YouTube: pięć lat, które zmieniły świat

YouTube: pięć lat, które zmieniły świat

Można tam znaleźć wszystko, co tylko da się nagrać kamerą. Dla wielu to jedyny sposób spędzania czasu w sieci

Internauci mówią o nim: oryginalny, śmiały, wiarygodny, niekonwencjonalny, twórczy, zabawny. YouTube – nowy sposób komunikacji, tuba obywatelska, wentyl bezpieczeństwa, swoisty Hyde Park czy po prostu łowca absurdów i źródło niewyszukanej rozrywki? Supermarket z mydłem i powidłem czy poważny element życia społecznego?
Bez tej strony nigdy nie poznalibyśmy Krzysztofa Kononowicza (kandydata na prezydenta Białegostoku) ani Cygana z Torunia (sfrustrowanego bezrobotnego). Do młodzieżowego języka nie trafiłyby takie określenia jak „jestem hardkorem”, „gierary hirr” ani „ale urwał”. Kariery w Polsce nie zrobiłaby piosenka o Jožinie z Bažin. Nie dowiedzielibyśmy się, jak siarczystą polszczyzną dysponuje uśmiechający się do nas z telewizora Kamil Durczok. Tysięcy ludzi pozbawiono by tuby, przez którą komunikują się ze światem. Pracodawcy zaoszczędziliby koszt zmarnowanych roboczogodzin. Niejedno towarzyskie spotkanie byłoby nudniejsze, a świat smutniejszy.
Same statystyki przyprawiają o zawrót głowy. Ponad 2 mld wyświetleń dziennie. Co minutę na serwisie zamieszczane są 24 godziny materiału wideo. Jak podaje „The Guardian”, dziennie do serwisu trafia milion nowych materiałów, tygodniowo przekłada się na to więcej niż 150 tys. filmów pełnometrażowych. W samych Stanach w ciągu 60 dni użytkownicy zamieszczają więcej materiałów filmowych, niż trzy główne stacje telewizyjne wytworzyły w ciągu 60 lat.
Najlepszy dowód na to, że YouTube raz na zawsze zmienił sposób, w jaki korzystamy z internetu? Jeśli znajomi przesyłają wam link do czegoś śmiesznego lub wy wysyłacie ten link do nich, to do jakiego portalu najczęściej jest to link? A do czego przesyłaliśmy sobie linki przed 2005 r.? Odpowiedź jest prosta: do niczego. Nie przesyłaliśmy sobie linków w ogóle. Bo nie było miejsca, które można byłoby linkować.
Przez te pięć lat słówko tube stało się nieodłączną częścią nazewnictwa serwisów pozwalających na zamieszczanie filmów w internecie. Mamy więc chrześcijańskie „tuby” godtube.com i catholic-tube.com. Poświęconą zwierzętom pettube.com. No i pornograficzne redtube.com i extremetube.pl. Jest nawet prltube.com z filmami z okresu demokracji ludowej.
Za symboliczny początek portalu można uznać 23 kwietnia 2005 r., kiedy na serwis trafił pierwszy film. Przedstawia on jednego z założycieli, Jaweda Karima, niepozornego chłopaka w kurtce przeciwdeszczowej stojącego przed wybiegiem dla słoni w zoo. „No dobra, znajdujemy się przed wybiegiem dla słoni… Najfajniejsze jest w nich to, że mają bardzo, bardzo, bardzo długie trąby, co jest super. I to by było na tyle”. Gdyby miał świadomość, co ten film zapoczątkuje, może lepiej by się ubrał. Albo przynajmniej wybrał ciekawsze miejsce.

Lunch w Denny’s

Chad Hurley, Steve Chen i Jawed Karim. Nazwiska założycieli portalu, które dziś należy wymieniać jednym tchem obok Gatesa, Edisona czy Forda. Trzech studentów, których połączyło miejsce pracy – PayPal, firma, która uczyniła płatności za zakupy w internecie prostymi i bezpiecznymi. Kiedy została kupiona przez pierwsze internetowe targowisko eBay, doszli do wniosku, że dobrze byłoby założyć własną firmę. Profil działalności został określony pewnego wieczoru, kiedy nieskutecznie starali się umieścić w internecie film z imprezy.
Młoda firma, która chciała wysyłać w świat filmy wideo, potrzebowała środków na opłacenie rachunków za internet. Tutaj przydały się stare znajomości z pracy. Zgłosili się do Roelofa Bothy, który był głównym księgowym w PayPalu, a potem został partnerem w funduszu Sequoia Capital. Po spotkaniu z byłymi współpracownikami przekonał szefostwo funduszu, aby zainwestowało w nowe przedsięwzięcie. W ten sposób do portalu trafiło 11,5 mln dol.
Eksplozja popularności serwisu sprawiła, że stał się przedmiotem spekulacji o przejęciu. Wśród potencjalnych kupców wymieniano m.in. przeglądarkę Google, której własny serwis do zamieszczania filmów w internecie Google Video jakoś nie mógł zdobyć popularności.
Rozmowy zaczęły się na początku października 2006 r. Wtedy Hurley i Chen spotkali się z przedstawicielami Google’a: współzałożycielem, Larrym Pagem, oraz prezesem, Erikiem Schmidtem, w typowej dla Krzemowej Doliny scenerii – jednej z amerykańskich sieciowych restauracji Denny’s w pobliżu siedziby serwisu w San Bruno. Nie wiadomo, co zamówili luminarze branży informatycznej. Wiadomo jednak, że na stół oprócz szybkiego jedzenia trafiła także oferta – 1,65 mld dol. w akcjach Google’a.
Pakiet akcji, który otrzymał Hurley, wart był przy ówczesnej cenie 470 dol. za sztukę (teraz 486) więcej niż 345 mln. Aktywa Chena wyceniono na 326 mln. Jawed Karim, który opuścił firmę przed akwizycją, aby robić doktorat na uniwersytecie stanfordzkim, wzbogacił się o 64 mln. Funduszowi Sequoia nakłady zwróciły się 43-krotnie, wyszli z transakcji bogatsi o pół miliarda dolarów.
Po przybiciu dealu założyciele umieścili na serwisie filmik, w którym informują o fakcie społeczność. „Dwóch królów będzie teraz działało razem – król wideo i król wyszukiwania”. Dla „San Francisco Chronicle” Hurley mówił, że „dają nam teraz świetne jedzenie” (Google słynie ze stołówek pracowniczych ze znakomitą kuchnią). Chen opowiadał, że nadal dużo pracują, z tą różnicą, że „mają teraz szybkie samochody, więc mogą dotrzeć do pracy szybciej”. Luz, na jaki mogą sobie pozwolić tylko milionerzy przed trzydziestką.

Osobowości i osobowostki

YouTube nie był jedynym serwisem, który umożliwiał zamieszczanie filmów w internecie. Co wyróżniało go z tłumu, to prosta, niemal spartańska szata graficzna. Żadnych niepotrzebnie obciążających łącza fajerwerków. Minimalizm sprawiający, że w centrum uwagi jest wyłącznie to, co zamieszczają użytkownicy. Czas filmu ograniczony dotychczas do 10 minut (29 lipca podniesiono limit do 15 minut). Do tego konsekwentna polityka niewyświetlania przed filmikami reklam, co mogłoby odstraszyć potencjalnych użytkowników. Reklama jest widoczna, ale nieinwazyjna, upchana gdzieś z boku, u góry strony czy na dole okna, w którym wyświetla się film.
Te cechy przyciągnęły pionierów, którzy zechcieli zamieszczać na portalu swoje filmy. – Zgodnie z teorią dyfuzji jest tak, że najpierw z innowacji korzystają prekursorzy, za którymi ciągną inni. Tak było z ogniem i z pigułką antykoncepcyjną – mówi dr Maciej Kryszczuk z Akademii im. Leona Koźmińskiego. Pamiętamy zapewne wszyscy manię blogowania, czyli internetowego pamiętnikarstwa. YouTube dał tym ludziom twarz. Narodzili się video bloggerzy, czyli vloggerzy.
Vlogging na YouTube udowadnia, że w korzystaniu z internetu nie ma barier pokoleniowych. W Wielkiej Brytanii swój kanał (własną stronę w ramach portalu) ma użytkownik geriatric1927, czyli 83-letni Peter Oakley, żyjący w środkowej Anglii wdowiec, przedstawiający się jako „internetowy dziadek”. Sam o sobie mówi, że jest wdzięczny YouTube za to, że daje mu okazję do wypowiedzenia się. Cel: zwiększyć wśród osób starszych świadomość internetu, tak aby nie były tkwiącymi przed telewizorem marudami.
Jedną z najbardziej ekscentrycznych postaci, na jakie można natrafić w YouTube’owym uniwersum, jest MRirian (ew. Magibon), użytkowniczka, która swój żywot zaczęła filmem „ja nie robiąc nic”, w trakcie którego rzeczywiście nic nie robi. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie urodziwa fizys i wpatrujące się w internetową kamerkę nieprzyzwoicie wprost duże oczy, które zapewniły kilku jej filmom po 5 mln wyświetleń.
Nietypową działalność prowadzi też użytkowniczka kicesi, która umieszcza na swoim kanale Kicesi Sex Ed filmy z poradami dotyczącymi życia seksualnego. UWAGA! Szanowny Czytelniku, jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o tej jakże ważnej sferze życia, musisz utworzyć swoje konto na YouTube. Społeczność użytkowników portalu uznała, że filmy te mogą zawierać treści niedopuszczalne dla niektórych odbiorców, w związku z czym nie są ogólnie dostępne. Mimo to internetowe kursy bezpiecznego i zdrowego pożycia są tak popularne, że dwa z wielu filmów okupują kolejno 26. i 30. miejsce w rankingu najczęściej oglądanych filmów (80 i 72 mln wyświetleń).
W Polsce 8,7 mln wyświetleń łącznie zdobył kanał użytkownika damianero, który zamieścił m.in. reklamę parodiującej Biedronkę sieci handlowej „Chrabo”. Co prawda mówi on sam o sobie, że nie jest do końca zadowolony z ostatecznego efektu swojej twórczości, niemniej jednak zaznacza, że na tle konkurencji i tak wypada świetnie. I ma wiele racji, większość bowiem oryginalnych treści na polskim YouTube jest przeklejona z zasobów światowego internetu.
Do osobliwości polskiego internetu z pewnością można zaliczyć luntka17, swego czasu uzurpującego sobie prawa do tytułu króla polskiego internetu. Biseksualny chłopak deklaruje, że to nieprawda, że makijaż jest tylko dla dziewcząt. Choć przesadza z ilością eyelinera, trafił do programu „Mam talent”, a jego obecność na polskim YouTube świadczy o różnorodności serwisu.
Nie ulega wątpliwości, że każde z nich miało własne motywacje, kiedy po raz pierwszy zamieszczało na YouTube film pokazujący ich twarz. Czy jest jednak coś, co łączy internetowych celebrytów? – Wiele osób uważa, że ma to związek z nasileniem narcyzmu, z hedonistyczną zmianą. Jeszcze 20 lat temu przyjemność nie była tak często uzasadnieniem działania, a teraz jest. A pokazywanie siebie jest przyjemne – mówi prof. Bogdan Wojciszke ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – To jest niskokosztowa forma komunikacji. Ludzie mogliby biegać po ulicy i rozklejać swoje zdjęcia po słupach i przystankach, ale to wymagałoby mnóstwa pracy.
Niski koszt jest decydującym czynnikiem, jeśli chodzi o tworzenie treści na YouTube. Wystarczy internetowa kamera, podłączenie do internetu i studio producenckie gotowe. Nie potrzeba nawet programów do obróbki wideo, których darmowe, proste w obsłudze odmiany można dzisiaj z łatwością znaleźć w sieci. Jeśli dodamy do tego odrobinę talentu (a często znacznie więcej niż odrobinę), to mamy receptę na internetowy sukces.
Ludzie, którzy na YouTube zdobyli popularność, w telewizji mogliby nigdy nie zaistnieć. Istnieją jednak podobieństwa pomiędzy szklanym ekranem a monitorem. – Tutaj działa reguła stada, efekt kuli śniegowej. Jeśli jacyś ludzie kimś się zainteresują, to za nimi zaraz pójdą inni – mówi prof. Maciej Mrozowski z Uniwersytetu Warszawskiego. Linki przesyłane wszystkimi możliwymi sposobami to sposób rozprzestrzeniania się treści, którymi chcemy się podzielić z innymi, bo w jakiś sposób uważamy je za wartościowe. – W ten sposób mainstream zamienia się w clickstream (od kliknięcia, dźwięku, jaki wydaje myszka po wciśnięciu klawisza – przyp. KK) – podsumowuje profesor.

You, Partner

Z najpopularniejszymi twórcami portal postanowił podzielić się wpływami reklamowymi, jakie generuje ruch powstały przy wyświetlaniu ich filmów. „Docenienie kreatywności użytkowników YouTube oraz ich roli w budowaniu portalu jest dla nas niezwykle ważne”, można przeczytać we wpisie na oficjalnym blogu serwisu z 10 grudnia 2007 r. Internautom dano możliwość składania aplikacji o przyjęcie do programu YouTube Partner. „Oceniając aplikacje, weźmiemy pod uwagę użytkowników, którym udało się zgromadzić znaczącą widownię na YouTube (mierzoną liczbą wyświetleń i subskrybentów etc.) i którzy nie łamią zasad korzystania z serwisu”.
Nie są znane konkretne sumy, jakie wpływają na konta użytkowników, niemniej jednak jakąś wskazówką może być informacja prasowa zamieszczona na portalu, gdzie czytamy, że „partnerzy, którzy regularnie produkują filmy oglądane milion razy, zarabiają kilka tysięcy dolarów miesięcznie”. Otwarte pozostaje pytanie, co portal rozumie przez „regularnie”. Jeden z partnerów ze Stanów pochwalił się na swoim kanale, że dzięki YouTube kupił sobie samochód – Chevroleta Vegę z 1972 r., choć jeszcze jest zbyt młody, żeby ubiegać się o prawo jazdy!
Program na razie nie jest dostępny w Polsce, ale jak zapewnia Marta Jóźwiak z Google Polska, zostanie uruchomiony „niedługo”. Potencjalni polscy partnerzy muszą chyba jednak zacząć produkcję lepszych filmików, z tą bowiem oglądalnością nie zarobią kilku tysięcy złotych. Będą musieli trafić do widowni, która w 85% pochodzi spoza miast do 500 tys. mieszkańców (z czego 31% wywodzi się ze wsi) i która jest młoda, aż 68% użytkowników ma bowiem mniej niż 35 lat. Profil polskich użytkowników YouTube, jak wynika z ramki na s. 29, pokrywa się prawie całkowicie z profilem polskich internautów.
Lista partnerów w krajach anglosaskich jest długa, a łączna liczba wyświetleń, którą zebrały ich filmy, imponująca. Wielu z nich ma coś, co można by nazwać medialnym talentem. W kategorii „guru” aż 337 mln wyświetleń osiągnęły filmy hotforwords, lingwistki rosyjskiego pochodzenia mówiącej o angielskich słowach. Zaskakująco dużo jest dziewczyn, które udzielają porad na temat makijażu (MichellePhan – 200 mln wyświetleń; juicystar07 – 72 mln; bubzbeauty – 61 mln; faffinettex3 – 57 mln). Fenomenem jest postać Freda Figglehorna (po prostu Freda), dysfunkcyjnego sześciolatka granego przez aktora Lucasa Cruikshanka.

Hyde Park

YouTube przede wszystkim kojarzony jest jako źródło rozrywki. Portal jest gigantycznym magazynem materiałów, które śmieszą: telewizyjnych wpadek, przejęzyczeń, niefortunnych wypowiedzi, upadków, humorystycznych scen z życia, zjadliwych komentarzy puentujących absurdy życia czy nawet zabawnie zachowujących się zwierząt. Bez względu na to, czy poszukujemy filmów, w których dzieci stroją śmieszne miny, czy mamy nastrój na dawno zapomnianą piosenkę, prawdopodobieństwo, że znajdziemy tam to, czego szukamy, jest duże.
Nieodłącznie związane jest z tym zjawisko przesyłania sobie linków, czyli odnośników, do tych filmów. Osoba, która przesyła taki link, pełni funkcję gatekeepera (odźwiernego) – osoby, która przefiltrowała różne treści i wybrała te najcenniejsze. Ten proces dzielenia się nasilił się dzięki powstaniu jednego miejsca, do którego wszyscy mogą się odwoływać, czyli właśnie portalu YouTube.
– Portal pełni głównie funkcję integracyjną – mówi dr Maciej Kryszczuk. – Służy podtrzymywaniu zdawkowych (i nie tylko) więzi społecznych.
Zdawkowych znaczy niezobowiązujących. Jeśli przesyłam komuś link do filmu, to moja główna motywacja polega na podtrzymaniu wspólnego kontekstu, w którym funkcjonuję ja i adresat linku. Film, który obydwu stronom sprawił radość, staje się częścią wspólnej sfery doświadczeń i tematem rozmów. Tak jak kiedyś tematem rozmów był obejrzany program telewizyjny, tak teraz omawia się obejrzane filmy. Tak jak kiedyś pytano, „czy słyszałeś ten nowy dowcip”, tak teraz pyta się, „czy widziałeś już ten filmik”.
Portal nie wpłynął znacząco na eksplozję liczby nowych znajomych wśród tych, którzy z niego korzystają. – Proszę zauważyć – mówi dr Kryszczuk – że większość interakcji przenosi się ze świata realnego do internetu.
Nawet tak przepastne archiwum jak YouTube nie jest w stanie nasycić ciągłego głodu śmiechu. Nudzą się dowcipy, nudzą się też filmy. – Potrzeba nam dwóch rzeczy – chleba i igrzysk – mówi prof. Wojciszke. – Chleb z grubsza jest, tylko igrzysk trzeba coraz to nowych, bo nie wystarczy nam bawić się cały czas w to samo.
Weźmy pod uwagę już wspomniany film, w którym Hurley i Chen informują o tym, że dobili targu z Google’em. Luzacki styl sprowokował wielu internautów do sparodiowania ojców założycieli. Może zirytowało ich to, że portal się sprzedał. A może robili to dla czystej zgrywy. – Portal bardzo często może stanowić wentyl bezpieczeństwa dla sfrustrowanych. Zamiast wyjść na ulicę i rzucać kamieniami, wyżywają się przed kamerą – mówi prof. Mrozowski. Co nie znaczy, że zaludniają go tylko frustraci. – W gazetach często są na końcu takie luźniejsze strony. YouTube to właśnie taka ostatnia strona, swoisty Hyde Park.

Zbiorowisko różności

Muzyka (i inne treści chronione prawem autorskim) trafiały na portal od zawsze. Internauci zgrywali muzykę z płyt, teledyski ze stacji muzycznych do siebie na komputer, a potem wrzucali na YouTube. Rozwiązanie bardzo poręczne, bo po co czekać, aż muzyczny kanał telewizyjny wyemituje ukochany teledysk, skoro można go w nieskończoność odtwarzać z internetu?
Nie zabrakło niezadowolonych z istniejącej sytuacji. Amerykański koncern medialny pozwał Google’a o reparacje w wysokości miliarda dolarów, twierdząc, że naliczył 150 tys. zamieszczonych na portalu materiałów wyświetlonych 1,5 mld razy, do których rościł sobie prawa autorskie.
23 czerwca br. sąd federalny zarządził, że zgodnie z ustawą „Digital Millenium Copyright Act” portal nie ma obowiązku usuwania spornych materiałów.
Serwis od tej pory jednak stał się ostrożniejszy. Informuje użytkowników, żeby nie naruszali praw autorskich. Znacznie szybciej reaguje też na skargi ze strony producentów o zamieszczone ichnie materiały. Producenci również stali się bardziej czujni i zapalczywie przeczesują YouTube w poszukiwaniu swoich programów. Zamieszczanych zresztą na portalu bardzo często w dniu emisji. Dobrym przykładem jest cieszący się na świecie olbrzymią popularnością program motoryzacyjny „Top Gear” brytyjskiej telewizji publicznej. Ludzie z BBC niestrudzenie tropią poszatkowane na 10-minutowe kawałki odcinki programu. Jeszcze dwa lata temu program spokojnie można było obejrzeć dzięki YouTube dzień-dwa po emisji. Teraz nie ma na to szans. Portal dogaduje się też z dużymi producentami na podobnej zasadzie jak w programie partnerskim dla osób prywatnych – dzieli się z nimi przychodami z reklam.
Ponieważ na portalu, w przeciwieństwie do innych mediów, nie płaci się za emisję filmów, jest on potencjalnie dobrym narzędziem reklamowym. Przez wzgląd na to, że sami wybieramy, co chcemy oglądać, jak również przez samą ilość dostępnego materiału filmowego, taka reklama musi być czymś wyjątkowym. Musi być na tyle oryginalna i wciągająca, aby ludzie sami chcieli ją sobie przesyłać. Innymi słowy, musi być wirulentna, musi zarażać (z ang. to go viral – stawać się jak wirus).
Doskonale znana z telewizji jest postać małego głoda, stworzona na potrzeby reklam serków jednego z koncernów spożywczych. Otóż w internecie krąży alternatywna wersja reklamy, w której dama z telewizyjnego spotu ląduje z małym głodem w łóżku. Do dzisiaj udało mu się zebrać łącznie ponad 2 mln wyświetleń. Twórcy postanowili pójść za ciosem i umieścili w sieci zakazane wersje innych reklam z małym głodem.
Tak odważny pomysł wykorzystania znanej ze szklanego ekranu postaci budzi respekt, tym bardziej że firma pielęgnuje swój rodzinny wizerunek. Dział PR koncernu odmówił jednak komentarza w tej sprawie.
Darmowość YouTube przyciąga także polityków, którzy zyskują komunikacyjny kanał o dużym potencjale. Na wielką skalę pierwszy docenił to Barack Obama, który zresztą do dzisiaj porozumiewa się z wyborcami w ten sposób (ostatnio w sprawie wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej). Jego śladem poszli inni kandydaci na prezydenta USA. W Polsce swojego kanału nie ma żaden polityk, czym nie odstajemy za bardzo od średniej światowej, która wynosi zero. Czyżby demokracja medialna kwitła tylko nad Potomakiem?
Swoje kanały mają za to największe polskie partie. Utrzymany w ciemnobłękitnej tonacji kanał, z polską flagą w tle, ma Platforma Obywatelska. Można tam znaleźć fragmenty konferencji prasowych, konwencji partyjnych, wypowiedzi popierających kandydata PO na prezydenta, fragmenty przedwyborczych debat. Generalnie nudy, o czym świadczy oglądalność: briefing nowego przewodniczącego klubu parlamentarnego PO Tomasza Tomczykiewicza obejrzano zaledwie 90 razy, z czego raz przypada na niżej podpisanego.
Nieprofesjonalnie prezentuje się kanał Prawa i Sprawiedliwości (pisTV). Logo portalu, zamiast oficjalnego emblematu partyjnego, jest kaczuszka z pisowską chustką. Wszystko ma być więc z przymrużeniem oka, co potwierdzają animowane filmiki tam zamieszczane. Jeden pokazuje rzecznika rządu Pawła Grasia jadącego do pracy – rzecznik podjeżdża limuzyną, wysiada, wchodzi do budynku się przebrać, po czym wraca w stroju ciecia, aby sprzątać psie kupy.
Utrzymany w ostrej, czerwonej tonacji jest kanał SLD (TVSLD). W tle wielokrotnie powtórzona jest grafika z obywatelem mówiącym, że „kocha czerwony, lubi SLD”. Oprócz standardowych ujęć z partyjnego życia, podobnych do tych z kanału Platformy, można zobaczyć również wywiady z politykami SLD oraz wydania serwisu informacyjnego. Strategicznie zablokowano pokazywanie liczby wyświetleń, gdyż na razie ten kanał komunikacji z wyborcą nie cieszy się u nas zbyt wielkim wzięciem.

Banalny jak życie

YouTube przez pięć lat na stałe wrósł w internetowy krajobraz. Jest jednym ze sztandarowych przykładów Sieci 2.0, czyli takich stron internetowych, gdzie użytkownik jest jednocześnie producentem i konsumentem treści, w przeciwieństwie do Sieci 1.0, gdzie osobno funkcjonowali producenci, a osobno konsumenci. Nie znaczy to jednak, że sieć zalała fala oryginalnych treści. – We wszystkich serwisach Web 2.0 jest tak, że twórcy stanowią mniejszość. Potem są ci, którzy uczestniczą w procesie komentowania i oceniania. Najwięcej zaś jest tych, którzy biernie oglądają – mówi badacz internetu, dr Jan Zając z Wydziału Psychologii UW.
YouTube stanowi więc rewolucję, ale z problemami. Dostaliśmy do ręki poręczne narzędzie, ale twórcy umywają ręce i mówią, że to nasza sprawa, jak je wykorzystamy. – Dla mnie jest to niezbyt interesujący sposób spędzania wolnego czasu. Chciałbym jednak podkreślić, że nie jestem przeciwnikiem portalu. Jestem przeciwnikiem jego przeceniania – komentuje prof. Mrozowski. W podobnym tonie wypowiada się prof. Wojciszke: – Gdyby YouTube wymyślono 20 lat temu, zrewolucjonizowałby świat. A tak wymyślono go, gdy świat był już zrewolucjonizowany.
Onion News Network, internetowe ramię satyrycznej amerykańskiej gazety „The Onion”, parodiujące telewizyjne serwisy informacyjne, zrobiło kiedyś fikcyjny materiał o tym, że zepsuł się internet. Informowano w nim, że w celu wypełnienia powstałej po internecie pustki stacje telewizyjne zaczęły emitować na okrągło śmieszne filmiki z upadkami i zwierzętami, w stylu emitowanych przed laty w programie rozrywkowym „Śmiechu warte”. Aluzja do YouTube, gdzie takich filmików są tysiące, jeśli nie miliony, była oczywista. – Medialny lumpeks – komentuje krótko ten typ treści prof. Mrozowski.
– Życie przeważnie wypełnione jest banałem. Może YouTube jest, tak jak życie, banalny? – zastanawia się prof. Wojciszke. Trudno jednak wyobrazić sobie bez tego banału życie.

————————————————–

Zapis jednego dnia na piąte urodziny

Swoje pięć lat YouTube chce świętować w nietypowy sposób: stworzeniem filmu „Life in a day”, do którego swój wkład może wnieść każdy użytkownik, który 24 lipca umieścił na specjalnym kanale swoje wideo. Spośród nich zostaną wybrane najlepsze i to one trafią do dokumentu, którego reżyserem ma być Kevin Macdonald, a producentem sam Ridley Scott. W materiale prasowym reżyser mówi tak: „”Life in a day” to swoista kapsuła czasu, która opowie przyszłym pokoleniom, jak żyło się 24 lipca 2010 r. To wyjątkowy eksperyment wspólnego, społecznego tworzenia niepowtarzalnych filmów. Nie ma lepszego sposobu na zebranie nieograniczonego materiału filmowego niż zaangażowanie światowej społeczności internetowej”.

TOP 10 NAJCZĘŚCIEJ OGLĄDANYCH FILMÓW – ŚWIAT

1. Justin Bieber – Baby ft. Ludacris
Teledysk do piosenki najnowszej gwiazdy Disneya; 266 mln wejść

2. Lady Gaga – Bad Romance
Teledysk do piosenki królowej kiczu; 254 mln

3. Charlie bit my finger – again!
Dziecko skarży się, że brat ugryzł go w palec; 214,5 mln

4. Evolution of Dance – By Judson Laipply
Kompilacja różnych stylów tanecznych do 28 różnych piosenek; 148 mln

5. Miley Cyrus – Party in the U.S.A.
Teledysk do piosenki innej gwiazdy Disneya; 142 mln

6. Pitbull – I Know You Want Me
Teledysk do piosenki amerykańskiego rapera; 134 mln

7. Hahaha
Brzdąc, który dostał ataku śmiechu; 130,5 mln

8. Shakira – Waka Waka
Teledysk do piosenki latynoamerykańskiej gwiazdy; 130 mln

9. Miley Cyrus – 7 things
Teledysk do innej piosenki gwiazdy Disneya; 126,5 mln

10. Lady Gaga – Just Dance ft. Colby O’Donis
Jeszcze jeden teledysk królowej kiczu; 118 mln

TOP 5 NAJCZĘŚCIEJ OGLĄDANYCH FILMÓW – POLSKA

1. Barack Obama Hillary Clinton – Umbrella
Parodia piosenki Rihanny sprzed prawyborów prezydenckich; 82,5 mln

2. Pojemna paszcza
Czarnoskóry jegomość o rozciągliwych ustach; 25 mln

3. Zaginiony pamiętnik Don Juana
Reklama książki; 20 mln

4. Śmieszne Foty (Funny Foto)
Pokaz dowcipnych slajdów; 17,5 mln

5. Pink Floyd The Wall – Pink Floyd – Comfortably Numb
Teledysk do piosenki Floydów; 17 mln

Wydanie: 31/2010

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy