Tag "Wojciech Fortuna"
Srebro i hejt
Pierwszy tydzień zimowych zmagań olimpijskich
Za sprawą jednego wieczoru na tzw. skoczni normalnej w Predazzo działacze Polskiego Związku Narciarskiego i Komitetu Olimpijskiego odetchnęli z ulgą. Już jest lepiej, niż było w Pekinie, gdzie honor naszych sportów zimowych obronił Dawid Kubacki, stając na najniższym podium zawodów na tzw. skoczni normalnej. To nazwa całkowicie bałamutna, bo chodzi o skocznię nietypową. Puchar świata rozgrywa się niemal wyłącznie na obiektach dużych i mamucich, obiekty o punkcie konstrukcyjnym ulokowanym poniżej 100. metra w dzisiejszych skokach służą głównie treningom.
Ta dyscyplina ma i tak rosnące problemy z oglądalnością, ludzie nie chcą już oglądać narciarzy skaczących, wolą patrzeć na latających, dlatego inwestuje się raczej w obiekty jak największe, z myślą o przekroczeniu mitycznej granicy 300 m.
Na razie najdłuższy skok w historii oddał Ryōyū Kobayashi na specjalnie w tym celu przygotowanym obiekcie na Islandii, ale to odbyło się w ramach ekstremalnego projektu Red Bulla – Japończyk wylądował na 291. metrze.
Zawody na skoczni normalnej są mało widowiskowe, bo różnice między odległościami bywają nikłe, zawodnicy najwięcej zyskują lub tracą nie tylko na przelicznikach wiatru, ale i notach za styl, które od lat są przyznawane całkowicie subiektywnie, arbitralnie i nierzadko od czapy. Sędzia swojemu rodakowi przyzna osiemnastkę za lądowanie bez telemarka, za to rywalowi za podobny występek przyzna „upadkową” piętnastkę i nikt mu nic nie zrobi, noty skrajne i tak się kasuje.
Skocznia K98, na której Kacper Tomasiak wywalczył olimpijskie srebro, premiuje zawodników z potężnym i precyzyjnym wybiciem, to taki narciarski skok wzwyż, bo zeskok jest za krótki, żeby móc w locie korygować sylwetkę, łapać wiatr i nadrabiać odległością. Medal to nie był przypadek, bo Tomasiak już jest skoczkiem światowej czołówki, a pod względem siły wybicia to ścisły top. Gdyby konkursy pucharu świata rozgrywano na skoczniach normalnych, pewnie mielibyśmy Polaka w walce o Kryształową Kulę, choć jedyny w tym sezonie konkurs na takim obiekcie w Falun Bielszczanin zakończył poza dziesiątką (ale to był początek sezonu, Tomasiak dopiero nieśmiało się rozkręcał w swoich pierwszych seniorskich startach zimowych).
Najważniejsze jednak, że nasz młokos zachował zimną krew, bo w tych zawodach błędy przy lądowaniu zadecydowały o klęsce faworytów – Polak skakał daleko i pewnie, spokojem w powietrzu przypominał Kamila Stocha w najlepszych latach. To nasz najmłodszy medalista w historii; Wojciech Fortuna,







