Tag "Viktor Orbán"

Powrót na stronę główną
Kraj

W internecie nic nie ginie

Po ogłoszeniu wyników węgierskich wyborów PiS zaczęło wycofywać się rakiem z bezwarunkowego poparcia dla Orbána i Fideszu. Tobiasz Bocheński stwierdził, że polityka wschodnia Orbána była całkowicie rozbieżna ze stanowiskiem PiS, Przemysława Czarnka wygrana Tiszy nie absorbuje, bo ważniejsze są sprawy krajowe, a Karol Nawrocki uważa już, że rolą prezydenta Polski nie jest komentowanie wyborów. W prawicowych mediach poszedł przekaz, że Węgry to nieduży i mało znaczący kraj. W TV Republika Michał Rachoń oznajmił, że na Węgrzech władzę stracił… Donald Tusk.

Jednak w internecie nic nie ginie. Jest choćby zdjęcie Michała Wójcika z posłankami i posłami PiS pod pomnikiem gen. Bema, z podpisem: „Budapeszt, wspieramy Viktora Orbána”. Także w mediach społecznościowych członków PiS było wiele postów wspierających węgierskiego premiera.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Bezczelna obrona złodziei

Zbyt mocno nadmuchany balon może pęknąć. Z wielkim hukiem. Tak jak na Węgrzech. Idol polskiej prawicy przegrał z kretesem. Orbán tak sobie zbudował Fidesz, że obsadzając się w roli wodza absolutnego, mógł zrobić wszystko. I mając większość konstytucyjną – robił wszystko, by władzy raz zdobytej nie oddać. Mogło mu się udać. Gdyby nie ten ostatni bezpiecznik demokracji, czyli wolne wybory. Mimo manipulacji na wielką skalę i gigantycznej przewagi w środkach wydanych na kampanię, gdy w finale ok. 80% Węgrów stanęło z kartką za kotarą – mogło zrobić wszystko.

I zrobili. Pogonili Orbána. Przede wszystkim za to, jak im się teraz marnie żyje, czyli za złą sytuację gospodarczą. W przeciwieństwie do tego, jak się żyje oligarchom, biurokracji partyjnej i krewnym Orbána. Spadały płace realne i konsumpcja, a rosło na ogromną skalę złodziejstwo. Taki system może trwać tylko wtedy,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Warszawa w Budapeszcie

Dwa dobre dni w Krakowie, jeden zimny, drugi bardziej łaskawy. Mieszkamy w Szarej Kamienicy przy Rynku, tuż obok Kościoła Mariackiego. Właścicielką kamienicy, gdzie znajduje się elegancka restauracja i ma siedzibę wiele firm, jest Krystyna A. Mieszka w Sztokholmie, ale część czasu spędza w Krakowie, doglądając swojej nieruchomości. Mówi, że to ogromnie stresujące zajęcie, ale myślę, że jeśli to dramat, to jednak luksusowy. Krystyna ma pokoje gościnne, więc nas ugościła. Nigdy nie myślałem, że będę mieszkał na krakowskim Rynku. Wernisaż w pięknym Pałacu Sztuki na Placu Szczepańskim. Trójka artystów, w tym Danusia Jaworska, też ze Sztokholmu, ma domek w pobliskiej Lanckoronie. Tytuł wystawy zaczerpnięty z mojego wiersza „Co po mnie zostanie”. Krótki wiersz, jak krótkie jest życie.

Wojtek Ornat stworzył niezwykłe wydawnictwo, specjalizuje się w tematyce żydowskiej, ale wydaje wiele innych książek, też czysto literackich. Opublikowałem u niego tomik poetycki „Epoka wymierania”. Austeria ma w dorobku ponad 300 tytułów oraz księgarnię na Sycylii, w Syrakuzach, a od niedawna w muzeum Polin. Wydawnictwo ma siedzibę w dawnej synagodze przy Szerokiej, ładny placyk na starym Kazimierzu. W liczącym klika wieków zabytkowym budynku, który jest własnością Ornata, mieszczą się oprócz wydawnictwa księgarnia i piękna restauracja. Naszedłem wydawcę bez uprzedzenia, czego teraz broń boże się nie robi. Nie miałem wyjścia. Ma przecież wydać eseje mojego ojca. Wojtek to cudowny człowiek, ale nie odbiera telefonów. Za to, jak widać, przyjmuje niezapowiedziane wizyty. Bardzo serdeczne spotkanie i obiad. Niewesołe jednak rozmowy o świecie, który zwariował. Księgarnia Wojtka w Syrakuzach ma kłopoty. Włosi są tradycyjnie lewicowi, a lewica na całym świecie potępia Izrael, co już przybiera formy antysemickie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat Wywiady

Orbán przestał obiecywać, a zaczął straszyć

Stracił rząd dusz, ale zabetonował system

Prof. Bogdan Góralczyk – politolog, hungarysta, sinolog, były ambasador w państwach Azji i były dyplomata na Węgrzech. Wykładowca w Centrum Europejskim UW oraz jego były dyrektor.

Czy na Węgrach robią wrażenie te taśmowe wizyty zagranicznych polityków? Ich głosy poparcia dla Orbána?
– Kiedyś robiły, ale już nie robią. Viktor Orbán stracił rząd dusz. Mówię o tym od września. Potwierdzają to sondaże opinii publicznej, rosnące poparcie dla opozycyjnej partii Tisza, potwierdzają ostatnie wiece. Równocześnie nie mam złudzeń: Viktor Orbán tak mocno zabetonował system, że nawet gdyby Tisza wygrała, wcale nie musi rządzić skutecznie, bo będzie miała rzucane kłody pod nogi. Widzimy, jak to jest w Polsce, a tam opór byłby dużo większy.

Cesarz z Hatvanpuszty

Dlaczego Orbán stracił rząd dusz? Co się stało?
– 16 lat, non stop, rządzi! I to konstytucyjną większością!

Więc?
– Obiecywał Eldorado, że Węgry będą kwitnące, MAGA w wersji węgierskiej, i nie dowiózł. Węgry są od dwóch lat na granicy recesji i dzierżą dwa rekordy europejskie. Pierwszy: mają największą inflację, w tym na towary żywnościowe, a tam VAT wynosi 27%, jest najwyższy w Europie. Drugi: mają największą korupcję. Lider Tiszy, Péter Magyar, dotarł do Węgrów z tymi informacjami, pokazał im skalę korupcji. Pojawił się na scenie publicznej dwa lata temu i w ciągu pół roku z jego inicjatywy powstał film „Dynastia”. Każdy może go obejrzeć. Jest poświęcony najstarszej córce Orbána, Ráhel, i jej mężowi Istvánowi Tiborczowi, który ma 40 lat i jest jednym z najbogatszych Węgrów.

W 2025 r. jego majątek szacowany był na 151,5 mld forintów, ok. 1,6 mld zł.
– Wszystkie największe hotele w Budapeszcie do niego należą, łącznie ze słynnym Hotelem Gellért. To wszystko jest jego własnością. Ten film w 9,5-milionowych Węgrzech ma ponad 4,5 mln wejść. Czyli nikt nie może powiedzieć, że nie wie, o co chodzi. Na początku tego roku pokazano inny film. Jego tytuł to „Csapda”, czyli pułapka, poświęcony szefowi banku centralnego, a tak naprawdę głównemu doradcy gospodarczemu Orbána – Györgyowi Matolcsyemu. Jego syn Ádám z kolegami ze szkoły średniej, bo nawet studiów nie pokończyli, przekręcili 400 mld forintów. To 4 mld polskich złotych, ponad 1 mld dol. Przekręcili i uciekli do Dubaju, tam sobie pokupowali apartamenty. Ten film miał już 1,5 mln wejść.

Te filmy odniosły efekt?
– W czasie ostatniego święta narodowego 15 marca były dwa wiece. Jeden rządowy – Viktora Orbána, drugi Tiszy – Pétera Magyara. Oba obejrzałem. Magyar zdefiniował premiera jako „Cesarza z Hatvanpuszty”.

Hatvanpusztai császár…
– Chodzi o stary park na pograniczu Alcsútdoboz, wsi, w której Orbán się urodził. W tym parku stał stary, zrujnowany przez realny socjalizm pałac po Habsburgach. Orbán odnowił go, mocno rozbudował, pobudował stajnie, wypuścił zebry, o czym było głośno. Do tego dodał baseny, jest biblioteka jak watykańska, z freskami na suficie. Ta własność należy niby do ojca Orbána, Győzö, który jeszcze żyje, ale każdy wie, że to własność Klanu i premiera. Z kolei najbogatszym Węgrem jest Lőrinc Mészáros, były inkasent gazowy, a potem sołtys rodzinnej wsi Orbána, Felcsút, położonej kilka kilometrów od Hatvanpuszty. Mówią o nim, że to słup Orbána.

Jak Węgrzy zestawią swoją siermiężną codzienność, bo kraj od lat balansuje na granicy recesji, z ostentacją rodziny Orbána, oligarchami i niesamowitym korupcjogennym systemem, to mamy wyjaśnienie, dlaczego Orbán przestał obiecywać, a zaczął straszyć. W efekcie wystąpienie Orbána 15 marca br. polegało na tym, że najczęściej używanym terminem w czasie 20-minutowej przemowy było háború – wojna. A wrogiem nie był Magyar, mówca w ogóle go nie wymienił, natomiast wrogami byli kolejno: Kijów, Zełenski, Ukraina, Unia Europejska i Ursula von der Leyen.

Putina nie wymienił.
– Putin, Rosja – nie ma u niego takich tematów. Wiec Pétera Magyara był trzykrotnie większy. Tłum skandował „Ruszkik haza!” – „Ruscy do domu!”, czyli to, co Orbán na tym samym Placu Bohaterów krzyczał w roku 1989. Magyar mocno zaprzeczył głównemu hasłu rządowej propagandy, że Tisza to partia wojny. Mówił: my nie chcemy wojny, my nie jesteśmy partią wojny. Nazwał Orbána zdrajcą, zarzucił mu, że sprzeniewierzył się wszystkim hasłom, które na tym samym placu głosił w 1989 r. Na mównicy, z której Magyar przemawiał, widniało hasło: „Most vagy soha!”, „Teraz albo nigdy!”. To strofy Sándora Petőfiego z 1848 r. Teraz albo nigdy. Albo wygramy, albo Orbán będzie już nam panował dożywotnio.

Mnóstwo ludzi chce, żeby był dożywotnio.
– System jest tam mocno zabetonowany. Ludzie Orbána są wszędzie, we wszystkich instytucjach. Oni i ich rodziny są beneficjentami obecnego reżimu. Boją się rozliczeń. Czyli, jakkolwiek by patrzeć, 30-33% głosów Orbán ma pewnych. Ale reszta jest do zdobycia.

Kto za Magyarem, kto za Orbánem

Właśnie! Kampania wyborcza nie zmieni nastrojów? Orbán ma wszystkie media.
– Ale Péter Magyar, jeżdżąc po kraju, to obszedł. Dotarł do ludzi. Orbán popełnił duży

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Czym pachnie świat

Nawrocki pojechał do Budapesztu, do Orbána, który, daj panie boże, zaraz przegra wybory. Ratował twarz, wołając, że Putin to zbrodniarz. To dlaczego przytula się do przyjaciela Putina? Perwersja. Zaczepiony pytaniem przez polskiego dziennikarza ruszył na niego pochylony, jakby się brał do bicia: z byka go! Taka o nim prawda.

Musiało minąć kilkadziesiąt lat, zanim spoczciwiał nam gen. Jaruzelski. A przecież wywrócił milionom Polaków, mnie też, życie do góry nogami. Duda na tle Nawrockiego spoczciwiał już po kilku miesiącach. Owszem, pajac i kabotyn, ale czasami stawiał się Prawu i Sprawiedliwości i prezes go znielubił, co też trzeba Dudzie zaliczyć na plus.

Znamienne, że cała ta prawicowa formacja, więc złowroga trójca, radykalizuje się rok po roku, a nawet miesiąc po miesiącu. Wyjście z Unii już majaczy na horyzoncie. Ludzie o liberalnych poglądach też się radykalizują, ja na pewno, co zawsze zaciemnia widzenie. Nie ma już właściwie myślącego środka, a bezmyślny jest duży. To ludzie bez poglądów i bez właściwości. I to o nich toczy się teraz bój. Szarpanie zwłok. I nawet zdarzają się czasami zmartwychwstania.

 

Zawarte w Niemczech przez gejów Polaków małżeństwo uznane przez polski sąd. Nadal jednak takich małżeństw w Polsce nie można zawierać. I zaczyna się propagandowy galop. Prawica woła, że Unia nas gwałci na sodomicki sposób. Patrzcie, jaka zwierzęca ta Bruksela. Polska to ostoja moralności w Europie. Kaczyński i Czarnek plują jadem – „Tusk realizuje agendę niemiecką”,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Epidemia wrogości 

Człowiek przecież wie, że jak będzie żarł za dużo i pił szkodliwie, wątroba mu się stłuści, brzuch urośnie, potencja spadnie, ryzyko śmiertelnych chorób wzrośnie. A jednak patrzy na ten swój bebzun każdego dnia i wciąż żywi przekonanie, że śmierć to inni, obiecuje sobie, że w razie czego, jak już będzie naprawdę źle, weźmie się za siebie. Nie widzi durny, że przecież już jest źle, już jest chodzącą bombą, która w każdej chwili może eksplodować. Diagnoza raka, wylew albo zawał już mu wiszą u pasa, już przycupnęły obok duszy na ramieniu, a mimo to żre i chleje dalej, bo – jak to mówią fachowcy – człowiek musi osiągnąć swoje dno, żeby się wyrwał ze złych nawyków lub co gorsza ze szponów nałogu.  

Tak też postrzegam dzisiaj ludzkość nabrzmiałą od nienawiści, skorą do tego, by powierzyć władzę ekstremistom, dającą codzienny upust jadowi w sieci, nabuzowaną i podminowaną jak Nawrocki po konferencji w Przemyślu – ludzie na siebie szczują i plują na porządku dziennym i myślą, że w razie czego jakoś to się rozejdzie po kościach, że oberwie się komu innemu. Co tam wojna jedna z drugą, ciągle przecież są jakieś wojny, ciągle gdzieś tam się przesuwa front, ale jakoś to od 80 lat szczęśliwie się nie rozlewa na cały świat, a nawet gdyby się rozlało, to przecież dziadowie nasi wojnę przeżyli, niektórzy to nawet i dwie, wojna to nie koniec świata, ludzie czasem muszą dać sobie po mordzie, poczyta się o tym w gazetach, poogląda w telewizji, może nawet gdzieś ktoś znajomy kogoś straci w jakiejś bitwie, 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

O co chodzi w wojnie Nawrockiego z rządem?

Walczy z Tuskiem i marzy o Rzeczypospolitej prezydenckiej

To widzimy: istniejący w Polsce system władzy Karolowi Nawrockiemu nie wystarcza, rozpycha się więc w nim, uzurpując sobie coraz więcej kompetencji.

„Prezydentowi Nawrockiemu wyraźnie uwiera gorset nałożony przez Konstytucję. Chciałby być rządem, sądem i prokuratorem”, komentował te starania na platformie X szef MSWiA Marcin Kierwiński. I nie są to zarzuty na wyrost.

Nawrocki chciałby być nad-rządem. Pilnować premiera, narzucać mu program działania i go rozliczać. Temu służyły zwoływane przez niego rady: Rada Gabinetowa i Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Skończyły się dla prezydenta klapą. 27 sierpnia, podczas pierwszej (i ostatniej) Rady Gabinetowej, w zderzeniu z Donaldem Tuskiem Nawrocki poległ. Próbował rozliczać rząd, ale szybko mu przypomniano, jakie ma uprawnienia. Dyscyplinowaniu rządu i koalicji miała też służyć Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Ostatnia miała miejsce 11 lutego. I jeżeli ją pamiętamy, to z awantury między Nawrockim a marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym.

Nawrocki chciał też kierować armią i służbami specjalnymi. Wzywał więc do Pałacu Prezydenckiego szefów służb. To też skończyło się klapą, szefowie na spotkanie nie przyszli. W rewanżu Nawrocki odmówił podpisania nominacji na pierwszy stopień oficerski 136 funkcjonariuszom ABW i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Ostatecznie doszło do spotkania szefów służb z prezydentem, ale zaproszono na nie również ministra obrony i ministra koordynatora ds. służb specjalnych. A co do nominacji oficerskich, prezydent zapowiedział, że każdy wniosek będzie rozpatrywał „indywidualnie”.

Karol Nawrocki ingeruje także w obszar trzeciej władzy. Odmówił podpisania nominacji sędziowskich 46 sędziom. Chce mieć władzę nad sędziami, by się pilnowali, czy ich orzeczenia spodobają się prezydentowi, czy nie.

W tym kontekście jego weto do ustawy o KRS można uznać za detal. Natomiast detalem na pewno nie będzie to, czego się spodziewamy w związku z wyborem przez Sejm sześciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. A spodziewamy się – mówią o tym politycy PiS – że prezydent odmówi przyjęcia ich ślubowania. To będzie oznaczało, że konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego eskaluje i że Nawrocki jest tej eskalacji głównym winowajcą.

Prezydent chce też rządzić polityką zagraniczną. Nie podpisuje nominacji ambasadorskich i żąda uzgadniania z nim nazwisk ambasadorów. Do tego deklaruje, że niektórym nominacji nigdy nie podpisze. Próbuje kształtować polską politykę zagraniczną, zarówno jeśli chodzi o stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, jak i w ramach Unii Europejskiej. Pałac Prezydencki wciąż usiłuje zmonopolizować kontakty z USA i z Donaldem Trumpem. Wmawiając nam przy tym, że Karol Nawrocki ma znakomite relacje z amerykańskim prezydentem. To oczywista bujda, ale służy do rozpychania się.

Jeśli chodzi o Unię Europejską, prezydent już wiele razy dał się poznać jako jej przeciwnik i polityk podgrzewający antyunijne nastroje. Podczas wizyty w Czechach, w listopadzie, wygłosił na Uniwersytecie Karola referat na temat przyszłości UE. Krytykował w nim obecną Unię za zbytnią „centralizację” i m.in. opowiadał się za zniesieniem stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej i za zmianą w systemie głosowania w Radzie UE. To była ta powtarzająca się fraza o Unii jako luźnym związku,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Jedni się boją, drudzy nie

Polska ma kłopot z ambasadorem USA Thomasem Rose’em, który zaczął przybierać pozę namiestnika. I to, jak Polska będzie sobie z tą sytuacją radzić, wiele nam o niej powie.

Miejmy świadomość, że nie jest to jakaś nadzwyczajna sprawa. Amerykańscy ambasadorowie mają skłonność do prób dyrygowania miejscowym rządem. Poprzednicy Rose’a, Mark Brzezinski i Georgette Mosbacher, też nie byli od tych inklinacji wolni, choć zachowywali więcej zręczności.

Hm… To nie jest wzór, ale dobrze o tym wiedzieć. Otóż kilka wojen z ambasadorami USA przetrenował… Viktor Orbán. Jedna zaowocowała nawet książką. Nosi ona tytuł „Madam Ambassador”, a jej autorką jest Eleni Kounalakis, która w latach 2010-2013 była ambasadorem USA w Budapeszcie. Wcześniej była prezesem jednej z największych kalifornijskich firm zajmujących się zagospodarowaniem przestrzennym, AKT Development Corporation. A jednocześnie liczącą się działaczką Partii Demokratycznej. Była więc, jeśli chodzi o dyplomację, absolutną amatorką i jako taka wysłana została na Węgry.

W recenzji jej książki o Węgrzech zamieszczonej w „Washington Post” możemy przeczytać: „Kounalakis była świadkiem upadku tego, co niegdyś było najbardziej obiecującą nową demokracją w byłym bloku sowieckim. Neofaszyści zostali wybrani do parlamentu. Premier Viktor Orbán przewodniczył pracom nad nową konstytucją i uchwaleniem setek ustaw podważających niezależność sądownictwa, służby cywilnej i mediów. Antysemityzm narastał. W swoich wspomnieniach »Madam Ambassador« Kounalakis opisuje staczanie się Węgier w stan,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Mocny w gębie

Sędzia Dariusz Łubowski z Sądu Okręgowego w Warszawie powinien zrzucić togę i zająć się polityką

Dariusz Łubowski był niemal bogiem w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Od 2018 r. jako kierownik sekcji postępowania międzynarodowego do spraw z zakresu prawa karnego jednoosobowo decydował o stosowaniu europejskiego nakazu aresztowania (ENA). Taka patologiczna sytuacja nie przeszkadzała Zbigniewowi Ziobrze. Pewnie dlatego, że sędzia nie tylko wydawał wyroki po myśli pisowskiej władzy, ale uzasadniał je zgodnie z przekazem partyjnym, recenzując przestrzeganie praworządności w państwach Unii Europejskiej.

Wrogie zachowanie Niemiec

Jesienią 2025 r. Łubowski został okrzyknięty bohaterem narodowym, bo odmówił ekstradycji do Niemiec i zwolnił z aresztu Ukraińca Wołodymyra Żurawlowa podejrzewanego o wysadzenie gazociągów Nord Stream. Zdaniem sędziego, nawet gdyby Żurawlow wysadził gazociągi, to nie zrobiłby nic złego, bo Nord Stream jest częścią infrastruktury krytycznej Rosji, agresora, który napadł na Ukrainę. I nie ma znaczenia, że gazociągi wysadzono w pobliżu duńskiej wyspy Bornholm i mogły tam zginąć przypadkowe osoby.

„Zniszczenie rosyjskich rurociągów i pozbawienie wroga miliardów euro wypłacanych przez Niemcy za pompowany nimi gaz miało głęboki sens militarny. Bo osłabiło potencjał zbrojny Rosji”, a „zachowanie Niemiec było z tego punktu widzenia wrogie wobec Ukrainy” – wywodził Łubowski, co zabrzmiało jak powtarzana przez polityków PiS insynuacja, że Niemcy wspierają Rosję w wojnie z Ukrainą.

Rosyjskie rurociągi nie są rosyjskie, należą do konsorcjum zarejestrowanego w Szwajcarii, w którym udziały mają: rosyjski Gazprom oraz prywatne niemieckie spółki Wintershall, E.ON Ruhrgas (obecnie Uniper) i holenderska firma Gasunie. Niedorzeczne jest twierdzenie, że zniszczenie Nord Stream osłabiło potencjał zbrojny Rosji, która czerpie gigantyczne zyski ze sprzedaży gazu do Niemiec. Rosja finansuje zbrojenia, sprzedając gaz i ropę, ale do Chin, Indii i Turcji. W lipcu 2025 r. „Rzeczpospolita” donosiła, że tylko te trzy kraje (w ciągu trzech lat od rozpoczęcia wojny w Ukrainie) wspomogły budżet wojenny Rosji kwotą ok. 400 mld euro. Tymczasem rzekomo sprzymierzeni z Rosją Niemcy przeznaczyli na pomoc walczącej Ukrainie ok. 50 mld euro i są po USA największym krajem darczyńcą pod względem politycznym, finansowym, wojskowym i humanitarnym.

W tym samym czasie gdy wysadzono Nord Stream, Polska też finansowała Putina, kupując rosyjską ropę i gaz. Politycy ówczesnej opozycji rzucali gromy pod adresem rządu PiS, a wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk tłumaczył, że Polska musi się wywiązać z podpisanych umów z reżimem Putina, bo w przeciwnym razie Rosja mogłaby się domagać odszkodowania (sic!).

Idąc tokiem rozumowania sędziego Łubowskiego, gdyby Żurawlow wysadził na terytorium Polski gazociąg jamalski lub cysterny z rosyjską ropą, nie byłby to akt terroru, ale czyn bohaterski. Absurdalnie przy tym zabrzmiały wywody sędziego na temat koncepcji wojny sprawiedliwej,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Zmierzch budapeszteńskich term?

Czy spór Orbána  z władzami Budapesztu doprowadzi do zapaści najpiękniejszych łaźni i kąpielisk w Europie

Nie ma drugiej europejskiej stolicy, która mogłaby się poszczycić tak niezwykłymi, zabytkowymi termami. Prawie dwumilionowy Budapeszt to praktycznie jeden wielki kurort. Jest tu ok. 400 źródeł z wodami magnezowymi (gorzkimi) oraz ok. 80 źródeł termalnych i mineralnych (głównie siarczanowych). Ich temperatura wynosi 50-70 st. C. Źródła termalne w Budzie tryskają na powierzchnię naturalnie, samoczynnie, a na Wyspie Małgorzaty i w Peszcie – są wiercone.

Słynne Gellért Spa w Budzie i Termy Széchenyiego w Peszcie od dziesięcioleci stanowią godną pozazdroszczenia wizytówkę węgierskiej stolicy. Łaźnie Gellérta mieszczące się w zabytkowym hotelu o tej samej nazwie (pierwszym luksusowym hotelu w Budapeszcie wyposażonym w najnowocześniejsze udogodnienia na początku XX w.) odwiedziło w zeszłym roku 420 tys. zagranicznych kuracjuszy. Wielu turystów z najodleglejszych zakątków świata przyjeżdża do Budapesztu tylko po to, by skorzystać z dobrodziejstwa tamtejszych term.

Zamknięte bez wizji otwarcia

Zamknięcie Łaźni Gellérta w październiku 2025 r. natychmiast wpłynęło na zmniejszenie liczby zagranicznych turystów odwiedzających Budapeszt. Władze węgierskie w oficjalnym komunikacie podały, że przyczyną zamknięcia był kiepski stan techniczny, który ponoć zagrażał bezpieczeństwu użytkowników. Z pewnością sporo w tym prawdy, ale jeszcze więcej prawdy o Gellért Spa przynoszą coraz liczniejsze artykuły ukazujące się w zagranicznych mediach. Te donoszą, że głównym powodem zamknięcia Gellért Spa w Budzie są narastające spory finansowe między rządem Viktora Orbána a budapeszteńskim ratuszem, który daleki jest od popierania autorytarnych rządów premiera Węgier i kłaniających się mu towarzyszy. W Budapeszcie słychać, i to coraz częściej, że dziś bardziej liczy się zysk z bylejakości niż symboliczna i historyczna tradycja, która narodziła się w czasach osmańskich.

Warto przypomnieć, że ostatni poważny remont Gellért Spa miał miejsce w latach 70. XX w., za towarzysza Jánosa Kádára. Oficjalne węgierskie media podają, że obecny remont term ma być zakończony w roku 2028. Jednak z powodu krachu finansowego, jaki przeżywa zarówno Budapeszt, jak i cały kraj, termin ten prawdopodobnie nie zostanie dotrzymany.

„Poza słynnymi Łaźniami Gellérta byliśmy zmuszeni zamknąć jeszcze dwa inne, mniejsze budapeszteńskie parki termalne”, żali się w wywiadzie dla „New York Timesa”, Ildikó Szűts, dyrektor wykonawcza miejskiej spółki BGYH,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.