Tu jest praca.pl

Tu jest praca.pl

Spółdzielnie socjalne to sposób na stworzenie miejsc pracy dla ludzi, którzy odpadli z wyścigu szczurów

Czy może być lepsza nazwa dla społecznego programu w kraju z trzymilionowym bezrobociem? Nazwa nie kłamie. Praca jest w zasięgu ręki – trzeba tylko wyzwolić społeczną solidarność i skorzystać z wzoru, na bazie którego działają w kraju spółdzielnie.
Prof. Ewa Leś z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, która kieruje projektem Inicjatywy Wspólnotowej Tu jest praca.pl finansowanym ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego, chciałaby, aby program stał się u nas znany, tak jak we Włoszech czy Niemczech. Aby usłyszeli o nim liderzy lokalni, którzy znają miejscowe potrzeby i cieszą się zaufaniem ludzi. Gdyby program pracy opartej na zasadach gospodarki społecznej został upowszechniony w Polsce, zaczęłyby się tworzyć nowe miejsca pracy, i to zwłaszcza dla tych, którzy w systemie powszechnej konkurencji znaleźli się na marginesie. Osoby biedne, długotrwale bezrobotne, bez poszukiwanego zawodu i specjalnego wykształcenia, a także upośledzone, niepełnosprawne, czy tylko niezaradne powinny dostrzec szansę w spółdzielczości socjalnej czy bardziej ogólnie – socjalnej gospodarce.

Nie trzeba być geniuszem
Czym jest gospodarka socjalna albo społeczna? Czymś bardzo prostym i przydatnym, nakierowanym na ludzkie potrzeby, a nie na pomnażanie zysku. Fachowo mówi się o przedsiębiorstwach socjalnych, że należą do sektora non profit podobnie jak stowarzyszenia i fundacje. Przedsiębiorstwa socjalne pomagają więc ludziom w najbardziej elementarnych sprawach, np. organizują opiekę nad dziećmi, chorymi, starszymi, sprzątają, dokonują najprostszych napraw domowych, przygotowują proste sprzęty, posiłki itd.
W Polsce działają już one w dużych skupiskach miejskich. Np. w Warszawie niedawno powstała spółdzielnia socjalna Szansa. Wspiera ją Stowarzyszenie Otwarte Drzwi. W spółdzielni pracuje tylko dziewięć osób dotychczas bezrobotnych. Członków spółdzielni jest sześcioro, a trzy osoby na razie pracują na próbę. Przygotowują posiłki, sprzątają i wykonują proste prace remontowo-budowlane. Spółdzielnia Razem w Stalowej Woli reklamuje się, że zatrudnia najtańsze niańki do dzieci. Powstała dzięki Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, która dała na rozruch 15 tys. zł. Dziś prócz prac opiekuńczych spółdzielnia przyjmuje też inne zlecenia – sprzątanie, trzepanie dywanów, przygotowywanie posiłków. W planie ma zakup rowerów i uruchomienie usług kurierskich. Czy trzeba być geniuszem biznesu, aby wykonywać takie prace?
W projekcie Tu jest praca.pl partnerami, oprócz Instytutu Spraw Socjalnych UW, są także Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, Krajowa Rada Spółdzielcza, Instytut Spraw Socjalnych PAN, Główny Urząd Statystyczny. Cenny jest tutaj zwłaszcza udział spółdzielców z uwagi na doświadczenie w kreowaniu pracy nastawionej nie wyłącznie na zysk, ale na potrzeby społeczne. Jak mawia Alfred Domagalski, prezes Krajowej Rady Spółdzielczej, spółdzielczość od lat podejmuje walkę o zasady solidarnej pracy, aby zamiast egoizmu proponować życzliwość i prawo równych szans. Z pewnością założyciele spółdzielni socjalnych mogliby wiele skorzystać z wypróbowanych w spółdzielniach zasad organizacyjnych i spółdzielczej pragmatyki. Atuty stosowanej tu metody widać, choćby porównując usługi finansowe proponowane przez banki i SKOK-i. Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe proponują podobne usługi, ale nie mają zwykłych klientów, tylko członków, nie są nastawione na wypracowanie jak najwyższego zysku, mogą więc oferować wyższe niż w bankach oprocentowanie oszczędności i niższe odsetki od spłacanych kredytów i pożyczek. I wcale nie poszukują bogatych klientów, wręcz przeciwnie – skupiają obywateli mało zamożnych, których nie byłoby stać na skorzystanie z usług finansowych w zwykłym banku. To dlatego SKOK-i też można nazwać spółdzielniami socjalnymi. SKOK-i skupiają 1,4 mln członków, którzy w sumie zgromadzili ok. 5 mld zł oszczędności, co stanowi najwyżej 3-4% krajowych depozytów, jednak dla niektórych są jedynym dostępnym miejscem dokonywania podstawowych operacji finansowych.

W grupie łatwiej o środki z Unii
Innym przejawem spółdzielczości społecznej są Rolnicze Grupy Producenckie, które tworzą gospodarze wyspecjalizowani w podobnej branży. Korzyści płynące z konsolidacji działań są ewidentne, np. lepsza możliwość negocjowania cen, większa szansa na uzyskanie dofinansowania ze środków Unii Europejskiej, korzystanie z fachowego doradztwa, wspólna promocja itd. Rolnicze Grupy Producenckie na razie mają jednego wroga – jest nim zwykła międzysąsiedzka zawiść i nieufność, jakiej wciąż nie brakuje na polskiej wsi, i zasada: sam nie skorzystam i drugiemu też nie dam.
Potrzeby, jakie mogłaby zaspokajać w Polsce spółdzielczość socjalna, widać jak na dłoni. Są wzorce zagraniczne i doświadczenia krajowe. Są ludzie wykluczeni, którzy chętnie podjęliby pracę w uspołecznionej, spółdzielczej firmie. Potrzeba nam jednak armii dobrze przygotowanych profesjonalnie animatorów i lokalnych liderów – o ich wyszkolenie zadba Instytut Spraw Socjalnych UW. Przydałoby się jeszcze sprzyjające spółdzielczości prawo. A to już domena najważniejszych organów państwa, rządu i parlamentu. One są odpowiedzialne za szybkie uchwalenie ustaw o spółdzielczości i o spółdzielniach socjalnych.

Wydanie: 17-18/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy