Zapomniana Armia Ludowa

Sierpień i wrzesień to czas refleksji na temat powstania warszawskiego i szerzej – polskiego ruchu oporu czasu wojny. Udział w nim lewicy jest w wielu publikacjach głównego nurtu pomijany. Jakże niesłusznie, mamy przecież powód do dumy i bojowej chwały.
W sierpniu uroczyście, z ceremoniałem wojskowym i obecnością Wojewody Mazowieckiego, przeniesiono z Krakowskiego Przedmieścia na Powązki Wojskowe prochy sześciu oficerów Sztabu AL, którzy zginęli 26 sierpnia 1944 r. pod gruzami kamienicy przy ul. Freta 16 na warszawskiej Starówce. Spoczęli w kwaterze Armii Ludowej obok swych żołnierzy, niedaleko towarzyszy broni z AK. Liczna obecność na uroczystościach warszawiaków oraz kombatantów AL i AK świadczy o tym, że pamięć o powstańcach z AL jest żywa i serdeczna. Usiłowania prawicy, jej niektórych dostojników oraz IPN, aby przemilczeć, zatrzeć patriotyzm i bohaterstwo lewicowych żołnierzy, nie zyskały społecznego poparcia.
Prawica ma prawo, a nawet – w obliczu śmierci 200 tys. warszawiaków – smutny moralny obowiązek, aby monopolizować decyzję o wywołaniu powstania, ale nie ma prawa do wyłączności na polu walki. Dowódca AK w meldunku z 25 maja 1944 r. podał do Londynu: „Siłę AL w Warszawie oceniam na 2000 ludzi zorganizowanych”. Wraz z oddziałami Polskiej Armii Ludowej i Korpusu Bezpieczeństwa połączone siły zbrojne lewicy sięgały ponad 3 tys. żołnierzy, co stanowiło ok. 12-15% walczących powstańców.
Ukazała się interesująca książka autorstwa Antoniego Przygońskiego „Armia Ludowa w Powstaniu Warszawskim 1944” (PWH GRAF 2008). To obszerne, bogato udokumentowane dzieło, oczywiście przemilczane i wręcz trudne do kupienia, pokazuje bohaterstwo żołnierzy AL, w tym poruczników Edwina Rozłubirskiego, Stanisława Księżkiewicza i Jana Szebulskiego, odznaczonych przez Komendanta Głównego AK Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Kilku innych otrzymało na polu walki Krzyże Walecznych. Zginęło lub zostało ciężko rannych ponad 500 żołnierzy AL. Tylko kilkudziesięciu poszło do niewoli niemieckiej, bo dzięki pomocy lokalnych dowódców AK otrzymali odpowiednie legitymacje. Jeżeli prawica przemilcza dzisiaj rolę AL w powstaniu, to trochę ze wstydu, że podpisując akt kapitulacji („Układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie”), zapomniano zabezpieczyć wyraźnie, niedwuznacznie prawa kombatanckie dla wszystkich powstańców, a nie tylko tych z AK. Z tego powodu wielu żołnierzy AL musiało się ukrywać, chociażby Marek Edelman, jeden z dowódców walk w getcie w 1943 r., a w powstaniu warszawskim podporucznik AL, zastępca dowódcy plutonu. Walczył na Starym Mieście i Żoliborzu, a następnie zmuszony był ukrywać się w piwnicy domu na ulicy Promyka wraz ze swoim plutonem.
Armia Ludowa to oczywiście nie tylko Warszawa, to praktycznie cała ówczesna Polska. Prof. Jan M. Ciechanowski ocenia siły AL w całym kraju na 50-60 tys. żołnierzy. Inne źródła podają 30-45 tys. Trudno to dzisiaj dokładnie ustalić, skoro nawet skład osobowy Armii Krajowej szacuje się w rozrzucie 150-300 tys. żołnierzy. Znanym i docenianym sukcesem AL była partyzancka „bitwa o szyny”, przebiegająca równocześnie z ciężkimi bitwami i potyczkami obronnymi, głównie na Lubelszczyźnie i Kielecczyźnie.
Alowcy nie szczędzili daniny krwi. Straty AL wyniosły ok. 8 tys. poległych, zaginionych i ciężko rannych. Lewica dobrze zasłużyła się Polsce, a jej żyjący kombatanci zasługują na najwyższy szacunek i opiekę ze strony państwa.

Wydanie: 36/2009

Kategorie: Historia

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy