Tag "Szczucin"

Powrót na stronę główną
Kraj

Bo ludzie mówili

Prokuratura nadużyła zaufania społecznego – twierdzą obrońcy oskarżonych w sprawie Iwony Cygan

Gdyby wystąpienia adwokatów i repliki prokuratora mogły wywoływać pioruny, powietrze w sali sądowej, gdzie dobiegał końca proces oskarżonych o zabójstwo Iwony Cygan, raz po raz przeszywałyby błyskawice.

– Dlaczego śledztwo trwało 28 lat? Bo doszło do zmowy milczenia miejscowych sił porządkowych i obywateli miasteczka – mec. Jan Kuklewicz, obrońca Pawła K., kpiącym tonem cytuje oskarżyciela publicznego. I od razu rozprawia się z powtarzanym dziennikarzom wyjaśnieniem Bogdana Michalca, ówczesnego szefa Archiwum X: – A prawda jest taka, że zmowa milczenia miała służyć wytłumaczeniu, dlaczego dowody zbrodni są, jakie są, czyli żadne. Pokrzywdzono mieszkańców Szczucina, nazywając ich miasteczko siedzibą zbrodni. Ta szczególna omerta to pomysł na wytłumaczenie braków w postępowaniu przygotowawczym.

Cena przeszłości

Mecenas Kuklewicz przez pięć godzin podważa poszczególne tezy oskarżenia. Przekonuje, że gdyby jego klient naprawdę siał taki postrach w Szczucinie i okolicy, będąc nietykalnym dla wymiaru sprawiedliwości, jak sugerował prokurator, wcześniej nie zostałby zatrzymany i skazany razem z Robertem K. za pobicie dwóch nastolatków za to, że mieli obrażać dziewczynę Pawła K.

– Oskarżony płaci olbrzymią cenę swojej przeszłości. Był więcej niż aroganckim człowiekiem. Jako ten, który problemy zwykł załatwiać pięścią, dla określonej koncepcji oskarżenia stał się idealnym motywem.

Według prokuratury Renata G. miała wyciągnąć Cyganównę z domu i zaprowadzić ją w ręce oprawców. Jest o tym przekonana także rodzina zamordowanej nastolatki.

– Weryfikowaliśmy to od A do Z. Renata G. nie znała głównego oskarżonego. Bilingi z telefonu Iwony wskazują, że tamtej tragicznej nocy ktoś inny do niej dzwonił. Nie można się zgodzić ze stwierdzeniem prokuratora, że jakkolwiek nie ma dowodów, nie znaczy to, że takich zdarzeń nie było.

Wyssana z palca jest teoria o ofiarach rzekomej zmowy milczenia. Tadeusz D. nie został utopiony, bo wiedział, kto jest mordercą. On sam kilka miesięcy po zabójstwie dziewczyny zeznał, że „tak gadał po pijaku”. A jego zwłoki wyłowione z Wisły nie miały skrępowanych rąk, jak przekazywano w prokuraturze dziennikarzom.

Mec. Jacek Jurczyński, obrońca ojca i syna K., powołując się na swoją 30-letnią praktykę, ocenia mowę prokuratora jako akt desperacji. Świadczy o tym już sam opis zarzutu. W akcie oskarżenia stwierdzono, że Paweł K. doprowadził do zabójstwa w Szczucinie – siedlisku grozy i

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.