Wczasy na 3000 metrów

Wysokie Taury są dobre na początek przygody z Alpami

Coraz więcej polskich turystów preferujących aktywny wypoczynek i górskie wędrówki dociera do Austrii. Jest ich mniej niż zimą, ale gospodarze powoli przyzwyczajają się do Polaków. Coraz więcej ofert letnich drukowanych jest w języku polskim, pojawia się też u nas coraz więcej letnich katalogów.
Najbardziej wysunięta na południe kraina Austrii, Karyntia, jest idealna na początek przygody z Alpami. Panuje tutaj wspaniały klimat, ceny są niższe niż w popularniejszym Tyrolu, a warunki do wędrówek górskich wspaniałe.
Jako bazę startową proponujemy Innerfragant, małą wioskę położoną 7 km od znanej narciarzom miejscowości Flattach. Na końcu drogi znajduje się dolna stacja kolejki górskiej (Gletscherexpress), która tunelem wykutym w skale (ponad 4 km) wywozi nas w osiem minut na wysokość 2266 m. Stąd kolejne kilkanaście minut możemy jechać kolejką gondolową lub wędrować szlakiem (nieco ponad godzinę) do restauracji górskiej Eissehaus (2795 m). Wielu turystów tutaj właśnie kończy wyprawę. Mogą przesiedzieć na słońcu na tarasach otaczających budynek, dobrze zjeść i albo wrócić do doliny (pieszo lub kolejkami), albo przenocować (ok. 20 pokoi).
Bardziej ambitni ruszają w górę skrajem lodowca. Po godzinie spokojnego marszu zdobywamy Baumbach Spitze (3105 m) ozdobiony krzyżem (bardzo częsty zwyczaj w Austrii). Kiedy jest ładna pogoda, odpoczywa tu sporo turystów – kilkadziesiąt metrów niżej kończy trasę wyciąg krzesełkowy z Eissehaus. Idąc dalej granią, po kilkunastu minutach dochodzimy na szczyt Schareck (3123 m, również krzyż). Rozpościera się z niego panorama na dolinę Siglitz i pasma Wysokich Taurów z bliższym nam szczytem Hpher Sonnblick i oddalonym nieco najwyższym szczytem Austrii – Grossglocknerem.
Jeśli brak nam czasu, wracamy do Eisehaus, jeśli zaś wyszliśmy dostatecznie wcześnie, powinniśmy spróbować dotrzeć do kolejnego schroniska. Idziemy wygodnym szlakiem przypominającym percie tatrzańskie przez szczyt Herzog Ernst (2933 m) do przełęczy Fraganter i dalej do przełęczy Nieder. Z niej schodzimy na lodowiec Vogelmaire Ochsenkar. Jego skrajem, omijając szczeliny, dochodzimy do ścieżki wiodącej na Hocher Sonnblick (3105 m). Czeka nas ponad 600 m podejścia. Po 200 m możemy odpocząć w przytulnym schronisku Rojacher. Jego atmosfera przypomina tę z wyżej położonych schronisk w Tatrach Słowackich – gitara, piwo grzane, wszyscy przy jednej ławie. Warto przenocować, ale zawsze jest tu tłoczno. Trzeba więc jeszcze półtorej godziny iść w górę. Na samym szczycie Hoher Sonnblick zbudowano obserwatorium i schronisko z trzema dużymi jadalniami i sypialniami 4-,6- i 8-osobowe. Jego atutem jest dobra kuchnia i szybka możliwość powrotu do doliny. My wybieramy drogę do Heiligenblutt, miejscowości położonej pod najwyższym szczytem kraju – Grossglocknerem. Dwie godziny zejścia z wypoczynkiem nad jeziorem Zirmsee i dochodzimy do końca asfaltówki, do restauracji Alter Pocher. Możemy się posilić, wypić piwo i poczekać na transport do miasteczka (najlepiej i najłatwiej okazją).
Heiligenblutt to baza wypadowa wielu tras turystycznych – pieszych, rowerowych i samochodowych. Najwięcej turystów wyrusza drogą do punktu widokowego nad lodowcem Pasterze, żeby uniknąć tłoku na gigantycznym parkingu na końcu szosy, najlepiej zatrzymać się przy hotelu Glocknerhaus. Z tego miejsca mamy wspaniałą panoramę na lodowiec i Grossglocknera.
Kto chciałby zdobyć najwyższy szczyt Austrii, powinien dojść do schroniska Salmhutte. Prowadzi do niego bardzo malowniczy szlak (prawie sześć godzin wędrówki): najpierw pokonujemy stary las świerkowy, potem hale i poszarpane skałami trawiaste zbocza. Samo schronisko słynie ze świetnej załogi – życzliwej, kompetentnej, pomocnej – i położenia. Widać świetnie Grossglocknera i dolinę, którą doszliśmy. Jeśli czujemy się na siłach, możemy wynająć przewodnika i ruszyć wczesnym rankiem na szczyt. Nie jest on szczególnie trudny, ale zbyt pewni siebie turyści często padają ofiarą brawury (co roku ginie to ok. 8 osób, prawie wszystkie z nich wybierają się bez przewodnika).
W dolinę zaś możemy wrócić dwoma trasami: tą którą szliśmy i trochę wyżej położonym szlakiem do lodowca Pasterze.
Na wypad w Wysokie Taury trzeba zarezerwować tydzień, choć oczywiście można pokonać poszczególne odcinki w trzy, cztery dni.
Najlepiej dojechać samochodem, ale można też pociągiem (z Wiednia do Klagenfurtu, ponad cztery godziny) i autobusem.
Pensjonaty w dolinach oferują dobę ze śniadaniem za 10-15 euro. Po zejściu z gór warto zatrzymać się w jednym z małych hotelików. Oferują one basen, saunę, jazdę konną, rowery górskie, świetną domową kuchnię i niezbyt wysokie ceny. Nocleg ze śniadaniem kosztuje 80-120 zł. W schroniskach górskich ceny powoli wyrównują się z tatrzańskimi. Nocleg (łóżko z pościelą) ze śniadaniem kosztuje od 40 zł.
Szlaki są oznakowane wyraźnie, choć inaczej niż w Polsce, a gęsta sieć schronisk pozwala na zaplanowanie dowolnie trudnej trasy.
Dobra wiadomość dla oszczędnych: namioty można rozbijać również w górach (nawet na terenie parku narodowego), pod warunkiem że zostawimy miejsce w takim stanie, jaki zastaliśmy. Z tej możliwości korzysta spora grupa turystów, zwłaszcza z Polski, Czech i Słowacji. Coraz więcej jednak decyduje się na komfort noclegu w schronisku.

www.grossglockner.org
www.heiligenblutt.at
www.alpinreiten.com
www.hohetauern.at
Wynajęcie przewodnika na Grossglocknera – 100 euro/os.
Czterodniowa wycieczka górska z przewodnikiem – 379 euro: trzy noclegi, wyżywienie dwa razy dziennie, sprzęt, opieka przewodnika, wejście na Grossglocknera.

Wydanie: 34/2003

Kategorie: Przegląd poleca
Tagi: Adam Gąsior

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy