Tag "nauka"
Tato, a co to jest puenta?
Bycie tatą to jest jednak klawa sprawa. Nie ojcem, ale tatą właśnie. W tym słowie zawiera się cała niewymuszona czułość i więź. Tak mi się szczęśliwie złożyło, że przez całe dorosłe życie ktoś mnie nazywa „tatą”, bo jedne dzieci dorosły, ale drugie się rodziły. Od 33 lat jest zatem w rodzinie jakieś dziecko, które mówi „tato” nie tylko do mnie, ale i o mnie, bo jeszcze nie weszło w etap młodzieńczego odpępowiania, kiedy to przodków przemianowuje się na „starych”. Mnie to wzrusza i rozczula – dopóki jestem tatą, starość nie ma śmiałości zbliżyć się do mnie, musi czekać, aż stanę się ojcem – tym, do którego się dzwoni, żeby bliknął stówkę, a potem, żeby od święta zapytać „no co tam?”, a potem, żeby poprosić o wzięcie wnuków na długi weekend.
Wciąż jestem tatą, Antoś zimą skończył pierwszą dekadę swojego życia, nadal to ja jestem tym, który podaje szklankę wody, a nawet śniadanie do wyrka. Chciałbym, aby tak zostało na zawsze, ale to już ostatnie lata, bo ileż można tych dzieciaków płodzić, ileż można tych wiosen życia przeżywać na nowo i tych ostatnich miłości, a zatem, ilekroć słyszę wołacz „tato”, robi mi się ciepło na sercu i żwawo w duszy. Na przykład dzisiaj odpowiedziało się na pytanie: „Tato, czy w Balatonie są rekiny?” (ach, jakże błogo jest wciąż być domowym omnibusem i autorytetem, na poziomie szkoły średniej to się niechybnie zakończy, na razie wystarczy wiedza ogólna i elementarna).
Antoś jest dzieckiem szczęśliwie wychowywanym w bezpiecznej odległości od realnych problemów tego świata, więc jego lęki wciąż generuje raczej kino niż rzeczywistość niepoczytalnych dorosłych. Nie boi się ludzi, ale rekinów tak, od kiedy obejrzał „Szczęki” w asyście dorosłych zasłaniających mu oczy w najstraszniejszych momentach (to akurat metoda przeciwskuteczna, bo scenę i tak potem trzeba opowiedzieć, a wyobraźnia jest okrutna i krwawa).
Kiedy ma w perspektywie nadwodną kanikułę, dopytuje o rekiny,
Szczery jak kot
Kocia komunikacja jest niemal zawsze jednoznaczna, bezpośrednia i bardzo skuteczna
Niewiele stworzeń potrafi tak skutecznie zakomunikować swoje potrzeby i dopilnować, żebyśmy je zaspokoili. Nawet jeśli koty musiały uciec się w tym celu do własnej wersji baby talk. W książce „How to Speak Cat: A Guide to Decoding Cat Language” Gary Weitzman i Aline Alexander Newman piszą: „Tak umiejętnie z nami rozmawiają, ponieważ pojęły już, że ludzie nic nie rozumieją z subtelnych ruchów uszu czy ogona”. Trudno się z tym nie zgodzić.
W repertuarze kocich odgłosów są jednak nie tylko miauknięcia. Już w 1944 r. badaczka Mildred Moelk opublikowała artykuł, w którym opisała dźwięki wydawane przez koty. Podzieliła je na 16 typów i trzy kategorie: wokalizacje z zamkniętym pyszczkiem, z otwartym pyszczkiem oraz te wymagające otwierania i zamykania pyszczka na zmianę. W jej zestawieniu – poszerzonym później o wyniki kolejnych badań – znalazły się m.in. cmokanie, kwilenie, ćwierkanie i szczebiotanie (prawdę mówiąc, trochę się rozczarowałem – sądziłem, że chodzi o naśladowanie ptaków, by zwabić je w pułapkę). Czy wreszcie pieśń godowa, która moim zdaniem niewiele ma wspólnego ze śpiewem, a według poety Shikiego Masaoki jest w stanie zburzyć twierdzę z kamienia. I oczywiście odstraszające przeciwnika syczenie: groźba kota, że zaatakuje. Jeśli zostanie właściwie zrozumiana, zapobiega otwartej konfrontacji.
Krótko mówiąc, nie bez powodu kot to (według niektórych badaczy) mięsożerca o najszerszym spektrum wokalnym. Przy czym jego zwyczaje społeczne (lub raczej aspołeczne: w naturze koty są zwykle samotnymi myśliwymi) sprawiają, że jest bardziej milczący niż psy, ptaki albo ci goście siedzący obok mnie w pociągu i w kółko gadający przez telefon (ich pogaduszki słyszy chyba nawet maszynista).
A skoro już mowa o sugestywnym kocim języku, to w swoim opowiadaniu „Psy i koty” Jerome K. Jerome opisuje przeuroczą małą kotkę Tittums „wielkości bułki za pensa”, która „grzbiet wyginała w łuk i przeklinała jak student medycyny”.
Zagadka mruczenia
Pomijając przekleństwa kocic, najbardziej fascynującym i charakterystycznym spośród kocich dźwięków jest mruczenie. Które zresztą długo owiane było tajemnicą. Jak koty to robią? I dlaczego? Przynajmniej na pierwsze pytanie znamy już odpowiedź: mruczenie powstaje w sposób ciągły, zarówno na wdechu, jak i na wydechu, wskutek naprzemiennych skurczów przepony i fałdów głosowych (od 20 do 30 na sekundę). Co do powodów zaś – tu teorii jest wiele. Na pewno dźwięki te – wydawane przez kocie matki i oseski podczas karmienia – wiążą się z pozytywnymi emocjami. Ale dorosłym osobnikom zdarza się mruczeć także wtedy, gdy coś je boli albo gdy czują się zagrożone – być może próbują w ten sposób rozładować napięcie albo powstrzymać napastnika. Niektórzy twierdzą,
Fragmenty książki Giuliana Marinettiego Vita Felix. Kocia droga do szczęścia, tłum. Joanna Wajs, Znak Koncept, Kraków 2026
Przysmak z lasu deszczowego
W poszukiwaniu dzikiego kakao
Beni i La Paz, Boliwia, 1997-2000
Ogólnie rzecz biorąc, Amazonia nie grzeszy subtelnością. Zieleń jest zbyt zielona. Robaki są zbyt robaczywe. Rzeki zbyt gęste. Przesycone wilgocią powietrze wciąga człowieka jak dysząca bestia. Jakby tego było mało, z morza skrajności wynurza się płaskowyż Huanchaca i sięga wyżyn królestwa fantazji. (…) Pierwszym Europejczykiem świadomym ogromu i wyjątkowego znaczenia tego płaskowyżu był Percy Fawcett, który spędził wiele lat w Amazonii, poszukując zaginionego miasta Z, zanim w 1925 r. przepadł bez śladu w tropikalnym lesie. (…) Niezwykła bioróżnorodność – nie wspominając o widowiskowych wodospadach spływających ze zboczy – w latach 70. ubiegłego wieku skłoniła rząd Boliwii do tego, by przekształcić płaskowyż w park narodowy. Orędował za tym przede wszystkim Noel Kempff Mercado, najsłynniejszy boliwijski biolog, który przez całe lata dokumentował florę i faunę Huanchaki.
Ta płaska jak stół i wyniesiona nad dżunglę formacja geologiczna, ciągnąca się wzdłuż granicy brazylijsko-boliwijskiej, to także wymarzone miejsce dla przemytników. W 1986 r. Kempff Mercado i jego ekipa ponieśli tam śmierć z ich rąk, gdy po wylądowaniu na prowizorycznym lotnisku natknęli się na masową operację rafinacji kokainy. Dwa lata później park przemianowano na Park Narodowy Noel Kempff Mercado.
W latach 90. park stał się głównym elementem największego programu kredytów węglowych. Program był pomysłem organizacji Nature Conservancy, która przekonała boliwijski rząd do tego, by zaprzestać wyrębu lasu na terenie parku i zrekompensować sobie utracone dochody sprzedażą za miliony dolarów offsetów węglowych firmom generującym ślad węglowy w innych częściach świata. Zakończenie wyrębu w parku oznaczałoby jednak utratę wielu miejsc pracy i dlatego program przewidywał stworzenie nowych form zatrudnienia dla zamieszkujących go ludzi, które uwzględniałyby zasady zrównoważonego rozwoju. Volker Lehmann (niemiecki ekspert w dziedzinie agroleśnictwa, przez 20 lat pracował w Amazonii) dołączył do firmy Canopy Botanicals, która miała o to zadbać. (…)
Gdy będziesz spacerować po lesie deszczowym w pobliżu granicy Boliwii z Brazylią, spójrz w górę, a zobaczysz wyrastające ponad zielony baldachim giganty. Osiągają wysokość 30 m, mogą liczyć nawet ponad 500 lat i rodzą owoce wielkości kul do bocce, których waga dochodzi do 2 kg. Uważaj, żeby żaden z nich nie spadł ci na głowę. Lepiej poszukaj takiego, który leży już na ziemi, i rozłup go. Wewnątrz znajdziesz kilkanaście orzechów o charakterystycznym klinowatym kształcie, przypominających plasterki pomarańczy i podobnie jak one ułożonych.
To orzechy brazylijskie. Większość z nas kojarzy je z mieszankami orzechów kupowanych w puszkach. Tyle że takie zapuszkowane orzechy w żaden sposób nie oddają wspaniałych właściwości owoców Bertholletia excelsa, czyli orzesznicy wyniosłej. Świeżo zebrane są jednym z największych przysmaków lasów deszczowych. Drzewa orzesznicy wyniosłej można znaleźć jedynie na obszarze przygranicznym między Boliwią, Brazylią i Peru. Nie nadają się do uprawy, ponieważ zapylają je pszczoły storczykowe, które w swoim rytuale godowym zdane są na storczyki. Samce pobierają zapachowe substancje lotne z kwiatów storczyków, a te pozwalają im wabić pszczele damy. Samiec pszczoły bez Eau d’Orchidée niczego nie zwojuje. Pszczoły potrzebują storczyków rosnących jedynie w dziewiczych lasach deszczowych, a orzesznica wyniosła, aby owocować, prócz niezwykle wilgotnego klimatu tropikalnego potrzebuje pszczół. To wszystko oznacza, że habitat takich drzew ogranicza się do ostatnich zdrowych drzewostanów Amazonii.
Orzechy brazylijskie, jako wzorcowy przykład zrównoważonego agroleśnictwa, powinny zatem odpowiednio dużo kosztować. Jednak tak nie jest. Niewielu konsumentów wie dokładnie, skąd się biorą, i rzadko docierają one na międzynarodowe rynki w dobrym stanie, nic więc dziwnego,
Fragmenty książki Rowana Jacobsena Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady, tłum. Aleksander Gomola, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2026
Malinowski, Fleck i inni
Gdy byłem visiting fellow w Cambridge, wybrałem się do Department of Social Anthropology, aby wziąć udział w seminarium naukowym. Od czasu bowiem, gdy miałem przyjemność słuchać na studiach wspaniałych wykładów z historii antropologii kulturowej prof. Marka Ziółkowskiego (późniejszego senatora i ambasadora), moja miłość do tej dyscypliny naukowej była niezachwiana. Szefem departamentu (katedry) był wtedy Ernest Gellner, światowej klasy żydowsko-czesko-brytyjski antropolog kultury. Zapytał, skąd jestem… i przeszedł na polski. Choć było to zaledwie kilka słów przywitania i zgody na wzięcie udziału w seminariach katedry, i tak zrobiło na mnie wrażenie. Równe temu, jakie odniosłem, gdy wiele lat później wybitny filozof i estetyk amerykański Joseph Margolis (a było to w Houston podczas zjazdu jednego z oddziałów amerykańskiego towarzystwa filozoficznego) nagle przerwał prowadzoną po angielsku konwersację i powiedział do mnie po polsku: „Wiesz, moja mamusia nigdy nie chciała ze mną rozmawiać w jidysz, zawsze po polsku”. Wracając do Gellnera, bywał później w Polsce i wiem, że był zaprzyjaźniony z polskimi antropologami kulturowymi. Jak się okazało, w jego katedrze byli także inni znający język polski. Skąd się tam wzięli? Przebywali na stażach w Polsce.
Dlaczego tutaj? Odpowiedź musi nas skierować w stronę jednego z najwybitniejszych polskich naukowców wszech czasów, a mianowicie Bronisława Malinowskiego. Zaryzykuję tezę, że obok Kopernika i Marii Curie-Skłodowskiej jest on najbardziej znanym na świecie polskim badaczem. Założycielem instytucjonalnym antropologii kulturowej jako nauki uniwersyteckiej,
Nowoczesne przeszczepy są już dostępne
Polska transplantologia w światowej czołówce
Prof. dr hab. n. med. Michał Grąt – transplantolog, specjalizuje się w operacjach wątroby oraz chirurgii onkologicznej, pełni funkcję prorektora ds. umiędzynarodowienia, promocji i rozwoju Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz kierownika Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby WUM. Jest też konsultantem krajowym w dziedzinie transplantologii klinicznej i członkiem Krajowej Rady Transplantacyjnej przy Ministrze Zdrowia.
