Tag "oprogramowania"
Cyfrowa suwerenność Europy
Wybór europejskich usług to gwarancja bezpieczeństwa danych i ochrony prywatności
A gdyby Donald Trump nakłonił w ciągu kolejnych 24 godzin amerykańskie big techy do odłączenia Europy od swoich usług? Oznaczałoby to większy chaos, niż nam się wydaje. Jako Europa jesteśmy od amerykańskich big techów w pełni zależni – np. 99,5% zapytań wyszukiwarek internetowych obsługują dziś Google, należący do Microsoftu Bing oraz rosyjski Yandex. W razie kryzysu geopolitycznego uzależnienie to może spowodować utratę kluczowych funkcji nie tylko wyszukiwarek internetowych, ale także większości usług sztucznej inteligencji, które do poprawnego działania potrzebują aktualnych danych.
Ucieczka od chaosu
Wiele narzędzi internetowych, takich jak poczta elektroniczna, programy do edycji tekstów czy komunikatory, jest własnością amerykańskich korporacji. Te zaś podlegają prawu Stanów Zjednoczonych. Skandale z ostatnich lat będące udziałem big techów pokazały, że inwigilacja i modele biznesowe oparte na zarabianiu na danych osobowych są codziennością. Mimo obowiązywania w Europie Aktu o usługach cyfrowych (DSA) część amerykańskich big techów próbuje omijać przepisy chroniące europejskich użytkowników. A w obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych korzystanie z usług cyfrowych należących do Amerykanów to jak siedzenie na tykającej bombie. Zwłaszcza przy nieobliczalności Donalda Trumpa.
Jeśli ktoś bagatelizuje ryzyko odłączenia Europie wtyczki, przypomnijmy, że obecny prezydent USA groził nałożeniem 25-procentowych ceł odwetowych na kraje, które zastosują przepisy DSA wobec amerykańskich big techów. Ochrona praw europejskich użytkowników rzekomo godzi w interesy technologicznych gigantów. Poza tym w biznesie liczą się pieniądze. Między innymi za sprawą ustawy CHIPS and Science Act podpisanej przez Joego Bidena Intel wycofał się z budowania fabryk na całym świecie (w tym z Polski) i wszystkie moce przerobowe przerzucił nagle do USA. Firmy technologiczne wyłożyły też sporo pieniędzy na inaugurację prezydentury Trumpa.
Weźmy również pod uwagę sytuację z 19 lipca 2024 r., gdy na całym świecie nagle doszło do awarii na lotniskach, w bankowości, u operatorów płatności, w części firm telekomunikacyjnych i mediów, niektórzy odnotowali nawet problemy z pakietem Office. Wszystko przez aktualizację firmy CrowdStrike dla systemów Windows, w wyniku której komputery przestały się włączać i wyświetliły tzw. blue screen of death, czyli niebieski ekran informujący o krytycznym błędzie systemu.
Incydent miał dotknąć prawie 8,5 mln urządzeń. To zaledwie 1% komputerów z systemem Microsoftu, lecz już tyle wystarczyło, aby wysiadło wiele strategicznych usług. Problem rozwiązano w ciągu kilku godzin, ale sytuacja ta pokazuje, że jedną aktualizacją można pozbawić ludzi dostępu do ich własnych pieniędzy czy wywołać chaos komunikacyjny. I można to zrobić nie tylko przypadkiem, lecz także celowo.
„Mam wrażenie, że dzisiaj i w Polsce,
k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl






