Tag "satanizm"

Powrót na stronę główną
Felietony Wojciech Kuczok

Święty Lucyferze, módl się za nami

Mamma mia, podróże kształcą, choć bywa, że poniewczasie. Gdybym to ja wiedział 40 lat temu, że mogę na bierzmowaniu obrać sobie takiego patrona, nikt by mnie od tego nie odwiódł. Ani twarda ręka ojca, któremu już wtedy nie było łatwo mnie złapać, a tym bardziej uderzyć bez narażenia się na szwank w szamotaninie, ani dyscyplinarne rozmowy z katechetami, ani groźba proboszcza, ani też presja świętoszkowatych ciotek – konsekrowanych dziewic rodzinnych, które skwapliwie doglądały czystości mojego ducha.

Owóż jako 14-latek miałem ducha utytłanego głównie brudnymi myślami, nałogowo odbywałem nieczyste praktyki toaletowe, a bunt wobec katolickich rytuałów wezbrał już we mnie do erupcji. Owszem, sakramentu nie odmówiłem, ale wyłącznie z powodu chciwości, albowiem kumple przekonywali mnie, że na imprezie rodzinnej dostaje się drogie prezenty, to jakby taka druga komunia, trzeba dać ramolom się wykazać. Dzieci rębaczy miały od rodziców obiecane składaki, a nawet kolarzówy, dzieci sztygarów nowiutkie Atari lub Commodore, poza tym rodzina „z Efu” miała z tej okazji przysłać obfity paket, no i każdy z gości przynosił w kopercie jakiś banknocik, należało tylko przekonać go, że jest się wystarczająco dojrzałym, aby przejąć hajs osobiście – wszak było się świeżym pomazańcem, co prawda mikro, na znak dojrzałości wiary.

40 lat temu mój świat dzielił się na fanów Republiki i Lady Pank, ja należałem do tej pierwszej grupy, wybrałem takie samo imię jakie ulubiony gitarzysta wybrał dla swojego syna. Poza tym historia oddania życia za drugiego człowieka w lagrze była jednak konkretna i poruszająca. Świętość tego gestu była dla mnie jasna i całkiem współczesna, wybrałem więc sobie za patrona Maksymiliana Kolbego, o jego żarliwym przedwojennym antysemityzmie z „Rycerza Niepokalanej” nie miałem wtedy pojęcia, a pewnie nawet gdybym miał, uznałbym, że śmiercią w bunkrze głodowym za to odpokutował. Mój bunt utonął więc pod falą oportunizmu, bo j

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.