Od kiedy wiadomo, że nawet niewielki kawałek wątroby potrafi się regenerować?
– O tym, że wątroba ludzka ma zdolność do regeneracji, wiedziano od dawna, świadczy o tym choćby mit o Prometeuszu. Chirurgia długo jednak nie wykorzystywała tej właściwości wątroby z uwagi na ryzyko powikłań pooperacyjnych i masywnych krwotoków. Dopiero wprowadzenie nowoczesnych technik chirurgii wątroby i dróg żółciowych zmieniło coś w tej kwestii. Wątroba jest narządem niezbędnym do życia, ale nawet ok. 20% masy tego organu daje nadzieję na powrót do zdrowia. Czyli wystarczy jedna piąta miąższu w dobrym stanie, aby nastąpił odpowiedni proces regeneracji. Nowo-czesne metody operacyjne zaczęto stosować w ostatnich dekadach XX w., a ryzyko powikłań znacznie ograniczono w ostatnich 20-30 latach. To oznaczało przełom. Jednak dla niemałej części chorych to operacja przeszczepienia wątroby jest jedyną szansą na przeżycie.
Klinika Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby WUM to wiodący ośrodek w Polsce i Europie. W 2025 r. wykonano tu 371 transplantacji wątroby od dawców zmarłych i 15 od dawców żywych. Dorobek ogromny, ale skąd ta dysproporcja?
– Zdecydowana większość przeszczepień wątroby u dorosłych to transplantacje narządów od zmarłych dawców. W przypadku dzieci sytuacja jest inna. Dzięki współpracy naszej kliniki z Centrum Zdrowia Dziecka przeszczepienia fragmentów wątroby pobranych od żywego dawcy stanowią około połowy wszystkich transplantacji tego narządu. To ważne z uwagi na niezwykle trudną sytuację dzieci znajdujących się na liście oczekujących na przeszczepienie wątroby od dawcy zmarłego. Przeszczepianie fragmentu wątroby od żywego dawcy ma też konkretne zalety – można dokładnie zaplanować operację, umiejscowić ją w szerokim planie leczenia, a jakość przeszczepianego narządu jest idealna. Z drugiej strony należy pamiętać o narażeniu dawcy, zdrowego człowieka, na ciężki zabieg obarczony ryzykiem powikłań.
W 2024 r. rozpoczęliśmy w klinice program przeszczepiania fragmentów wątroby pobranych od żywych dawców także dorosłym biorcom. Wcześniej takie przeszczepienia wykonywano w Polsce wyłącznie u dzieci, dla dorosłych chorych były niedostępne. Udało się to zmienić, a program dynamicznie się rozwija. Będziemy dążyć do tego, aby liczba takich operacji wzrastała.
Kilka lat temu w naszej medycynie transplantacyjnej była zapaść. Czy kryzys został już pokonany?
– Największe ograniczenie w trans-plantologii stanowi niewystarczająca liczba dostępnych do przeszczepienia narządów, dlatego każdy narząd jest bezcenny. Wiele zależy od szerokiej społecznej akceptacji idei transplantacji. Gdy na skutek różnych kontrowersji pojawiających się w
Emocjonalne życie ptaków
Poza wysoką inteligencją ptaki mają własne osobowości
Dziś mamy mocne przesłanki, by sądzić, że wielu kręgowcom, w tym ptakom, nieobce są stany emocjonalne, takie jak żal, żądza, tęsknota, szczęście, radość, smutek czy gniew. Jeżeli bierzemy pod uwagę ten ostatni, musimy przyjąć, że zwierzęta odczuwają również strach. Wynika to z teorii emocji Roberta Plutchika, który uważał, że te dwa przeciwstawne elementy stanowią niepodzielną parę, podobnie jak radość i smutek, wstręt i zaufanie, zaskoczenie i oczekiwanie. Jedna emocja nie może istnieć bez drugiej – jak yin i yang.
Istnieją także solidne dowody na to, że ptaki przejawiają wrodzoną empatię oraz korzystają z teorii umysłu, czyli zdolności rozumienia stanów mentalnych innego osobnika (w skrócie: „wiem, że ty wiesz”). Dowody możemy znaleźć u powszechnie występujących w Polsce sójek. Samiec przynosi swojej partnerce gąsienicę barciaka, nocnego motyla, gdy ta właśnie nasyciła swój głód larwami chrząszcza mącznika młynarka, lub podaje jej larwę mącznika, jeżeli ta właśnie zjadła barciaka. Robi to bezbłędnie – tylko jeśli widzi, co ta włożyła sobie kilka chwil wcześniej do dzioba. Zachowuje się w ten sposób, ponieważ rozumie jej pragnienia. Mało kto po zaspokojeniu głodu miałby ochotę na dokładkę tego, co zjadł przed chwilą. Co innego, gdy ktoś zaproponuje smakowity deser. Podobnie czyni samiec sójki.
Inne krukowate – gawrony – korzystają z teorii umysłu w innym celu. Ptaki te stosują wiele technik ochrony pokarmu przed potencjalnymi rabusiami, kiedy są obserwowane. Te metody to np. 1) konsumowanie zdobyczy na miejscu, 2) kilkakrotne przenoszenie pokarmu w celu zwodzenia obserwatorów, 3) redukowanie chowanej ilości pożywienia, 4) zaprzestanie ukrywania zdobyczy przy świadkach, 5) chomikowanie w odległych, osłoniętych miejscach. Gawrony są świadome tego, że inne osobniki mają chrapkę na ukryte przez nie przysmaki – dlatego stosują tak szeroki wachlarz zachowań mających na celu wywiedzenie w pole potencjalnych rabusiów.
Mamy też dobry przykład teorii umysłu związany z lękiem przed drapieżnikiem. Dotyczy on niewielkiego i pięknie ubarwionego ptaka pochodzącego z Indii – żołny wschodniej. Przedstawiciele tego gatunku nie budują typowych gniazd, ale kopią około metrowej głębokości norki z komorą lęgową na końcu. W ramach eksperymentów, które to udowodniły, badacze podglądali ich norki z dwóch różnych lokalizacji. Jedna pozycja była niczym nieosłonięta, pozwalała więc na dobrą obserwację wlotu do gniazda. Druga znajdowała się za barierą w postaci krzaka, skały, pagórka czy muru. Ptaki znacznie rzadziej odwiedzały gniazdo, gdy obserwator miał nieosłonięty widok na wejście do norki, gdyż ta lokalizacja ułatwiała mu jej dostrzeżenie. W drugim eksperymencie sprawdzano,
Fragmenty książki Andrzeja Zbyryta Czego się boją ptaki?, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2026
Z ziemi polskiej… do Włoch! Za Nami XIX Międzynarodowy Kongres Polskich Stowarzyszeń Studenckich
Po raz pierwszy w historii Międzynarodowy Kongres Polskich Stowarzyszeń Studenckich zawitał do Włoch, dokładniej do Mediolanu, na XIX już edycję, która trwała od 27. do 28. lutego 2026 roku. Jest to najstarsza i najbardziej prestiżowa konferencja polskich studentów organizowana za granicą,
Konferencje, projekty i debaty eksperckie. WSKZ aktywnie uczestniczy w ważnych rozmowach społecznych
Artykuł sponsorowany Tematy związane ze zdrowiem psychicznym młodych ludzi, rozwój międzynarodowej współpracy naukowej oraz nowe rozwiązania w obszarze rehabilitacji – to zagadnienia, które w ostatnich miesiącach stały się osią wydarzeń organizowanych i współtworzonych przez Wyższą Szkołę Kształcenia
Nowy duży dodruk słynnej Biologii Campbella
NAJLEPIEJ SPRZEDAJĄCY SIĘ PODRĘCZNIK BIOLOGII NA ŚWIECIE
Trzecia polska edycja fenomenalnego podręcznika biologii opracowanego przez zespół słynnych biologów amerykańskich na podstawie 12. wydania oryginalnego. Perfekcyjna kompozycja materiału, mnóstwo doskonałych ilustracji, rzetelne opracowanie i przystępny język, to niezaprzeczalne atuty tej niezwykłej książki. To wydanie – zmienione, unowocześnione i znacznie poszerzone – zawiera najnowsze odkrycia i wyniki badań w tej błyskawicznie rozwijającej się gałęzi nauki, szczególnie w takich dziedzinach jak ewolucja, ekologia czy genetyka.
Podręcznik stanowi nieodzowną pomoc dla uczniów i studentów kierunków medycznych i biologiczno-chemicznych ale jest także pasjonującą lekturą dla wszystkich tych, którzy po prostu są ciekawi świata i rządzących nim mechanizmów.






