝐅𝐑𝐎𝐁𝐄𝐀𝐓𝐒
Najlepsi DJ-e zaserwują wam najnowsze brzmienia afrobeats. Przed nami całonocne afterparty z DJ’ami serwującymi wszystko co najlepsze we współczesnej afrykańskiej muzyce tanecznej!
Wystąpią: Alain NCA, DJ Chris, DJ Dahouda, DJ Ralphizzo
𝐒𝐏𝐎𝐓𝐊𝐀𝐍𝐈𝐀 𝐏𝐎𝐃𝐑𝐎𝐙𝐍𝐈𝐂𝐙𝐄
Zapraszamy do strefy Podróżniczej podczas African Beats Festival. Wystąpią podróżnicy, które opowiedzą o swoich podróżach po Czarnym Lądzie. Pokażą zdjęcia, filmy, fragmenty nagrań dźwiękowych. Przygotuj się na niesamowite historie, pełne zwrotów akcji oraz pięknych zdjęć.
𝐊𝐈𝐍𝐎 𝐅𝐄𝐒𝐓𝐈𝐖𝐀𝐋𝐎𝐖𝐄 𝐀𝐅𝐑𝐘𝐊𝐀𝐌𝐄𝐑𝐘
Zapraszamy na afrykańskie kino festiwalowe, gdzie na wielkim ekranie będziecie mogli podziwiać najwybitniejsze produkcje filmowe z tego kontynentu. Odkryjcie bogactwo afrykańskiej kinematografii i doświadczcie niezapomnianych historii, które przeniosą was w egzotyczne światy pełne emocji i inspiracji. Nie przegapcie okazji, by zanurzyć się w kulturze i sztuce filmowej Afryki podczas tego wyjątkowego festiwalu.
𝐖𝐀𝐑𝐒𝐙𝐓𝐀𝐓𝐘 𝐁𝐄𝐁𝐍𝐈𝐀𝐑𝐒𝐊𝐈𝐄
Zapraszamy na warsztaty gry na bębnach djembe na dwóch poziomach, początkującym i średniozaawansowanym. W trakcie zajęć przyswoisz techniki gry na afrykańskich bębnach djembe. Skupimy się na wypracowaniu techniki gry, nauce tradycyjnych rytmów afrykańskich oraz budowaniu aranżacji. Zadbamy też o elementy solowych improwizacji, a całość urozmaicimy dobrą zabawą.
PROWADZĄCY:
Amara Toure (Gwinea) – syn mistrza djembe Seny’ego Touré, gwinejski djembefola uznany w środowisku muzyków tradycyjnych Afryki i Europie.
Sekou Camara (Gwinea) – mistrz djembe, ceniony za wyjątkowe opanowanie tradycyjnych rytmów Mandingów. Podczas festiwalu poprowadzi warsztaty gry na djembe, skupione na rytmach gwinejskich, polirytmii i nowoczesnych inspiracjach afrobeatem.
𝐖𝐀𝐑𝐒𝐙𝐓𝐀𝐓𝐘 𝐙 𝐓𝐀𝐍𝐂𝐀 𝐀𝐅𝐑𝐘𝐊𝐀𝐍𝐒𝐊𝐈𝐄𝐆𝐎
Serdecznie zapraszamy na warsztat tradycyjnego tańca zachodnio-afrykańskiego z akompaniamentem bębnów na żywo! Doświadczysz energetycznego tańca pełnego ekspresji i radości. Warsztat jest otwarty dla wszystkich, bez względu na poziom zaawansowania. Taniec afrykański to wspólna celebracja życia i wymiana energii, która łączy społeczność. Wiele kroków inspirowanych jest codziennymi czynnościami i podkreśla cechy tańczących, takie jak siła, zwinność, szybkość czy elegancja. Taniec ten staje się coraz bardziej popularny na całym świecie, ucząc folkloru i rytmów afrykańskich. Zabierz wygodne ubrania i wodę. Tańczymy na boso.
PROWADZĄCY:
Mohamed Dabo (Gwinea) – tancerz, choreograf i pedagog pochodzący z Gwinei, od 2007 roku mieszkający i pracujący we Francji. Podczas African Beats poprowadzi warsztaty tańca tradycyjnego z Afryki Zachodniej.
Sylla Loulou (Gwinea) – tancerka i instruktorka, specjalizująca się w tradycyjnych tańcach afrykańskich oraz stylach Afro, Amapiano, Dancehall i Coupé-Décalé. Poprowadzi warsztaty z Afro & Modern African Dance, Doumdouba i Faré Gnagui.
𝐀𝐅𝐑𝐈𝐂𝐀𝐍 𝐄𝐂𝐒𝐓𝐀𝐓𝐈𝐂 𝐃𝐀𝐍𝐂𝐄
Ecstatic Dance jest praktyką ruchowo – taneczną, w której oddajemy się radosnemu, autentycznemu, spontanicznemu ruchowi. Zapraszasz swoje ciało do poruszania się, odprężenia, rozciągania, zabawy, improwizacji czy swobodnej ekspresji. Budując przez to szczególna relację ze swoim ciałem. Uwalniając swoją dzikość. Praktyka ta wspiera swobodne wyrażanie siebie i swoich emocji.
PROWADZĄCY:
Sławomir Gęściak – tancerz, przewodnik, nauczyciel pracy z ciałem, coach, trener NLP.
🎤 𝐖𝐀𝐑𝐒𝐙𝐓𝐀𝐓𝐘 𝐏𝐈𝐄Ś𝐍𝐈 𝐀𝐅𝐑𝐘𝐊𝐀Ń𝐒𝐊𝐈𝐂𝐇 🎤
Warsztaty pieśni afrykańskich to okazja do poznania tradycji wokalnych Afryki Zachodniej poprzez naukę pieśni w językach Mandinka i Bambara. Uczestnicy będą pracować nad głosem, rytmem i frazowaniem, poznając jednocześnie znaczenie wykonywanych utworów oraz kulturowy kontekst ich powstania, przy akompaniamencie tradycyjnych instrumentów, takich jak kora.
PROWADZĄCY:
Madou Konté (Senegal) – muzyk i griot z Ziguinchoru, wokalista oraz wirtuoz gry na korze. Wykonuje tradycyjny repertuar Mandinka, tworzy własne kompozycje, prowadzi lekcje gry na korze i współtworzy zespół Symfonia Kory, wykonujący muzykę na dziesięciu korach jednocześnie.
Sadjo Sidibé (Gwinea) – wokalistka wywodząca się z tradycji Wassoulou Peul, łącząca afrykańskie korzenie z nowoczesnymi brzmieniami. Była tancerką i perkusistką, współpracowała z Ramatą Diakité, a dziś wyróżnia się energetycznymi występami i silnym, ekspresyjnym głosem.
𝐑𝐘𝐍𝐄𝐊 𝐀𝐅𝐑𝐘𝐊𝐀𝐍𝐒𝐊𝐈
Wystawcy z rękodziełem afrykańskim. Afrykańska strefa gastronomiczna, napoje, dobra wszelakie. Kosmetyki, ubrania, biżuteria. Wyjątkowy i niepowtarzalny asortyment zapewni 25 starannie wyselekcjonownaych wystawców, których pełną listę ogłosimy niebawem. Afrykański Market będzie wielką atrakcją naszego Festivalu.
Zgłoszenia wystawców przyjmujemy na market@africanbeats.pl
𝐌𝐄𝐃𝐘𝐓𝐀𝐂𝐉𝐀 & 𝐉𝐎𝐆𝐀
Zajęcia z Jogi i Medytacji w sobotni i niedzielny poranek to przestrzeń na spotkanie się w ruchu, który prowadzi oddech. Joga to masaż miłości, który dajesz sam sobie, w efekcie której Twoje ciało jest rozluźnione i błogie, a Twój umysł rześki i spokojny. W praktyce jogi znajdziecie przestrzeń zarówno na podążanie za intuicją, lekkość i delikatność, a także siłę, uziemienie i zdecydowanie. Praktyka jogi będzie zakończona sesją medytacji.
Jolanta Suszko-Adamczewska – certyfikowana instruktorka hatha jogi od 2021 roku, fotografka i podróżniczka. Jogę praktykuje od 1998 roku. Praktykę jogi pogłębiała u nauczycieli z Polski i z zagranicy. Od 2006 roku praktykuje regularnie medytację Vipassana.
Simoh (Maroko) – instruktor jogi z doświadczeniem, specjalizujący się w praktykach Vinyasy i Hathy. Swoją wiedzę rozwijał podczas kursów w Hiszpanii i Indiach, a dziś pomaga swoim uczniom redukować stres, poprawiać kondycję ciała oraz budować głębszą świadomość siebie poprzez jogę.
𝐒𝐓𝐑𝐄𝐅𝐀 𝐎𝐆𝐍𝐈𝐀
To strefa, która przez cały czas trwania festiwalu otulać nas będzie relaksująco-terapeutyczną aurą, przy której można nie tylko solidnie odpocząć, ale też wejść głęboko w siebie.
𝐒𝐓𝐑𝐄𝐅𝐀 𝐃𝐋𝐀 𝐃𝐙𝐈𝐄𝐂𝐈
Na African Beats Festival zapraszamy całymi rodzinami. Przygotujemy specjalną strefę dla dzieci, w której instruktorzy przeprowadzą animacje, gry i zabawy ruchowe. W programie m.in. warsztaty bębniarskie dla najmłodszych oraz warsztaty bajkowo – teatralne.
𝐒𝐓𝐑𝐄𝐅𝐀 𝐒𝐏𝐎𝐑𝐓𝐎𝐖𝐀
Dla naszych festiwalowiczów przygotowaliśmy strefę sportową, na której będziemy mogli grać w piłkę nożną, siatkówkę oraz ping-ponga. Planujemy również zorganizować mini turniej piłkarski, który odbędzie się w sobotni poranek i potrwa, aż do popołudnia.
𝐏𝐎𝐋𝐄 𝐍𝐀𝐌𝐈𝐎𝐓𝐎𝐖𝐄
Specjalna strefa przeznaczona na rozbicie namiotów oraz wjazd kamperów. Zapewniamy piękną, malowniczą okolicę, dostęp do strefy gastronomicznej oraz wszystkich festiwalowych atrakcji, w pełni wyposażoną w strefę sanitarną, prysznice oraz ochronę. Na pole namiotowe można wjeżdżać samochodami i kamperami. Miejsce dla jednego namiotu lub kampera na polu to dodatkowy koszt 60 PLN.
WIĘCEJ INFORMACJI https://www.africanbeats.pl
PARTNERZY AFRICAN BEATS FESTIVAL
- Lokaah
- Agencja Perspektywy
- Radio Nowy Świat
- Radio Dla Ciebie
- Afrykamera
- Torre
- Tygodnik Przegląd
- Stowarzyszenie Nigdy Więcej
𝐁𝐈𝐋𝐄𝐓𝐘
𝐋𝐈𝐍𝐊 𝐃𝐎 𝐁𝐈𝐋𝐄𝐓𝐎𝐖: https://africanbeats.pl/bilety/
https://africanbeats.pl
FB https://www.facebook.com/africanbeatsmusic
IG https://www.instagram.com/africanbeatsfestival
Sandra zaśpiewa na Śląsku. Gwiazda lat 80. ponownie w Polsce.
Artykuł sponsorowany Nadchodząca jesień przyniesie miłośnikom muzyki wyjątkowe chwile przepełnione klimatem złotej ery popu. Już 16 października PreZero Arena Gliwice zamieni się w centrum muzycznej nostalgii, wypełniając przestrzeń brzmieniem analogowych syntezatorów
Wilanowskie techno nocą
Imprezy Circoloco odbywały się już na Ibizie i w Amsterdamie. W maju pierwszą – i chyba ostatnią – warszawską zorganizowano w Wilanowie
Czegoś takiego w czasach Jana III Sobieskiego i królowej Marysieńki z pewnością nie było. Motłoch nie miał wstępu na dziedziniec pałacu monarchy. 17 czerwca 2026 r. minie dokładnie 330 lat od śmierci zwycięzcy bitwy pod Wiedniem, tymczasem nasz władca elekcyjny chyba się w grobie przewraca, słysząc, jakie to brewerie wyczyniają Polacy w związku z imprezą Circoloco Warsaw, która odbyła się 9 maja w jego rezydencji. I chodzi nawet nie o koncert, lecz o jego reperkusje w przestrzeni publicznej.
Co takiego się wydarzyło? Przez całą noc telefonowano na policję, że huczna impreza nie pozwala spać mieszkańcom. W owych telefonach słychać było też obawę o to, jak z hałasem radzą sobie ptaki (mamy okres lęgowy), wiewiórki, bobry, nietoperze, a nawet ryby z pobliskich zbiorników wodnych, i w ogóle cała przyroda ożywiona Wilanowskiego Parku Kulturowego oraz Rezerwatu Przyrody Morysin. Niektórzy wskazywali także opłakane skutki elektronicznego łomotu dla zabytkowych murów obiektu pałacowego.
Podczas imprezy na dziedzińcu pałacowym bawiło się ok. 7 tys. osób. A jak komentowano? Zacznijmy od dr. Marcina Zglińskiego z Instytutu Sztuki PAN, redaktora naczelnego Katalogu Zabytków Sztuki w Polsce. Dr Zgliński jest najaktywniejszym recenzentem muzycznym w naszym kraju, bo prawie codziennie uczestniczy w jakimś koncercie i zaraz opisuje go w mediach społecznościowych. Zgliński próbuje się rozprawić z zapewnieniami organizatorów koncertu, że nasz Wilanów to polski Wersal albo Pałac Schönbrunn w Wiedniu. Tam również wiosną odbywają się koncerty muzyki elektronicznej. Wprawdzie organizatorzy imprezę reklamowali: „Pałac w Wilanowie. 12 godzin muzyki. 7 artystów. Jedna noc, o której będzie mówić cała Europa”, ale zdaniem komentatora „Europa ma to oczywiście w tym miejscu, którym zasiadła na grzbiecie Byka-Zeusa, za to awantura rozpętała się nad Wisłą. Zamiast więc ogromnego prestiżu i pokłonów Europy mamy sytuację porównywalną do tej, gdy na eleganckim raucie ktoś bardzo głośno i wonnie zepsuł powietrze i nagle wszyscy próbują udawać, że nic się nie stało”.
Co robić z hałasem?
Czy porównywanie z Paryżem i Wiedniem mogłoby obronić wilanowską imprezę? Marcin Zgliński podaje szczegółowe przepisy „antyhałasowe”, którymi posługują się Francuzi. „Wyjątkowe wydarzenie muzyki elektronicznej jest objęte ścisłym monitoringiem akustycznym w celu ochrony mieszkańców, z uwzględnieniem drastycznych środków regulacyjnych, w tym limitu 102 dB i obowiązkowych stref ciszy. [Wydarzenia takie] (…) są starannie monitorowane, szczególnie pod kątem poziomu generowanego dźwięku. Obowiązują przepisy mające na celu ograniczenie hałasu podczas imprez z wykorzystaniem wzmacniaczy dźwięku,
Stanisława Celińska: Podobało się? 1947-2026
Tak pytała, kiedy ktoś podchodził do niej po koncercie z podziękowaniem. I patrzyła prosto w oczy z lekkim niepokojem.
– Podobało – odpowiadałem.
– To dobrze – przyjmowała odpowiedź z łagodnym uśmiechem.
Chciała wiedzieć, czy jej śpiewanie dotarło do widzów.
Ostatnimi laty bowiem głównie śpiewała. Jeździła po Polsce z koncertami i piosenkami opowiadała o swoim życiu, o porachunkach z samą sobą, o poszukiwaniu przystani, o porozumieniu. Stanisława Celińska siała dobre uczucia.
Sukces z problemami
Weszła do zawodu po studiach prosto na szczyt. Równocześnie zadebiutowała u Wajdy w filmie „Krajobraz po bitwie” rolą Żydówki Niny (1970) i w Teatrze Współczesnym Erwina Axera. U mistrzów. I od razu odniosła sukces. We Współczesnym zadebiutowała jeszcze przed dyplomem rolą Anieli w komedii Aleksandra Fredry „Wielki człowiek do małych interesów” w reżyserii Jerzego Kreczmara (1968). Jako Nina w filmie Wajdy zachwyciła krytyków i kinomanów nie tylko urodą, ale także dlatego, że nie była to rola jednoznaczna, łączyła pozorną oschłość ze skrywanym ciepłem. To swoiste przełamanie ostrości i miękkości charakteru miało się stać znakiem rozpoznawczym Stanisławy Celińskiej: oto kobieta mocna jak stal, ale słaba i wymagająca opieki. Oto ktoś jak mama, która otoczy nas ramieniem w potrzebie, mocna, wyrozumiała, cierpliwa, ale przecież słaba jak liść na wietrze.
W kinie potwierdziła swoją klasę takimi rolami jak Agnieszka Niechcic w „Nocach i dniach” Jerzego Antczaka (1975) czy Zosia w „Pannach z Wilka” Andrzeja Wajdy (1979). Kiedy po latach Wajda zobaczył Celińską w „Oczyszczonych” Krzysztofa Warlikowskiego na scenie Teatru Rozmaitości, napisał do niej: „Z taką samą żarliwością walczyłaś kiedyś o Ninę, jak teraz walczysz o tę kobietę z peep-show”.
W Teatrze Współczesnym miała spędzić, z przerwami, 13 lat. Odchodziła i wracała, szukając dla siebie miejsca. Na początku „grzała ławę”, grała epizody – w teatrze obowiązywała hierarchia, ale kiedy dostała rolę panny Plejtus w „Matce” Witkacego w reżyserii Erwina Axera, było już wiadomo, że pojawił się niepospolity talent, ktoś obdarzony świadomością, po co jest na scenie.
To, że zostanie artystką, było niemal genetycznie przesądzone. Wychowywała się w rodzinie muzyków, jej ojciec był pianistą, mama skrzypaczką. Nie chcieli, żeby poszła w ich ślady, ale to najlepszy sposób, żeby dzieci właśnie chciały. Dlatego pewnie chciała. Razem z Andrzejem Sewerynem,
Muzyczny „tuning” produktywności. Jak odpowiednie stacje radiowe pomagają pracować szybciej i z większą lekkością?
Artykuł sponsorowany Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że muzyka stanowi najprostszy, a zarazem w pełni legalny doping dla ludzkiego mózgu podczas wysiłku intelektualnego. Odpowiednio dobrane dźwięki potrafią błyskawicznie zmienić chemię w naszym organizmie, przekształcając
Polski sopran w sercu Mediolanu
Ewa Płonka w La Scali udowadnia, że talent i determinacja mogą zaprowadzić na sam szczyt
Media obiegła sensacyjna wiadomość, że polska śpiewaczka Ewa Płonka kilkakrotnie wystąpi w kwietniu br. w mediolańskiej La Scali (ostatni występ 24 kwietnia) w operze Giacoma Pucciniego w tytułowej roli księżniczki Turandot. Znawcy opery wiedzą, że dla głosu sopranowego jest to pokonanie co najmniej dwóch potężnych barier.
Po pierwsze, w teatrze operowym La Scala, który uchodzi za świątynię włoskich śpiewaków, publiczność, a także krytycy reagują niezwykle żywiołowo, zwłaszcza na obcokrajowców, ponieważ od pokoleń perfekcyjnie znają się na sztuce belcanta. W samym teatrze nawet garderobiane przygotowujące solistki do występu doskonale śpiewają. Znane są przypadki wybuczenia lub wygwizdywania nawet renomowanych solistów, jeśli w ich głosie dało się wychwycić zmęczenie, jakiś lekki przydźwięk czy deformację. Zdobycie uznania słuchaczy jest więc ogromnym sukcesem.
Drugą potężną barierą, którą śpiewaczka musi pokonać, jest sama rola Turandot, ekstremalnie trudna i dająca się przyzwoicie wykonać tylko sopranom o specyficznym gatunku głosu. Musi on mieć wielką siłę, a przy tym ciemną, a nie jasną (piskliwą), barwę. Musi wytrzymać na jednym oddechu całą przewidzianą przez kompozytora frazę, która wspina się po dźwiękach aż do legendarnego wysokiego c. Zwyczajowo taki typ głosu nazywa się sopranem dramatycznym, bo w odróżnieniu od sopranu lirycznego musi epatować, praktycznie powalać siłą. W roli Turandot występują czasami soprany mniej dynamiczne, ale wtedy cała ta partia nie robi tak ogromnego wrażenia.
Księżniczka bowiem jest właśnie okrutną,
b.tumilowicz@tygodnikprzeglad.pl
Ząbkowska. Najważniejsza ulica świata
Wiesław Ochman – tenor, debiutował w 1960 r. w Operze Śląskiej w Bytomiu, skąd trafił na największe sceny świata: od Metropolitan Opera w Nowym Jorku po La Scalę w Mediolanie. Śpiewał pod batutą najwybitniejszych dyrygentów, stworzył 86 ról operowych, nagrał ponad 50 płyt i wystąpił w niemal 1,8 tys. spektakli.
Kochał pan Baśkę?
– Tę z Pragi?
Tak. Z warszawskiej Pragi, z kamienicy przy ulicy Ząbkowskiej.
– Bardzo. To była moja pierwsza, dziecięca miłość. Mieszkała w suterenie, w tej samej kamienicy. Dziś już nie umiem powiedzieć, jak Baśka wyglądała, ale wiem, że była piękna. Nie zwracała na mnie uwagi, a ja marzyłem, by choć na mnie popatrzyła.
To dlatego na drewnianych parapetach w kamienicy, w której mieszkaliście, wyrył pan napis: „kocham Baśkę”?
– Wydawało mi się to najlepszym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi.
Udało się?
– Nie bardzo. Potem się przeprowadziłem i wielka miłość zmieniła się we wspomnienie z dzieciństwa. Dziś nasza kamienica przy ulicy Ząbkowskiej już od kilkudziesięciu lat nie istnieje. Przetrwała wojnę, miała wiele śladów od kul. Ale w latach 60. wysadzono ją w powietrze, zlikwidowano ogród i postawiono blok z wielkiej płyty. Gdy kamienicę zburzono, pojechałem tam z bratem i na gruzach szukaliśmy właśnie tych parapetów. Chciałem sobie wziąć na pamiątkę. Ale zjawiła się milicja, zaczęła nas legitymować. Jeden z milicjantów skojarzył moje nazwisko, bo już śpiewałem w Teatrze Wielkim, trochę pogadaliśmy i tak skończyła się ta historia. Pozostały już tylko wspomnienia.
Urodził się pan w Warszawie i mieszka pan w Warszawie, ale uczył się pan i pracował w wielu miastach polskich i zagranicznych, choćby w Nowym Jorku, gdzie przez 15 sezonów był pan solistą Metropolitan Opera. Jakie znaczenie ma dla pana Warszawa?
– Warszawa to najważniejsze miasto w moim życiu. I muszę przyznać, że właśnie to miasto towarzyszy mi wszędzie, gdziekolwiek byłem i gdziekolwiek jestem. Kiedy śpiewałem w Metropolitan Opera w „Nieszporach sycylijskich” Verdiego…
…dodam, że był to rok 1975 i pański debiut na tej scenie.
– Właśnie. Zazwyczaj w Nowym Jorku do debiutanta przychodzi dziennikarz, aby przeprowadzić wywiad, który pozwoli publiczności poznać nowego artystę. Śpiewałem wówczas partię Arriga. Dziennikarz przyszedł bardzo dobrze przygotowany, wiedział, gdzie wcześniej pracowałem, w jakich miastach, w jakich teatrach. I zaczął mówić tak: „Słuchaj, przejechałeś już cały świat, byłeś w Paryżu, San Francisco, Rzymie, Berlinie, Hongkongu i tak dalej, która ulica z tych miast jest twoją ulubioną?”. (…) A ja słucham i mówię: „Ząbkowska…”. Cisza. Zdumienie. Konsternacja. Po chwili pyta: „A gdzie to jest?”. W Warszawie. Oczywiście natychmiast zadał kolejne pytanie, czy ta Ząbkowska jest większa niż Broadway, więc ja skromnie przyznałem, że trochę jednak mniejsza i trochę węższa. Niemniej jednak jest ona bliższa memu sercu niż Broadway razem z całym Manhattanem. Po prostu zawsze Warszawa jest dla mnie najważniejsza. A właściwie Praga.
Mimo takiej miłości do Pragi mieszka pan na Mokotowie.
– To prawda. Powód był taki, że gdy mieszkaliśmy w tzw. kołchozie operowym przy ul. Moliera, mój kolega baryton z żoną i dzieckiem mieszkał tam w małym pokoju. I zapytał mnie kiedyś po przedstawieniu „Fausta”, w którym śpiewaliśmy, czy nie mógłbym sobie kupić domu, bo wtedy nastąpi roszada w mieszkaniach i on otrzyma trzypokojowe. Tak się też stało. Niemniej w pewnym sensie z Pragi nie wyjechałem i cały czas tam jestem, choć objechałem świat dookoła. Do dziś w głębi duszy czuję się chłopakiem z Pragi, a dzięki ludziom z mojej dzielnicy wiedziałem, jak żyć. Artystą jest się tylko na scenie, a w życiu trzeba się zachowywać jak zwykły człowiek. (…)
Warszawa ma dla mnie ogromne znaczenie nie tylko dlatego, że się tu urodziłem. Ale także z tego powodu, że to stąd, z Teatru Wielkiego, ruszyłem w świat. Bo kiedy po odbudowie teatru nastąpiło otwarcie sceny, to przyjechali na tę uroczystość do Warszawy znawcy opery z całego świata, impresariowie, dyrektorzy teatrów. I jakoś tak szczęśliwie się złożyło, że mnie zauważyli.
To było 21 listopada 1965 r., śpiewał pan Jontka w „Halce” Moniuszki. Recenzent londyńskiego „Timesa” nie tylko pana zauważył, ale i napisał o panu prorocze zdanie, że Ochman to „śpiewak, który może zająć miejsce na każdej scenie operowej świata”.
– Widzi pani, a mój serdeczny przyjaciel mówił, że zauważono mnie tylko dlatego, że śpiewałem najgłośniej.
Lubi pan żartować.
– Bo życie jest wtedy lepsze. Nauczyłem się śmiać od mojej mamy, w dzieciństwie. To były cudowne lata dla mnie, dziecka, mimo że był to straszny czas. Wojna, okupacja, niepewność, lęk. A jednak dzieciństwo na Pradze wspominam z wielką nostalgią. Dzięki zapobiegliwości mojej mamy Bronisławy potrafiliśmy to w jakiś sposób przetrwać. Mama była bibliotekarką, pracowała
31 basów w „Babim Jarze”
Gdy stolica nie ma odpowiednich kadr do wykonania specyficznego dzieła, musi niekiedy posiłkować się pożyczkami w tzw. terenie. Tak było, gdy w Filharmonii Narodowej do XIII symfonii Dymitra Szostakowicza, kompozytora przywróconego od niedawna do łask muzycznych w Polsce, potrzebna była odpowiednia liczba najniższych głosów męskich. Okazuje się, że w filharmonicznym chórze warszawskim dało się wynaleźć tylko dziesięciu basów, drugą dziesiątkę zamówiono w Łodzi – sprowadzono Chór Męski Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina, a trzecią znaleziono w Białymstoku – Chór Męski Opery i Filharmonii Podlaskiej. Tę pokaźną grupę wzbogacono jeszcze o Alexeia Botnarciuca, solistę przybyłego z Niemiec, a pochodzącego z Mołdawii, znanego również w Polsce, laureata III nagrody Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki.
Wydarzenie tej miary to rzadkość, więc Filharmonia Narodowa zaprosiła na próbę generalną dziennikarzy, z kamerą przybyła nawet TVP, choć od redaktorki dowiedzieliśmy się, że relacja zapewne nie znajdzie się w aktualnych serwisach ani w TVP Kultura,










