Tag "polska polityka"
Siekiera i skalpel
Badania nastolatków mówią, że „spada u nich poczucie szczęścia. Coraz więcej młodych wskazuje szkołę i rodzinę jako źródła negatywnych emocji”. A przecież nigdy jeszcze młodzi nie mieli tylu atrakcji i możliwości co teraz. Ale też nigdy nie było tak wiele rywalizacji, porównywania, zaszczuwania się w internecie, tyle presji na posiadanie. Apetyt zaczął rosnąć w miarę jedzenia, niebywale obżeramy się pokarmem i rzeczami. Szczęście mieszka głównie w celebracji mijającego czasu, a na to właśnie nie mamy czasu.
Patrzę na swoich synków, bardzo, ale to bardzo chcą mieć dużo pieniędzy, bo tyle jest wokół rzeczy, które można kupić. Dlatego Franek marzy o jakiejś pracy, a ma 14 lat. Ma różne pomysły, jak zarobić, ostatni to plantacja marihuany. Ale jemu pasje przyrastają co miesiąc, ze starych nie rezygnuje, więc to wszystko mu się nie mieści w jednej głowie.
Mam Franiowi opowiedzieć o Polsce Ludowej, potrzebuje tego na lekcje historii. Okazuje się, że to karkołomnie trudne zadanie, jąkam się, wikłam, irytuje mnie moja bezradność, złoszczę się na siebie i na niego. Pewnie gdybym miał wykład w dużej sali dla dorosłych, radziłbym sobie lepiej. Dla niego Polska Ludowa to odległa planeta, coś niepojętego. To dlaczego żeście się nie zbuntowali, pyta. Tłumaczę mu, że jak się siedzi w więzieniu, bunt bywa niemożliwy lub nieskuteczny.
Salon literacki w ładnym domu, ta willowa dzielnica jest nazywana „Pod skocznią”. Stała tu metalowa skocznia narciarska, nieco przypominająca małą wieżę Eiffla. Świetnie ją pamiętam, chyba nasza wolność ją zjadła. A obok dom gen. Jaruzelskiego, brzydkie pudełko. Napisałem niedawno na blogu, że chętnie wypiłbym kawę z generałem, a na Kaczyńskiego kawę tylko bym mógł wylać. Mój przyjaciel z Toronto, teraz w argentyńskiej Patagonii, ale
Tam, gdzie zawsze wygrywa PiS
Ktokolwiek by wygrał, wojna polsko-polska będzie trwać
Podlasie miesza się tu z Mazowszem, drewniane chaty z domami z pustaków i oborami z cegieł, błoto i trawa z betonozą, a cerkwie z kościołami. Im dalej na północ, tym cerkwi mniej, im dalej na zachód od powiatu hajnowskiego, tym mniej Podlasia, a więcej Mazowsza.
Znajdujemy się w powiatach: bielskim, wysokomazowieckim i łomżyńskim, w gminach: Brańsk, Klukowo, Kulesze Kościelne, Kobylin-Borzymy, Przytuły. Ludzie tu, gdy się ich pyta o politykę, mówią, że mówić nie chcą, ale i tak mówią i się rozgadują. Na koniec mówią, że chcą być anonimowi. Ci, którzy chcą być anonimowi w wymiarze lokalnym (bez imienia i nazwiska), mieszają się z tymi, którzy chcą być anonimowi w wymiarze globalnym (bez nazwy miejscowości albo i powiatu). Uszanujmy więc te prośby. Zbierzmy ich opinie o Polsce i polityce i niech wygłoszą je anonimowe Wyborczynie i anonimowi Wyborcy. Wsiadamy z nimi do samochodu i jedziemy w trasę po gminach, które łączy bliskość geograficzna i ideologiczna, bo wszędzie tu od lat wygrywa Prawo i Sprawiedliwość.
Jego przemówienia są płomienne, konkrety są w tych przemówieniach
W drodze do Brańska zerknijmy do statystyk. W każdej odwiedzanej przez nas gminie w wyborach parlamentarnych w 2023 r. PiS miało ponad 70% głosów, Koalicja Obywatelska poniżej 6% (tylko w jednej przekroczyła próg wyborczy), Konfederacja powyżej 8%, a Lewica poniżej 2%. W 2020 r. Andrzej Duda wszędzie tu zdobył powyżej 80% głosów i wszystkie gminy znalazły się w pierwszej dziesiątce jego najlepszych gminnych wyników.
Rafał Trzaskowski w każdej miał poniżej 4% głosów, a Krzysztof Bosak – powyżej 5%.
W samochodzie wygłaszane są trzy pewniki. Po pierwsze, wygra Karol Nawrocki. Jedziemy przez Brańsk i większość pasażerów nie ma wątpliwości. Za oknem plakaty wyborcze kandydata obywatelskiego mieszają się z plakatami i bilbordami reklamowymi, z przewagą tych drugich. Nawrocki wisi między reklamami nasion, żwirowni i tartaków, wisi na domach, przy rondach, obok szkół, na płotach i ogrodzeniach, obok sprzedaży betonu wisi i obok autoserwisów oraz wynajmu minikoparek.
– Nasze strony są prawicowe i katolickie – mówi Wyborca. – Jest trochę lewicowych, ale ja ich wyczuwam.
– Jak? – pytam.
– W dyskusji. Od razu się czuje, gdy człowiek nie jest po naszej stronie.
Naszej, czyli za Karolem Nawrockim, kandydatem jedynym, prawicowym; normalnym i prawdziwym Polakiem, który o Polskę dba, a jego przemówienia są płomienne, konkrety są w tych przemówieniach.
Są konkrety dotyczące polityki zagranicznej. Nawrocki będzie trzymał ze Stanami Zjednoczonymi, bo Donald Trump jest naszym przyjacielem, podczas gdy na Francję czy Niemcy nie ma co liczyć. Są konkrety dotyczące uchodźców. Nawrocki zrobi z nimi porządek. W samochodzie więcej niż o granicy polsko-białoruskiej, do której z Brańska jest ok. 80 km, mówi się o granicy polsko-niemieckiej, do której jest ok. 630 km.
– Wie pani, my tutaj oglądamy Republikę. W co drugim domu jest Republika – opowiada Wyborczyni.
– I co tam mówią?
– Same normalne rzeczy, prawdziwe, o których inne telewizje nie powiedzą. O wszystkim mówią, np. o tym proteście w Zgorzelcu. Czy inne telewizje to pokazały?
W ostatnich dniach TV Republika zaprezentowała materiał ze Zgorzelca. Można go obejrzeć na stronie internetowej stacji – Robert Bąkiewicz, podpisany jako „szef Rot Marszu Niepodległości i partii Niepodległość”, przemawia podczas „protestu przeciwko przerzucaniu przez polsko-niemiecką granicę migrantów z Niemiec”.
– Niemcy największe gówno nam tu przywożą! – żołądkuje się Wyborczyni. – Trzeba bronić. Tam też by się mur przydał.
Sytuacja w Polsce jest przez większość pasażerów uznawana za złą.
– Bardzo źle się dzieje – podkreśla Wyborca.
– Co konkretnie?
– Sprzedają Polskę. Pani dziennikarka i pani nie wie?
– A komu?
– Przyjaciołom z Zachodu – a „przyjaciołom” mówi tak, że gdyby znał gest brania w cudzysłów, toby go zrobił.
Sprzedają polskie lasy, sprzedają polski przemysł, wszystko sprzedają za granicę. Temu, kto da więcej. To, co polskie, jest spychane, polskie małe sklepy są zamykane kosztem zagranicznych marketów, podczas gdy o Polskę powinno się dbać jak
Igrzyska chaosu
Jak rząd PiS przepuścił prawie 2 mld zł na bezsensowną imprezę sportową
Igrzyska europejskie to egzotyczne i nic nieznaczące zawody sportowe wymyślone przez znudzonych brakiem zajęć działaczy Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich. Pierwsza edycja odbyła się w 2015 r. w Baku w Azerbejdżanie, a druga w 2019 r. w Mińsku na Białorusi. To raczej nie przypadek, że żadne demokratyczne państwo nie było zainteresowane taką imprezą, a igrzyska zorganizowano w krajach, gdzie rządzą autokraci i dyktatorzy, którzy wykorzystali sport do promocji*.
W 2023 r. pałeczkę przejął Kraków, a III Igrzyska Europejskie miały być wydarzeniem historycznym i zarazem dowodem na to, że Polska pod rządami PiS wstała z kolan. Jarosław Kaczyński podobnie jak prezydenci Ilham Alijew i Aleksander Łukaszenka musiał się pochwalić sukcesem. Zbliżały się wybory parlamentarne, a impreza o dumnej nazwie była znakomitą okazją do promocji partii rządzącej i jej polityków.
Propaganda sukcesu
PiS do współorganizacji igrzysk namówiło przychylnych sobie samorządowców z Małopolski, obiecując im górę pieniędzy nie tylko na inwestycje w obiekty sportowe, ale też na budowę i modernizację infrastruktury drogowej oraz zakup nowoczesnych autobusów miejskich i tramwajów. Utworzono spółkę Igrzyska Europejskie 2023, która miała się zająć przygotowaniem imprezy, a której udziałowcami zostały: Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego i Urząd Miasta Krakowa. Natomiast na pełnomocnika rządu ds. koordynacji igrzysk premier Mateusz Morawiecki wyznaczył Jacka Sasina, choć miał on już na swoim koncie „sukces” w postaci organizacji wyborów kopertowych i zmarnotrawienia ponad 76 mln zł.
„Traktujemy igrzyska jako przedsięwzięcie ogólnonarodowe, które będzie się ogniskować w Krakowie i Małopolsce. To wielka szansa na promocję Krakowa i regionu. Dzięki tej imprezie możemy pokazać Polskę jako miejsce, które nie odbiega poziomem rozwoju od pozostałej części Europy, miejsce, które warto odwiedzić i zostawić tu swoje pieniądze”, mówił ówczesny wicepremier i minister aktywów państwowych.
Prezesem spółki Igrzyska Europejskie 2023 został Marcin Nowak, były lekkoatleta i olimpijczyk oraz były dyrektor jednego z departamentów w Ministerstwie Sportu i Turystyki.
Pytany przez „Dziennik Zachodni”, czy nie ma obaw, że nie podoła tak trudnemu zadaniu jak organizacja igrzysk, Nowak odpowiedział: „Najważniejszym argumentem dla mnie było to, że jest to impreza, której w Polsce jeszcze nie było, której nawet w Unii Europejskiej jeszcze nie było. Pojawiła się wielka
* IV Igrzyska Europejskie odbędą się w 2027 r. w Stambule, którego burmistrz Ekrem İmamoğlu został niedawno wtrącony do aresztu pod zarzutami rzekomej korupcji (więcej na s. 36). Zdaniem opozycji zatrzymanie głównego przeciwnika politycznego wszechwładnego prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana to tylko pretekst do pozbycia się niewygodnego konkurenta.
Talibowie by go pokochali
Wielu widziało go już w Pałacu Prezydenckim. Pakujący walizki prezydent Duda zaczął nawet montować pakt na rzecz przyszłej koalicji PiS z Konfederacją. Zbyt szybko uwierzyli, że Sławomir Mentzen może być mężem opatrznościowym prawicy. Szło mu dobrze, dopóki jeździł po kraju na spotkania z wyznawcami Konfederacji. Przemyślana i sprawnie prowadzona kampania prezydencka przykrywała słabe punkty kandydata. Mentzen wygłaszał wyuczone teksty, robił sobie selfie. I jechał do kolejnego miasteczka, na rynek, gdzie już na niego czekali potencjalni wyborcy znający go dotąd z mediów społecznościowych. Taka kampania mogła się udać. Ale tylko wtedy, gdyby wokół Mentzena zbudowano mur jak na granicy. Szczelnie chroniący przed mediami. I nim samym. Bo największym problemem Mentzena są jego poglądy. Gdyby zmienił eleganckie ubranko na strój fanatycznych islamistów, talibowie by go pokochali. I to bardziej niż on zgwałcone dziewczynki i kobiety. Jego słowa o gwałcie jako „nieprzyjemności” są dowodem wyjątkowego zwyrodnienia człowieka, który ubiega się o najwyższy urząd w państwie. Słowa haniebne. Wykluczające ze wspólnoty obywatelskiej.
Są i pewno będą wokół nas podobni do niego. Równie bezwzględni i cyniczni. Zabiegający o władzę wszelkimi metodami.
Jaką mają ofertę dla Polaków? Całkowity zakaz aborcji. Płatne studia. Leczenie u felczerów i szeptuchy. Prawny zakaz rozwiązywania małżeństw sakramentalnych. Tyle Mentzen proponuje w pierwszym etapie szczerości. Sądzę, że to nie jest ostatnie słowo tego konfederaty. Ma tak silną pozycję, że żadna kobieta z jego obozu nie odpowiedziała publicznie na pytanie, co zrobić, gdy zgwałcona zostanie 14-, 15-latka. Kariera ponad dylematy moralne. I krzywdę ofiar. Mentzen jako kandydat do drugiej rundy wyborów i rywal Rafała Trzaskowskiego odpadł właśnie z wyścigu. Oby.
Z polskiej polityki jednak nie zniknie. Jest gwarancją, że będzie jeszcze gorzej. I brutalniej. Łajdactwo w nowoczesnym opakowaniu jest groźne. Tacy politycy jak Mentzen są szczególnie niebezpieczni dla otoczenia, bo lepiej od innych potrafią manipulować zachowaniami ludzi. Łowią zwolenników wśród najmłodszych. Najbardziej podatnych na demagogię i populizm. Zostawienie im młodych fatalnie wróży nam wszystkim. Brunatna przyszłość to koszmar, który nie może się powtórzyć. Trzeba ich zatrzymać, póki jeszcze są słabi. I póki mówią coś szczerze. To jest pole konfrontacji dla lewicy. Cywilizacja kontra polski taliban.
Jajecznica uczyni prezydentem?
Powiedzieć, że kampania wyborcza na urząd prezydenta jest spektaklem żałosnym i urągającym rozumowi – to jakby wciąż za mało powiedzieć. Staram się zasadniczo trzymać z daleka, od dwóch dekad nie mam w domu telewizora, ale i tak dzisiaj człowiek pracujący na komputerze jest z definicji zaplątany w sieć społecznościówek takich czy innych. Dawnego Twittera, dzisiaj X, od zawsze obchodzę z daleka, ale odpryski wiralowych, czyli rozchodzących się najintensywniej, filmików, komentarzy, ekscesików dopadają człowieka i tak. I to bezwzględnie.
Ileż razy wyświetliła mi się sejmowa konfrontacja Romana Giertycha z Jarosławem Kaczyńskim, po tym jak ten drugi nazwał mecenasa Romana największym sadystą odpowiedzialnym bezpośrednio za śmierć Barbary Skrzypek. Górujący niemożebnie nad prezesem PiS poseł koalicji protekcjonalnie odsyłał do ław i zalecał spokój Kaczyńskiemu, który widowiskowo zaprotestował przeciwko zwracaniu się do niego na ty i okrasił tę reprymendę archaicznym, rozczulającym w sumie epitetem „łobuzie”. Giertych konsekwentnie wyjaśniał, że pozwala sobie na taką poufałość, gdyż zgodne z ustaleniami genealogów jest wujkiem Kaczyńskiego. „Mów mi wuju, Jarku” już przeszło do historii najbarwniejszych potyczek parlamentarnych III RP. A sama scenka będzie w najbliższym czasie fajerwerkiem oglądalnościowym.
Perory Kaczyńskiego, w tym ta o sadyzmie Giertycha, były doskonałym przykładem i ilustracją, na jak cyniczne, potężne i groźne tory emocji prezes chciałby skierować całą kampanię wyborczą. Krzyki jego sejmowych akolitów i akolitek „morderca!” skierowane do posła Giertycha nie wymagają komentarza. Cały ten rejwach znajdzie zapewne kontynuację w komisji regulaminowej.
Okazji do zachowania milczenia nie wykorzystał Andrzej Duda (w tej roli zostaje mu już niewiele ponad 100 dni), który popisał się komentarzem w mediach społecznościowych: „Myślę, że w ramach rozpaczliwej próby odwrócenia uwagi opinii publicznej od fiaska »kampanii antymigracyjnej« premiera Tuska
Czy dla Mentzena jest jeszcze miejsce w życiu publicznym?
Prof. Monika Płatek,
Wydział Prawa i Administracji UW
Sławomir Mentzen, sprowadzając zgwałcenie do „nieprzyjemnego” zdarzenia, okazał nie tylko pogardę kobietom, wykazał się lekceważeniem dla praw człowieka. Nie znaczy to jednak, że nie ma dla niego miejsca w debacie publicznej. Nie jest jedynym, który tak perwersyjnie myśli. Taki głos sprawia, że jemu podobni zyskują poczucie, że tak można. Tyle że bez względu na to, jak okropny jest Mentzen, my nie jesteśmy lepsi. Nasze oburzenie jego wypowiedzią w świetle przyjęcia ustawy, która, jawnie łamiąc najważniejsze prawo – konstytucję, odbiera prawo składania wniosku o azyl, cuchnie hipokryzją. Tą ustawą ślemy sygnał przyzwolenia na poniewieranie podstawowymi wartościami. Nie dziwmy się, że skutkuje to bagatelizowaniem przemocy i losu zgwałconych kobiet.
Anna Dryjańska,
socjolożka, dziennikarka
Ewidentnie tak, skoro on i jego partia lądują obecnie na trzecim miejscu w sondażach. To znaczy, że jego wyborcy przyklaskują nieludzkim wypowiedziom tego pana na temat kobiet albo odczłowieczanie połowy ludzkości jest im obojętne.
Bo trzeba nie postrzegać kobiet jako ludzi, by twierdzić, że niechciana ciąża, zwłaszcza jeśli jest się zgwałconym dzieckiem, jest „nieprzyjemnością”. To kolejny, tym razem dziewięciomiesięczny gwałt. Istnieje też grupa wyborców tak omamiona hasłem niskich podatków, że nie potrzebuje wiedzieć o polityku nic więcej. „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”, powiedział Mentzen już w 2019 r. Część społeczeństwa jest gotowa – z przekonania lub przez przypadek – za tym zagłosować.
Marta Lempart,
Ogólnopolski Strajk Kobiet
Po wypowiedziach o gwałcie jako „nieprzyjemności” tego miejsca nie powinno dla niego być. Bo mowa o zbrodni, która zabija bez zadawania śmierci. Chodzi przy tym nie tylko o słowa – to też groźna zapowiedź wyborcza w imieniu Konfederacji. Oznacza, że przy odpowiedniej decyzyjności partii Mentzena jej członkowie będą dążyli do odwrócenia zmiany, która w tym roku nastąpiła dzięki redefinicji gwałtu, odejściu od ponadstuletniej, okrutnej definicji. Teraz każdy stosunek bez zgody jest gwałtem, teraz prokurator udowadnia, że oskarżony nie miał zgody. A nie – że kobieta na pewno nie powiedziała „tak”. Wrócą więc czasy, kiedy oskarżonymi w procesach o zgwałcenie będą kobiety, a nie gwałciciele. Na poziomie ludzkim współczuję wszystkim kobietom w życiu pana Mentzena. Jest dla mnie jasne, że jeśli spotka je coś tak potwornego, to wiedzą, że nie mogą liczyć na jego pomoc. Mało tego, będą umierać ze strachu, że on się dowie. Taką męskość promują pan Mentzen i cała Konfederacja.
Mów mi wuju
Andrzej Duda popiera Karola Nawrockiego, robi to jednak nie z przekonaniem, lecz z wyrachowania. Wie, że jeśli Nawrocki zostanie prezydentem, to na jego tle bardzo zyska i nawet dzisiejsi wrogowie będą go wspominać z rozrzewnieniem. To, że Mentzen goni Nawrockiego i lawinowo przybywa zwolenników Konfederacji, może niepokoić. Jeśli Mentzen przegoni Nawrockiego w wyścigu o pierwszą turę, jestem pewien, że w drugiej prezes zagryzie zęby i będzie nawoływać do głosowania na Mentzena. Może nawet zasugeruje, że to brat, chociaż nie bliźniak, ale duchowo pokrewny.
Niedawno Mentzen zwierzył się: „Nie powinno się zabijać niewinnych dzieci. Nawet jeżeli to niewinne dziecko sprawia komuś wielką traumę. Nie mamy prawa zabić innego człowieka tylko dlatego, że ten człowiek sprawia nam przykrość, że jest dla nas nieprzyjemny, że może bardzo zaszkodzić naszemu życiu. Nie zabijamy niewinnych ludzi”, mówił o aborcji w przypadku ciąży powstałej w wyniku gwałtu. Mentzen właśnie wbił sobie nóż w brzuch, gwałt jako nieprzyjemność. Tak powstał nowy eufemizm. „Co ci się stało, żeś taka smutna? Spotkała mnie nieprzyjemność”.
Generalnie gwałciciele to ci obcy, imigranci. I jakże często kobiety wrabiają biednych facetów w gwałt. Nie wolno ufać kobietom. Zresztą kobieta nie powinna za dużo się ruszać, jej miejsce jest w kuchni. W kuchni nikt jej nie skrzywdzi. A ochrona zdrowia płatna, studia też. I pomyśleć, że milionom wyborców ten niewielki człowieczek, trochę przypominający prosiaka, bardzo się podoba. Sprawnie pływa w internecie. Mój syn 14-latek powtarza bzdury, które gada Mentzen, i jak w sklepie z zabawkami wybiera z jego gadania, co mu się podoba. Że niskie podatki, że Trzaskowski winien, że zbudowano muzeum klocek. To są takie klocki propagandowe, równo ucięte, można się nimi dowolnie bawić.
Brytyjski pisarz Nate White pisze prozą niemal ironiczny poemat o Trumpie. Oto małe fragmenty: „Trumpowi brakuje pewnych cech, które Brytyjczycy tradycyjnie cenią. Na przykład nie ma klasy, uroku, opanowania, wiarygodności, współczucia, dowcipu, ciepła, mądrości, subtelności, wrażliwości, samoświadomości, pokory, honoru i wdzięku – wszystkich tych cech, którymi hojnie został obdarzony jego poprzednik, Obama”. W finale tekstu: „W końcu nie da się przeczytać jednego jego tweeta, usłyszeć jednego czy dwóch zdań tego człowieka, by nie widzieć w nich otchłani. (…) Jest Picassem małostkowości; Szekspirem gówna. (…) Nawet jego wady mają wady itd. w nieskończoność. Bóg wie, że na świecie
Dojrzewanie
Musk oświadczył, że „fundamentalną słabością zachodniej cywilizacji jest empatia”. Trump, Orbán, Erdoğan, Netanjahu, Kaczyński na pewno z nim się zgadzają. Hannah Arendt kiedyś napisała: „Śmierć ludzkiej empatii jest jednym z najwcześniejszych i najbardziej wymownych sygnałów kultury, która zaczyna staczać się w barbarzyństwo”. Tak, ludzkie zło to najczęściej efekt braku empatii, jej erozji. Pozbawiony empatii był faszyzm. Ani wielcy, ani mali zbrodniarze nie potrafili wczuwać się w duszę innego człowieka. Musk ma o tyle rację, że po wojnie Europa nauczyła się empatii, stąd taka waga przywiązywana do każdego życia, zniesienie kary śmierci, opieka zdrowotna inna niż w Stanach. Musk uważa to za słabość – więc słabością jest niechęć do mordowania innych?
Mały zakładzik na Grochowskiej, ciemna dziupla z antyczną maszyną do szycia i z osobliwą siwą panią – naprawia się tu zużyte abażury. Mamy takie dwa od przedwojennych lamp. To ostatnie takie zakłady. Oddychać nimi i zapamiętać ich zapach, bo odchodzą. Nasze lampy są przedwojenne i taki zdaje się ten zakładzik. Zabawne, że nadal w określaniu przeszłości tak użyteczny jest termin „przedwojenny”. Wiadomo, że chodzi o II wojnę światową. Czy nie czeka nas nowe zdarzenie w skali światowej, które stanie się rowem tektonicznym dla nowego stulecia?
Nowo otwarty Kaufland, stanął obok naszego pięknego centrum handlowego Ferio, gdzie jest m.in. Carrefour, a najbliżej duży Lidl. Nic, tylko kupować i obżerać się. I hodować brzuchy, i wydawać majątek na żarcie. Obżarstwo stało się chorobą XXI w., panuje epidemia otyłości. Dramat z dziećmi. Są różne obżarstwa, cierpimy też na manię kupowania i mnożenia rzeczy. I tak bez litości grabimy i dewastujemy naszą planetę, w co Trump i nasza prawica nie wierzą. Planetę dał nam Bóg i możemy z nią robić, co tylko chcemy. Podpierają się tu Biblią
Political fiction
Najwyższy czas, by w oparciu o prawo pomóc parlamentarzystom odzyskać przyzwoitość
Termin utopia pochodzi od łacińskiego tytułu eseju napisanego prawie 510 lat temu przez Tomasza Morusa, który przedstawił wizję idealnego państwa i systemu społecznego. Starożytni Grecy nazywali tak miejsce nieistniejące, ale dobre. Czyli coś, czego nie ma, ale może być…
Rada Ministrów przyjęła przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii projekt ustawy mającej na celu deregulację prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenie zasad opracowywania prawa gospodarczego. Każda władza przynosi nowe zapowiedzi ułatwień dla przedsiębiorców i zazwyczaj kończą się one zgodnie z powiedzeniem jednego z najbliższych współpracowników prezydenta Borysa Jelcyna i premiera Federacji Rosyjskiej (1992-1998) Wiktora Czernomyrdina: „Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle”…
A może przede wszystkim trzeba „zderegulować” przestrzeń polityczną? Tomasz Morus twierdził, że „rzadkością, doprawdy, jest społeczeństwo mądrze zorganizowane”. Spróbujmy więc zastanowić się, czy niosąca skutki społeczne deregulacja gospodarczo-administracyjna, bez zmian regulujących funkcjonowanie polityków i ich elektoratów, znacząco i perspektywicznie wpłynie na rozwój państwa.
Wyobraźmy sobie zatem Polskę, w której wprowadzone zostałyby następujące zmiany systemu politycznego:
- Obowiązek posiadania uprawnień wyborczych
Do głosowania uprawnieni byliby posiadacze pozytywnego wyniku testu z podstawowej wiedzy obywatelskiej na temat funkcjonowania państwa i jego gospodarki. W wielu państwach ubiegający się o obywatelstwo muszą zdać taki egzamin. Na przykład od cudzoziemców chcących zostać obywatelami RFN wymagana jest znajomość historii, prawa, społeczeństwa i życia w tym kraju, którą należy się wykazać na teście Leben in Deutschland.
Jerzy Urban kpił ze świadomości obywatelskiej Polaków: „Ludność cieszy się demokracją, bo co cztery lata stworzyć może władze państwa na swój obraz i podobieństwo”. Dosadniej ocenił swoich rodaków francuski polityk, długoletni burmistrz Montpellier i prezydent regionu Langwedocja-Roussillon Georges Frêche: „Ludzi inteligentnych jest w społeczeństwie jakieś pięć czy sześć procent. Moje kampanie robię więc dla idiotów”. Notabene za tę wypowiedź zdobył w 2010 r. nagrodę specjalną w plebiscycie „Humor i polityka” organizowanym przez francuski Press Club.
Czy taki test nie byłby zasadny w dobie mediów, zwłaszcza społecznościowych, które zmieniły homo sapiens w homo videns – najczęściej scrollów czerpiących wiedzę o otaczającej rzeczywistości z sieci? Przecież w kolebce demokracji, Atenach, też nie każdy mógł głosować. Oczywiście realizacja takich testów napotkałaby trudności, ale odpowiednie przepisy łączące system edukacji z samorządnością byłyby możliwe.
- Obowiązek wyborczy
To nakładany na każdego obywatela posiadającego potwierdzone prawo do głosowania przymus uczestniczenia w wyborach i referendach. Według dostępnych danych sprzed 10 lat przymus wyborczy istniał w 26 państwach na świecie, m.in. w Singapurze, Australii, Belgii oraz we Włoszech, gdzie z braku możliwości egzekwowania go ze względu na brak przepisów wykonawczych najczęściej nieuczestniczenie karane jest grzywną.
W Polsce przepis taki zapobiegałby wynikającym z obojętności lub emocji skokom frekwencji i uprawniał zdobywców mandatów do stwierdzenia, że zostali wybrani przez naród, a nie jego procenty procentów głosujących.
- Opłata wyborcza
Warto rozważyć wprowadzenie opłaty za udział w głosowaniu, która skłaniałaby wyborców do choćby minimalnej refleksji nad programami i kandydatami, bo płacąc za coś, zazwyczaj wykazujemy się większym rozsądkiem – sprawdzamy wady i zalety towaru, w tym wypadku tych, których trzeba utrzymywać przez kolejne cztery lub pięć lat.
Według Państwowej Komisji Wyborczej koszt organizacji ostatnich wyborów parlamentarnych wyniósł 350 mln zł. Łatwo obliczyć, że przy frekwencji 74,38%, a liczbie uprawnionych wynoszącej 29 532 595 osób, każdy głosujący kosztował
Wiesław Gałązka jest dziennikarzem i publicystą, byłym wykładowcą akademickim, konsultantem politycznym
Pora na zmiany
Chyba żadne środowisko nie dostaje po głowie tak mocno jak wyborcy lewicy. Na domiar złego co roku jest gorzej i gorzej. Jeśli czegoś przybywa, to wstydu za to, co robią nominaci Czarzastego i Biedronia pod szyldem Nowej Lewicy.
Skarżą się nam czytelnicy, że dla ogółu Polaków dzisiejsza lewica ma twarz wicemarszałka. I kolejnych skandalistów. Gdy skryli w Sejmie Wieczorka, pamiętanego z wielu afer w Szczecinie i z kompletnie nieudanego kontaktu z nauką polską, pojawiła się ministra Kotula. Ta z kolei po oszustwach co do swojego wykształcenia powinna mieć już przed nazwiskiem tytuł była ministra. Gdy koleżanki ją obroniły, zaczęły się problemy z Andrzejem Szejną, który z wiadomych powodów nigdy nie powinien pełnić żadnych funkcji. Jeszcze nie tak dawno w województwie świętokrzyskim lewica miała licznych wyborców i wpływy. Pod rządami Szejny w tym regionie dogorywa. Jeśli ktoś ma wątpliwości, kim on jest, przypomnę jego słowa w Radiu Kielce w 2019 r., po tym jak go wybrano do Sejmu, z mizernym wynikiem 4,27% głosów: „Jestem wzruszony, że poprowadziłem Lewicę jak marszałek Piłsudski – też socjalista – do powrotu do niepodległości”. Tego na trzeźwo nie da się powiedzieć. Słuchać na trzeźwo też trudno.
O nominatach Czarzastego coraz więcej wiadomo, bo ich wpadki są opisywane przez media. Mniej wiadomo o chytruskach, których powsadzali na posady Biedroń ze Śmiszkiem. Patronat nad tą ekipą objął Krzysztof Gawkowski, niestrudzony organizator konferencji prasowych z zapowiedziami, czego to jako wicepremier niebawem nie zrobi. Trzeba będzie długo żyć, żeby zobaczyć pierwsze, skromne efekty tej propagandy.
Co można powiedzieć o tej ekipie? Jak nie oszuści, to w najlepszym razie ludzie o bardzo skromnych umiejętnościach. Daleko im do wymagań, jakie muszą spełniać urzędnicy państwowi wysokiego szczebla. A takie funkcje w koalicji rządzącej pełnią, kompromitując siebie i wprawiając w osłupienie tych, którzy muszą mieć z nimi kontakt. By być sprawiedliwym, wspomnę też o tych, którzy, choć są z mandatu Czarzastego, pracują dobrze i z sensem. A tym, co ich obciąża, jest bardzo mocno rozwinięty oportunizm. Polega to choćby na gotowości do wykonywania każdych, nawet kompromitujących, poleceń kierownictwa partii. Zatrudniają więc u siebie po protekcji bądź nieudaczników, bądź hochsztaplerów nastawionych na interesy.
Produkt polityczny Czarzastego i Biedronia schodzi ze sceny w atmosferze skandali. Zanim ostatecznie się wywróci, usłyszymy jeszcze sporo o tym, co kryje się za kulisami.
A na koniec dobra wiadomość. Wiadomo już, jak w żadnym wypadku nie może wyglądać partia lewicowa. I kogo trzeba trzymać z daleka od tej nazwy. Pora więc na zmiany.







