Umiar znaczy długowieczność

Umiar znaczy długowieczność

Określamy więc profil lipidowy, aby wiedzieć, jak to jest.

– Tak, do tego namawiam od lat.

Ostatnio napisał pan książkę o lipidach pod dość skomplikowaną nazwą „Hipercholesterolemia rodzinna”.

– Książka jest dla lekarzy, nie mogłem użyć popularnej terminologii. Ale może być przydatna i dla pacjentów, pod warunkiem że mają dociekliwe umysły oraz interesują się medycyną.

Przy okazji chciałabym się dowiedzieć, co to są lipidy.

– Lipidy to tłuszcze. Mamy w samej surowicy krwi ponad 500 różnych lipidów, tak więc podział na HDL i LDL jest dość umowny, porządkujący.

Zakończmy ten wątek rozmowy stwierdzeniem, że cholesterol jest potrzebny, ważne są tylko jego proporcje. Masło należy jeść, lecz z umiarem, a szczegóły w pana książce… Jakie inne czynniki sprawiają, że jesteśmy zdrowi, że dłużej żyjemy?

– O tym decydują różnice genetyczne, jedni z nas mają zapisane dłuższe życie, drudzy krótsze. Ale z czynników, na które mamy wpływ, warto wymienić pułap tlenowy.

To zdolność pochłaniania tlenu…

– Jest on związany z ruchem, im jesteśmy sprawniejsi, aktywniejsi fizycznie, tym nasz pułap tlenowy jest wyższy. W niektórych krajach jest on rutynowo badany, wiadomo wtedy, czy zalecić zwiększoną dawkę ruchu, czy też obecna jest wystarczająca. Średni pułap tlenowy wynosi 30 ml tlenu/kg/min, doskonały – u elity sportowców – przy którym człowiek ma szansę dłużej żyć, to 80 ml/kg/min, a minimalny, przy którym ledwo wstajemy z łóżka, wynosi 15 ml/kg/min.

Czy możemy jakoś ustrzec się przed chorobami?

– Do tego potrzebny jest sprawny system immunologiczny. Czy mamy na to wpływ? W pewnym sensie tak… W praktyce im zdrowszy, aktywniejszy tryb życia prowadzimy, im bardziej prawidłowo się odżywiamy, tym większa szansa na dobrą odporność. Immunologia jako nauka bardzo się rozwinęła i sporo już wiemy o naszej odporności, niemniej nie da się odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem.

Choroba to samo zło?

– Niekoniecznie. Kiedy zwalczamy np. krótkie epizody przeziębień, stanów grypopodobnych, nasz organizm uodparnia się na kolejne wirusy. Jeżeli chorujemy krótko i rzadko, nie należy się martwić. Gorzej, jeżeli ktoś zbyt często ulega infekcjom, a choroba ciągnie się długo. Warto wtedy zrobić sobie dokładne badania, sprawdzić, co naprawdę szwankuje w naszym organizmie.

A konkretnie, dlaczego się starzejemy?

– Na to pytanie odpowiada m.in. immunologia. O ile znamy przypadki zachowania do sędziwej starości zdrowego serca, nerek, płuc itd., o tyle naturalny jest u starszych osób spadek odporności na infekcje bakteryjne, wirusowe, a także zmiany nowotworowe. A w ślad za tym idzie starzenie się, wyczerpanie organizmu.

Swego czasu sporo mówiło się o roli przeciwutleniaczy, witamin E i C, beta-karotenu, cynku, magnezu, selenu, a także odmładzającym działaniu żeń-szenia i dobroczynnych właściwościach oleju rybnego. Czuję, że tę wiedzę można już między bajki włożyć.

– To niewiele daje, gdy zaniedbamy zdrowy styl życia. Organizm doskonale sam sobie radzi z różnymi niedoborami, moc tabletki z witaminą lub minerałem jest przereklamowana.

A moc hormonów?

– Nieumiejętne stosowanie hormonów to swoista „bomba” dla prawidłowej fizjologii człowieka. Ludzie, siedząc w głębokim fotelu przed telewizorem, w osławionych kapciach, marzą o cudownym eliksirze młodości, śnią o lekarstwie przeciw starości. Nic z tego nie będzie.

Szkoda.

– Tak twierdzi nauka, to wiedza udokumentowana.

Jest powiedzenie, że „starość zaczyna się od nóg”.

– Coś w tym jest… Tymczasem starsi ludzie nie chcą się zdobyć na codzienny wysiłek odpowiadający tylko wejściu na czwarte piętro. A to by już pomogło w zwalczaniu tzw. sarkopenii, czyli zaniku mięśni kończyn.

Pisze pan o homeostazie molekularnej jako zasadzie, która rządzi życiem i śmiercią, że tak powiem górnolotnie. O co w niej chodzi?

– To jest cała rozległa wiedza, ale w pigułce: chodzi o uszkodzenia DNA, które są przyczyną starzenia się i w końcu zgonu. Mówiąc w skrócie, w organizmie człowieka odbywają się dwa procesy: niszczenie komórek oraz ich odbudowa. Gdy przeważa ten pierwszy, idziemy w kierunku śmierci, starzejemy się. Ale mamy też system naprawy uszkodzeń DNA, który – niestety – z czasem staje się coraz mniej wydolny i właśnie wtedy się starzejemy.

Co mówią na ten temat najświeższe badania? Czy są jakieś możliwości naprawy tego systemu i doprowadzenia do tego, aby procesy naprawy przeważały nad niszczeniem?

– Najprościej mogę odpowiedzieć następująco: szkodliwe czynniki, np. dym tytoniowy, toksyczne farby, lakiery, zanieczyszczenia powietrza, metale ciężkie itp., są o wiele bardziej szkodliwe dla starszego człowieka, zatem seniorzy tym bardziej powinni chronić się przed ich działaniem. Natomiast odpowiadając na pani pytanie dalej, powiem tak: niestety, na razie nie umiemy polepszyć słabnących z wiekiem enzymów.

Mówi się, że śmierć jest zaprogramowana.

– Też tak myślę, niestety, i to nas ogranicza, nie czyni nieśmiertelnymi. Powiem inaczej: śmierć jest zaprogramowana gatunkowo. Proszę zobaczyć na przykładzie myszy, które żyją dwa-trzy lata i nie dłużej. A człowiek? Powinien rzeczywiście żyć te 122 lata.

Gdyby miał dobre geny i dbał o siebie, dodajmy… Ale przyszło mi do głowy, że może udałoby się przekroczyć jakoś to zaprogramowanie? Co by było, gdybyśmy uwierzyli, że żyjemy 200 lat? Na sugestii bazuje na przykład współczesna psychoonkologia, nie mówiąc o innych szybko rozwijających się dziedzinach dotyczących współczesnego człowieka.

– Powiem tak, medycyna zna przecież efekt placebo…

Właśnie. To dla mnie przykład, że umysł oszukuje ciało, w pewnym sensie, tzn. niechcący oszukuje, myśląc, że dostał dobre lekarstwo. I zdrowieje.

– Coś w tym jest… Należałoby to udowodnić. Mnie obowiązują wyniki badań, fakty medyczne. Jeżeli te wspomniane przez panią piękne marzenia i nadzieje uda się kiedyś udokumentować, będę szczęśliwy. Wiemy przecież, że nie tylko „szkiełko i oko” stanowi granicę poznania naszego ciała…

Na zakończenie, dla równowagi, podajmy przykład Winstona Churchilla, który prowadził niezdrowy tryb życia.

– To prawda, brytyjski premier z czasów II wojny światowej był gruby, palił cygara, pił whisky, żył w ogromnym stresie, nie ćwiczył fizycznie, a przeżył ponad 90 lat.

Jak pan wytłumaczy ten fakt?

– Wyjątki nie przeczą regułom. Premier Churchill był antytezą zdrowego życia. Patrząc jednak na zagrożenia zdrowotne, które działają na nas jako na społeczeństwo, trzeba uznać słynnego Brytyjczyka za wyjątkowego szczęściarza, któremu się udało.

Foto: archiwum prywatne

Strony: 1 2

Wydanie: 14/2015

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy