Tag "TVP"

Powrót na stronę główną
Kultura Wywiady

Czasami czuję ten ciężar

Teatr Telewizji jest największą sceną świata

Michał Kotański – dyrektor Teatru Telewizji

W ostatnich dwóch latach, za pańskiej dyrekcji, Teatr Telewizji stanął na nogi. Wyciągnął pan asy z rękawa. Czy osiągnąwszy tak wiele, ma pan jeszcze coś do ujawnienia przed nowym sezonem?
– Program będziemy ogłaszali na początku września. Wtedy opowiem więcej o planowanych na kolejny sezon premierach, teraz dopinamy szczegóły i nie chcę jeszcze za dużo o nich mówić.

Żeby mieć o czym mówić we wrześniu?
– Dzisiaj mogę powiedzieć, że w przyszłym sezonie uda nam się najpewniej utrzymać zarówno liczbę produkcji, jak i ich poziom. Jeszcze trzy lata temu spektakle w TVP były robione szybko i za nierealne budżety. Wynikało to z niewiary decydentów w sens misji publicznej. Decyzja obecnego prezesa telewizji o zwiększeniu finansowania ambitnych projektów, rozmowy wewnątrz telewizji o tym, jak można odświeżyć formułę Teatru TV, większe zaangażowanie i współpraca innych agencji TVP – to zmienia podejście do teatru wewnątrz tej dużej korporacji, jaką jest Telewizja Polska.

I co, naprawdę się zmieniło?
– Zmieniło się. Zarówno, jeżeli chodzi o jakość, ale też poruszane tematy. Kiedy w pierwszym roku uruchamialiśmy niektóre produkcje, usłyszałem, że będę ekskomunikowany. Ze smutkiem konstatuję, że nadal nie jestem. Publiczność oczekuje oprócz rozrywki również poważnej rozmowy. I budowania przestrzeni, która wychodzi poza polaryzację, ogarniającą już chyba wszystkie sfery życia publicznego.

O jakich spektaklach pan mówi?
– O takich jak „Prałat” czy „Jak nie zabiłem swojego ojca”. Rozmowy po ich emisji, nawet jeżeli były dla niektórych mocne czy wchodziły w rejony mogące budzić kontrowersje, były potrzebne i w stu procentach spełniały definicję misji publicznej. Obecnie politycy i media w zdecydowanej większości odpuścili sobie rozmowę. Liczy się cyrk. Przy okazji warto wspomnieć, że Jacek Kurski miał przecież ambicje, żeby Teatr Telewizji był wartościowy i był mocną jednostką produkcyjną wewnątrz TVP. No ale zapału,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Normalne złodziejstwo

Jak cwaniak z kryminalistą pod patronatem Mateusza Morawieckiego i Piotra Glińskiego zrobili skok na kasę

„Otrzymali blisko milion złotych z dotacji NIW i KPRM na organizację obozów młodzieżowych, wydarzeń patriotycznych, stypendiów i wydawanie książek historycznych. Pieniądze w dużej mierze trafiły na prywatne konta Miłosza Manasterskiego, Tomasza M., ich żon oraz członków ich rodzin. (…) Trudno o większą gangsterkę niż zgarnięcie na prywatne konta setek tysięcy złotych przeznaczone na wakacyjne obozy dla dzieci. Trudno o większą obłudę niż pozorowanie działań patriotycznych i przelewanie kasy na własne konto”, napisał na portalu X Michał Braun, dyrektor Narodowego Instytutu Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego (NIW-CRSO).

Usłużny komentator

Miłosz Manasterski i Tomasz M. to ludzie ściśle związani z poprzednią ekipą. Ten pierwszy przez wiele lat był dyrektorem domu kultury w podwarszawskich Łomiankach. Gdy PiS doszło do władzy, został dyżurnym komentatorem TVP. Wypowiadał się na wszystkie tematy. Słynął ze szczucia na przeciwników PiS i absurdalnych wywodów m.in. o tym, że wykorzystywanie przez ówczesnego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego i innych dygnitarzy samolotów rządowych do prywatnych celów „przekłada się na rozwój gospodarczy”. Jak ujawnił europoseł Krzysztof Brezja, za opowiadanie takich idiotyzmów Manasterski (podobnie jak kilkunastu innych tzw. komentatorów) dostawał pieniądze z TVP. Manasterski przedstawia się jako prezes Związku Pisarzy Katolickich i prezes Agencji Informacyjnej – marginalnego portalu z mocno nieświeżymi newsami. „Za wybitne osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju działalności zawodowej i społecznej, za zasługi dla wolnej Polski” został odznaczony przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Oszust, zabójca psa, przemocowiec

Tomasz M. uchodzi za człowieka byłego wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego. W 2021 r., mając nieco ponad 30 lat, M. został dyrektorem słynnego Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, gdzie powstały kreskówki m.in. o Reksiu, Bolku i Lolku i Baltazarze Gąbce. Ludzie z branży nie mogli pojąć, jak chłoptaś bez jakiegokolwiek doświadczenia i kompetencji w produkcji filmowej wygryzł z dyrektorskiego stołka cenionego w środowisku reżysera Andrzeja Orzechowskiego (zwolniono go telefonicznie). Gdy dziennikarze zapytali Tomasza M. o jego zawodową przeszłość, ten odmówił odpowiedzi, zasłaniając się… konstytucją.

Nowy dyrektor rozpoczął rządy od zakupu ekspresu i trzech paczek galicyjskiej kawy oraz zatrudniania znajomych – też bez jakichkolwiek kompetencji. Studentka została np. specjalistką ds. inwestycji, a rzecznikiem prasowym – działacz propisowskiej Fundacji Służba Niepodległej. Jednak po dwóch miesiącach minister Gliński odwołał Tomasza M. „z powodu utraty zaufania”.

Wyszło na jaw, że dyrektor ma bogatą kartotekę kryminalną. Był karany m.in. za oszustwo i poświadczenie nieprawdy, zabicie psa i znęcanie się nad partnerką, której o mało nie zatłukł młotkiem (prokuratura oskarżyła go o usiłowanie zabójstwa). Za wszystkie popełnione przestępstwa Tomasz M. został skazany na trzy lata więzienia. Wyrok był

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Media Wywiady

Media publiczne, czyli jak nas ograli politycy

Prof. Stanisław Jędrzejewski – socjolog, medioznawca, profesor nauk społecznych, dyrektor Programu I Polskiego Radia (2003-2005), członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (2005), przewodniczący Rady Nadzorczej Polskiego Radia (2011-2016). Zastępca przewodniczącego Komitetu Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach PAN. Rozmawia Robert Walenciak

Media publiczne są w poważnym kryzysie – to pańskie słowa. Co to znaczy „poważny kryzys”?
– To znaczy, że ten kryzys jest wielostronny. Obejmuje nie tylko finansowanie, bo zwykle na tym obserwatorzy się skupiają.

Szefowie mediów publicznych zawsze mówią, że brakuje pieniędzy. No, może z wyjątkiem Jacka Kurskiego…
– Za czasów PiS i Jacka Kurskiego media publiczne były finansowane poprzez budżet państwa i państwowe spółki, a nie ze środków publicznych. A dziś dotacje są uznaniowe. Jeszcze do tego transze abonamentu są wstrzymywane przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Jest to więc kryzys bardzo dokuczliwy i bardzo poważny. Ale są i inne – kryzys programowy, technologiczny, kryzys zaufania…

 

Kto płaci, ten zamawia muzykę

 

A jeśli chodzi o dzisiejszą Polskę – mamy media publiczne czy są to media partyjne?
– To są, myślę, media państwowe. Nie partyjne, nie publiczne, tylko państwowe.

Dlaczego?
– Są kraje, takie jak Wielka Brytania czy Niemcy, gdzie widzowie są karni i płacą abonament. W związku z tym i BBC, i ZDF funkcjonują rzeczywiście jako media publiczne, finansowane ze środków publicznych. Ale w wielu krajach ludzie nie chcą płacić abonamentu, jest więc tendencja, żeby to były opłaty poprzez budżet. A jeżeli poprzez budżet, to media muszą zabiegać o pieniądze, o dotacje. Wtedy stają się bezbronnym podmiotem wobec partii rządzącej, bo to ona podejmuje decyzje finansowe.

Politycy ograli więc dziennikarzy?
– Myślę, że tak.

Czyli Platforma z PiS walczą na śmierć i życie, ale w jednej sprawie są zgodne: przyjęły, że kto rządzi, ten ma media.
– Dokładnie tak jest. Kto płaci, ten wymaga, prawda? Albo – gra się taką muzykę, jaką zamawia płacący. Są różne powiedzenia, bardzo bliskie… To nie jest uwikłanie partyjne, tylko uwikłanie państwowe. Odróżnijmy to – media publiczne nie są definiowane wyłącznie przez źródło finansowania,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Media

TVP a oczekiwania lojalnego widza 60+

Wierna widownia w poszukiwaniu głosu

97% Polaków powyżej 60. roku życia regularnie ogląda telewizję linearną. Średnia dzienna oglądalność w tej grupie sięga 346 minut, czyli ponad pięć i pół godziny. Dla porównania – widzowie w wieku 20-24 lata poświęcają telewizji zaledwie 62 minuty dziennie. Te statystyki nie są jedynie suchym odzwierciedleniem nawyków konsumpcyjnych. To portret pokolenia, dla którego ekran telewizora stanowi okno na świat, podstawowe źródło informacji, rozrywki oraz formę codziennego rytuału i strukturyzacji czasu. W kontekście danych wskazujących, że 36% seniorów często lub bardzo często odczuwa samotność, rola telewizji jako „dźwięku w tle”, świadka dnia powszedniego i substytutu kontaktu nabiera jeszcze głębszego znaczenia.

Jest więc naturalne, że TVP powinna szczególnie tę grupę doceniać. Po pierwsze, dlatego że widzowie 60+ stanowią prawie 10-milionową społeczność i są filarem oglądalności. Po drugie, tego wymaga misja telewizji publicznej, takie są oczekiwania społeczne. Czy z tego zobowiązania TVP wywiązuje się w wystarczającym stopniu? Mamy wątpliwości.

Między deklaracjami a rozproszeniem

16 grudnia 2025 r. podczas posiedzenia jednej z komisji sejmowych przedstawiciele TVP zadeklarowali, że niemal 18% treści antenowych ma charakter senioralny. Wartość procentowa robi wrażenie, jednak jej interpretacja wymaga rozwinięcia. Te 18% obejmuje bowiem i programy w pełni przeznaczone dla seniorów, i takie, w których tematyka wieku starszego jest jednym z wielu poruszanych wątków.

Do gamy formatów skierowanych wyraźnie do starszego odbiorcy należą bezsprzeczne hity, takie jak „Sanatorium miłości” (przewidziana jest kontynuacja jako errata pod tytułem „Życie po sanatorium”) czy „The Voice Senior” w TVP 2. Na antenach regionalnych, takich jak TVP Warszawa, emitowany jest interaktywny program na żywo „Srebrny telefon”, stanowiący bezpośrednie łącze między widzami a ekspertami. TVP Info oferuje również „Drugie śniadanie”, program określany niekiedy jako śniadaniówka dla seniorów.

Tematyka senioralna wybrzmiewa także w programach, które nie są nastawione konkretnie na osoby starsze – w magazynach porannych, talk-show czy audycjach publicystycznych głównych anten, gdzie wśród innych tematów porusza się kwestie praw, zdrowia i aktywności osób 60+. Ta wszechobecność ma dwojaką naturę. Z jednej strony, jest zaletą, integrując problematykę wieku starszego z głównym nurtem programowym i podnosząc jej społeczną rangę. Z drugiej jednak – rodzi uzasadnione pytania o strategiczną spójność, konsekwencję oraz głębię podejścia. Czy model oparty na pojedynczych formatach, uzupełniony wątkami „przy okazji”,

Dr Aleksandra Chmielewska – medioznawczyni i badaczka technologii, wykładowczyni Uniwersytetu Warszawskiego (WDIB) oraz adiunkt Akademii Mazowieckiej w Płocku. Specjalizuje się w personalizacji mediów, danych RPD i zastosowaniach AI w telewizji oraz w politykach publicznych rynku medialnego

Dr Marlena Kondrat – prezes Krajowego Instytutu Gospodarki Senioralnej, pracownik dydaktyczno-naukowy Uniwersytetu Warszawskiego oraz wykładowczyni Uniwersytetu Civitas. Naukowo zajmuje się wpływem silver tsunami na procesy gospodarcze oraz zarządzaniem różnorodnością pokoleniową w organizacjach

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Kublik z promocją Syguta

Obsadzony przez PO w roli dyrektora generalnego TVP Tomasz Sygut, grabarz telewizji nibypublicznej, wykazał się poczuciem humoru. Malutkim i – jak na grabarza przystało – wisielczym. W promocyjnej gawędzie z Agnieszką Kublik z „Gazety Wyborczej” pochwalił się, że „TVP przestała być obciachowa”.

No bo jakże telewizja Syguta może być obciachowa, skoro dorabia w niej tyle osób z „Gazety Wyborczej”? A brak krytyki zapewniają Sygutowi liczne ekipy z prorządowych mediów.

Płaci podatnik. I nawet nie wie, za co, bo TVP jest teraz kopią Syguta. Nudna, miałka i politycznie lizusowska.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Media

Prezesi. Krótka historia TVP. Część 3

Milczenie i kombinowanie to pierwszy stopień do telewizyjnego raju

Część trzecia zamyka poczet prezesów TVP. Znów warto spojrzeć prawdzie w oczy i zobaczyć, kiedy telewizja przeżywała najlepszy okres i kiedy powstawały najlepsze programy, a co działo się w ostatnich latach. Pod znakiem zapytania wciąż stoi jej przyszłość, bo kandydatów na stanowisko prezesa jest wielu.

ROMUALD ORZEŁ
od grudnia 2009

Kolejny prezes porozumienia PiS-SLD-Ordynacka. Reporter z Gdańska, znalazł ukryte dokumenty z Grudnia ‘70. W dniach katastrofy i żałoby smoleńskiej nie wtrącał się w program. Żaden polityk nie śmiał wówczas dzwonić i TVP działała profesjonalnie.

Ofiara walki politycznej, wykiwany przez SLD. Został obalony przez radę nadzorczą jak w mrocznym thrillerze. Zamach potwierdzały dziwne paski na wszystkich antenach wprowadzane przez spiskowców, ogłaszające jego koniec i nowy Dzień Zwycięstwa.

WŁODZIMIERZ ŁAWNICZAK
2010

Prezes na cztery miesiące. Ordynacka. Trafny wybór, człowiek bez skaz charakterologicznych. Specjalista od reklamy wyrzucony za prezesa Dworaka przez członka zarządu, śliskiego typa, który był właścicielem kamienicy na Noakowskiego w Warszawie. Ławniczak znał się na swojej robocie, umiał zarabiać na reklamie, odstawiał polityków, organizował konferencje prasowe. Niestety, zmarł przedwcześnie. Gwiazdor Ziemiec na prośbę o wygłoszenie w imieniu TVP pożegnania w katedrze polowej, bo nadawał się do tej roli, wykręcił się brakiem czasu. Powstała nagroda im. Ławniczaka, wręczana podczas dorocznej gali Teatru Polskiego Radia, za twórczość łączącą radio z telewizją. Laureatami zostawali Janusz Zaorski, Janusz Głowacki czy Stanisław Brejdygant. Później, podobnie jak nagroda im. Drawicza, została zlikwidowana wiadomo przez kogo.

BOGUSŁAW PIWOWAR
2010/2011

Awans niespodziewany, bo nie było nikogo innego pod ręką. SLD, Ordynacka, licho wie. W gabinecie bawił się Glockiem 9 mm. Miał plan na Teatr Telewizji. „Teatr Telewizji widzę ogromny!” – takie słowa wymyślił. Wielbiciel prognozy pogody. Promotor Daniela Gorgosza, współczesnego likwidatora. Doszło wówczas do konfliktu o niedbałe odśnieżanie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Media

Prezesi – Krótka historia TVP. Część 2

Drawicz odszedł z godnością, Kwiatkowski był wizjonerem, a Wildstein okazał się szkodnikiem medialnym

Przez lata poznałem prawie wszystkich prezesów Telewizji Polskiej. Jak już pisałem (nr 52/2025), jedni przyjmowali, drudzy wyrzucali, a czasami sam odchodziłem wkurzony. Prezesi TVP to cały kalejdoskop, od ludzi mądrych i uczciwych po sprzedajne typy. Czytając ich historię, można odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego obecna TVP bankrutuje programowo i traci widownię. Zapraszam do lektury drugiej części pocztu prezesów telewizji publicznej.

ANDRZEJ DRAWICZ
wrzesień 1989-styczeń 1991

Prezes z przypadku, mianowany przez premiera Tadeusza Mazowieckiego. Kolejni kandydaci odmawiali: Maciej Szumowski, bo był w PZPR, Marcin Król wolał pisać w „Tygodniku Powszechnym”, Maciej Iłowiecki nikogo by nie zwolnił. Drawicz, tłumacz literatury rosyjskiej, fighter z dawnego STS, powiedział: „Czemu nie?”. Odważny człowiek, samotnie wchodził do propagandowej twierdzy. Miał jednak ręce związane ustaleniami Okrągłego Stołu i dwóch dyrektorów generalnych – jeden od Wałęsy, drugi od PZPR – na te ręce mu patrzyło. Zwolnił albo odsunął ledwie kilka osób z „Dziennika Telewizyjnego”.

W ciągu 10 dni powstały „Wiadomości”. Redakcji zapewnił niezależność, bronił przed atakami nowej władzy, która dopominała się wpływu na informacje. Minister Jacek Kuroń domagał się zakazu pokazywania w „Wiadomościach” strajków rolniczych, sam wygłaszał pogadanki. Redakcja na placu Powstańców w Warszawie broniła się skutecznie, wydając oświadczenia. Psu na budę, po latach wiemy, jak się skończyło. Drawicz miał wpływ na przebieg wizyty pierwszego niekomunistycznego premiera w Moskwie i Katyniu. Poznał premiera z Sacharowem.

Wściekle atakowany przez ludzi Lecha Wałęsy, którzy chcieli dostępu do miodu. Odważnie przeciwstawił się przewodniczącemu Solidarności przyprowadzonemu do studia na Woronicza przez swoich działaczy. Wyli, krzyczeli na prezesa. Nikt nie zauważył powstającego wirusa nienawiści. Po wyborach prezydenckich zwolniony natychmiast przez nowego prezydenta. Odszedł z godnością. Napisał wspomnienia o TVP. Za prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego wręczano nagrodę jego imienia.

MARIAN TERLECKI
do października 1991

Prezes z Gdańska, od Wałęsy. Reporter, autor „Pomnika”, pierwszego dokumentu o wydarzeniach grudniowych emitowanego poza cenzurą w TVP w grudniu 1980 r. Inteligentny, ale na prezesa się nie nadawał. Wprowadził „Polskie Zoo”, okropny serial kukiełkowy, w którym podlizywano się politykom. Miał szalonych doradców i złych kolegów. Pierwsza zasada każdego prezesa: uważać na doradców, zbadać ich IQ. Prezes Marian był na spotkaniu towarzyskim w prywatnym mieszkaniu, pił wódeczkę, kiedy wyszedł i wsiadł do służbowego wozu, zaraz za rogiem został zatrzymany przez policję. Stary numer. Musiał odejść.

JANUSZ ZAORSKI
pół roku, do maja 1992

To również ręka Wałęsy. Po raz pierwszy prezesem został twórca, artysta, reżyser wielkiej „Matki Królów”. A wiceprezesem Barbara Borys-Damięcka, znająca telewizję jak własną kieszeń; zaczynała pracę od stanowiska operatora wielkiej kamery studyjnej.

Zaorski to likwidator Radiokomitetu, właściwie przełożony Bronisława Borkowskiego, doświadczonego likwidatora od Polskich Nagrań. Tygiel polityczny wciąż bulgotał i premier Jan Olszewski podziękował prezesom. Ale na krótko.

ZBIGNIEW ROMASZEWSKI
dwa tygodnie, do czerwca 1992

Jako prezes był bez szans, musiałby się oprzeć na doradcach, co w TVP kończy się katastrofą. Zasłużony, kryształowy działacz Solidarności. To Romaszewski uruchomił podziemne radio. Niech tak będzie medialnie zapamiętany.

JANUSZ ZAORSKI
1992/1993

Comeback! Zaorski rządził do rozwiązania Radiokomitetu 31 grudnia 1993 r. Dbał o firmę i swoje interesy. Likwidacja wynikała z wejścia w życie ustawy medialnej, która obowiązuje do dzisiaj z ponad 60 nowelizacjami. To jakieś światowe kuriozum. Likwidację przeprowadzono z 31 grudnia na 1 stycznia 1993 r. Publiczna TVP powstała jak niegdyś KRN w noc sylwestrową, co warte zapamiętania. Pracownicy Radiokomitetu otrzymali wymówienia z odprawami i jednocześnie podpisywali nowe umowy o pracę z TVP jako spółką skarbu państwa. Tak w ciągu minuty narodziła się telewizja publiczna, dokładnie taka sama jak dzień wcześniej. Ale zmienił

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Media

Prezesi. Krótka historia TVP

Czytając tę historię, można odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego dziś TVP bankrutuje programowo i traci widownię

Poznałem ich przez lata prawie wszystkich. Jedni przyjmowali, drudzy wyrzucali, czasami wkurzony sam odchodziłem. Zestaw postaci jak w salonie figur woskowych, od ludzi mądrych i uczciwych po sprzedajne typy. Czytając tę historię, można odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego dziś TVP bankrutuje programowo i traci widownię. Dlaczego w takim kształcie nie ma przyszłości. Warto spojrzeć prawdzie w oczy i zobaczyć, kiedy miała najlepszy okres i powstawały programy emitowane do dzisiaj. Ciąg dalszy tej historii łączy jedno: poniewieranie pracownikami, niszczenie pamięci korporacyjnej i egoizm grup przejmujących władzę. Za prezesury Jacka Kurskiego w 2022 r. miał miejsce jubileusz 70-lecia firmy. Na antenach przelewały się kłamliwe programy, wycięto ludzi, którzy przez lata ją tworzyli: artystów, dziennikarzy, operatorów, realizatorów, montażystów i kierowników produkcji. Pozbawianie pracowników ich historii i tożsamości to specjalność politycznych hochsztaplerów. Dla wielu, którzy poświęcili życie zawodowe telewizji, było to nikczemne. Tak powstał w internecie ruch „Telewizja Polska – to my”. Warto poczytać wpisy.

Jacek Snopkiewicz – w telewizji od 1972 r. Otrzymał Złoty Ekran za program reporterski „Blisko i daleko”. W PRL wyrzucany tylko dwukrotnie, bo w III RP trzy razy. W 1989 r. pierwszy redaktor „Wiadomości”. Programami informacyjnymi kierował również podczas wielkiej powodzi, wizyty papieża i katastrofy smoleńskiej. Zajmował różne stanowiska i zna każdy kąt TVP. Przez wiele lat był dyrektorem Akademii Telewizyjnej, wprowadził do telewizji publicznej kodeks zasad etycznych. Od lat pracuje w Szkole Filmowej w Łodzi. Pisze książki dokumentalne i zna się na archiwach. Szefuje Stowarzyszeniu Ludzi Mediów „Woronicza 17”.

Za tydzień druga część pocztu prezesów, a w niej: Andrzej Drawicz, Marian Terlecki, Janusz Zaorski, Zbigniew Romaszewski, Wiesław Walendziak, Ryszard Miazek, Robert Kwiatkowski, Jan Dworak, Bronisław Wildstein, Andrzej Urbański, Piotr Farfał, Bogusław Szwedo, Tomasz Szatkowski…

JERZY PAŃSKI
lata 50. do 1962 r.

Nie wiadomo, kto był pierwszym prezesem, bo była telewizja, ale nie było prezesa. To zapomniany wariant, który pojawi się ponownie na końcu tej historii. Na początku telewizją kierowali inżynierowie i nikt się nie wtrącał w pokazy techniczne. Prezes Jerzy Pański pojawił się w strukturach radiofonii jako dyrektor programowy telewizji. Na radiu znał się lepiej niż jego przełożony Włodzimierz Sokorski, obaj nie znali się na telewizji. Pański odbudowywał Polskie Radio, był wydawcą w Czytelniku, zarządzał teatrami, na dodatek znał języki i był tłumaczem. Myśleli z Sokorskim jak w radiu, bo telewizję nazywano radiem z lufcikiem. Radio było potęgą, wszystko, co dobre i złe, tam się zaczyna: chamska propaganda w wykonaniu komentatorki Wandy Odolskiej (stalowy głos, język nienawiści, wskazywanie wrogów), jakże pięknie kontynuowana przez ekipę Kurskiego, ale też rozrywka i przeboje śpiewane przez Koterbską, np. „Karuzela, karuzela”, transmisje sportowe z Wyścigu Pokoju czy boksu oraz sprawozdawcy – Witold Dobrowolski i Bohdan Tomaszewski. Do tego powieść radiowa, czyli telenowela „Matysiakowie” wyludniająca co tydzień ulice.

Telewizja zaczynała skromnie. Skromnie, ale czujnie. Pański zwolnił jedną osobę. Pierwsza spikerka – miła, drobna pani z radia, „Misia”, jak do niej mówiono – zamiast powiedzieć z malutkiego studia o zakończeniu dni przyjaźni polsko-radzieckiej, użyła skrótu myślowego: „Skończyła się przyjaźń polsko-radziecka”. Dalszego ciągu na szczęście nie było, tak jak w przypadku pomyłki korektorskiej w gazecie: „Umarł towarzysz Sralin”.

WŁODZIMIERZ SOKORSKI
1960-1972

Radiofonia połączyła się z telewizją w Radiokomitet. To już nie były przelewki. „Wuj chłodek”, różnie czytany, nadawał się do tej roboty, był obyty w kulturze i w wojsku. Polityk słaby, dobrotliwy, może dlatego był ministrem kultury za Bieruta. Brr… Nikogo nie zwalniał, tylko przyjmował po znajomości, tępił w Radiokomitecie pijaków, choć sam nie wylewał za kołnierz. Prezes rozkwitu telewizji, nikt mu tego nie odbierze, nawet Bronisław Wildstein w swoich

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Media Wywiady

Sygut i zespół rekonstrukcyjny

Dziś TVP Info jest tak nudne i słuszne, że zęby bolą, jak się to ogląda

Wojciech Krzyżaniak – były dziennikarz (m.in. „Gazety Wyborczej”, Onetu, „Newsweeka”, TOK FM), analityk mediów, szczególnie telewizji

To są oficjalne dane. Jeżeli porównamy minione 12 miesięcy, według badań Nielsena najbardziej straciła w ostatnim czasie TVP 1, udziały w rynku spadły jej niemal o 10%. Jest pan tym zaskoczony?
– A czy to jest najważniejsze? Może bardziej istotne jest, by media publiczne, zamiast ścigać się z komercyjnymi na oglądalność, przyzwyczajały widzów do jakości? Spróbujmy porównać się do BBC. Wiem, że to brzmi banalnie, że to zniszczone porównanie, ale już tłumaczę, o co mi chodzi. Otóż kilka lat temu jeden z jej szefów powiedział, że najważniejsza dla niego jest jakość. Mówił to, mając na myśli najprostszego człowieka i jego proste potrzeby kulturalne, które nie są specjalnie wyrafinowane.

Czyli?
– Podam przykład. Obrażaliśmy się, jak u nas był program „Gwiazdy tańczą na lodzie”. W publicznej telewizji! A przecież to jest format BBC. Oni pierwsi to dali. To nie był prosty komercyjny występ. Tam było to coś aspiracyjnego. Byłem u nich na planie tego tańca na lodzie. Najważniejsze, co mówili: wszystko miało być piękne. Taniec, muzyka, prowadzenie. Żeby u widza rozbudzić aspiracje, żeby chciał szukać czegoś wyżej.

A u nas?
– U nas wszystko jest płaskie. Na tym samym poziomie. Dla widza nie ma różnicy między telewizją publiczną a komercyjnymi. Więc po co przepłacać? Nie ma sensu płacić abonamentu, gdy treści są miałkie.

Łatwo powiedzieć.
– Trudno zrobić. Bo do tego trzeba fachowców, a nie kolegów, prawda? Jeśli zatem pyta mnie pan o telewizyjną Jedynkę, że ma największy spadek, odpowiadam: moim zdaniem to wynika z miałkości oferty. Z braku identyfikacji tego kanału. Bo co to jest ta Jedynka? Ludzie muszą mieć poczucie, że choć płacą abonament, to warto; że dzięki temu mogą dotrzeć do treści, które same w sobie są istotne.

Faktycznie są istotne?
– Do tego zmierzałem. Jak patrzę na seriale „Drelich” czy „Pan Mama”, no sorry, ale nie sądzę, że to jest istotne. Powiem więcej, to jest nawet bardzo nieistotne. Zanim powstał „Drelich”, była książka. Świetna! Tylko to w ogóle nie jest do telewizji publicznej. To czysta rozrywka, która powinna być przypisana do telewizji komercyjnej. Nie ma nic poza warstwą zwykłej opowieści.

A co powinno być?
– Jedynka, Dwójka trzymają się serialami. Ale te, które dziś powstają,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Media

TVP Info: zmiana szefa i co dalej?

W TVP minęły dwa lata, a wyników nie ma

Z robieniem telewizji informacyjnej jest jak z robieniem drużyny piłkarskiej. Po pierwsze, trzeba mieć dobrych zawodników. Po drugie, trzeba mieć dobrego trenera i plan na mecz. I prezesa, który nie przeszkadza.

Jeśli chodzi o TVP Info, nic z tych rzeczy nie działa. Bo stacja ma malutką grupę dziennikarzy, których stać na spektakularną akcję, efektowny drybling i piękny strzał, takich, których konkurencja chciałaby podkupić. Z gwiazdami w Info jest krucho. Czyli już na starcie wygląda to słabo. A jeśli chodzi o trenera i plan na mecz, mamy trzecią ligę. Więc…

Zacznijmy od wyników. W tym przypadku są to wyniki oglądalności. Publikują je m.in. Wirtualne Media. Otóż wedle danych międzynarodowej firmy badawczej Nielsen w październiku w grupie 4+, w kategorii stacji informacyjnych lideruje TV Republika (5,58% udziału w rynku), na drugim miejscu jest TVN 24 (4,58%), a potem, daleko za tą dwójką, mamy TVP Info (1,53%), wPolsce24 (1,44%), Polsat News (1,22%) i Wydarzenia 24 (1,08%).

W grupie komercyjnej widzów (16-59 lat) pozycja TVP Info jest jeszcze słabsza. Przeliczmy zresztą te udziały, które mało komu coś mówią, na tysiące oglądających. Otóż dzienna widownia TVP Info to ok. 80-90 tys. osób (w grupie 4+). A w grupie komercyjnej, najważniejszej dla reklamodawców – 17-19 tys. A przecież Info jest powszechnie dostępne, ulokowane na najlepszym multipleksie, zasięgiem pokrywa cały kraj. I niewiele to daje. Taka jest skala obojętności.

Dodajmy jeszcze jedno – tego słabego miejsca TVP Info nie można już tłumaczyć zmianą szefów, trudnościami ani tym, że trzeba było wszystko budować od nowa. Bo jesteśmy dwa lata od zmiany władz TVP i przez te dwa lata coś powinno już zostać zbudowane. A wyników nie ma.

Miejmy też świadomość, że te wyniki powinny być. TVP jest potężną firmą. Rocznie do wydania ma ponad 3 mld zł. Owszem, woła, że to za mało, że ma potężne koszty stałe, więc musi ciąć i oszczędzać. I tak robi. Widać to doskonale – kanały tematyczne usychają, TVP Wilno i TVP Polonia to już de facto przeszłość, a TVP 1 notuje niespotykany regres. Na pewno swoją rolę w tym upadku odgrywa brak pieniędzy. Tylko że akurat jeśli chodzi o TVP Info, nie widać ani nie słychać, by tam pieniędzy brakowało.

Skupmy się teraz na trenerze. Niejako wychodząc naprzeciw rozmaitym krytykom obecnego programu, także niedawnemu materiałowi zamieszczonemu w „Przeglądzie”, kierownictwo TVP postanowiło dokonać zmiany na stanowisku szefa TVP Info. Pawła Moskalewicza zastąpił od 1 grudnia Jan Józefowski,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.