Tag "trzęsienie ziemi"
Turcja trzy lata po trzęsieniu ziemi
Miasta miały być odbudowane w ciągu roku, tymczasem wielu ludzi wciąż mieszka w kontenerach
Korespondencja z Turcji
Kiedy ziemia zaczęła się trząść, Elena Emektaş była sama w akademiku. Gdy obok waliły się budynki, spakowała się w jedną walizkę i wyszła na dwór. – To zabrzmi dziwnie, ale cieszę się, że nikogo wtedy ze mną nie było. Ominął mnie strach o bliskich, panika i krzyki. Po prostu zadziałałam automatycznie. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam.
Elena nie znała wtedy jeszcze skali katastrofy i nie wiedziała, że miasto, w którym studiuje, Antakya (Hatay), zostało niemal zrównane z ziemią. Dziś uważa się za szczęściarę. Przeżyła katastrofę, podobnie jak jej rodzina w nieodległym İskenderunie. – Nie jeździły żadne autobusy i bałam się, że nie dotrę do domu, ale na szczęście uczelniany kierowca też jechał do İskenderunu i zabrał mnie. Gdy stanęłam przed rodzicami kilka godzin później, po prostu nie uwierzyli – wspomina.
Katastrofa na stulecie
To wszystko działo się trzy lata temu, 6 lutego 2023 r., gdy południową Turcję nawiedziło jedno z największych trzęsień ziemi w historii kraju. Wstrząsów było kilka, epicentrum największego, o magnitudzie 7,8 znajdowało się w Kahramanmaraş. Łącznie skutkami katastrofy zostało dotkniętych ponad 11 prowincji. Jeszcze trwała akcja ratunkowa, w którą zaangażowani byli strażacy i grupy poszukiwawcze z wielu krajów, w tym z Polski, a Turcy już oskarżali rząd i służby o opieszałość. Do wielu miejscowości pomoc docierała z wielogodzinnym, a czasem wielodniowym opóźnieniem. Rozgorzała też dyskusja o tym, jak zagospodarowano pieniądze z pobieranego od 20 lat podatku od katastrof. Podatek ten, wprowadzony po tragicznym trzęsieniu z 1997 r., płacą obywatele. W zamyśle miał służyć m.in. przygotowaniu służb na kolejną katastrofę.
Gdy jedni grzebali zmarłych w powstałych naprędce mogiłach przy autostradach (na cmentarzach zabrakło miejsc), drudzy zastanawiali się, dlaczego prezydent dopiero po kilkudziesięciu godzinach pojawił się na miejscu katastrofy. Media nagłaśniały przekręty, jakich miał się dopuścić turecki Czerwony Półksiężyc, bo nie dla wszystkich starczyło namiotów, niektórzy po kilka dni koczowali na mrozie, zamieniając przystanki autobusowe w prowizoryczne schronienia. Wielu wzywało rząd do dymisji. Niektórzy komentatorzy uważali nawet, że kataklizm wpłynie na wynik wyścigu prezydenckiego, który toczył się akurat, gdy Turcja przygotowywała się do obchodów stulecia powstania republiki.
Prezydent Recep Tayyip Erdoğan zapewnił, że tureckie miasta zostaną odbudowane w ciągu roku. I faktycznie – jeszcze nie opadł kurz po trzęsieniu, a na budowy wjechały koparki i wyszli robotnicy. Choć naukowcy apelowali o rozsądek, mówiąc o zagrożeniu wstrząsami wtórnymi, budowy ruszyły. I trwają do tej pory.
Gdy kilka miesięcy po katastrofie odwiedziłam Hatay, po centrum miasta nie było śladu. Były za to tony gruzu,







